Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Złe strony jasności" 28.09.2010
"Hamulec w kolorze malinowym" 17.05.2014
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011
"Za niskie koturny" 31.12.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Cztery dobre wróżby - Prolog

- Przyklej to tu! Oj, ciemnoto… nie poprawiaj tego! – komenderowała wściekła Justyna, miotając się po pomieszczeniu z pudłem materiałów, wstążek i błyskotek. Przedstawiała nadzwyczaj zabawny widok. Krótkie, wypłowiałe szorty, długa żółta bluzka i czerwona chustka związana na głowie. Dołączając do tego szybkie, urywane ruchy, uzyskujemy obraz osoby bardzo nerwowej i ambitnej. - Weź się odczep! To nasz wspólny projekt i dlatego… - Bonificja, mimo całej sympatii do Justyny, postanowiła nie kryć swoich uczuć. Często, same tego nie planując, kłóciły się zawzięcie, jednak potrafiły szanować swoje wybory i wspierać się. - Zakręć ten klej, bo jak wycieknie, to Honorcia mnie zabije! – warknęła Justyna, uchylając lekko okno. Zaduch stawał się do nie zniesienia. Jak to możliwe, że kiedy na zewnątrz panuje zupełny upał, one gorliwie pracują nad projektem na plastykę? Pomimo swoich wielkich aspiracji, uwielbienia dla szycia i projektowania, Justyna miała już zupełnie dość. Tylko co miała powiedzieć Bonificja, osoba zupełnie nie przystosowana do ręcznej pracy? Świat tej pulchnej, niskiej i wybuchowej istotki kręcił się wokół przedmiotów humanistycznych. Namiętnie pisywała do literackich czasopism, czytywała książki i tomiki wierszy, jeździła na wszelakie wieczorki poetyckie. Justyna odgarnęła z czoła niesforne szare loki i przyjrzała się uważniej przyjaciółce. Zawsze zazdrościła jej tych miękko opadających drutów w kolorze o parę tonów ciemniejszym od jej włosów. W przypadku Bonificji wyszedł finezyjny brąz. - Honorata zrozumie – stwierdziła spokojnie Bonificja i wyjęła Justynie pudełko z rąk. Zaczęła czegoś pilnie szukać. Honorcia pracowała w rodzinie Justyny od dwudziestu lat. Przybyła do owego mieszkania miesiąc po narodzinach brata Justyny – Filipa. Patrycja, matka obojga, mimo najszczerszych chęci, nie zdołała ogarnąć domu i dziecka. Honorata była świadkiem zmian w tej szanowanej, ale dość dysfunkcyjnej rodzinie. Widziała, co stało się w trzy lata po narodzinach pierworodnego Patrycji. Gdy jej pracodawczyni nałogowo zaczęła omdlewać, potwierdziły się jej podejrzenia. Wszystko potoczyło się lawinowo. Patrycja i Zbigniew rozsądnie uznali, iż czas się definitywnie rozstać. Po szybkim rozwodzie ojciec Filipa wyprowadził się z domu, zaś na jego miejsce wkroczył nowy mąż Patrycji, Karol. Szczęśliwych małżonków rozdzieliła śmierć. Mężczyzna zmarł w kilka dni po dziesiątych urodzinach Filipa. Stan załamania kobiety trwał osiem ciężkich lat. W owym czasie niewiele pracowała, gdyż rodowe pieniądze, piękne srebra i uwielbienie wielu mężczyzn, pozwalało żyć całej czwórce na godnym ich nazwiska poziomie. Filip i Justyna przyzwyczaili się do nowych wujków, do ciągłych depresji matki, tak więc bez żadnego sprzeciwu pozwolili bezdzietnej Honorci im matkować. Kiedy Filip otrzymał w urzędzie dowód, matka dzieci postanowiła ostatecznie otrząsnąć się z żałoby i porzucić ojczysty kraj na rzecz przereklamowanej krainy hamburgerów. Oddała synowi jego część majątku, wyjaśniła wszystko zbuntowanej czternastoletniej Justynie, poprosiła Honoratę o dalszą pracę dla jej dzieci, po czym wyjechała. Honorata nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy, jednakże pozostała na swym stanowisku z miłości do swoich wychowanków. Wykonywała wszystkie domowe prace, aby Justyna, uczennica gimnazjum i jej brat Filip, student zarządzania, mogli się uczyć. W takim oto systemie cała trójka żyła już dwa lata i nie narzekała. - Tak uważasz? – mruknęła sarkastycznie Justyna, przejmując pudełko. - Nie wycieknie – uspokoiła ją Bonificja. – Powiedz mi, dlaczego uparłaś się na tyle cekinów? – warknęła ze złością, ciskając na łóżko kolejny kawałek aksamitu. - Inaczej się nie przebijemy! – pouczyła ją Justyna z miną rektora na wyższej uczelni. – Nie rozumiesz? – burknęła i wskoczyła na obrotowe krzesło o mało nie upadając. Przytrzymała się biurka, nabrała równowagi, po czym wyciągnęła w dal obie ręce i wyjaśniła wszystko przyjaciółce. – Moje klasyczne projekty zawsze znikały w ich przepychu… Ale kiedy połączy stonowany przepych z klasycyzmem wychodzi ci… -… kicz! – stwierdziła Bonificja, unosząc w górę swoje niewydepilowane brwi. - Finka, ty małpo! – Justyna sprawnie zeskoczyła z fotela i wylądowawszy obok Bonificji pociągnęła ją za wystające zielone ramiączko stanika i strzeliła. - Zboczeńcu! – roześmiała się Bonificja i chwyciwszy doniczkę, udała się, że chce się nią zamachnąć na przyjaciółkę. Drzwi pokoju otwarły się gwałtownie, w progu stanął wryty Filip. Widok dwóch szarpiących się szesnastolatek w zupełnie odmiennych strojach musiał być dla niego szokiem. Obie były roześmiane, zaróżowione i przejęte. Zlustrował je obie zimnym wzrokiem. Justyna zawsze była tą bardziej śmielszą i bezpośrednią. Bonificja także, tyle że w innym znaczeniu. Ona zdawała się stawiać sobie więcej granic, więcej barier do pokonania. Justyna nosiła szorty, wydekoltowane bluzki i szpilki, Bonificja dżinsy, zwykłe bluzki i adidasy. Zwykle brał je za jedno, za ten sam wredny charakter. Bonificja i Justyna znały się od pierwszej klasy. Zawsze razem, zawsze nierozłączne. Tylko Bonificja potrafiła wytrwać przy załamanej, ciągle próbującej coś sobie udowodnić Justynie. Był jej za to wdzięczny. Owszem, wydawała się straszną cnotką i cichą dziewczynką, ale wcale taka nie była. Prowokowała ciętym językiem i spojrzeniami, wszystkim, tylko nie strojem. Pozory mylą. Aby powstrzymać się od dalszych spojrzeń, Filip zamrugał i chwycił pierwszą z brzegu koronkę. Okręcając nią swój palec, zamruczał coś cicho. - Zabawne… - odłożył szybko materiał i wpadł w swój moralizatorski ton zarezerwowany tylko dla tych małolatów jak one. – Co wy tu robicie? Wracam do domu, a Honorcia mówi, że wy tu chyba macie jakąś orgię – spojrzał na nie jeszcze raz i wybuchnął śmiechem. Nie wiadomo, co bardziej zdenerwowało wojowniczą Justynę, śmiech czy jego spojrzenie. - Jaką orgię, idioto! – żachnęła się Justyna. – Patrz i podziwiaj, braciszku – wskazała mu duży karton świecący się od cekinów i połyskliwych materiałów. Filip posłusznie zerknął na wskazany mu obiekt. - Co to jest? – spytał niepewnie, w duchu powstrzymując się od śmiechu. Czasem potrafił wykazać jakieś ludzkie uczucia, chociaż siostra go o to nie podejrzewała. - Kolaż – odezwała się ze śmiechem Bonificja. – Prawda, że za dużo cekinów? - Prawda – przerwał jej mrukliwie. - Ha, a nie mówiłam?! – stwierdziła triumfalnie Bonificja, dalej z doniczką w ręku. - Słuchaj no, idioto… To jest sztuka wysokiego wyrazu. Mówimy o pięknie i brzydocie, ukazujemy ją za pomocą… - Więcej tu brzydoty – wydał werdykt, spoglądając na nie zza zasłony długich rzęs. - Ej, nie mów tak! – zaprotestowała lojalnie Bonificja. – Po prostu nie dodawajmy więcej cekinów, może nawet trochę usuńmy i dodajmy coś bardziej… - Co byś o tym powiedział na miejscu Zośki? – spytała przymilnie Justyna, wymieniając imię ich plastyczki. Filip także ją znał, bowiem kiedyś uczęszczał do ich gimnazjum. Wszyscy razem kroczyli jedną ścieżką. - Że to kicz – odparł szybko, nieświadomie powtarzając słowa przyjaciółki siostry. Justyna rzuciła się ku łóżku, złapała plakat jedną ręką i przedarła go na pół. - No dobra, panie wszystko wiedzący! – wrzasnęła Justyna, nie umiejąc się opanować. – Jaką masz koncepcję? - Poczekaj, skoczę do pokoju po reprodukcje obrazów Rubensa – zaproponował Filip, wychodząc szybko z pomieszczenia. Justyna odprowadziła go wzrokiem pełnym niechęci, zaś Bonificja podziwu. Wielki sekret niskiej dziewczyny był banalnie prosty: skrycie kochała Filipa ogromną, nieodwzajemnioną miłością.



        Dedykacja: Dla insomniaof za polecenie pewnego zespołu, który stał się jednym ze składników owej opowieści. ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 04.07.2011r.

1     

Vår Szef Prozy 05 07 2011 (20:15:35)

Użytkownik ocenił pracę na 4

witaj raz jeszcze. pfff... skasował mi się komentarz. co za wredna klawiatura. kliknęłam nie ten klawisz, co trzeba i wszystko znikło. prosiłaś o ocenę, więc ją wystawię. a już miałam rozpocząć szaleńcze walenie w klawiaturę, które miało stworzyć następny rozdział SDR. ale chyba nie ucieknie przez najbliższe kilkanaście minut. dziękuję za dedykacje, cieszę się, że mogłam polecić coś, co cię zainspirowało.

od początku zatem. piszesz bardzo przyjemnie i szybko się to czyta. nie szukam nawet błędów, bo wiem, że ich po prostu nie ma. w końcu kto bardziej dba o stronę techniczną jak nie najbardziej urocza zrzęda od spraw technicznych tego portalu? ;) ciekawi mnie, gdzie tez pojawi się twórczość HIM'u w tym opowiadaniu, bo jak na razie nie widzę tu żadnych mrocznych wątków. ale może się mylę.

piszesz bardzo bezpiecznie i realistycznie - dwie przyjaciółki tworzące coś do szkoły, każda z nich ma inne zdanie, wkracza chłopak, w tym przypadku brat jednej z bohaterek, który rozsądza spór. i wątek miłosny, bowiem dziewczyna zakochała się w bracie swojej najlepszej przyjaciółki, oczywiście musi być w jakiś sposób niewyzywająca. nie masz poczucia, że to już było? może się mylę, ale to na chwilę obecną przedstawia się to nieciekawie. powiem szczerze i brutalnie - po przeczytaniu prologu nie miałabym ochoty czytać reszty książki. i nie zachęcą mnie nawet obrazy Rubensa ;) ratuj fabułę, bo umrze i ona i czytelnik. z nudów.

podsumowując: temat na razie nie olśniewa, a tak nie powinno być w prologach. mam nadzieję, że czymś mnie zaskoczysz w najbliższym czasie. cieszę się, że w końcu pojawiło się coś o sztuce, gdzie będzie dużo inspiracji modą i obrazami, które osobiście kocham ponad wszystko. w końcu wybieram się na ASP, a to zobowiązuje. do pracy wróć. zero błędów, poprawnie i miluśnie ;) z bólem serca, ale wiem, że stać cię na dużo, dużo więcej, więc będę cisnąć. z ogromnym plusem [głównie za Rubensa ;)] pozdrawiam i czekam na kolejną część.

Anima użytkownik 05 07 2011 (20:41:29)
Prolog jest właściwie retrospekcją bohaterek. Akcja toczy się dużo później. Fakt, motyw miłości przyjaciółki do brata już był, a jednak... mi się nadal podoba. ;p Zresztą powstało już kilka rozdziałów na zaś, mam nadzieję, ze dostatecznie zagmatwanych. ;) Jakbym wiedziała, że będziesz pisać rozdział, to bym się nie odzywała. Wolę się wreszcie dowiedzieć, co ten Jackson wykombinował. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: