Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział XIX "Wypaleni..." 12.11.2012
"Rozdział III "Nie..." 01.03.2012
"Głównie Deszcz cz.5" 03.06.2013
"Rozdział XI "Nie..." 01.06.2012
"Głównie Deszcz cz.4" 26.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Co by było gdyby cz.3

Zakradliśmy się do jednego z gospodarskich domów. Świtało, gdy zdołaliśmy wtargnąć do środka. Dzięki Bogu, cała rodzina pogrążona była we śnie. Wzięliśmy tylko parę pustych worków, garść jabłek i dwa bochenki chleba. Vlad znalazł ubranie dla siebie, choć nie był z niego zadowolony. Uważał, że bez pióra na czubku głowy nie czuje się zbyt męsko. Włożyliśmy jego grymasy między bajki, z czystym sumieniem opuszczając skąpaną w porannym słońcu posiadłość. Pierwszy taki dzień, kiedy spokój otaczającej natury pomógł rozpalić w nas nowe nadzieje. Nadzieje na lepsze jutro. Hu wpatrywał się w iskrzący ogień. - Jak to zrobimy? Razem z Vladem popatrzyliśmy po sobie. - Musicie mi dać czas – poprosił Drakula. – Ta wasza Wu Zetian jest cwana. Potrzeba będzie tu strategii i spontaniczności. Gdybym tylko miał swoje wojska… - Jest nas trzech – sprowadziłam swoich towarzyszy na ziemię. - Nieprawda. – Uśmiechnął się Chińczyk. – Gotowych do walki jest wielu. Ukrywają się. Wu dawno podcięłaby im gardła. - Racja – przyznałam. Zamilkliśmy na jakiś czas, pogrążeni we własnych myślach. Tylko hospodar wiercił się, co chwilę zerkając na nas niespokojnie. - Dotrzymacie obietnicy? – zapytał z wahaniem. - Oczywiście. Spojrzałam na niego. Vlad wyraźnie się uspokoił. Nikły uśmiech przebiegł po jego oliwkowym obliczu. - W takim razie zamach – rzucił. - O czym ty mówisz? – wtrącił Hu. - O zamachu. Bezpośredniej śmierci, najszybszej i najintymniejszej. Najlepiej, wbić na pal. Wybuchnęłam śmiechem, widząc jak oczy Drakuli rozszerzyły się w podnieceniu. Nie wierzyłam mu w te jego barbarzyńskie zapędy. Bardziej przypominał człowieka, który wracał wspomnieniami do dawnych odsłon samego siebie, niż obudzonego ponownie do życia mordercę. - Wbić na pal! – Myślałam, że wybuchnę ze śmiechu. - Przecież ofiara może umierać parę dni! Zaczęłam turlać się po ziemi w radosnych konwulsjach. - Niesamowite, co nie?! – zawtórował wskrzeszony, podskakując. - Przestańcie! – wrzasnął Hu, a jego opanowanie odleciało wraz z dymem ku nocnemu niebu. – Możemy nabić cesarzową na pal, ale problem nie tkwi w paru dniach śmierci! Ona może dyndać na nim całe stulecia! - To znaczy, że jest nieśmiertelna? – zainteresował się Drakula. - Tak. - W takim razie, ja również. Zerknęłam nerwowo na Hu. Vlad posiadał równie potężną moc jak Wu Zetian. Mógł nas zniszczyć nawet w tym momencie. - Dobrze, a więc należy udać się do wiedźmy-znachorki, do Kirlibaby. - Kirlibaba to jej imię? – zapytałam. - Nie. – Drakula pokręcił głową. – To pusta, zalesiona dolina. Nad potokiem o tej samej nazwie siedzi stara, rumuńska czarownica. Ona może wiedzieć, jak zgładzić wskrzeszonych do życia. - Żeby dostać się do Rumunii, musielibyśmy wydostać się z Chin. Przejście granicy na obecną chwilę jest niemożliwe, chyba że posiada się równie niemożliwe umiejętności. – Hu nieznacznie posłał mi spojrzenie. Uważnie prześledziłam twarze swoich towarzyszy. Ściągnęłam kaptur. - Może powinniśmy zacząć od czegoś, do czego nam najbliżej? Popatrzyli na mnie, jakbym zaczęła mówić w obcym języku. - No, nie udawajcie kretynów! – zeźliłam się. Hu przekrzywił głowę. - Przecież sama mówiłaś, że Śmierci nie da się znaleźć. – Podparł się pod boki. - Może kłamałam. Postanowiliśmy się rozdzielić. - To na pewno dobry pomysł? – Chińczyk jak zwykle był pełen wątpliwości. - To jedyny pomysł – skarciłam go. - A mnie się podoba – oznajmił Vlad. Nic dziwnego. Yu Tian uszyła dla niego bordową czapkę, wydzierganą u dołu kulkami ze srebra, a na środku doczepiła pióro, o które tak bardzo zabiegał. Ponadto dano Drakuli klingę, co dla hospodara stało się znakiem zbliżającej się Victorii. Yu Tian była członkinią grupy Yídòng běi sprzysiężonej przeciw działaniom cesarzowej. Przez całą noc bowiem maszerowaliśmy do Fanling, gdzie ukrywała się najbardziej znacząca banda rebeliantów. Hu znał ich bardzo dobrze. Okazało się, że to właśnie oni posłali po niego, by mnie zgładził. Na szczęście, obyło się bez wewnętrznego konfliktu. Azjata zajmował wśród buntowników szanowaną oraz znaczącą pozycję. Od razu udzielono nam wsparcia, a zamach na moje życie uznano za losową pomyłkę. Taki żart. Gdy tylko partyzanci dowiedzieli się o wskrzeszonym Vladzie Palowniku i moich nadzwyczajnych zdolnościach, wstąpiła w nich jakaś inna siła, bojowy hart ducha oraz śmiałość na decyzje, których wcześniej się obawiali. Nasz pomysł przyjęto z zapalczywym entuzjazmem, jakby długo czekano na nową alternatywę, jaka wreszcie nie zeszłaby na manowce. - Wszystko przygotowane? – zapytałam Hu. Miał dowodzić tą akcją. - Tak. Myślę, że możesz już wyjeżdżać – odparł z pewnym wahaniem. Spojrzał na mnie smutnymi oczami. – Nie powiedziałem nikomu. Wiedziałam o tym. Przez cały nasz pobyt w Fanling mężczyzna nie zwierzył się nikomu ze swoich nowych umiejętności. Znajomość rumuńskiego i te sprawy. - Nie musisz. Chwyciłam w swoje drobne dłonie jego umęczoną, ale silną twarz. Złożyłam delikatny pocałunek na azjatyckim czole. Obróciłam się napięcie niczym poparzona, zostawiając Hu oraz Vlada w rękach losu. Mieli tylko porwać Wu Zetian. Co to było dla nich? Najwyżej wyszliby z tego pół-martwi. *** Wiatr zaszemrał rozwieszonym na szarych sznurkach praniem. Wkroczyłam między śnieżne budynki, ciche, zamknięte okiennice, schludne ścieżki. To było St.Mawes. Zapach morza biegł aż tutaj, szarpiąc nos słoną, wilgotną wonią. Chłód okrył moje ramiona szczelniej niż własny płaszcz. Piękna, gwieździsta noc tworzyła zupełny kontrast względem rzeczywistości w Chinach. Zdawałam sobie sprawę, kto go potęgował. Napawałam się harmonią ducha, aromatem doniczkowych kwiatów oraz letnim podłożem. Niestety, kłamałam. Kłamałam i to nie pierwszy raz. Dobrze wiedziałam, gdzie znaleźć Kostuchę. Targały mną wyrzuty sumienia. Domyśliłam się, że ostatnie zdarzenia były formą jakiejś gry. Śmierć na wszystkim trzymała swój kościsty palec. Dało się to wyczuć nawet wtedy. W spokojnym ruchu powietrza. Minęłam ostatni rząd rybackich domów, po czym wyszłam na przystanię. Widziałam Ją już stąd. Ubraną w czarny płaszcz, pochyloną nad taflą granatowej wody. Blask księżyca owinął Śmierć, rzucając na drewniany mostek niekształtny cień. Czekała na mnie. Zbliżyłam się, zajmując miejsce tuż obok. Statki oraz mniejsze łódki falowały na morskiej, łagodnej grani. Chwyciłam Kostuchę za nadgarstek. - Dlaczego? – zapytałam cicho, bojąc się, że zburzę tę wyjątkową panoramę. Śmierć wyprostowała się. - Nie wskrzesiłem Wu Zetian dla niej samej. – Rozbrzmiał głos, przywołujący na myśl dzwoniące dzwoneczki i tarte kamienie. - Nie? – powtórzyłam jak echo. - Zrobiłem to dla ciebie. Serce podeszło mi do gardła. - Wcale tego nie chciałam – rzuciłam szorstko. Melancholijny powiew przemknął przez port. - Psy, szczury, koty to nie są przyjaciele – zganiła mnie Śmierć. – To istoty, stworzenia, towarzysze, ale nie coś z czym powinnaś egzystować. Ja również nie jestem dobrym przyjacielem. - O czym ty mówisz? – Głos mi drżał. – Chcesz się ze mną pożegnać? - Tak. Nie potrzebuję już twoich usług. – Ponowny zgrzyt kamieniami, tym razem z odrobiną zamarzającego szronu na oknach. – Hu pochodzi z zamożnej rodziny. Jest jedynakiem. Po jego narodzinach, lekarz stwierdził, że Maoi nie może urodzić więcej dzieci. Chłopak omalże nie zmarł na stole. Jego matka tak samo… Chciałbym, żebyś nie zamykała się na to, co może ofiarować ci życie. Przez wiele lat byłaś pod moją opieką. Nadszedł czas, by to zmienić. - Kocham cię. - Ja ciebie też, Ceceel. – Śmierć podniosła się. - Gdy będziesz czegokolwiek potrzebować, wiesz, gdzie przebywam. - Wskrzesiłam Vlada Palownika – wyrzuciłam na jednym tchu. - Wiem o tym, i o ile się nie mylę potrzebuje teraz twojej pomocy. Otworzyłam szerzej oczy w zdumieniu. - Zupełnie o nich zapomniałam. - Idź. Wu Zetian sama nie wróci do zmarłych. Skinęłam głową, patrząc w dal z determinacją. Kostucha chwyciła moją dłoń. Poczułam w ręce zimny metal. Podniosłam wzrok, ale Śmierci już nie było. Zostałam sama. Przystań była opustoszała. Zerknęłam na błyszczącą w świetle księżyca klepsydrę. Na spodzie wyryto napis – Wu Zetian. Nadszedł czas.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 28.05.2013r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 30 05 2013 (23:59:17)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Historia jest niebanalna, ale wydaje mi się, że troszkę w samej narracji wprowadzasz niepotrzebnego chaosu. Chodzi o to, że niedookreślenie miejsca wydarzeń wydaje się kapitalnym rozwiązaniem, daje możliwość swobodnej wędrówki, a jednocześnie same wydarzenie stają się odrealnione, oniryczne i to jest chyba najlepsze w historii. Pozwala widza zabrać wszędzie, a jednocześnie opowiedzieć coś uniwersalnego. Niestety wydarzenia biegną za szybko, czytelnik może się zgubić, nie złapać konwencji. Przykładem może być spotkanie Hu i nagle ni z gruchy ni z pietruchy pojawia się w tych samych realiach Vlad Palownik. Moment przejścia jest nieuchwytny, a jednocześnie brak w nim jakieś motywacji. Rozumiesz o co mi chodzi? A szkoda, bo sama piszesz, że sprawia Ci to frajdę, że to nieskrępowany potok myśli i naprawdę wydaje się, że jakby troszkę te epizody inaczej połączyć, nadać im nieco więcej logiki i było dużo lepiej. Fajnie, czekam na więcej

Terila Redaktor 31 05 2013 (14:00:16)
Ok, rozumiem. :)
Właśnie... że jakby troszkę te epizody inaczej połączyć, nadać im nieco więcej logik - zgadzam się. Tyle, że bardziej skłaniam się do zrobienia z tego całej powieści.;) Wydaje mi się, że gdybym chciała rozwinąć niedociągnięte wątki, to zrobi się z tego dłuugie opowiadanie. Jeszcze nie jestem pewna.
Jednako, dziękuję za ocenę. :)
Pozdrawiam.

Fizyk Użytkownik 29 05 2013 (00:09:55)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj, kimkolwiek jesteś drogi autorze ;) Udało ci się napisać bardzo klimatyczne opowiadanie. W tym tkwi jego siła. Orientalne tło w duecie z świetnym stylem okazało się być strzałem w dziesiątkę. Ogromny plus za umiejscowienie akcji na dalekim wschodzie. Ostatnio każdy pisze typowe opowiadania skupione na ojczyźnianych realiach. Twój tekst tej wyjątkiem przynoszącym sporo świeżości.

Poza stylem i klimatem jest jeszcze kwestia fabularna. Nie mogę powiedzieć, że mnie rozczarowała, ale także nie mogę stwierdzić, że mnie usatysfakcjonowała. Akcja nie nabiera stanowczego tempa, choć opowiadanie kończy się w intrygujący sposób. Niestety nie miałem kontaktu z dwoma poprzednimi częściami tej pracy, więc trudno mi stwierdzić czy fabuła rozwija się w należyty sposób.

W tekście znalazłem parę literówek, które poprawiłem. Był także jeden kiepsko brzmiący równoważnik zdania. Pozwoliłem sobie na drobną edycję.

Praca bardzo dobra i taką ocenę ode mnie otrzymuje. Pozdrawiam.

Terila Redaktor 29 05 2013 (00:46:30)
Jej, dziękuję Ci, Fiyzk. ;)

Literówek nie zauważyłam, przepraszam. Następnym razem zwrócę na nie większą uwagę.
Cieszę się, że jest świeżość, że pod tym względem praca Ci się podobała.
Dziękuję jeszcze raz za komentarz i ocenę.
Pozdrawiam.

P.S. Opowiadanie ma jeszcze jedną, ostatnią część.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(18): 18 gości i 0 zarejestrowanych: