Pseudonim: Terila
Imię: Patrycja
Skąd: Wrocław
O sobie: "Wyryj to sobie w pamięci, chłopcze: świat wspiera się na czterech filarach... - [...] - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i na waleczności dzielnych."
Napisanych prac:
- nowości: 2
- wiersze: 12
- proza: 41

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 235 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XXV..." 27.04.2013
"Głównie Deszcz cz.7" 26.06.2013
"Rozdział IX "Będę..." 18.05.2012
"Rozdział X..." 21.05.2012

Inne prace tego autora:
"Rozdział XVII..." 29.08.2012
"Rozdział XV "A..." 05.08.2012
"Głównie Deszcz cz.5" 03.06.2013
"Głównie Deszcz cz.8" 04.07.2013
"Co by było gdyby cz.1" 19.05.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Co by było gdyby cz.2

Wałęsałam się między mniejszymi miejscowościami Hong Kongu. Na moich oczach, prosto z ulicy, porywano Europejki o jasnych włosach. Despotyczna kobieta-tyran szukała takich jak ja. Ukrywałam się pod szarym, wytartym płaszczem, rzucając lękliwe spojrzenia w każdą możliwą stronę. Z cichą nadzieją w sercu czekałam na Kostuchę. Był to piąty dzień tułaczki, który udało mi się przeżyć bez jedzenia oraz picia. Nowa umiejętność. Czułam zbliżającą się utratę przytomności, spowodowaną wycieńczeniem organizmu. Byłam tego świadoma. Moje paznokcie przyszarzały. Skóra drastycznie zbladła. Ciało praktycznie zawisło na kościach. Głośny śmiech. Mały chłopiec przebiegł obok mnie, wskakując przy tym w kałużę. Wodne bajoro zagościło na mojej sylwetce, czyniąc ją jeszcze mizerniejszą niż można byłoby to sobie wyobrazić. Dzieciak zawył z bólu. Zamarłam. Jego plecy przeszyła strzała. Powietrze przewiercił świst i kolejny grot padł tuż u moich stóp. Spojrzałam w prawo. Wysoki mężczyzna trzymał w rękach napięty łuk, celując w moje popiersie. Świetnie. Morderca z zezem. Postanowiłam nie uciekać. Patrzyłam na swojego przeciwnika, próbując zabić go wzrokiem. Może Śmierć ukryła we mnie o wiele więcej nieznanych mi talentów. Strzała minęła moją głowę o centymetr. Chyba jednak nie. Zerwałam się z miejsca, przeskakując między cieniami, aż nie stanęłam tuż przed twarzą zabójcy. Mężczyzna wyraźnie zgłupiał. Wiatr rozwiał jego czarne włosy, podczas gdy równie ciemne oczy wpatrywały się we mnie z niedowierzaniem. - Coś tak stanął jak wryty? – zapytałam bezczelnym, pyskatym tonem. Nieznajomy ocknął się. Łuk jego zatoczył w powietrzu prężne półkole, prawdopodobnie mając zamiar zatrzymać się na moich żebrach. Uskoczyłam przed ciosem, choć lądowanie nie wyszło zbyt pięknie. Byłam zmęczona. Zachwiałam się na nogach. - Zabiję cię – warknął mężczyzna przez zęby. Ojeju, jaki był wściekły. - Ty umiesz mówić! – ucieszyłam się niczym dziecko. Napastnik zrobił perfekcyjne salto, w jednej sekundzie stając u mego boku. Uderzył ponownie, tym razem całą serią kombinacji ruchów, których jeszcze nigdy nie miałam szansy widzieć na oczy. Co jakiś czas tracił orientację, jakbym znikała w grze mroku. Zastanowiło mnie to. - Ty właściwie widzisz, gdzie ja jestem? – zapytałam lekko skonsternowana, przeskakując z miejsca na miejsce. - Możesz, zmoro, znikać w czeluściach nocy, ale ja będę walczył, dopóki nie skonasz – odparł. - To świetnie – stwierdziłam. – Cesarzowa da ci sporą nagrodę. - Nie jestem tutaj na polecenie Wu Zetian. – Mężczyzna przystanął, chyba już zupełnie gubiąc mnie w ciemności. – To ty wskrzesiłaś tego potwora. Wraz z twoją śmiercią, ona również opuści ten świat. Wyszłam z cienia, łapiąc gwałtownie napastnika za lewą rękę i podkładając mu nogę pod jego wielgachne buty. Przewrócił się zdezorientowany na ziemię. Stanęłam nad nim. Łuk wyrzuciłam za siebie. - Słuchaj, konusie. To nie ja wskrzesiłam Wu Zetian, jasne?! Zrobiło to coś, o czym nie masz zielonego pojęcia! Szkoda waleczności twojego ducha na moją mizerną i jakże nieszczęśliwą postać w całym tym zajściu. Dla twojej wiadomości mnie również nie satysfakcjonują rządy cesarzowej ani decyzja jej wskrzeszenia. Radzę ci przejrzeć na oczy, bo jesteśmy po tej samej stronie. Mężczyzna leżał, jakby ze spokojem przetwarzając moje słowa. Jego biała, długa szata oraz szara, wełniana koszula zdążyły przesiąknąć ulicznym błotem. - Kto wskrzesił cesarzową? – zapytał nieufnie. Podniosłam oczy w teatralnym geście. - Śmierć. Nieznajomy wstał. - Dlaczego? – Jego pytania były strzałami w dziesiątkę. - Też chciałabym to wiedzieć – skwitowałam, obracając się do stojącego plecami. Jakieś dźwięki zwróciły moją uwagę. Na końcu drogi dostrzegłam chińską, starą gospodę. Zaburczało mi w brzuchu. - Jeszcze jakieś pytania? – rzuciłam z poirytowaniem. Mężczyzna spuścił wzrok, ale zaraz zerknął na mnie z powagą. - Skąd to wszystko wiesz? - Widziałam. Byłam przy tym, jak Kostucha wskrzeszała Wu Zetian. - Widziałaś to?! – Zabójca wrzasnął niczym oparzony. - Tak, kopałam dół! - Dlaczego jej nie powstrzymałaś?! – Jego ton był surowy. - Myślisz, że wiedziałam wtedy, kim była Wu?! Dla mnie to tylko zlepek chińskich nazw! Bez urazy… zresztą, co ci do tego! – fuknęłam, omalże nie częstując go pięścią w twarz. Powstrzymałam się. Trwaliśmy tak w napiętej ciszy, wiercąc się nawzajem wszechogarniającą frustracją. Nozdrza nieznajomego rozszerzały się, to zwężały. Głośno oddychał. - Nazywam się Hu – odezwał się pierwszy. - Fajnie. - A ty?! – Cierpliwość nie była mu dobrze znanym zjawiskiem. Zresztą, mnie również. - Nie twój interes! – parsknęłam. Hu przeczesał włosy, dramatycznie wypuszczając powietrze. - Czy potrafiłabyś to zrobić sama? Popatrzyłam na niego jak na głupka. - To znaczy co? Czyś ty oszalałaś do reszty?! Chcesz kolejnego tyrana?! Milczał, przeszywając mnie wzrokiem na wylot. - Chodź. Pewnie jesteś głodna. Wyglądasz jak Śmierć. Zjemy w tamtej gospodzie, a ja wszystko ci wyjaśnię. *** Kopaliśmy, jak w gorączce. Kropelki potu spływały po naszych czołach, prawie dorównując tempem nierównym, gorącym oddechom. Ziemia fruwała w powietrzu, aż przed naszymi oczami nie wyłoniło się drewniane wieko. Oboje zamarliśmy. - Gotowa? - Jak nigdy. Azjata wyciągnął miecz. Przez moją głowę przeszła myśl, że mógłby mnie w tym momencie zabić, ale Hu tylko podważył trumnę. Następnie kopnął ją z całej siły, a drewno rozleciało się na kawałki. - Pomimo naszych niecnych zamiarów, uważam że temu zmarłemu należy się nieco szacunku – stwierdziłam. Brunet spiorunował mnie ciężkim wzrokiem. Przerzucił rozwalone deski na tylną część grobu, robiąc to bardzo żywiołowo. Zwiększył w ten sposób dostęp do trupa, a raczej do kości, które po nim pozostały. Zbliżyłam się do zmarłego, czując narastającą presję. A co, jeżeli nie uda mi się go wskrzesić? Co, jeżeli Śmierć na to nie pozwoli? Smród nie był aż tak intensywny. Choć prawdopodobne, że mój nos zdążył przywyknąć do zapachów wszystkiego, co się rozkładało. Odwróciłam się. Hu zakrywał pół twarzy rękawem koszuli. A jednak. Podniosłam swoją prawą, trzęsącą się dłoń i wsadziłam ją w miejsce, gdzie nieboszczyk powinien mieć serce. Zamknęłam oczy, nie mając zielonego pojęcia, o czym w takich momentach myślała Kostucha. Tylko nie spartol. - Chyba musisz się bardziej przyłożyć. Nic się nie dzieje. – Usłyszałam za sobą. Otworzyłam oczy. Faktycznie. - Spokojnie, przypomnij sobie najdrobniejsze szczegóły. Może o czymś zapomniałaś, nie wiem, jakimś zaklęciu? – Wypowiadając ostatnie słowa, Hu omalże nie parsknął śmiechem. - Spróbuj jeszcze raz. Tak zrobiłam, tym razem skupiając całą swoją wolę na miejscu, w którym zacisnęłam pięść. Okrył mnie chłód, gdy wiatr zaszemrał między gałęziami oddalonych od nas drzew. Miałam wrażenie, że spod ziemi ruszyły glizdy. Coś głośno drążyło podgruntowe tunele. Dobiegł mnie z tyłu krzyk, a jasne światło zaczęło razić w zamknięte oczy. Spojrzałam na denata. Blask Linii Życia był niczym w porównaniu do potężnego ciśnienia, które wibrowało u jej końca. Wstrzymałam oddech. Członki zmarłego zaczęły wypełniać się ciałem. Myślałam, że krzyknę, ale zamiast tego wyciągnęłam szybko rękę. Przede mną leżał nagi, nieprzytomny człowiek. Widziałam, jak jego płuca powoli zaczynały pracować, a nierówny oddech wydobywał się z rozchylonych ust. Wpatrywałam się w ożywionego niczym w obrazek, ślizgając wzrokiem wzdłuż jego umięśnionego ciała, ciemnej skóry i długich, kruczoczarnych włosów. Haczykowaty, orli nos przyozdabiały wąsy. Gałki oczne mężczyzny zaczęły się poruszać. Powieki gwałtownie się podniosły. Odsunęłam się, by być bliżej Hu. Człowiek rozglądał się, jakby nie rejestrując nic konkretnego. Jego palce przejeżdżały wzdłuż rozsypanej gleby i resztek rozbitej trumny. Podźwignął się na łokciach. Wtedy zobaczył nas. - Ja posiadam ciało – odezwał się w języku, którego Hu nie mógł zrozumieć. – To niemożliwe. Od dawna jestem martwy. Wyraźnie pamiętam dzień swojej śmierci. Ożywiony, z niedowierzaniem obserwował własne członki. - Jestem młody, silny, zdrowy! Chwila moment… ile właściwie czasu minęło od mojej śmierci? – Wbił w nas swój sokoli wzrok. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Jego ruch, ton, energia odebrały mi głos. Nagi mężczyzna ewidentnie się tym nie przejął, ponieważ ciągnął dalej. - Jeżeli niezbyt wiele, to w pobliżu mogą wędrować Turcy, pragnący mnie zgładzić. W sumie, was już też. – Na samą tę myśl uśmiechnął się chytrze do siebie. – A niech spróbują – powiedział, z obłędem wpatrując się w ziemistą ścianę. – Bądź co bądź… byłem dobrym człowiekiem. - O czym on mówi? – zapytał się Hu, wyraźnie zbity z tropu. Zadrżałam. - Przeżywa – odparłam. Vlad natychmiast obrócił głowę w moją stronę. - Ja przeżywam?! – zagrzmiał. - O, to zrozumiałem! – Ucieszył się Azjata. Popatrzyłam na niego z widoczną konsternacją na twarzy. - Jak to zrozumiałeś? – zapytałam, czując przebiegające po plecach dreszcze. - Normalnie, wcześniej w ogóle nie wiedziałem o co mu chodzi. Nareszcie zaczął mówić jak człowiek. - Halo, ja tutaj wciąż jestem, nigdzie sobie nie poszedłem i jakby ktoś nie zauważył, jestem zupełnie nagi – oznajmił Drakula, wstając. – Nazywam się Vlad Palownik, hospodar wołoski – dodał rzeczowo. Zatkało nam buzie. Wiedzieliśmy, kogo wskrzeszaliśmy, ale stanięcie oko w oko z przebudzonym synem Włada Diabła było czymś, czego nie dało się przeskoczyć ani uznać za normalne, jakkolwiek by się człowiek nie nastawiał. - Dacie mi jakieś odzienie? Hu wyciągnął miecz. Tak, powinniśmy postawić sprawę jasno. - Ani drgnij! – krzyknął złowrogo. Idiota, pomyślałam, przewracając oczami.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 21.05.2013r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 21 05 2013 (16:26:03)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Generalnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Opowiadanie bardzo przemyślane, niebanalne, napisane dobrym, wyrafinowanym językiem. Dialogi są bardzo naturalne, dopasowane do usposobienia postaci, przez co wiarygodne. Opisy są obszerne, ale jednocześnie niesamowicie ciekawe. Jedynie technicznie pojawiają się drobne potknięcia:

rzucając lękliwe spojrzenia w każde możliwe strony

Zmieniłabym to na "w każdą możliwą stronę".

Dwa razy słowo zostało użyte w złym kontekście:
Bez urazy… z resztą, co ci do tego!

Z resztą, mnie również.


W tym wypadku poprawne jest użycie słowa: "zresztą".
Tamto użycie pasowałoby np. w zdaniu: "Oddała mi moje pieniądze, wraz z resztą rzeczy, które u niej pozostawiłam".

Smród nie był, aż tak intensywny.

Przecinek tutaj jest całkowicie zbędny.

Reszty nie jestem w stanie w tym momencie zlokalizować, ale poprawię to przy edycji.
Oprócz tych błędów, nie widzę niczego, co by mnie w pracy raziło. Wręcz przeciwnie, jestem naprawdę pod wrażeniem, bo podejrzewam, że długo musiałeś/musiałaś szlifować styl, a i sama fabuła wymagała zastanowienia, takich rzeczy nie piszę się ot tak.

Z plusem.

Terila Redaktor 22 05 2013 (00:47:45)
I ja już nie wiem, co mam myśleć. Kapituluję. :D
Poprzednią część mojego opowiadania oceniono, jako banalną, niekiedy sztuczną!
Bardzo się cieszę, że zobaczyłaś tę opowiastkę, tak jak ja ją zobaczyłam. :)
Co do stylu, to prawda. Cały czas nad nim pracuję, poświęcając mu wiele swojej duchowej uwagi. Każde napisane przeze mnie słowo jest postawione również w sposób mentalny. O ile, to możliwe.
Fabuła wcale nie jest tak przemyślana, jak się może w tej cześci wydawać. Przekonasz się, gdy przeczytasz kolejne partie. :D To zwykły zlepek swobodnego przepływu wyobraźni.
Zupełnie zgadzam się, co do wytkniętych mi błędów. Nie widziałam ich uprzednio. Przepraszam.
Poza tym, pozdrawiam bardzo ciepło i dziękuję za komentarz.

Mozzie Użytkownik wpmt 22 05 2013 (12:53:45)
Cóż, ile redaktorów, tyle ocen. Nie jestem w stanie ocenić, bo nie czytałam poprzedniej części, ale z ciekawości zapoznam się i ocenię. Przypomnij mi, gdybym zapomniała :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(27): 27 gości i 0 zarejestrowanych: