Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 11.07.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 02.10.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 22.01.2012
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - rozdział czterdziesty czwarty

Spoglądał na nią w skupieniu. Nic nie umiało go rozproszyć, kiedy podziwiał doskonałe piękno. Zaślepiony uczuciem, udoskonalał wzrokiem i myślą jej pogmatwane rysy. Teraz wreszcie zrozumiał, jakim był głupcem. Pozwolił, aby owładnęła go namiętność, skazując siebie na dalsze męczarnie. Bonificja potrzebowała tylko oderwania od rzeczywistości, wykorzystała go. A on – idiota – dał się nabrać. Patrzył, jak się przeciąga. Jej ręka świsnęła mu koło nosa i z powrotem opadła na poduszki pachnące piżmem. Zapach kobiety. Zapach kobiety, która odrzuciła go z własnego wyboru. Już nie umiał boleć nad jej decyzją. Wraz z tym zespoleniem ciał poczuł smak gorzkiego zwycięstwa. Ta chwila jednak okazała się decydująca. W jednej chwili zmieniły się wszystkie odczucia. Otworzyła oczy. Pochwycił moment, kiedy osłona czarnych firanek pomknęła do góry, ukazując lśniące tęczówki. Uśmiechnęła się radośnie, jak dziecko, które widzi zabawkę. Tak, to było właściwe słowo. Był zabawką dziecka. Nie potrafił wierzyć w dojrzałość zrozpaczonej kobiety. Kryły się w niej cienie dziecka rozmawiającego w kółko z Justyną. Świat malał… - Wykorzystałaś mnie – szepnął, delikatnie dotykając jej czoła. Jeździł wzdłuż niego palcem, głęboko wierząc, że już nigdy nie zazna szczęścia. Chociaż ją podręczy. – Tak, osłona płaczu jest najwłaściwsza, bo wzbudza litość. Tylko dlaczego ty chciałaś uciekać się do czegoś takiego? - O… o czym ty mówisz? – zdumiała się, zrywając się do pozycji siedzącej. Odrzuciła niepewnie kosmyki włosów spływające na umęczoną twarz. - Chciałaś faceta, uzyskałaś go. Zadzwoń, kiedy będziesz kogoś potrzebowała na jedną noc. Pewnie się zjawię – rzucił szybko i ubrał się z prędkością błyskawicy. Następnie udał się do drzwi wejściowych, otworzył je i wybiegł na klatkę schodową. Potarła zmarszczkę, która w jednej chwili pojawiła się na jej czole. Dotykał ją właśnie w tym miejscu. Chciał złagodzić ból gorzkich słów? Co zamierzał osiągnąć? Załamać ją do szczętu, wpędzić do grobu, a potem pojawić się na pogrzebie i śmiać się w najlepsze? Podjęła decyzję. Umrze, aby go zranić. Utraci dobre imię, zmiecie swój żywot z tego świata, aby pokazać mu, że miała jakieś uczucia. To Filip popchnął ją na tą drogę. On zapłaci swoją część niedoli. Gdzie? W piekle. Spotkają się tam oboje, zrozpaczeni, znużeni codzienną udręką. Własnoręcznie spali go w kotle. Nienawiść użyczy jej swych skrzydeł. *** Zmęczona Justyna dopiero o szóstej oderwała się od maszyny. Pokaz miał się odbyć następnego dnia, tymczasem należało uczynić kilka stosownych poprawek. Niestety, przekonała się o tym dopiero o północy. Pracując, czas mijał szybko. Na szczęście dziecko spało spokojnie, ukołysane monotonnym szumem maszyny. Odrzuciła ubrania i zajrzała do łóżeczka. Mała zwinęła się w kłębuszek i zasnęła ssąc kciuka. Ośmiomiesięczna córeczka. Jej dziecko. Doskonale wiedziała, że kiedyś przyjdzie czas, gdy będzie musiała podzielić się tym skarbem. Miała jednak świadomość, że uczyni wszystko, co w jej mocy, aby do tego nie dopuścić. Ojciec dziecka, mimo swojego dojrzałego podejścia do życia (dojrzalszego od jej punktu widzenia), nie uzyska praw rodzicielskich. Będzie walczyć. Od dziecka oderwał ją dźwięk telefonu. W popłochu rzuciła się do biurka, aby skoczna melodyjka nie zbudziła maleństwa. Ze zdziwieniem usłyszała głos Filipa. Dokładnie miesiąc temu spotkał się z Bonificją. Po owej rozmowie brat zadzwonił do Justyny, aby zdać całą relację. Przyjaciółka krnąbrnej kobiety dowiedziała się, że Finka pozostała obojętna na wyznania Filipa, zmieszała go z błotem i odeszła spokojnie w stronę swojej życiowej ścieżki. Filip, obecnie zakochany trzydziestokilkulatek, współwłaściciel dobrze prosperującej firmy, natychmiast wystarał się kontrakty w Anglii, aby być bliżej ukochanej. Jak tłumaczył Justynie, dopiero teraz rozumiał, jak wielki wpływ ma na niego ta kobieta. Dziwne, znali się od dziecka, a jednak to teraz świat stał się jasny. - Tak? - Co czuje człowiek, który został wykorzystany? – spytał szybko brat, nie pozwalając jej rzec nic więcej. Na to pytanie doskonale znała odpowiedź. Niejednokrotnie tak się czuła zanim urodziła swoje dziecko. Wraz z przybyciem na świat Konstancji światopogląd zaczął się kruszyć. - Niemoc – odparła. – Złość, niepewność… - rzuciła na szybko, świadoma, jak wielka jest ta prawda. - Otóż to. Ale mnie to jeszcze doprowadza do gorączki. Takiej, kiedy coś tobą miota, ale nie możesz nawet unieść ręki. Nie żeby ukarać siebie czy kogoś innego… Ja bym chciał jej tylko pokazać, jak piękne może być życie. - Dała ci popalić, co? – spytała ze współczuciem, nabierając pewności, że tego dnia zdarzyło się coś więcej. - O tym nie będziemy rozmawiać – uciął, wpadając w nerwowy, afektowany chichot. Brzmiał jak obłąkany. - Więc o czym? - Nie mam pojęcia. Chyba stąd wyjadę. Gdzieś daleko. I może nawet już nie wrócę… - A Święta? – rzuciła zaniepokojona Justyna. – Co to za Święta bez ciebie? Nie wygłupiaj się! I Fince też to powiedz! Zapadła cisza. Dziwne, Filip zazwyczaj lubił mówić, jeśli miał odpowiednie argumenty. W tej rozmowie wyczuwało się jego pewność, w czym stoi, jaka sytuacja właśnie go pogrąża. - To już skończone. Sama tego chciała. - Tak oficjalnie? – zdumiała się kobieta, natychmiast ściszając głos. Za bardzo zaangażowała się w tą rozmowę. W odpowiedzi usłyszała tylko sygnał przerwanego połączenia. *** - Chodź tu… - szepnęła Iza, niezdarnie łapiąc męża za rękaw. – Chodź – powtórzyła, ściskając jego zdrętwiałą dłoń. Zero reakcji. Jakby skamieniał. – Olek! Oluś, powiedz coś. Aleksander! – ryknęła, nie umiejąc wytrzymać tej ciszy. Odkąd wrócili do domu, oczywiście w całkowitym milczeniu, ciężko było się z nim porozumieć. Dawniej wystarczały im nawet gesty, a teraz wszystko nikło w bezradności. Właśnie wrócili ze szpitala, gdzie poinformowano ich, że pani Monika Abramowicz zmarła na zawał parę godzin temu. Bardzo banalnie jak na osobę z tak bogatym życiorysem i jakże wyrafinowanymi obrazami podsyłanymi jej przez schizofrenię! Zerknął na nią, nadal trochę skamieniały i mruknął coś cicho. Nie zrozumiawszy, poprosiła go o powtórzenie. Wówczas ryknął na cały blok. - Ojciec jest temu winien! Tylko on! - Przecież wiem. Nie krzycz, pobudzisz ludzi. Proszę, uspokój się. No… już, już… Pochwycił ją w objęcia i przyciągnął do siebie. Przyłożył usta do jej ucha i zaczął szeptać w zapamiętaniu. - Nie wiesz, co to znaczy choroba. Ból. Cierpienie. To, że tracisz kogoś bliskiego bez względu na twoje dobre intencje. On, ten ktoś, tego chce. Bez twojej wiedzy i zgody. Ciężko ci pojąć. Ona miała świadomość, że została tylko ścierką. Co to za życie, co to życiorys. To tylko los, którego człowiek nie umie pojąć. Ten nasz godny politowania Pan. Wysunęła się z jego objęć, pozwalając mu być zdrętwiałym i gorzkim. Udała się do pokoju, gdzie przez pół nocy rozmyślała o tym, kogo poza matką mógł stracić ukochany. Ona zawsze przy nim trwała i trwać będzie, bez względu na wszystko. Jednak co innego trwać i wiedzieć, niźli poznać smak zapominania nieudanym małżeństwem. Tej nocy Olek spał na balkonie. Grudniowe powietrze koiło jego stargane nerwy. *** Dziewczyna mierzyła ją nienawistnym wzrokiem. Stała tuż przed nią i starała się nie rozpłakać. Życie stało się kruche. Ewa spokojnie obserwowała zmianę w zachowaniu Gabrieli. Ledwo wyszła przed dom, spotkała córkę Mateusza. Nie miała pojęcia, co uczynić, czekała na jej krok. Obie uciekały przed nędzą i cierpieniem tego świata. Ewa marzyła się odnalezieniu ukochanego, Gabrysia już tylko o spokoju. Trzynastolatkę wyniszczał ciągły niepokój. Rozkwitający kokon zmienił się w rozregulowaną bombę zegarową o wyjątkowo brzydkiej obudowie. Wreszcie dziewczyna spuściła wzrok i zbliżyła się do kobiety. - Chciałam spotkać kogoś znajomego – mruknęła dziewczyna, tuląc się do kościstego ciała Ewy. - No, kochanie… Gorzej być nie może - stwierdziła Ewa, wpatrując się w Gabrielę oczami pełnymi smutku. Stały się identyczne. Czy tego chciały, czy nie, los zdecydował za nie. Dwie miękkie gliny przemienił w spalone garnki pełne młodzieńczej tęsknoty. - Chyba nie – przyznała dziewczyna. - Co tu robisz? – spytała Ewa, kiedy trafiły już do mieszkania. Pozdejmowały z siebie kurtki i usiadły w kuchni z miskami pełnymi gorącej, cebulowej zupy. Parzyła usta. - Mama jest nie do zniesienia. - Martwi się – stwierdziła Ewa, starając się być przekonywująca. Nie zamierzała podburzać dziecka przeciwko matce, Mateusz byłby za to bardzo zły. Robiła to tylko ze względu na niego. - Ona? Widzi tylko czubek własnego nosa. Już zupełnie nie zajmuje się Zuzą. - Więc kto to robi? - Ja oczywiście – wyznała Gabrysia, nabierając łyżkę zupy i szybko przełykając jej zawartość. Im była gorętsza, im bardziej parzyła podniebienie, tym większą ulgę przynosiła. Widać dziewczęta miały naturę masochistek. - Bywasz dzielna, ale musisz się starać. To wszystko będzie bardzo trudne. Powiedz, wiadomo coś więcej w sprawie… w sprawie twojego taty? - Mama dostała wiadomość, że jest gdzieś przetrzymywany. Żądają okupu – wymamrotało dziecko, wpadając w rozpacz. Wybuchnęła potokiem łez. - Zapłaci? – spytała Ewa z miną pokerzystki. Już sama wiadomość, że żyje dawała jej dużą ulgę. Powoli zaczynała wierzyć, że jeszcze się spotkają. Zazna dotyku jego delikatnych ust, usłyszy opowieść o Zuzi, opowie mu o swoich projektach. - Zastanawia się. Ma jeszcze dwa dni na podjęcie decyzji. Ewa zerwała się od stołu i otworzyła okno. Wystawiła przez nie głowę, aby się ochłodzić. Poczuła, że gorąc zaraz ją przytłoczy. - Ewa! – krzyknęła Gabrysia, bojąc się, że kobieta zemdleje. - Już mi lepiej – wyznała kobieta, po chwili znowu stając przez dziewczyną. – Twoja matka to idiotka. - Wiem. Ewa, jest jeszcze coś… ja… - Tak? - Ja muszę tu zamieszkać.



Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 22.01.2012r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 24 01 2012 (20:05:19)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nie wiem co się dzieje, ale Bonificja mnie strasznie rozczarowuje. Cały czas mam nadzieję, że ta cała obojętność i okrucieństwo są tylko złudzeniem, że ona po prostu się boi zaangażować. Bo Filip tak strasznie cierpi i nie wydaje mi się, że naprawdę zakończy związek z Finką. On zawsze będzie do niej wracał, a ona za każdym razem będzie go coraz bardziej ranić. No i do tego dochodzi jeszcze Justyna, dla której ta sytuacja wcale nie jest łatwa. Przecież chodzi tutaj o jej brata i przyjaciółkę, naturalne, że się martwi.
Iza się nie popisała. Mogła okazać trochę więcej zainteresowania mężowi, bardziej się o niego zatroszczyć. Przecież właśnie stracił matkę, sam sobie z tym nie poradzi. A ona pozwala mu się zamykać, oddalać...
Sytuacja Ewy jest beznadziejna. Dobrze - niech cieszy się, że on żyje, ale nie wiadomo, co mu tam zrobią. Nie sądzę, że uwolnią go wraz z otrzymaniem okupu.

Błędów było niewiele. Tylko nadal masz problem z tym, że w miejscach, gdzie powinno być "tę", dajesz "tą". Oprócz tego pojawiło się jedno niepoprawne zdanie: "Pracując, czas mijał szybko." -> powinno być: "Kiedy pracowała, czas mijał szybko". No i chyba zorientujesz się, dlaczego.
Oprócz tego płynnie, niezwykle ciekawie i miło dla oka.

Z minusem.

Angelika596 Użytkownik WPMT 24 01 2012 (19:54:54)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Lecisz, lecisz... Najważniejsze sprawy mi migusiem przebiegasz i nie jestem pewna czy mi się to podoba. Mateusz się znalazł!!!! A tu tak kompletnie bez fajerwerków. I ta pierwsza scena też taka szybka.

Także akcja ogólnie siadła, ale ze stroną emocjonalną jest o wiele wiele lepiej. Naprawdę bardzo dobrze się czytało pod względem wzruszeń, pod względem zrozumienia uczuć bohatera. Skupiłaś się na tym i wyszło świetnie. Musisz nauczyć się godzić obie strony i będzie z pewnością na szóstkę. Na dzień dzisiejszy piąteczka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: