Człowiek znaczy demon

Tak naprawdę Diabeł nie istnieje, ale Człowiek postanowił go stworzyć. Zrobił to najprostszym sposobem. Wyhodował go w sobie. Powoli budził się z nieświadomości. Początkowo nie czuł niczego – ani bólu, ani chłodu, ani strachu, który czaił się gdzieś w najdalszych zakątkach umysłu, jakby czekając tylko na właściwy moment do uderzenia z mocą, której nie jest w stanie pokonać nawet najbardziej silna wola. Potrzebował dłuższej chwili, aby dotarło do niego, iż siedzi w kucki, nagi, oparty o zimną, kamienną, jak się w pierwszej chwili zdawało, ścianę. Wszechogarniający mrok był tak intensywny, że przełamawszy odrętwienie i zbliżywszy dłoń do oczu, która teraz nieomalże dotykała nosa, w dalszym ciągu nie mógł jej ujrzeć! Straciłem wzrok – pomyślał. Nigdy nie znajdował się w aż takich ciemnościach, aby nie mógł dostrzec własnej dłoni. Do teraz. Wniosek nasuwał się sam, choć starał się nie dopuszczać go do świadomości. Ktoś lub coś spowodowało absolutną ślepotę. Nieśmiało, bojąc się napotkać puste oczodoły, dotknął twarzy. O dziwo wszystko było na swoim miejscu, odniósł tylko wrażenie, iż to, czego dotyka jest dziwnie obce. Po dłuższej chwili zrozumiał, że opuszki palców przesuwają się po zmarszczonej, zarośniętej masce. To była twarz starca! Kim ja jestem? Próżno starał się wyciągnąć z zakamarków pamięci choćby strzęp informacji, która w najmniejszym stopniu wyjaśniałaby położenie w jakim się znalazł. Dwa słowa. Tylko dwa słowa docierały do świadomości. RUDOLF, TOWER. Rudolf, Rudolf, Rudolf. Powtarzał kilkukrotnie zanim zrozumiał, że tak właśnie ma na imię. Z całych sił starał się przypomnieć swoje nazwisko. Bezskutecznie. Po dłuższej chwili zrezygnował. TOWER – ta nazwa nie kojarzyła mu się z niczym, lecz wciąż powracała, wwiercając mu się w i tak bezładne myśli. Postanowił wstać. Zrazu niezdarnie, rozprostowując zdrętwiałe kończyny, z czasem coraz pewniej stawiał kroki na pokrytej kocimi łbami posadzce. Począł obmacywać ściany, które zdawały się być zbudowane z tego samego materiału, co podłoga. Były zimne i pokryte jakąś lepką substancją, o dziwnie znajomym zapachu. Nie był w stanie przypomnieć sobie skąd zna ów zapach. Powoli, krok za krokiem, przesuwał się wzdłuż muru. Napotkawszy załamanie pod kątem prostym, brnął dalej do kolejnego rogu i do kolejnego, aż powrócił w miejsce, z którego wyruszył. Zdjął go strach, graniczący z paniką, uświadomił sobie bowiem, iż pomieszczenie jest szczelnie „wybrukowane” i nie posiada żadnych okien, żadnych drzwi, żadnej drogi prowadzącej na zewnątrz. Pozostała jedyna szansa. Wyciągnął ręce wysoko ponad głowę. To, co napotkał, pozbawiło go wszelkiej nadziei. Opadł na kolana, ukrył twarz w dłoniach i cicho załkał. Sufit szczelnie pokrywał ten sam budulec, co ściany i podłoże. Ociekał tą samą lepką substancją. Poczucie beznadziejnego położenia, w którym się znalazł, powoli, lecz z miażdżącą siłą zalewało świadomość. Serce łomotało jak oszalałe wręcz rozrywając żebra, jakby chciało wydostać się z klatki, w której je zamknięto. Świszczący, krótki oddech nie zapewniał odrobiny odżywczego tlenu, a uderzenia gorąca prawie doprowadzały mózg do wrzenia. Pot ściekał strumieniem z pochylonego czoła. Jestem żywcem pogrzebany! Żywcem!! To jakaś krypta! Ktoś mnie zamurował! Ale dlaczego? Kto? Jak? Kiedy? Myśli biegły z prędkością błyskawicy. Odpowiedzi żadnej. W końcu przyszło odrętwienie, rezygnacja z bezsensownej walki o wyzwolenie się z beznadziejnej sytuacji. Mały, zielony, fosforyzujący punkcik początkowo zdawał się być złudzeniem. Kropka, nie większa niż łebek szpilki widniała na przeciwległej ścianie idealnie na wprost jego oczu. Poczołgał się w tym kierunku. Dotknął palcem miejsca, w którym widniała, lecz, o dziwo, nie zakrył jej. Teraz widział ją dokładnie na swoim paznokciu. A więc nie stracił wzroku. Pomieszczenie wypełniał tak gęsty mrok, że miał wrażenie ślepoty. Oparł się plecami o wilgotną ścianę i nie spuszczał oczu z malutkiej plamki – iskierki nadziei. Krew nabiegła do głowy i zaczęła pulsować w skroniach. Krew, krew… KREW! Przypomniał sobie skąd zna zapach kleistej mazi, oblepiającej ściany i strop. To był zapach krwi!! Wbrew postanowieniu, nie potrafił skupić uwagi na zielonej kropce. Zapadł w sen, a raczej rodzaj letargu, z którego ocknął się, wyczuwając bardziej niż widząc czy słysząc, zmiany w pomieszczeniu. To, co dostrzegł po otwarciu oczu zmroziło go. Na przeciwległej do plamki ścianie coś świeciło bladym światłem. Z bezładnej poświaty wyłaniały się postaci. Powoli zaczął rozróżniać sylwetki małych dzieci. Szły wprost na niego. W miejscu oczu miały puste, czarne otwory. Niektóre pozbawione były kończyn. Innym z wielkich ran na brzuchach wypływały wnętrzności, oblepione larwami much. Odruchowo, z przerażenia, zaparł się o ścianę, jakby chciał przez nią przeniknąć, aby jak najdalej uciec przed okropnym widokiem. Zamknął oczy, lecz obraz nadal trwał. W końcu postaci zaczęły blaknąć, aż znikły zupełnie. Po tym, co ujrzał, nie potrafił już myśleć logicznie. Darł palcami kamienne mury, próżno usiłując pokonać przeszkodę. Nagle oślepiło go jasne, rtęciowe światło. Po raz pierwszy zobaczył siebie stojącego po kostki w brunatnej mazi. Spojrzał na dłonie. Ociekały krwią. Trwało to krótką chwilę, ale wystarczyło, aby stracił przytomność. Kiedy się ocknął, w pomieszczeniu znowu zapadła ciemność. Lecz nie był w nim sam. Czuł wyraźnie czyjąś obecność. Chciał zapytać, kto tu jest. Nie zdążył. Jakaś silna ręka złapała go za gardło i zacisnęła się z taką mocą, że tracił oddech. Ujrzał parę czerwonych, demonicznych oczu, wpatrujących się w niego uważnie. Tak sobie wyobrażał diabła. Był pewien, że sam szatan przyszedł po niego. Usłyszał dziwny, operowy śmiech. W jednej chwili wszystko znikło. - Boże, proszę, błagam, miej litość nade mną! – wykrzyczał na cały głos. Kiedy zaczął się uspokajać, łapiąc jeszcze oddech, jak wyciągnięta z wody ryba, ujrzał unoszącą się w powietrzu, półprzezroczystą postać. Anioł – wyszeptał. Anioł przybył, żeby mnie stąd zabrać! Uchwycił się tej myśli z wielkim entuzjazmem, choć zdawał sobie sprawę, że była irracjonalna. Ale czyż jego położenie nie było irracjonalne? Nie potrafił już odróżnić rzeczywistości od majaków. Nie wiedział, czy to, co widzi, widzi rzeczywiście, czy to tylko projekcja udręczonego przeżyciami umysłu. Postać zaś była na tyle wyraźna, że dostrzegł ogromne łzy, spływające po jej policzkach. Patrzyła na niego z wielkim smutkiem i po chwili znikła. Po raz kolejny pogrążył się w rozpaczy. Zwątpił w to, że zdoła się wydostać z tej makabrycznej sytuacji. Po chwili następne sylwetki zaczęły wychodzić wprost ze ściany. Byli to mężczyźni i kobiety o wygolonych do skóry głowach i przedziwnie poskręcanych wychudłych ciałach. Przechodzili w swoistej paradzie mimo niego i znikali za przeciwległym murem. Kiedy odszedł ostatni, jedna ze ścian rozsunęła się. Widok, jaki ujrzał zmusił go do nieludzkiego, straszliwego skowytu. Siedemnastego sierpnia, tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku, około godziny szesnastej trzydzieści, słuchacze radia BBC usłyszeli komunikat, że tego dnia dziewięćdziesięciotrzyletni Rudolf Hess zginął śmiercią samobójczą w więzieniu w Spandau.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 8    
Data dodania: 07.05.2012r.

1     

nic Użytkownik wpmt 09 05 2012 (20:11:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Wiesz, powiem ci szczerze, że odważyłam się dodać swój tekst na tą stronę(bo raz się żyje), ale przedtem postanowiłam jeszcze coś stąd przeczytać. Padło na twoją pracę. Po jej przeczytaniu straciłam jakąkolwiek nadzieję na to,że moja nie zostanie w całości skrytykowana. Dlaczego? Bo twój styl tworzy z moim wielki kontrast. To, co napisałeś jest genialne. Wszystko bym oddała, żeby potrafić tak oddać to, co mam na myśli Nie obchodzą mnie te wcześniej odnalezione błędy. Poprawienie ich potrwałoby tylko kilka minut, są nieistotne. Zdecydowanie daję 6 (bo 7 niestety nie ma :D)

Darksio Użytkownik wpmt 09 05 2012 (20:40:42)
Nic.
Nie wiem, co mam odpowiedzieć. Nie trać nadziei. To kwestia doświadczenia. A doświadczenie zdobywa się z czasem i w miarę pracy nad swoim stylem. Jestem pewny, że i Tobie kiedyś ktoś tak napisze. Serdecznie dziękuję za tak dobry odbiór. Pozdrawiam serdecznie.

Anima użytkownik 08 05 2012 (18:23:44)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Powiem szczerze: na samym początku miałam w głowie tysiące różnych myśli, które nie wydawały mi się zbyt rozważne i sensowne. Coś nie pasowało mi do tego dość sugerującego tytułu.
Bo jest tak: człowiek został uwięziony. Kiedy dopiero wgłębiamy się w tekst, wydaje nam się, że jest niewinny. Poza tym jego reakcja jest bardzo ludzka: boi się. A potem czytamy dalej, te wszystkie mary, nie mary, wszechobecna krew i strach człowieka.
Nie powiem, to robi wrażenie i budzi w czytelniku bardzo wiele uczuć. Tylko potem to wszystko znika, efekt psuje ostatnie zdanie. Teraz czytelnik może już tylko się miotać między nienawiścią, niezrozumieniem postaci i reakcji samego siebie.
Nawiasem mówiąc, wklikałam sobie w Google tą nazwę, jako że u Rudolfie Hossie słyszałam, czytając o II Wojnie Światowej i muszę ci powiedzieć, że znalazłam błąd. Tak mi coś właśnie nie pasowało. Otóż Rudolf Hoss lub Hoess (pisownia także przyjmowana) to ktoś zupełnie inny. Zginął przez powieszenie w 1947 roku. Jako dowód, może marny (wszyscy wiemy, jaka jes Wikipedia), ale jednak, załączam link: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_H%C3%B6%C3%9F
Natomiast historia przez ciebie opisywana, to historia Rudolfa Hessa. I tu wszystko się zgadza. Więzienie Spandau i śmierć w 1987 roku. Dowód: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_Hess
Napisz mi później, czy poprawić ten błąd w nazwisku. ;)
Stylistycznie jest świetnie. Opisy są bardzo wyraziste i mocne, dokładnie to przedstawiasz. Może zbyt dokładnie, ale to już twój zamysł, jako autora.
Prawie nie robisz błędów. Znalazłam tylko jeden zgubiony przecinek, reszta jest bardzo dobra. Widać, że znasz się na rzeczy.
Za ten, dość brutalny i bardzo wyrazisty obraz, dostajesz piątkę. Aczkolwiek, jak sam wspomniałeś, nie wiem, jak zareaguje szersza publiczność. Dla niektórych ten tekst może być wstrząsający, jednak wydaje mi się na tyle dobry, aby zamieścić go na portalu.


Darksio Użytkownik wpmt 08 05 2012 (19:19:05)
Dziękuję, Ironiczna.
Jesteś bardzo spostrzegawcza. Naturalnie chodziło mi o Rudolfa Hessa, który razem z Hitlerem budował narodowy socjalizm w Niemczech. Nawet wiem skąd ta pomyłka. Przed tym tekstem pisałem o Rudolfie Höß'ie (tym od Oświęcimia) do frankfurckiego pisma (mieszkam na stałe w Niemczech). Potem opisując innego człowieka z rozpędu użyłem niemieckiej czcionki. Proszę o poprawkę. :)
Historia "mojego" bohatera jest bardzo niezwykła i na tyle obszerna, że nie jestem w stanie choćby pokrótce tu ją przybliżyć. Można jedynie skrótowo nakreślić, że gość był, bądź udawał umysłowo chorego. Mimo to został skazany na dożywocie. W tym opowiadaniu próbowałem ukazać samotność umierania i wszechogarniający strach, kiedy dopadają go demony, które sam niejako stworzył za życia.
Dziękuję za dobre przyjęcie.

Anima użytkownik 08 05 2012 (19:41:07)
Błąd został poprawiony. ;)
Nawiasem mówiąc, czytałam, że w więzieniu zamiast niego mógł być ktoś zupełnie inny. Ponoć podczas pobytu w Spandau dopiero po dwudziestu czterech latach zaprosił swoją rodzinę w odwiedziny. Żona mówiła, że jego głos dziwnie się zmienił. W grę wchodzą jeszcze lata, ale mimo to... Poza tym podczas badań nie wykryto u niego ran z I wojny światowej. Masz na to jakąś swoją teorię? Nie bardzo wiem, co o tym sądzić.

Darksio Użytkownik wpmt 08 05 2012 (19:59:47)
Spiskowa teoria jest taka, że kiedy doleciał do Wielkiej Brytanii, Anglicy go zabili, a do twierdzy Tower zamknęli sobowtóra, który także był zbrodniarzem wojennym i zgodził się zamienić karę śmierci na wystąpienie w tym cyrku i dożywocie. Nawiasem mówiąc był on ostatnim historycznie więźniem Tower, tak samo jak ostatnim więźniem Spandau. No i stąd jego "amnezja" podczas procesu. Trudno dziś powiedzieć co się naprawdę wydarzyło. Nie podejmują się tego nawybitniejsi znawcy II WŚ. Tymbardziej, ze nie ma również materiału genetycznego, ponieważ został on skremowany, a jego prochy rozsypane w nieznanym miejscu, żeby nie było grobu ani doczesnych szczątków, które mogły być czczone przez neonazistów. Faktem jest, że lekarz nie stwierdził blizn po poważnych obrażeniach które doznał podczas pierwszej wojny, a żona początkowo go nie poznawała. Ten stan (z żoną) później uległ zmianie i odwiedzała go wielokrotnie (jak na "obcą" osobę o wiele za dużo). Odwiedzał go również syn i również wielokrotnie. Hess przez cały swój pobyt nie pisnął ani słówka o swojej karierze wojennej, choć próbowało wielu ludzi, historyków, redaktorów, naukowców. Jego historia jest tajemnicza i niezmiernie ciekawa, na przykład jak udało mu się przelecieć kanał na messerschmicie, który nie miał technicznych możliwości (jego zasięg na to nie pozwalał). Nie zmienia to wszysto faktu, że obok Hitlera był współodpowiedzialny za powstanie faszyzmu, przez co jego zbrodnie są nieporównywalne z innymi "zwykłymi wykonawcami rozkazów".

Darksio Użytkownik wpmt 07 05 2012 (18:29:41)

Przepraszam, nie zafunkcjonowały akapity. Poprawię jak tylko będę miał możliwość.

Darksio Użytkownik wpmt 07 05 2012 (18:37:22)
P.S. Podejrzewam, że ten tekst także nie spodoba się "szerszej społeczności".


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(19): 19 gości i 0 zarejestrowanych: