warto go przeczytać
Pseudonim: CiniMini
Tłum skandował. Był to demokratyczny kraj, więc można było wygłaszać swoje poglądy na ulicy. Czasami było to dobre by móc robić to, co się chciało, ale czasami przynosiło niezadowolenie i zło. Ludzie byli omyli. Tym razem władca kraju, w którym zgromadził się protestujący tłum, doszedł do wniosku, że nie warto robić tego, czego chciała garstka ludzi. Zniszczyć Cyrk? Wypuścić ich na wolność? Przecież był tylko dla rozrywki. Kogo obchodziły zwierzęta? Kogo obchodzili ludzie ze śmiesznymi kończynami? Albo kobieta z brodą? Przecież to wybryki natury. Nie można ich było dać nigdzie indziej tylko do Cyrku. Śmieszne, że mieszkańcy chcieli takich karykatur w społeczeństwie. Dziwne stwory z jeszcze dziwniejszym wyglądem. Najlepiej zamknąć je w klatkach, skąd nie będą mogły wyjść. Albo nie, lepiej niech zostaną w Cyrku. Można się z nich chociaż pośmiać, nieprawdaż?
Tłum pchał się do budynku urzędu miasta. Chcieli wyważyć drzwi, ale blokowali je strażnicy i milicjanci. Wykrzykiwali różne hasła: "Mutanty do domu!" czy "Po co nam takie potwory?". Później ktoś wrzasnął "bezbożnicy" i każdy podłapał to wyrażenie. Gdy po chwili na ulicy zaległa cisza, wszyscy chowający się w domach lub gdzieś w uliczkach, obejrzeli się za protestującymi. Przed ludźmi stanął wysoki, młody mężczyzna. Miał na głowie cylinder, przylegający do ciała płaszcz, rękawiczki ze skóry i eleganckie buty. Wszystko ozdobione złotymi haftami i czerwoną koronką. Prawe ramię podpierał hebanową laską, a sam patrzył na tłum z groźnym błyskiem w oku. Wokół rozeszły się szepty. "Truciciel", mówili. "Nie zbliżajcie się do niego, potrafi jednym dotknięciem zabić", ktoś szepnął. Mężczyzna podniósł laskę i wymierzył w tłum naprzeciwko niego. Rozstąpił się na dwie strony, a pośrodku został jeden chłopak. Truciciel zdjął kapelusz z głowy, a jego zielone oczy zaszkliły się i wydawały się jeszcze bardziej jasne niż zawsze. Podszedł do osobnika stojącego pomiędzy podzielonym tłumem i chwycił go mocno za ramię. Ludzie wokoło ze świstem nabrali powietrza. Czekali na to, co stanie się z chłopakiem. Po kilku sekundach wciąż nic się działo i tłum mógł z rozczarowaniem wypuścić powietrze z płuc. Chłopak spojrzał ostro na Truciciela i zaczął się wyrywać. Jego jasne robocze spodnie pokryły się kurzem z ulicy, a wełniany kapelusz, który miał na głowie, odsłaniał kosmyki blond włosów. Truciciel nie mógł dłużej wytrzymać wściekłości chłopaka, więc uderzył go wewnętrzną stroną dłoni w twarz. Ten zachwiał się, upadł na ziemię, a z jego głowy spadła czapka, rozpuszczając długie włosy. Tłum wydał okrzyk zdziwienia.
- Co ty sobie myślisz?! - ryknął Truciciel. Dziewczyna leżąca na ziemi przed nim, otarła policzek wierzchem dłoni i wstała. Zaczęła otrzepywać męskie ubranie, które miała na sobie. - Teraz się do mnie nie odezwiesz? Wcześniej miałaś ochotę krzyczeć, prawda?
- To nie twoja sprawa - powiedziała. Miała bardzo przyjemny dla ucha głos. Mogłaby utulić kogoś nim do snu.
- Nie moja sprawa?! Nie moja sprawa? Pamiętaj kochana, że podpisałaś kontrakt - powiedział zgryźliwie.
- Już niedługo wygaśnie, Panie. - Ostatnie słowo wypowiedziała z tak kwaśną miną, że było pewne, iż gardzi swoim szefem. Gdy nie doczekała się komentarza, podniosła czapkę z ziemi i ruszyła w stronę wzgórza, gdzie mieścił się namiot cyrkowców. Truciciel odprowadził ją wzrokiem. Potem rozejrzał się po zebranych i ruszył za nią.
- Ja to się nie boję głupiego Truciciela - powiedział ktoś z tłumu. Mężczyzna z laską odwrócił się, odnalazł śmiałe oczy robotnika, rzucające mu wyzwanie. Spojrzał w nie i wyczuł strach. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył w stronę mężczyzny. Podszedł do niego jak kot. Szybko i zwinnie.
- A więc się nie boisz? - zapytał Truciciel. Robotnikowi drgnęła ledwo zauważalnie dolna warga, ale skinął głową. Truciciel uśmiechnął się jeszcze bardziej, a potem podniósł prawą dłoń, zdjął z niej rękawiczkę i ukazał swoją rękę. Wyglądała jak u kościotrupa. Widać było każdą kość, każdą żyłę i każdą wypukłość. Truciciel przejechał palcem wskazującym po policzku robotnika. Ten skrzywił się, odtrącił kościstą dłoń i odwrócił głowę. Prychnął, gdy po kilku sekundach nic mu się nie stało.
- Widzicie? Nic mi nie jest! - krzyknął do tłumu. Zaczęli wiwatować. Truciciel z tajemniczą miną odszedł w kierunku wzgórza. Wszyscy protestujący podeszli do robotnika i dotykali go. Chcieli poczuć, że on naprawdę żyje. Chcieli zobaczyć, że Truciciel kłamał, że wcale nie potrafi zabić rękami. A potem ktoś krzyknął i nagle wszyscy się rozbiegli. Na ulicy została tylko pusta skorupa, będąca kiedyś ciałem robotnika, który rzucił wyzwanie Trucicielowi i przegrał je, ostrzegając wszystkich przed gniewem Mistrza Cyrku.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 19.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 7 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Kirus, Fał