Pseudonim: Lauren
Imię: Aleksandra.
O sobie: "Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich." - Sapkowski.
Napisanych prac:
- wiersze: 3
- proza: 4
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 3.8
Użytkownik uzyskał: 38 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Skwar" 31.07.2012
"Czarniejsza niż zwykle -..." 22.08.2012
"Alicjada" 21.05.2013
"Dręczycielu" 17.07.2012
"Nastały ciężkie czasy..." 01.09.2012

Inne prace tego autora:
"Alicjada" 21.05.2013
"W złym lesie" 18.08.2012
"Blogostan" 06.01.2013
"Dziewiąta Symfonia." 02.07.2012
"Skwar" 31.07.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Czarniejsza niż zwykle - część pierwsza

I Otworzyłam oczy. Ciemność. Nic innego. Niezwykła, czarna, jeszcze czarniejsza niż zwykle - ciemność. Sami wiecie, jak ciepłe łóżko potrafi przyciągać człowieka, zwłaszcza rano. Tego ranka wszystko działało na mnie dziesięć razy mocniej. Czarność była zbyt czarna, żeby otworzyć oczy, łóżko było zbyt ciepłe, żeby z niego wyjść. Podniosłam się lekko i spojrzałam przed siebie. Ogromny, drewniany zegar stojący wskazywał godzinę szóstą trzydzieści. Nie mogłam się znowu spóźnić. Powoli usiadłam na łóżku opierając się na puchatych poduszkach. Chciałam wstać. Naprawdę. Myślałam o tym. Wyobrażałam sobie, że wstaję. Odliczałam od dziesięciu i obiecywałam sobie, że jak skończę wymieniać cyferki to złamię się i postawię pierwszy krok na zimnej podłodze. W końcu, po dziesięciu minutach, zrobiłam to. Podłoga zaskrzypiała. Zawsze to robiła. Po prostu musiała obudzić innych domowników i niczym alarm krzyczeć: \"Hej, popatrzcie! Basia nie śpi, Basia nie śpi!\". Złośliwość rzeczy martwych czasem mnie przeraża. Jednak wcale nie obudziłam nikogo. Rodziców nie było, dom był pusty. A przynajmniej wydawał się pusty. Czasem, kiedy zamykałam oczy i wyciszałam się, byłam w stanie usłyszeć ciche kroki. Ten pałac sam w sobie był duchem, choć już dawno przestałam się go bać. Lubiłam jego ciche stukanie, skrzypienie i głośne świszczenie podczas burz. I ten zapach kawy, którym codziennie witała mnie kuchnia. Nienawidziłam wstawać, ale za to kochałam poranną kawę. Gdyby zależałoby to ode mnie, postawiłabym sobie ekspres obok łóżka, żeby to właśnie tą czynnością rozpoczynać swój dzień. Skupiając się właśnie na takich czynnościach jak sypanie łyżeczek kawy, stawanie na nieskrzypiących miejscach w podłodze, odmierzanie odpowiedniej ilości wrzątku, zapominałam o tym, co było kiedyś dla mnie ważne. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby sytuacja ta miałaby miejsce miesiąc temu. Wtedy wszystko było idealne. Dom był miejscem miłym, ciepłym i pełnym miłości. Ale kiedy zabraknie jednego elementu idealnej układanki, całość się sypie. Tak samo jak domy nie mogą stać bez fundamentów, tak samo ja nie mogłam żyć bez swojej przyjaciółki. A ona nie mogła żyć ze sobą. II. Od razu odgoniłam od siebie te myśli. Nie myśl o tym, nie możesz o tym myśleć. Natychmiast popatrzyłam w okno. Nie mam pojęcia czemu, ale to zawsze pomaga. Zapominam. To bardzo głupie, niemożność zapanowania nad swoimi myślami, wyganianie obrazów z głowy, które nachalnie wracają. To było sześć lat temu, sześć lat już toczę walkę z własną podświadomością, sześć lat męki, sześć lat nieprzespanych nocy. Czasem zastanawiam się, jakby to było dołączyć do niej. Przestań. Schody zaskrzypiały, ale kogo by to obchodziło. Rodzice w pracy, nie mają okazji tym razem na mnie na krzyczeć, że nie noszę kapci. Przeziębię się. Znakomicie. Czego jak czego, ale ich nadopiekuńczości nienawidziłam. Byłam już dużą dziewczynką, wiedziałam co dobre, a co nie. A noszenie pantofli to była ostatnia rzecz, o którą chciałam się z nimi kłócić. Zaparzyłam kawę, od razu się rozbudziłam, kiedy poczułam jej zapach. Postanowione, nie idę dzisiaj do szkoły. Szkoła przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, zważając na fakt, iż prawdopodobnie nie dożyję lat dwudziestu pięciu. Swoją drogą, kawy też nie mogłam pić. Kofeina nie jest dla Ciebie, skarbie. Zimne dreszcze przeszły mi po plecach. Czyżby pierwszy objaw choroby? Mówiłam Ci, żebyś ubierała kapcie, skarbie. Zostawcie moje myśli. Choć jednego poranka. Dlaczego znów nas odrzucasz, skarbie? Gdybyście chociaż raz byli wtedy, kiedy was potrzebowałam. Gdybyście chociaż raz byli zainteresowali nie-pieniędzmi. Chociaż raz przypomnielibyście sobie, że jestem waszą córką. Ale nie. Praca. Praca jest najważniejsza, no przecież. Nagle zaczęły mi się trząść ręce. Upuściłam kubek z kawą, niech to szlag. Uklękłam na zimnych płytkach, starałam się zebrać szmatką wielką, brązową plamę. Nagle zorientowałam się, że trzęsą się nie tylko ręce. Trzęsłam się cała, obraz zaszedł mgłą. Już nawet nie miałam siły się bronić przed łzami. Skarbie, bo zostanie ślad, wytrzyj dokładnie. Oczywiście, mamo. III. Rodzice byli zawsze. Stali obok, głaskali po główce. Pocieszali, gdy coś się nie udało. Płakali nad losem, świat jest zły, mamy zbyt mało pieniędzy. Ogrom pieniędzy równa się szczęściu. Szczęście nie jest miłością, a miłość nie jest szczęściem. Trzeba zarabiać, trzeba kupować i trzeba wydawać. Gdy tak teraz obrócę się za siebie i spojrzę na to z perspektywy czasu, to ciężko mi powiedzieć cokolwiek o naszych stosunkach. Oni po prostu sobie byli, równie obojętni jak obcy ludzie, których codziennie mijam na ulicy. Nawet w dzieciństwie nie miałam z nimi kontaktu. Chyba że po urodzeniu, kiedy pielęgniarki położyły mnie obok matki. Jeden, jedyny raz kiedy byłyśmy blisko siebie. Fizycznie, nie emocjonalnie. Nie potrafiłabym wymienić teraz imion wszystkich kobiet, które się mną opiekowały. Najpierw zajmowała się mną babcia, do czwartego roku życia poświęcała mi swoją każdą chwilę, kochała mnie jak nikt inny. Uwielbiała się ze mną bawić, myślę, że dawało jej to nieco młodości na starość. Chciała sobie przypomnieć przed śmiercią, jak to jest być znowu wiecznie uśmiechniętym i beztroskim dzieckiem. Bo babunia nie patrzyła raz na jakiś czas, co robię jak późniejsze niańki, ona bawiła się ze mną, przeżywając drugą młodość. Myślę, że te chwile przeżyte ze mną dały jej więcej szczęścia niż całe życie, staruszka przeszła zbyt wiele, żeby mogła być radosna. Choć nie wiem, czy to nie przez to, że im była starsza, tym bardziej jej odbijało. Babcia odeszła czując się jak rześka dziewczynka. A potem… a potem było wiele młodych panien bez pracy, które koniecznie szukały czegokolwiek, ostatniej pomocy, deski ratunku, żeby mieć co zjeść i zapłacić rachunki. Nie miały pojęcia o potrzebach dziecka, nie wiedziały, co to znaczy opiekować się. Nie wspominam tych czasów dobrze, obce pannice lubiły na mnie krzyczeć, a ja jeszcze lubiłam skarżyć rodzicom, więc zmieniały się z taką samą częstotliwością, jak młoda dziewczyna zmienia rękawiczki. Czego jak czego, ale moich skarg w tym czasie rodzice słuchali. Oczywiście, Basiu, porozmawiamy z nią. A potem przedstawiali mi nową panią. Spełniali każdą moją zachciankę. Możecie powiedzieć, że jestem przez to rozpieszczona i w głowie mi się przewraca. Wolałabym mieszkać na śmietniku, nie mieć nic i wiedzieć, co to znaczy prawdziwe życie, niż mieć to wszystko, z czego i tak nie czerpię radości. Bo bez miłości nie ma radości. IV. Jak się okazało, rozbicie kubka kawy na posadzce w kuchni nie było jedynym nieszczęśliwym wydarzeniem tego dnia, jeszcze godzinę później rozdarłam swoją koszulę nocną zahaczając o kant barokowego kredensu, który nijak pasował do wystroju salonu. Niestety, mój delikatny jedwab nie miał najmniejszych szans w pojedynku z twardym i stanowczym meblem. Był bezlitosny, jestem prawie pewna, że usłyszałam cichy jęk mojej halki. Przeklęłam cicho pod nosem i zawróciłam w kierunku pokoju gosposi, musiałam iść po igłę z nicią. Bardzo chciałam uratować moje ubranko, a raczej to, co z niego zostało. Teraz bardziej przypominało mi pozostałości lalki szmacianej rozerwanej przez psa niż coś, co można byłoby na siebie włożyć choćby do spania. Delikatnie uchyliłam drzwi i zajrzałam po cichutku przez szparę. Moja ostrożność nie miała sensu, długowieczne wrota i tak zaskrzypiały, nie mogłam pozostać niezauważona. Pokój, w którym urzędowała nianio-gosposia, nazywałam często pomieszczeniem socjalnym, nazwa pasowała do niego idealnie. Ściany były obdarte, to pomieszczenie naszego domu przypominało mi kiepsko odnowiony szpital do którego nikt dawno nie zaglądał. Był ponury, szary i najzwyczajniej w świecie – brzydki. Nikt nie lubił spędzać tam czasu, nawet służąca rodziców, do której potencjalnie to miejsce należało. A że rodzice nie byli tam odkąd ten dom został wybudowany, to nie byli nawet świadomi tego, jak bardzo jest zapuszczony. Większość pomieszczenia zajmowały wypolerowane mopy, idealnie czyste wiaderka, poukładane w kolejności alfabetycznej środki do mycia i polerowania, lśniące miotły, które oczywiście również były ułożone od najmniejszej do największej. Sterylność tego miejsca jeszcze bardziej przypominała mi szpital. - To ty, Basiu? – Usłyszałam głos kobiety zza szpary, otworzyłam drzwi nieco szerzej i wcisnęłam głowę dalej, co dało mi jeszcze szerszy widok na obskurne pomieszczenie. Kobieta miała przerażająco ogromne oczy, bardzo kontrastowały z jej ciemną skórą, może dlatego wydawały mi się takie straszne. Do tego patrzyły na mnie teraz z wyrzutem, zwykle w takich chwilach padają słowa: „Ale wiesz, że nie mogę Cię ukrywać przez cały czas, prawda?”. - To ja – odpowiedziałam krótko. – Wiem, że powinnam być teraz w szkole, nie wypominaj mi tego, dobrze? – Łucja westchnęła cicho i pokiwała głową, co innego mogła zrobić? Czasem czuję wyrzuty sumienia, jej zadaniem było dopilnowanie mnie, żebym nie opuszczała godzin w liceum, chroniła mnie, a i tak nic z tego nie miała, nikt jej za to nie płacił. W gruncie rzeczy, dobra kobieta z niej była. Chwila zażenowania, nie wiedziałam co więcej mogę powiedzieć. Tłumaczyć się? To nie miało sensu, nie interesował ją powód mojego nagminnego zwalniania się z lekcji, zresztą pewnie się domyślała. Jako jedna z niewielu gosposi zabawiła u nas na dłużej niż pół roku, wiedziała, co stało się wcześniej. Przypomniałam sobie w końcu, po co tak naprawdę do niej przyszłam. - Wiesz, moja koszula się troszkę stargała, potrzebuję pomocy – starałam się uśmiechnąć, lecz pewnie wyglądało to jako grymas, okropna karykatura czegoś pięknego, czego nikt, nigdy w życiu nie powinien udawać. Chciałabym jeszcze dodać od siebie, że ten tekst jest wyciągnięty z szufladki, pisałam to dawno temu. Jest dość niespójny i podzielony na małe fragmenciki. Wiem, że nie powinnam go dodawać, skoro wiem, że nie jest zbyt dobry, ale nie chciałam zostawiać go bez oceny.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 22.08.2012r.

1     

Lauren Użytkownik wpmt 23 08 2012 (22:24:34)

Nawet nie wiesz, jak bardzo zaskoczyła mnie Twoja ocena, dziękuję :). Nie mam pojęcia, czy chcę pisać dalsze części, ale mogę spróbować. Będę wdzięczna jak dopiszesz jedynkę w tytule. Do pisania zwrotów grzecznościowych jestem niestety bardzo przyzwyczajona, ale następnym razem bardziej zwrócę na to uwagę. Jeszcze raz dziękuję.

Anima użytkownik 23 08 2012 (22:35:49)
Nie żebym Cię do tego namawiała, po prostu odniosłam wrażenie, że tekst nie jest ukończony i wyraźnie chcesz go kontynuować. Ja w każdym razie na pewno chętnie bym czytała. ;)

Anima użytkownik 23 08 2012 (22:05:34)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Na początku chciałabym powiedzieć, że jesteś w błędzie.
Twój tekst bardzo mi się podobał. ;) Chciałabym się tylko dowiedzieć, czy będziesz dodawać kolejne części. Bo jeśli tak, to wypadałoby dodać do tytułu "część pierwsza". Mogę to zrobić, wystarczy, że powiesz. ;)
Mamy tutaj spory ładunek emocjonalny. Basia często czuje się samotna. Rodzice nie poświęcają jej zbyt wiele czasu, do tego od sześciu lat ma z sobą problemy. Wspominałaś o przyjaciółce, ciekawa jestem, o co chodziło. Mam wrażenie, że to od niej zaczęły się kłopoty Basi z samą sobą. Wciąż nawiedzają ją złe wspomnienia, obrazy. Jedyną osobą, która okazywała jej bliskość, była babcia. Rodzice wciąż zajmowali się pracą. Cóż, w takiej sytuacji nie jest łatwo.
Podsumowując, Basia to intrygująca osoba. Ciekawa jestem, co będzie z nią dalej.
Znalazłam dwa błędy interpunkcyjne. Powinnaś zapamiętać, że w prozie nie piszemy dużą literą takich wyrazów jak "ty".
Minus piątka za te drobne błędy. Czekam na dalszy ciąg. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(26): 26 gości i 0 zarejestrowanych: