Cave me - STWÓRZ MNIE [5]

Zainspirowana przez szklankę. * 0 Drogi panie Freud. W odpowiedzi na Pana szczere rady i fachowe wskazania chciałbym przekazać Panu jedną, jedyną wiadomość. Pieprz się. Z uszanowaniem godności drogiego doktora, Pana przyjaciel, Eryk I Etiam sanato vulnere cicatrix manet. Zdawanie sobie sprawy z problemu to według psychologów i psychoterapeutów pierwszy krok do rozwiązania. Niekoniecznie akurat tej kwestii, która nas dręczy. Prawdę mówiąc pacjenci, którzy zdawali sobie sprawę ze swoich mentalnych uszkodzeń zazwyczaj rozwiązywali głównie problemy finansowe psychologów i psychoterapeutów. Eryk wiedział, co mu dolega. Nie uważał jednak tego za istotne w szerszym rozrachunku. Gdy uderza w ciebie rozpędzona ciężarówka, wiedza, jakiej jest marki, nie podnosi na duchu. W końcu dał sobie spokój z terapiami. Prześliznął się gładko przez hipnozę, grupy wsparcia, indywidualne treningi i och, jakie skuteczne eksperymentalne programy, poświęcając im więcej pieniędzy niż autentycznego zainteresowania. W czasie tych spotkań, gdy wyszczerzony maniakalnie herr doktor mówił mu o jego wielkiej sile psychicznej, wszystkie jego problemy nie wydawały mu się takie złe w porównaniu z przymusem obcowania z entuzjastycznymi psychiatrami w sztywnych garniturach. A potem szedł do domu, kładł się spać i budził się przerażony, spocony jak szczur, z mięśniami napiętymi jak przy ataku tężca i rozszerzonymi panicznie źrenicami. Sześć lat po tej pieprzonej wojnie. Wcześniej, gdy miał jeszcze żonę, zdarzało mu się to rzadziej, dużo rzadziej. Rosa także miała swoje sznity na psychice, tylko radziła sobie z nimi lepiej niż on, głównie cynizmem i znieczulicą. W zasadzie nie było to złe, Eryk uważał, że czułby się jeszcze gorzej, gdyby po przebudzeniu widział wzrok pełen litości, a zresztą nikt prócz niej by z nim, psychicznym kaleką, długo nie wytrzymał. Ale potem jego Rosa zostawiła go dla innego spaczonego faceta poznanego w podejrzanej spelunie. Chyba dobrze im się żyło. W każdym razie przysyłali bardzo wesołe kartki na Boże Narodzenie. Eryk zmusił się do zaprzestania rozmyślań o byłej żonie, potrząsnął głową, aby pozbyć się z niej zapachu prochu, gliny i palonych ciał. Wstał lekko chwiejnie i podszedł do barku, by wyciągnąć z niego cudowny, dziewiętnastowieczny specyfik, prawie tak wspaniale znieczulający jak leukotomia. Laudanum, nalewka z opium na sherry. Lekarstwo to prawdopodobnie wykończyło Mary Todd Lincoln, możliwe, że wykończy też Eryka, co w tej chwili niezwykle mu się podobało. Laudanum działało jakoś niemrawo, więc po chwili zastanowienia dołożył mu do towarzystwa kolejny przepisany przez znajomego lekarza chemiczny znieczulacz. - Schatzi, ale z ciebie idiota – usłyszał. Odwrócił się gwałtownie, unosząc obronnie pięści. Pewnie wyglądał pokracznie, nagi, nabuzowany facet z przegryzionymi wargami i kiepsko zamaskowaną paniką w oczach. Przed nim stała jego żona, w skrojonej na miarę błękitnej sukience. Patrzyła na niego z trochę z ironiczną wyższością, trochę z rozczuleniem. - Idiota z ciebie – powtórzyła. - Jak tu weszłaś? Czemu… Znowu obdarzyła go krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie zamierzała odpowiadać. Za to Erykowi zaczęło miło kręcić się w głowie. - No, idziemy do łóżka. - A zostaniesz ze mną? – zapytał błagalnie. - Beze mnie sobie nie poradzisz. Zostawiłam cię na kilka miesięcy, a ty już chlejesz po nocach. - Dokładnie! – odparł z dumą Eryk, dając się chwycić za rękę i zaprowadzić do łóżka. – To pomaga. - Cios w potylicę też by pomógł, chcesz? - Byle czysto. Nagle rozluźniony i zadowolony Eryk obserwował spod przymkniętych powiek, jak się rozbiera. Zupełnie nie było po niej widać, że dobiega czterdziestki. Dla niego natura nie była aż tak wyrozumiała i zaczynał powoli siwieć. Niechby to szlag trafił. - Zrób coś z sobą – poradziła mu Rosa. - Właśnie robię. II Dulce et decorum est pro patria mori. O, jak słodko jest umrzeć za ojczyznę! Leżąc w kałuży moczu, potykając się o własne trzewia. O, jak cudownie walczyć za swój kraj, sikając po nogach z przerażenia, a potem zobojętnieć, gdy minie adrenalinowy szał. Jeśli przeżyjesz, odbierzesz swoją dawkę strachu potem, w koszmarach. Będziesz ją odbierał ciągle i ciągle, aż zwariujesz, albo aż znajdziesz coś, czym znieczulisz się doszczętnie i bez odwrotu. Eryk zwariował. Widział swoją żonę, co było dość absurdalne, bo dzwonił do niej po południu, do jej nowego domu w Kanadzie. Odebrała, zbeształa go za dzwonienie w środku nocy i odłożyła słuchawkę. Zdenerwował się i łyknął sobie troszkę laudanum na uspokojenie, po czym po kilku minutach doszedł do wniosku, że skoro Rosa jest w Kanadzie, to nie mogło jej być tutaj. A to prowadziło do prostej konkluzji – jest kompletnie świrnięty. Puścił się poręczy. Pociąg mu odjechał. Stał nad przepaścią i właśnie zrobił krok do przodu. Dziwnie go to uspokoiło. Skoro najgorsze już za nim, nie miał się już czego obawiać. III Graviora quaedam sunt remedia periculis - Wymiotujesz krwią – powiedziała Rosa-omam jakiś miesiąc później. Był to najszczęśliwszy okres w życiu Eryka. Wstawał, pił laudanum, potem śniadanie, papieros, prochy od jednego lekarza, seks z Rosą, prochy od drugiego lekarza, drzemka, kolejna dawka nalewki… Potem zazwyczaj grał ze swoją żoną w szachy. Czasami pamiętał, że jest ona wytworem jego szaleństwa, a czasem nie. Grali coraz to krótsze, nierozstrzygnięte partie. Nie potrafił utrzymać figur w dłoni. - Wydaje ci się – mruknął, odgarniając ręką włosy, jakoś dziwnie lekkie i cienkie. - To wrzód. Co za niespodzianka, naprawdę. Eryk zamachnął się mimowolnie, przewracając kilka figur z szachownicy. Hetman potoczył się aż pod komodę. Od kilku dni miał niekontrolowane skurcze mięśni. - Powinieneś przestać brać te cholerstwo. - Nie mam koszmarów – spojrzał na nią spod opuchniętych powiek. – Nie chcę, aby powróciły. - Zabijesz się. - Ale nie będę miał koszmarów. - Nie będziesz miał niczego, Eryk. Będziesz martwy. - Obchodzi cię to? Omam, który wyglądał jak jego żona, uśmiechnął się łagodnie. - Nie. IV Cinis et manes et fabula fies. Rosa, ta prawdziwa Rosa, odwiedziła go dopiero, gdy nie był w stanie już wstać z łóżka. Nie przeszkadzało mu to. Leżał, całkiem pogrążony w półsennych marzeniach. Omam już do niego nie przychodził, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Nic mu nie przeszkadzało, nie chciało mu się jeść, nie czuł bólu. W ogóle nie odczuwał swojego ciała, pomimo tego, że już dawno nie zażywał swoich lekarstw. Nie był w stanie. Nie poczuł nawet zdziwienia, gdy jego była żona stanęła nad nim, patrząc z ponurym zainteresowaniem na łóżko, śmierdzące moczem i krwawymi wymiocinami. Przemknęło mu przez myśl, że musi wyglądać okropnie, naprawdę obrzydliwie, ale nie czuł z tego powodu wstydu czy zażenowania. Spróbował się nawet uśmiechnąć. - Umrzesz – powiedziała Rosa zamiast powitania. W czasie wojny widziała wielu umierających ludzi i pod tym względem można jej było wierzyć. Spotkała ich tak dużo, że kolejny nie robił na niej wrażenia. Eryk nie miał jej tego za złe, każde z nich było po prostu nieodwracalnie spaczone na swój sposób. Tylko cynizm Rosy nie był podszyty strachem, tak jak jego. - Nie mam już koszmarów – wymruczał cicho i chrapliwie, patrząc na nią błagalnym wzrokiem. Tego rodzaju spojrzenia także znała. Na chwilę zniknęła mu z oczu, aby wrócić z długą, cienką finką, którą trzymał w barku. Obok laudanum. Nie pożegnali się, bo oboje nie byli ludźmi, którzy potrafili się żegnać. Po prostu Rosa zrobiła to, co trzeba było zrobić. A potem wytarła krew z podłogi, bo to też musiało zostać zrobione.



Płeć: nieznana
Ocena: 5.333
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 12.12.2013r.

1     

Srebrna Użytkownik WPMT 07 01 2014 (23:53:34)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj.

Nie mogę się powstrzymać, muszę to skomentować i ocenić, chociaż komentarz nie będzie obszerny(już prawie wszystko zostało napisane), a i pora późna, a przede mną jeszcze długa droga.

Bardzo podoba mi się ta praca. Dobrze napisana, zgrabnie manewrujesz słowami i zwrotami. Drobne błędy, ale nie ma co się nimi przejmować, to takie niuanse.

Nastrój panujący w tej pracy... dla mnie bomba! Lubię takie trochę ryjące banię (ładnie powiedziawszy - psychotyczne) wątki, a wkrada się uzależnienie, silne emocje, czyli mieszanka wybuchowa, by wyjść poza umysł, rozum, schematy i przekonania.

Ode mnie 6. Nie wiem, czy nie dostane bury od Terili za komentowanie i ocenianie prac na tym etapie konkursu, ale trudno. Nie żałuję! :D

Nowokaina Użytkownik wpmt 15 12 2013 (12:11:08)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj

Cóż, muszę się zgodzić z moją przedmówczynią, że tekst zasługuje na uwagę. To, co najważniejsze - nie przynudzasz. Wprowadzasz elementy czarnego humoru, co powoduje, że obraz Śmierci, która czyha na głównego bohatera, gdzieś się ulatnia. Ponadto rozbawiła mnie wiadomość do Freuda. Dlaczego? A być może dlatego, że sama czytałam ostatnio jeden z jego esejów i twierdzę, że warto sięgnąć czasami po taką lekturę.

Również zwróciłam uwagę na ostatnie zdanie - dopełnia ono całości bez dwóch zdań i można powiedzieć, że stanowi puentę, choć zamiast zaskakiwać, dodaje tekstowi "ostatecznego smaku". Polubiłam Eryka mimo jego wad. I cieszę się, że Rosa była taką hardą kobietą. Współcześnie proponuje nam się obraz kobiety uległej i słabej. Na szczęście, Rosa do takich nie należy.

Piątka.
Pozdrawiam

paujina Użytkownik 15 12 2013 (11:15:32)

och, i właśnie zorientowałam się, że już czytałam coś Twojego... chyba mogę potwierdzić - talent :)

paujina Użytkownik 15 12 2013 (11:13:35)

Użytkownik ocenił pracę na 5

cholera, jeśli wszystkie prace konkursowe będą takie dobre, to niech się ten konkurs nie kończy.

lubię wariatów i mam słabość do wariatów. zwłaszcza tych, którzy wiedzą, że są "popiołem i cieniem" i niszczą się doskonale z bezbrzeżną wręcz satysfakcją. dlatego polubiłam Eryka. swój chłop!
ostrożnie dawkujesz nam obrazy z przeszłości, z powodu których z Erykiem stało się to, co się stało. z jednej strony to dobrze, bo domysły pobudzają bardziej niż podawanie na tacy, z drugiej... przedstawienie jakiejś małej masakry dobrze dopełniałoby przedstawienie szaleństwa. no i chyba brakuje mi trochę retrospekcji z "lat szczęśliwych". bo może to tkwiło w nim zawsze, tylko wojna odsłoniła pewne zakamarki?

napisane dobrze, bez większych błędów. i kapitalne ostatnie zdanie - nic dodać, nic ująć.

pozdrawiam!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(41): 41 gości i 0 zarejestrowanych: