Pseudonim: mansto
O sobie: Moim marzeniem jest wydać kiedyś książkę.
Napisanych prac:
- wiersze: 1
- proza: 1

Średnia ocen: 4.8
Użytkownik uzyskał: 3 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Człowiek w tym wieku -..." 26.12.2013
"1863" 24.01.2014

Inne prace tego autora:
"1863" 24.01.2014
"Człowiek w tym wieku -..." 26.12.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Człowiek w tym wieku - Stwórz mnie [5]

Siedział. Był już w tym wieku, kiedy siedzenie jest nie tylko samym aktem siedzenia, odpoczynku samego w sobie, lecz także formą odpowiedzi. Siedział więc i trzymał dłonią dłoń. Siedziałem. Złapałem rękę ręką, to pozwalało mi poczuć ciepło moich dłoni. Dotyk, którego doświadczałem na samym sobie był formą powrotu do czegoś, co minęło. W niemym geście trzymałem dłonią dłoń i nawet nie starałem się wspominać, co przypominał mi ten akt lecz skupiłem się na nim samym. Trzymał dłonią dłoń. Akt obcowania z samym z sobą dla kogoś z zewnątrz mógłby wydawać się niezrozumiały, ktoś, kto go widział pierwszy raz, mógłby zastanowić się nad sensem tego działania. Ale sens działania nie zawsze jest jawny i oczywisty. Skoro więc postanowił trzymać rękę ręką, pozwólmy mu na to. Trzymałem dłonią dłoń. Impuls, którego wrażenie powoli opadało, lecz wciąż jeszcze wyraźnie tkwił w mojej głowie, sprawił, że przymknąłem oczy. Może to ciepło, które przekazywałem sam sobie, ten układ zamknięty obiegu temperatury był jedynie właśnie ciepłem? Jedynie układem zamkniętym? Oparł się o stół. Może to wrażenie, którego doznał w pewien sposób go do tego zmusiło? Człowiek w jego wieku nie powinien się przemęczać, nawet siedząc. Może więc dlatego się oparł. A może po prostu był zmęczony. Albo jeszcze inaczej, wygodniej było mu oprzeć się o stół, nie lubił siedzieć wyprostowany. Oparłem się o stół. Nie zrobiłem tego z jakichś specjalnych pobudek, po prostu nagle w mojej głowie pojawiła się nagła, nieodparta pokusa oparcia się ręką o stół. Można mnie za to winić, ale czy ktokolwiek zastanawia się nad impulsem oparcia się o stół? Prawdopodobnie od razu to robi, nie myśląc nad tym zbyt wiele. Po prostu się oparłem. Po prostu. Opuścił głowę. Nie wiem, dlaczego. Ale może dlatego, że jest człowiekiem w tym wieku. Człowiek w tym wieku często przytłoczony ciągnącym się brzemieniem zbędnych wspomnień, wiedzy, obrazów, rozmów, grzechów i wyrzutów sumienia często opuszcza głowę. To typowe. Możliwe też, że opuszczenie głowy było spowodowane zwykłym, codziennym zmartwieniem, może usiłowaniem sobie czegoś przypomnieć, albo migreną. Jest to jedno opuszczenie głowy, ale daje dużo do myślenia. Opuściłem głowę. Podobnie jak przed chwilą, zupełnie nie wiedziałem dlaczego. Być może opuszczenie głowy było spowodowane uprzednim oparciem się ręką o stół, sam nie wiem. Nie bolała mnie. To dziwne, ale nie czułem się zmęczony. Podobno człowiek w tym wieku ciągle czuje się zmęczony, ale siedząc tak w ogóle nie odczuwałem ani cienia zmęczenia. Łańcuch przeszłych zdarzeń ciągnących się w mojej głowie od najwcześniejszego dnia, który pamiętam, uleciał. Opuszczenie głowy nie miało żadnego znaczenia. Przymknął oczy. Może jednak to migrena? Oparty o stół, przymknięte oczy, w tym wieku. Może jest poważnie chory? A może w pewien niewyjaśniony sposób zasnął? Człowiek w tym wieku może zasnąć, ot tak sobie, bez powodu. Odpowiednia pozycja temu sprzyja, a on przysiadł wygodnie przy stole, oparł się o niego i opuścił głowę - to chyba by wystarczyło. W tym wypadku całe jego dotychczasowe działanie straciłoby większy, wyższy sens i stałoby się jedynie przypadkowym ciągiem przyczynowo-skutkowym, który może następować właśnie teraz w każdym miejscu na świecie. Przymknąłem oczy. Może byłem zmęczony. Prawdopodobnie jednak chciałem sobie coś przypomnieć. Nie do końca sam pamiętałem, o co chodziło. Od momentu, kiedy złapałem dłonią dłoń, to jest trzydziestu sekund temu, przez moją głowę przeleciały miliardy myśli i potrzebowałem uspokoić tę falę, by naprawdę zorientować się, co ów gest mi przypomina. Przymknięcie oczu raczej miało mi w tym pomóc. Westchnął. Mnóstwo może być powodów westchnięcia, nieprawdaż? Jeśli chodzi o sen, westchnięcie było po prostu westchnięciem. Jeśli jednak zmagał się właśnie w głowie z przywołanym uosobionym brzemieniem grzechów, słów, myśli, uczynków, wspomnień i Bóg wie czego jeszcze, westchnięcie może być niewerbalnym aktem triumfu, porażki albo jeszcze czegoś innego. Właściwie to westchnięcie może być jedynie westchnięciem. Westchnąłem. Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Przelatujące mi przez głowę myśli były dość kłopotliwe, gdyż przypomniałem sobie wiele rzeczy, których przypomnieć bym sobie nie chciał. Byłem człowiekiem w takim wieku, gdy wiele rzeczy łatwo się zapomina, a gdy się je sobie nagle przypomni, jest się brutalnie zaskoczonym realizmem przeszłości, który bezwzględnie uderza między oczy. I nie chodzi tu tylko o złe wspomnienia, te dobre też uderzają. Po dłuższym czasie i te miłe wprawiają w zakłopotanie, skonfundowanie, czasem nawet sprawiają ból. Człowiek bez wspomnień jest szczęśliwszy. Spojrzał na szklankę. Teraz wszystko, co się do tej pory działo straciło swój mistyczny wymiar i uległo gwałtownej degradacji paraliżując i odsyłając w zapomnienie jakieś głębsze refleksje. Czy bowiem człowiek, który doświadcza metafizycznych objawień starości może prozaicznie patrzeć w szklankę? Tę szklankę, która jest tak do bólu cielesna i ograniczona, że samo spojrzenie na nią przywraca człowieka w całości na ziemię, każe mu porzucić wszystko wyższe niż ona? Pozbyto się już chyba wszelkich wątpliwości na temat tego, co właśnie się dzieje. Spojrzałem na szklankę. Jej prostota i wiek uderzyły mnie tak mocno, że mało nie wstałem z wrażenia. Ta szklanka, prosta szklanka, stała właśnie na stole i równocześnie, gdy ja patrzyłem na nią, patrzyła na mnie. Niemy świadek całego mojego życia, od młodości po dzień dzisiejszy. Potrzebowałem jej obecności jako ostatniej materii, której mogę opowiedzieć swoją historię. Przypomniałem sobie już wszystko. Bolesne doświadczenie, lecz wyrzucanie go w obliczu milczącej szklanki, o ile groteskowe może wydawać się komuś nie zaznajomionemu z tematem, o tyle jest uczuciem katharsis dla człowieka w moim wieku. Nawet nie dla człowieka w moim wieku, dla człowieka w mojej chwili. Trwał. Po wszystkich dokonanych przed chwilą w spokoju czynnościach trwanie sprawiało, że poprzednie chwile nabierały dynamizmu a ta specyficznego spokoju. Wszystko się uspokoiło. Nie było już gwałtownych ruchów, po prostu trwał. Może zmagał się z jakimś brzemieniem, może nie. Może coś wspominał, może nie. Patrzył w szklankę jak w obraz i już nic nie mówił. Może to milczenie było aktem największej mowy? Po tylu hipotezach i domysłach nawet ja się w tym wszystkim gubię. Sam nie wiem. Nie wiem czy on wie, a nawet jak wie, to czy wie naprawdę, czy jemu też się wszystko wydaje. Trwałem. Wyrzuciłem z siebie wszystko, w zasadzie nie miałem nic więcej do dodania. Po co komentować bezsensownie coś, co jest już skończone? Światło migotało a ja trwałem bez ruchu i zastanawiałem się, czy coś jeszcze jest dane mi zrobić. To, co przed chwilą przeszedłem miało wymiar niezwykły. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy już się nie powtórzy, że ta chwila była wyjątkowa w swojej ostateczności. Nie mam siły patrzeć do góry, lepiej będzie wejść z pochyloną głową. Teraz już chyba czas zamknąć oczy. Szklanka była pusta. Szklanka była pusta. Przestałem czuć ciepło.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 26.12.2013r.

1     

Terila Redaktor 27 12 2013 (21:50:19)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj.
To było niesamowite.

Prowadzisz czytelnika spokojnie, ale po drodze rozkładasz elementy układanki w prostej, wymagającej lekkiego wysiłku i czujności kombinacji, tak by finał stał się zrozumieniem zamkniętym w jednym zdaniu.
Podoba mi się groteska, będąca wynikiem struktury opowiadania.
Z każdym kolejnym akapitem można sobie uzmysłowić jedną ważną rzecz - i wcale nie jest to ocenianie po pozorach - mianowicie, jak często zapominamy, że niezależnie od wieku, pochodzenia, płci czy jakichkolwiek różnic, zawsze mamy do czynienia z drugim człowiekiem.
Zapominamy o tym, że wielu ludzi zachowuje się w określony sposób z tych samych powodów, co my.
Bardzo przyjemnie wypada Twoje pouczenie, ponieważ nie jesteś wulgarny, nie szykanujesz, nie szydzisz, nie ganisz. Po prostu zwracasz uwagę czytelnika na zjawisko, któremu każdy z nas powinien się przyjrzeć i sam ocenić, co czuje w tej kwesti.

Ubóstwiam Twoje zakończenie. Jedno zdanie:
Przestałem czuć ciepło.
- a widać ruch, zakończenie kierowane własną wyobraźnią. Dając wskazówkę, pozwalasz odbiorcy na samodzielne pokierowanie postacią w momencie, gdy znika ciepło. To świetny zabieg.

Brak mi więcej słów. Po prostu bardzo mi się podobało.
Chylę czoła za budowę, koncepcję, grzeczność, swobodę dla odbiorcy i lekkie wymagania.

Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: