Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: DamaKier
Imię: Kasia
O sobie: "Gdy zobaczysz, że tak biegnę rzuć mi przez okno słonecznik, złoty jak serce."
Napisanych prac:
- proza: 13

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 30 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Jeszcze tylko jedna" 21.11.2011
"Doskonałość" 21.03.2012
"Zostać bohaterką romansu" 11.01.2011
"Scenarzystka" 28.12.2010
"Małgorzata" 23.11.2010

Inne prace tego autora:
"Fontanna - I etap..." 19.05.2012
"Femme Fatale" 22.01.2011
"Zrozumiałam" 02.11.2010
"Calineczka" 31.07.2011
"Autokorekta" 15.01.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Calineczka

To jest chyba najbardziej złośliwy żart, jaki zrobił mi los. Na szpitalnej sali leżę z dwoma ciężarnymi kobietami. Jedna jest młoda, bardzo ładna, brzuszek ma niewielki, taka zgrabna piłeczka – co podobno zwiastuje chłopca. Odwiedza ją mąż, przynosi kwiaty, czekoladki, sałatki i ciastka, spędza przy jej łóżku godziny, kładzie dłoń na jej brzuchu, gładzi go delikatnie. A w środku mały człowiek z prawie niewidocznym noskiem na najsłodszej buzi świata. To boli. To boli mnie, bo mój brzuch jest pusty. Druga kobieta jest zdecydowanie mniej przyjemna. Jest ode mnie starsza ze dwadzieścia lat, no może piętnaście, nie wiem, nie zaglądałam jej w kartę. Chłopak ją zostawił, gdy się dowiedział, że jest w ciąży, i ona teraz sama z tym dzieckiem, i ona już wie, że nigdy, nigdy więcej żadnych facetów (co za przewrotność! Ja z facetem, ale już wiem, że nigdy, nigdy dziecka…). Nie może wstawać z łóżka, więc całe dnie spędza robiąc na drutach ubranka dla dzidziusia, takie małe, maleńkie, jak dla lalek.

Babcia często robiła mi na drutach ubranka dla lalek. Różowe albo białe sukieneczki przystrojone mnóstwem falbanek, zakładek, ażurków, niektóre tak małe, że każdy pojedynczy ścieg był prawie niewidoczny. To po niej odziedziczyłam drobne dłonie, które potrafią trzymać igłę i szydełko, których szczupłe palce potrafią w równą kosteczkę złożyć małe ubranka lalek. Pojawia się uporczywa myśl, że może też powinnam się tym zająć, robić ubranka. Bardziej uporczywa jest myśl, że właściwie nie ma po co. Ciekawe co ciocia robiła wtedy w tym szpitalu, bo na pewno nie zajmowała się robótkami. Dłonie cioci były zupełne inne niż moje. Bardziej nadawały się do siekiery niż do szydełka, to straszne, ale ja naprawdę tak myślę. Szorstkie i niezgrabne, odznaczały się zgrubieniami kostek na palcach, dłonie rozbite pracą ponad siły, do której, już w dzieciństwie, zmuszał ją dziadek.

Obie wychowane byłyśmy przez tych samych ludzi, a nasze dzieciństwo było różne jak te dłonie. Jedyną pracą jaką robiłam było pomaganie babci w wykańczaniu gobelinów, serwetek albo swetrów. Ciocia od najmłodszych lat pracowała w polu, a ponieważ była dość silna szybko zaczęła pomagać także przy budowie. Dziadek chyba nie zauważył, że ciocia jest kobietą i wydaje mi się, że i ona się nią nie czuła. Kobiecość cioci była zdecydowanie bardziej skomplikowana niż moja (chociaż czy czyjakolwiek kobiecość, ta tajemnica dawania życia, instynktu macierzyńskiego może nie być skomplikowana?). Ja po prostu od zawsze byłam dziewczynką, słodką, cichą, miałam loczki wokół pyzatej buzi i bawiłam się lalkami. Ciocia w dzieciństwie zaczęła przejawiać miłość do młotków i motorów. Szczególnie to drugie. Stały się jej pasją i największym marzeniem. A potem, po pierwszym okresie zaczęła marzyć o zostaniu mężczyzną – miała tak silne bóle, że traciła przytomność. Babcia zatroszczyła się o nią dopiero kilka lat później, gdy przełamała zakłopotanie i zdecydowała się jechać ze swoją krwawiącą już od trzech tygodni siedemnastoletnią córką do lekarza. Ciocia pamięta słowa tego lekarza, który nawet jej nie zbadał: „przejdzie Ci po pierwszym dziecku”. Lekarz machnął dłonią, to samo zrobiła babcia, a cioci pozostało wierzyć.

Tłumaczę sobie, że coś takiego jak instynkt macierzyński nie istnieje. Czegoś takiego nie ma przecież, doskonale wiem, że to „wymysł” naszych czasów. Że wcześniej dzieci w każdej rodzinie było tak dużo, tak szybko chorowały i umierały, że matki nie mogły, że nie miały nawet czasu przywiązywać się do swoich dzieci. Córki były wychowywane dla innego domu, a synowie szybko przechodzili pod opiekę ojca. Matki nie kochały tak bardzo, tak zawrotnie, więc może słusznym byłoby stwierdzenie, że instynkt macierzyński jest kulturowym wytworem ostatnich czasów. Nie bardzo mi się to jednak zgadza, ciocia miała w sobie dużo macierzyńskiej miłości, mimo, że nigdy nie została matką. Tak się złożyło, że nigdy nie założyła rodziny, całą miłość jaką miała przelała więc na mnie. Pamiętam jak modliłam się do Boga, żeby ciocia mogła sobie posadzić magiczne ziarenko z którego wyrośnie jej jakaś Calineczka, tak bardzo chciałam, żeby była szczęśliwa. Bo na dziecko zasługiwała jak nikt, cierpliwa, ciepła, potrafiła kochać bardziej niż ktokolwiek. Ciocia dla mnie zawsze była kimś stałym i tak pewnym, że nigdy nie zastanawiałam się nad nią, nad jej byciem.

Nigdy nie zastanawiałam się też nad tym, że nasze życia są w jakiś sposób ze sobą związane. Może trochę na podstawie kontrastów: moje dłonie- cioci dłonie, moja praca – cioci praca, moje życie – cioci życie. Ale też przecież są jakieś mianowniki wspólne, bo to ciągłe pragnienie miłości, które charakteryzuje nas obie, te marzenia o mrzonkach, o rzeczach niemożliwych do spełnienia. W końcu ten sam szpital i ten sam lekarz, który kiedyś, wiele lat temu operował ciocię, teraz, posiwiały i podstarzały, w randze profesora leczy mnie. No i nasz dramatyczny brak dziecka. Chociaż brzuch cioci nie zawsze był pusty – z czasem zamieszkał w nim rak. Rozrósł się malowniczo, złośliwie, powodując niekontrolowane wypływy ciemnoczerwonej krwi. Miałam dziesięć lat i brutalnie uświadomiono mi, że rak nie jest czerwonym zwierzątkiem ze szczypcami, ale małym demonem uśmiechającym się wrednie, straszliwie, chichoczącym w duchu. Wtedy byłam dzieckiem, ale teraz rozumiem, że gdyby dziadkowie zareagowali na pierwsze objawy… Gdyby babcia wcześniej przełamała wstyd, że może gdyby w moim domu potrafiło się rozmawiać, może gdyby dziadek zaczął zauważać, że w domu ma córkę, nie robotnika...

Nie wiem, nigdy się nie dowiem, o czym myślała ciocia tej nocy przed operacją. Nie wiem czy spała, nie wiem, może nawet trzymała list ode mnie w dłoniach. Może myślała o tym, że w domu już pachnie świętami, przecież to było tuż przed Bożym Narodzeniem. Ja tak bardzo intensywnie myślę właśnie o niej. Dwie ciężarne kobiety posapują przez sen, a ja się boję, boję się jak nigdy dotąd. Może ona jest teraz ze mną, bo może ten strach też jest naszym wspólnym mianownikiem, sama nie wiem, ja nie umiem tego porównać. Bo mój strach jest o jakieś życie, inne, jakieś potencjalne życie, które kiedyś mogłoby we mnie powstać. Niby nie moje, a może bardziej moje, sama nie wiem. Ciocia bała się o życie swoje i tylko swoje. Zasypiając chyba chciałabym ją widzieć. Ale nie taką zwiniętą z bólu na łóżku w dużym pokoju. Chciałabym ją widzieć posiwiałą, w kraciastej koszuli flanelowej jak śmiejąc się w głos mknie na stareńkiej, dopiero co naprawionej „wuesce” dziadka.



Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 31.07.2011r.

1     

Kamil M. Jaszczak 31 07 2011 (23:30:51)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Powiem tak: to krótkie opowiadanie nie należy do tych, nad którymi się zachwycam. Nie należy również do tych, które lubię mieć pod ręką, by znów móc zagłębić się w lekturze. To konkretne opowiadanie potraktuję, jako dobrą monetę Twojego talentu. Widać, że starasz się pisać od serca, a to ważne. Może tekst nie jest wzruszający, ale to tylko przez to, że zawiera wiele błędów. Najczęściej źle złożonych zdań oraz powtórzeń, które zamiast być środkiem stylistycznym zostały wyłącznie błędem. Np.:

"Chłopak ją zostawił, gdy się dowiedział, że jest w ciąży, i ona teraz sama z tym dzieckiem, i ona już wie, że nigdy, nigdy więcej żadnych facetów (co za przewrotność! Ja z facetem, ale już wiem, że nigdy, nigdy dziecka…). "

Gdyby to brzmiało następująco:

"Chłopak ją zostawił, gdy się dowiedział, że jest w ciąży. Teraz jest sama z dzieckiem i wie, że nigdy więcej nie będzie miała żadnych facetów." - itd. itd.

Chociaż całość przedstawia dość sentymentalną historię pewnej kobiety, leżącej w szpitalu, to (jak pisałem wcześniej) nie powala emocjonalnie na kolana. Czuć, że starasz się pisać odpowiednio, ale jesteś blokowana przez myśli "czy to zdanie ma sens? a może tak, albo nie - inaczej". Pozbądź się tego. Pisz, co Ci z serca płynie. Potem odstaw na kilka dni i wróć, żeby poprawić błędy. Nie rób tego od razu.

Moim zdaniem również to zdanie brzmi fatalnie:

"Że wcześniej dzieci w każdej rodzinie było tak dużo, tak szybko chorowały i umierały, że matki nie mogły, że nie miały nawet czasu przywiązywać się do swoich dzieci."

Ładna trójeczka wpada ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 7 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Kirus, Fał

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl