Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012
"Depresyjni - Prawdziwa..." 05.02.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 26.12.2011
"Obdarci cz. 5" 28.05.2011
"Zebra - akt pierwszy" 17.04.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział czterdziesty drugi

Ewa wariowała. Każdego ranka zrywała się z łóżka o piątej rano po nieprzespanej nocy i siadała do komputera. Sprawdzała swoją pocztę i portale na których pisała o zaginionym ukochanym. Nie znajdując nic interesującego, wędrowała do kuchni po coś lekkiego, co koniec końców zjadała, nie mając świadomości, że pokarm już przeszedł przez gardło. Potem ubierała się i zaczynała rutynową, żmudną pracę. Tłumaczenie już nie sprawiało jej przyjemności, teraz było smutną koniecznością. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zmieniło się bardzo wiele. Zdążyła pokłócić się z żoną Mateusza, Agatą, dowiedzieć się, że kobieta od dawna jest świadoma niewierności męża i otrzymać zakaz odwiedzania małej Zuzi. Dumy Agaty nie umniejszała nawet świadomość, że i ona przyprawiała rogi swemu małżonkowi. Tylko ona uważała się za pokrzywdzoną w tym chorym małżeństwie. Każda podejmowana próba ujrzenia dzieci kończyła się fiaskiem. Agata zjawiała się znienacka i uniemożliwiała Ewie wstęp do domu. Po stosownych przemyśleniach Ewa doszła do wniosku, że kobieta musiała zamontować kamery przed wejściem. Teraz pracowała w pełnym skupieniu, gdyż tylko praca pozwalała jej zapomnieć. Niestety, tego nie dane jej było zaznać chwili ciszy. Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju wpełzła mała Konstancja śmiejąc się szaleńczo. - Guguuuu gagauu! – wykrzyknęła, zatrzymując się tuż przy obrotowym krześle Ewy. Widząc maleństwo Ewa poczuła się niepewnie. Dotąd wolała dzieci umiejące już chodzić i rozprawiające radośnie o życiu swym dziecinnym, bezpośrednim stylem. A tu – bach! – los zsyła jej taką gugusiową gadułę. Co mogła zrobić? Musiała wziąć dziecko na ręce, żeby, broń Boże, nie skaleczyło się o jakiś kant czy też nie poślizgnęło o śliską podłogę. Niezdarnie uniosła je w górę i złapała w swoje niepewne, niewprawne ręce. I zdarzył się cud. Konstancja uchyliła usteczka, ziewnęła cichutko i wtuliwszy się w pierś dziewczyny – usnęła. W tej samej chwili do pokoju wpadła zaaferowana Justyna, szukająca dziecka. Widok dziecka w ramionach przyjaciółki z początku ją zaskoczył i nieco rozsierdził, ale już po paru sekundach doszła do wniosku, że w Ewie jest coś wyjątkowego. To, co doceniała jej córka, musiała docenić także ona. - Niedługo muszę wyjść, ale przyjdzie Iza. Włóż ją do łóżeczka – uśmiechnęła się i podeszła, aby pocałować Ewę w czoło. Wyszła z pokoju, przymykając cicho drzwi. *** Piorunem zatrzasnęła za sobą drzwi mieszkania i z całą chmarą siatek wtłoczyła się do kuchni. Przy stole zastała swojego męża pochylającego się nad laptopem. Niedawno wrócił z pracy i teraz korzystał z chwili relaksu. Usłyszawszy szelest, uniósł głowę i uśmiechnął się rozbrajająco. Wstał od stołu, zamknął laptopa i bez słowa zaczął rozpakowywać siatki. Tymczasem Iza usiadła na stołku, próbując złapać dech. Gonitwa na czwarte piętro z takimi sztangami nie mogła być łatwa. Musiała trochę odpocząć, te kilka minut, ponieważ za chwilę znowu potrzebowała opuścić mieszkanie. - Izuniu, gdzie położyć makaron? - Do tej szafki przy okapie. O tak, ta. Druga półka. - Weź ściągnij tę kurtkę – wymruczał znad szafki. – Chyba nie idziesz znowu do Justyny? - Idę – stwierdziła nieco wyzywająco. Olek westchnął i cisnął puszkę konserw na blat. - Za dużo tam chodzisz. Coraz rzadziej cię widuję. - Przecież muszę pracować! – żachnęła się. – A Konstancji nie ma kto pilnować, dlatego to robię. Mężczyzna jej życia pokiwał smętnie głową, jakby nie dowierzał jej słowom. - Tak, tylko od czego są opiekunki? - Powiedz jej to! – burknęła Iza, kładąc na stole prawą dłoń i przyglądając się jej ze złością. Upaprała się pisakami przy robieniu zestawienia. - Oczywiście, że powiem – przemówił po chwili, wciskając konserwy do lodówki. - Ani mi się waż! – zagroziła mu, zrywając się od stołu. Złapał ją w objęcia i przytulił. - Robisz się coraz bardziej nerwowa – zauważył spokojnie, nie rozluźniając uścisku. - Może trochę… - przyznała cicho, nagle czując się bardzo zmęczona. - Zostań. Nie musisz chodzić tam codziennie. Delikatnie wysunęła się z jego objęć i zaczęła kończyć jego dzieło. Powoli wypakowywała różne produkty z szeleszczących siatek. - Zrozum… Ona nie ma tyle szczęścia, co my, dlatego chcę jej pomóc – wyznała błagalnie. - A jeśli przez to coś się zepsuje między nami? – rzucił cicho. – Pomyśl o tym. Zgarnął ze stołu laptopa i demonstracyjnie ruszył za drzwi. Zamknął je z hukiem i udał się do ich sypialni, żeby w spokoju popracować. Skoro chciała pomóc swojej przyjaciółce, niech pomaga. Pragnął tylko trochę uwagi. Izabela uważała, że może zbawić cały świat. Olek zamierzał udowodnić jej, iż nie ma na to najmniejszych szans. Przez chwilę spokojnie wpatrywała się w zamknięte drzwi, zastanawiając się, co zepsuła. Wreszcie chwyciła wazon ze stołu i cisnęła go na podłogę. *** Kolejne dni przynosiły jej tylko zniechęcenie. Pracowała dwa razy więcej, jednak ciągle z uczuciem, iż kompletnie się do tego nie nadaje. Wciąż miała w pamięci wyznanie Filipa. „Nigdy nie powiedziałem ci tego, co jest przecież oczywiste…” Dla kogo? Na pewno nie dla niej. Wciąż nie wierzyła w jego słowa, uważała, że najzwyczajniej w świecie się przesłyszała. Tak długo czekała, że kiedy wreszcie spełniły się jej najskrytsze marzenia, nie umiała uwierzyć. Za długo i za dużo. Wspomniała Jacka. Był zabawny, może nie tak przystojny jak Filip, ale dobrze wykształcony i niezwykle miły. W jego spojrzeniu odbijało się jej udoskonalone odbicie. Która kobieta nie pokochałaby go już za takie wspaniałe myśli względem niej? Nieświadomie rozkochała go w sobie, opierając się na nim, robiła mu nadzieje na przyszłość. Zagwozdką dla Bonificji był sposób, w jaki to uczyniła. Gdybyż mogła to zrobić z Filipem, z takim samym, genialnym skutkiem. Wyznał miłość, ale nie umiała mu uwierzyć. Zawiodła się. *** Stał przed jej mieszkaniem i spoglądał w okno. Przez zasłonięte żaluzje przebijało się światło. Pomyśleć, stał tak blisko, ale nie mógł wyciągnąć ręki, dotknąć jej skóry, poczuć jedwabistość włosów. Bonificja wybrała swoje nowe życie, wzgardziła wyznaną miłością. Przypomniał mu się tekst piosenki, którą kiedyś razem słuchali. „I\'m about to give in, I got nowhere to go Afraid of the sins, I\'m holding on (…)Would you talk to me? Don\'t walk or run away I\'m onto your yesterday With empty eyes (…)Please, won\'t you give in to me?” Odszedł z dłońmi w kieszeniach, mając nadzieję, że chociaż ona czuje się dobrze.



        Dedykacja: Andy Williamsowi za \"Moon River\". Od razu przypomina mi się Holly. ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 19.01.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 19 01 2012 (20:20:57)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Kolejny raz widzę u Ciebie błąd typu "tę książkę" (przykład wymyślony, gdyż nie zapisałam sobie Twojego potknięcia), zdarzyło się też powtórzenie. Wciąż denerwuje mnie również fakt, że nie piszesz na początku akapitów, o kim będzie mowa. Się trzeba domyślać z kontekstu, a to męczy me spracowane komórki:)

W sumie kolejny rozdział taki o niczym. Powtarzasz, podsumowujesz, a akcja coś stoi w miejscu. Chodzi mi zwłaszcza o wątek z Ewą. Coś nic tu nie chce drgnąć i wydaje mi się, że napisałaś o niej tylko dlatego, że dawno nic o Ewie nie było. Znajdź ty w końcu tego Mateusza, albo niech ta dziewczyna zabije Agatę i porwie Zuzię. Jestem w tym momencie jak Foremniak i "flaków i krwi potrzeba mi !":)

Iza faktycznie coś nam się roztraja nerwowo. Rzuca wazonem, ot tak sobie. Ta szkoda wazonu...Nie lepiej się pokłócić z mężem? To by im na pewno dobrze zrobiło, bo tak duszą w sobie i tymi spokojnymi głosami chcą sobie przekazać rzeczy, które się w nich kotłują. Iza chce zbawiać świat. Faktycznie, ale mnie się też wydaje, że ona zagłusza wyrzuty sumienia, które ma, bo znalazła miłość i jest szczęśliwa, powinna być szczęśliwa, podczas, gdy jej przyjaciółkom brakuje wiele do szczęścia.

Mam wielgachny problem z oceną. Bo z jednej strony prawie bezbłędnie, czysto, miło i przyjemnie. Ale z drugiej odcinek taki bezbarwny i statyczny, że aż nie wiadomo co on tu robi. Daję, więc +4, żeby rozgraniczyć te naprawdę dobre odcinki od tego dobrego inaczej:) Przeczytałam po raz kolejny odcinek, za który dałam Ci 4, i taki na 5 lub 6, i wydaje mi się, że to sprawiedliwa ocena.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(28): 28 gości i 0 zarejestrowanych: