Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Choroba mojego przyjaciela

Wszyscy się pytali dlaczego go nie lubiłem, ale nikomu nie byłem w stanie powiedzieć prawdy. Doprawdy, nie moja wina, że nie chciałem z nim siedzieć. Denerwował mnie, tym wiecznym uśmiechem od ucha do ucha i tym, że zawsze chciał, abym się do niego przyłączył. A ja nie umiałem. Wiedziałem, że on ma lepsze życie, bogatych rodziców. Emil mógł sobie pozwolić na wszystko o czym ja tylko marzyłem. Ale za to nie był egoistą, czasami dało się z nim normalnie porozmawiać, zrobić razem dodatkową pracę do szkoły. Często mnie do siebie zapraszał, ale odmawiałem. Nie pamiętam kiedy był taki moment, że przestałem go nienawidzić. Chyba miesiąc przed tym, jak powiedział mi o swojej chorobie. Przestałem patrzeć na to, że ma lepiej i nie pochodzi z patologicznej rodziny, takiej jak moja i zacząłem się śmiać razem z nim. Dałem mu szansę i zaprzyjaźniliśmy się. Przez ten miesiąc wiedziałem już, że coś się święci. Mimo, że nadal się uśmiechał, często był zmęczony, nie miał siły. Ale śmiałem się razem z nim. Bawiliśmy się jak dzieci, chodząc na festyny, z których wracaliśmy cali umazani lodami i watą cukrową, czyste szaleństwo. Ale zaczęło mi się to podobać. Zaczęliśmy sobie ufać. On mi mówił, jak to jest źle, że rodzice go zostawiają na całe dnie, bo muszą siedzieć w pracy, a w zamian zostaje tylko pieniądze, na coraz to nowe przyjemności. Ja mówiłem mu, natomiast, że wolałbym takie życie, niż siedzenie w domu z wiecznie pijanym ojcem.
- Ale ty go masz, przynajmniej na co dzień. Znasz go. Nie masz tak jak ja, że twoi rodzice traktują twój dom jak hotel, do którego przychodzą raz na jakiś czas, tylko po to by się wyspać. A twoja matka? Normalna kobieta przecież. Pracuje w normalnym, osiedlowym sklepiku i do niej możesz zawsze pobiec, zagadać, pośmiać się razem z nią. To, że ona nic nie robi z pijaństwem twojego ojca. Nie wiem, nie znam tej historii za dobrze, aby wyciągnąć jakieś wnioski. Ale nie odchodzi od niego, czyli mimo wszystko go kocha. A moi? Cały czas straszą się sądem i myślę, że gdyby nie ja, oni już dawno nie byli by razem… - Nie umiał tego powiedzieć rodzicom, tak jak ja nie umiałem powiedzieć swoim. Na szczęście, mieliśmy siebie nawzajem i mogliśmy powiedzieć sobie co, o czym myślimy i od razu robiło nam się lżej.
Pamiętam jak dowiedziałem się o jego chorobie. Zaprosił mnie do domu i tym razem zgodziłem się przyjść. Pamiętam jak zachwycałem się jego domem. Był ogromny, w środku zaprojektowany przez architekta wnętrz. Wszystko idealnie pasujące, nawet pościel pasowała do pomieszczenia. Dziwiłem się, czy jemu nie jest smutno, samemu w tak dużym domu? Tego dnia Emil był wyjątkowo zmęczony. Miał strasznie podkrążone oczy, jak się spytałem od czego, powiedział po prostu, że się nie wyspał. Uwierzyłem. W pewnym momencie, podczas zabawy w Chińczyka, pozieleniał na twarz i szybko podbiegł do stojącego obok śmietnika. Zwymiotował. Nie wiedziałem dlaczego, ponieważ chłopak zazwyczaj mało jadł, a obiad zawsze taki jak ja, lecz ja czułem się dobrze.
- Przepraszam. – wymamrotał. – Musiałem. Muszę zadzwonić do rodziców, poczekasz? – spytał. Pokiwałem głową. Wyszedł z pokoju. Nie rozumiałem tej całej sytuacji. Bałem się, że coś mu jest i niestety miałem rację. Wreszcie wrócił, więc kontynuowaliśmy grę. Niby się uśmiechał, ale wiedziałem, że coś nie gra. Po 15 minutach przyjechał jego ojciec. Mężczyzna w średnim wieku, ubrany w garnitur i pasujący do niego krawat. W ręku trzymał neseser, a włosy jego były potargane. Widać było, że się śpieszył.
- Emil, nie możemy tego tak zostawić. O cześć Filip, nie wiedziałem, że przyjdziesz. – zauważył mnie. Nie wiedziałem skąd zna moje imię, ale nie to było teraz najważniejsze.
- Dzień dobry, proszę pana, mógłbym pojechać z wami, czy przeszkadzałbym? – spytałem nie śmiało, chciałem wiedzieć co dzieje się z moim przyjacielem.
- Proszę tato, niech pojedzie.. Będę się lepiej czuł, mając go przy sobie. – prosił Emil.
- No dobrze, chodźcie, bo będę musiał wracać do pracy, urwałem się na godzinkę, żebyśmy pojechali do szpitala.
Wyszliśmy z domu. Emil zaprowadził mnie do garażu, gdzie stał nowiutki Mercedes, pana Lewandowskiego. Gdyby mój tata to zobaczył to by się wściekł. Taki samochód, przy naszym Polonezie. Mój tata nie lubił, kiedy zadawałem się z ludźmi, którzy mogli sobie pozwolić, na takie wygody. Zawsze powtarzał.
- Nigdy nie ufaj osobom, które mają lepiej od ciebie. Jak coś im zginie uznają, że to twoja wina! Strzeż się ich! – nie rozumiałem tego, ufałem Emilowi, bez względu na jego sytuację materialną.
Kiedy przyszedł tata, mojego przyjaciela, wsiedliśmy do samochodu i pomknęliśmy ku szpitalowi. Widać było, że oni nie są tu pierwszy raz. Był to miejscowy szpital dla dzieci, ogromny, gdyż mieszkaliśmy w dużym mieście, gdzie, aż roiło się od dzieci i młodzieży. Po korytarzach chodziły chore dzieci. Niektóre bez włosów na głowie, inne z przypiętą kroplówką, którą za sobą ciągnęły. Widziałem przerażenie w oczach kumpla. Poszliśmy ku izbie przyjęć. Pan Lewandowski poszedł porozmawiać z lekarzem dyżurującym, a my z Emilem siedzieliśmy na korytarzu i czekaliśmy na niego. Kiedy przyszedł był w opłakanym stanie, widzieliśmy strach w jego oczach, mało brakowało by się rozpłakał.
- Zrobią ci EKG synku, my tu posiedzimy z Filipem i na ciebie poczekamy. – kumpel kiwnął głową i poszedł za doktorem.
- Co panu powiedział lekarz, jeżeli mogę spytać… - spytałem nieśmiało, gdyż od dłuższej chwili mężczyzna, nerwowo, obgryzał paznokcie.
- Że nic nie jest pewne, ale objawy jakie ma Emil, mogą oznaczać bardzo ciężką chorobę. – uświadomiłem sobie o co chodzi. Mimo, że dotąd widziałem takie sytuacje tylko na filmach, wiedziałem, że wymioty, osłabienie, częsty ból głowy, dziwne i dotąd niespotykane zmęczenie, często też kręcił mu się w głowie, o czym mi mówił, wiedziałem, że może to oznaczać nowotwór. Zacząłem się denerwować. Był on moim jedynym i najlepszym przyjacielem. W końcu przyszedł. Uśmiechnął się do mnie na znak, że lepiej się czuje, ale widziałem zmęczenie i smutek w jego oczach. Siedzieliśmy jeszcze czekając na wyniki.
- Jak się czujesz? – spytałem.
- Bywało lepiej. – odpowiedział ze strachem w głosie. Było widać, że też się bał i wiedział, co może się zdarzyć. Wreszcie przyszedł lekarz. Nie miał zbyt wesołej miny. Poprosił pana Lewandowskiego, by poszedł z nim do gabinetu.
- Boję się. – powiedział Emil. Ja też się bałem, lecz nie umiałem tego okazać. Kiwnąłem tylko głową, na znak, że rozumiem. Siedzieliśmy w milczeniu. To był chyba nasz pierwszy problem, o którym nie umieliśmy porozmawiać. Pan Lewandowski długo nie nadchodził. Kiedy w końcu zobaczyliśmy go na końcu korytarza był dziwnie skulony i miał czerwone od płaczu oczy.
- Możemy porozmawiać z Emilem na osobności? – spytał się mnie, powiedziałem, że tak i już wstawałem z krzesła, kiedy przyjaciel się zdenerwował.
- Nie tato, ja chcę, żeby Filip był przy mnie, gdy mi to powiesz. – spojrzałem na tatę Emila. Niechętnie, ale kiwnął głową.
- No dobrze. Lekarz powiedział, że… lekarz, stwierdził... nie mogę... – mężczyzna rozpłakał się. Muszę przyznać, że nie przypuszczałem, że mężczyzna w średnim wieku może, aż tak płakać. Lało z niego jak z kranu, więc wyciągnąłem z kieszeni opakowanie chusteczek i podałem mu. Podziękował.
- Emil… muszę ci powiedzieć, że wykryto u ciebie nowotworowego guza mózgu… - chłopak spojrzał na niego przerażony, otwierając oczy ze zdumienia, zresztą ja tak samo.
- Ale jak to możliwe? – spytałem, nie mogąc już wytrzymać. I co? Miałem stracić najlepszego przyjaciela? Nie rozumiałem tego. Przecież, wcześniej było normalnym, zdrowym chłopakiem, takim jak większość naszych rówieśników.
- Lekarz próbował mi to wytłumaczyć, lecz posługiwał się medycznymi terminami, które nie do końca były dla mnie zrozumiałe. W przyszłym tygodniu zaczniesz chemioterapię. – tu zwrócił się do Emila. - Dzwoniłem już do twojej matki, uznaliśmy, że teraz ze względu na to, że często będziesz przebywał w szpitalu, zapewnimy ci naukę indywidualną.
- Ale jak to? – pytał przyjaciel, coraz bardziej rozdrażniony. – Nie będę mógł się widywać z Filipem?
- Nie żartuj. – odpowiedziałem. – Będę cię codziennie odwiedzał. – uśmiechnął się lekko.
Od tego czasu minęło pół roku. Bardzo trudne pół roku, dla mnie, dla Emila, dla jego rodziców. Co dzień, po lekcjach biegłem do szpitala, gdzie leżał, coraz bardziej z każdym dniem zmizerniały, mój przyjaciel. Pierwszy miesiąc był straszną udręką. Emil uczęszczał na chemioterapie, która oprócz tego, że pozbawiała go włosów, nie dawała żadnych rezultatów. Ale nadal przychodziłem. Próbowałem go rozśmieszać, choć czułem gulę, w gardle, a wracając ze szpitala do domu, płakałem, czując, że jestem bezradny, wobec tej choroby i nie mogę nic poradzić, na to, że on jest chory. Kolejne miesiące przynosiły coraz to gorsze niespodzianki. A to guz się rozrósł, a to coś tam. Rodzice Emila nie mówili mi o tej chorobie, co o niektóre rzeczy wypytywałem się lekarzy, o niektórych wiedział sam Emil, ale też nie umiał tego dokładnie wyjaśnić. Nadeszła jesień, a wraz z jesienią październik, miesiąc najtrudniejszy. Chłopak tracił siłę do życia, uśmiechał się lekko, lecz próbował się śmiać. Widziałem uśmiech na jego twarzy, kiedy przychodziłem. Będąc w szkole bałem się, czy zobaczę go jeszcze, gdy popołudniu do niego przyjdę. Zawsze był. Gdy tylko wchodziłem do sami, uśmiechał się. Wiedziałem, że byłem jego najprzyjemniejszą rozrywką w ciągu dnia. Przed moim przyjściem musiał przechodzić badania, dostawać zastrzyki, leki. Wierzcie mi, nawet patrzenie na to, nie było przyjemne, więc tym gorzej on musiał się czuć. Pewnego zimnego, październikowego dnia, Emil był strasznie wymęczony. Po całym dniu zastrzyków i chemii, wyglądał gorzej niż kiedykolwiek.
Poopowiadałem mu trochę zabawnych historyjek, a jak skończyłem, wziął mnie za rękę.
- Filip, muszę Ci coś powiedzieć. Dziękuję, że przez cały ten czas ze mną byłeś, nie zostawiłeś mnie. Byłeś moim prawdziwym przyjacielem. Od kiedy dowiedzieliśmy się o mojej chorobie, byłeś ze mną w najgorszych momentach. Dziękuję ci za to wszystko co dla mnie zrobiłeś. – opadł na poduszkę, zmęczony, nadal trzymając moją rękę i zasnął. Zacząłem płakać. Już nie czekałem, aż wyjdę ze szpitala. Płakałem jak małe dziecko. W pewnym momencie usłyszałem pisk. Szybko spojrzałem się na elektrokardiogram. Pojawiła się na nim pozioma, złowroga kreska. Krzyknąłem, wybiegłem z sali, wołając lekarza. Doktor szybko przybiegł, otoczony grupą pielęgniarek i innych lekarzy. Kazali mi się odsunąć. Pielęgniarka sięgnęła po defibrylator, dotąd stojący pod oknem w razie czego”. Stanąłem z boku, żeby nie przeszkadzać. To było straszne. Rozerwali mojemu przyjacielowi pidżamę, na klatce piersiowej i zaczęli go reanimować… Widziałem jak drga jego ciało, od prądów. Próbowałem patrzeć cały czas na elektrokardiogram. Z początku nic się nie zmieniało, lecz po chwili pionowa kreska, zaczęła drgać. Na krótko. Potem znowu, nie było widać pracy serca. Wiedziałem, że jest już po nim.
Do dzisiaj czuję wielki żal, że nie dałem mu szansy wcześniej. Emil pozostawił we mnie taki żal, za to, że uważałem go za lepszego od siebie, a on potem często mi powtarzał, że w głębi serca jesteśmy tacy sami, bez względu na sytuację materialną naszych rodziców. Teraz często odwiedzam go na cmentarzu, wspominając nasze wspólne chwile. Ludzie dziwnie się wtedy na mnie patrzą, bo dziwnie wygląda człowiek mówiący do nagrobka. Ale ja to lubię i nadal on jest moim przyjacielem. Ja wiem, że on mnie słyszy, rozumie i czuwa nade mną. Mój najlepszy przyjaciel.



Ocena: 4.875
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 29.01.2009r.

1     

DamaKier 03 11 2010 (17:54:29)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Historia jest piękna i wzruszająca. Poruszasz prostotą słów, które mimo trudnego tematu płyną lekko, przyjemnie. Masz jednak parę błędów, głównie interpunkcyjnych. Ale są one na tyle drobne, że daję Ci zasłużoną piątkę.

ann18 30 01 2009 (17:27:59)

Bardzo bardzo bardzo mi się podoba ! Naprawdę wzruszające...Moja mama miała raka, więc wiem jak to jest.

PookyFan 29 01 2009 (14:40:43)

Opowiadanie naprawdę mocne i wzruszające. I jakże prawdziwe. Tak się składa, że akurat rozumiem, jak to jest mieć kogoś bliskiego chorego na raka, więc potrafię sobie wyobrazić, jak ktoś taki jak Filip musiał mieć ciężko. Piąteczka.

kana 29 01 2009 (14:38:30)

Wzruszające. masz tendencje do zaczynania zdań od "Ale", lecz tego nie poprawiłam, bo myślę, że to ma taką formę rozmyślań. Lekko i przyjemnie napisane. Wzruszyła mnie ta historia. 5


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 7 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Kirus, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl