Bunt w szafie

Budzik oznajmiający wszem i wobec nadejście godziny 6.00 wyciągnął mnie z miłych snów. Już od dawna planuję morderstwo nakręcanego niegodziwca, jednak z drugiej strony potrzebuję go do obudzenia się o odpowiednim czasie. Taki już niestety los przeciętnego człowieka, że musi chodzić do pracy. Żebym ja zdążyła do swojej, muszę się niestety budzić o tej podłej, zbyt wczesnej dla mnie godzinie. Wprawdzie miałam wybór – zarabianie pieniędzy lub spanie do późna. Serce mówiło to drugie, rozsądek natomiast – pierwsze. Posłuchałam rozsądku. Wstanie z łóżka zawsze jest najgorsze. Miękka, ciepła pościel i miło pachnąca poduszka kuszą, jak tylko potrafią do ponownego wtulenia się w nie i zaśnięcia snem sprawiedliwego. Codziennie muszę walczyć z pokusą i prawie zawsze wygrywam, a każde zwycięstwo traktuję jako życiowy sukces. Potem śniadanie, bezmyślne oglądanie bezmyślnych programów śniadaniowych w telewizji i mycie zębów. Wszystkie trzy czynności poszły mi całkiem łatwo, więc nie sądziłam, że ubranie się sprawi trudność. Zwykle nie sprawiało, więc dlaczego miałoby się tak stać dzisiaj? Moja naiwność czasami zaskakuje i mnie samą! Wychodząc z łazienki, wciąż czułam resztki pasty do zębów w ustach. Nieważne, jak uważnie i starannie je płuczę, zawsze przez resztę poranka czuję ten ostry, miętowy smak. Gdy pewnego dnia święty Piotr u bram niebieskich zapyta mnie ,,Co najlepiej pamiętasz ze swojego życia?”, odpowiem ,,dźwięk budzika” lub ,,smak pasty do zębów”. Rozmyślając nad tematami metafizycznymi, skierowałam się ku szafie w moim pokoju. Delikatnie otworzyłam jej lewe skrzydło, którego zawiasy pisnęły cicho. Gdy sięgałam po czerwoną bluzkę wiszącą niewinnie na powyginanym wieszaku, stało się coś niezwykłego. Rękawy bluzki zaczęły się samoistnie poruszać. Zamiast zareagować w jakikolwiek sposób, stałam z wytrzeszczonymi oczami jak ostatni gamoń, myśląc, czy nie powinnam zadzwonić do archiwum x. Kiedy zaczęło powoli dochodzić do mnie, co się dzieje, wierzchnia część garderoby wyleciała z szafy z prędkością błyskawicy. Nie minęła chwila, gdy wypadły również inne bluzki – zielona w kwiatki, niebieska, żółty t-shirt, nawet moja ulubiona, którą kupiłam dwa tygodnie temu! W pokoju rozpętało się istne szaleństwo – rękawy latały we wszystkie strony, zaczepiały się o żyrandol, przewracały doniczki z kwiatami. Gdyby tylko na bluzkach się skończyło, byłabym szczęśliwa. Nawet nie zdążyłam poruszyć palcem, gdy z prędkością światła z szafek wyleciały wszystkie spodnie, skarpetki, rajstopy, a także – co dotknęło mnie do żywego – bielizna. Z korytarza żwawym krokiem doszły adidasy, sandały, kozaki, japonki, kalosze i laczki, do których dołączyły się płaszcze, kurtki, czapki, rękawiczki, kapelusze, szaliki, nawet apaszki i woalki, które zgubiłam parę lat temu. Wpierw byłam lekko zaskoczona, ponieważ nie zdawałam sobie sprawy, że mam tyle ubrań w domu, jednak minutę później chłodna fala rozsądku obmyła mnie od stóp do głów. Muszę je przecież łapać! Rzuciłam się na oślep w samo centrum chaosu, który rozpętał się w moim domu. Udało mi się złapać czarną pończochę, jednak druga z nich tak mocno okręciła mi się wokół szyi w akcji ratunkowej swojej siostry, że ze strachu puściłam zdobycz. Kolejnym razem chwyciłam jaskrawożółty szalik, który jednak wyrwał mi się i poleciał na drugi koniec pokoju. Zresztą i tak miałam go wyrzucić. Za plecami usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, na co przerażona odwróciłam się gwałtownie. Okazało się, że to trzy pary jeansów, tańczących na stole kankana, zbiły moją figurkę baletnicy. Próbowałam zakraść się w ich stronę, lecz nagle granatowy żakiet zagrodził mi drogę. Szarpnęłam go w bok, nie dbając o to, że przy tej czynności poszło parę szwów w jego rękawie. Nie zdążyłam obrócić się do stołu, gdy kątem oka zobaczyłam otwarte okno, a tam… Tylko nie to. Na parapecie stały moje dwa najdroższe staniki, które białymi ramiączkami machały wszystkim na pożegnanie. Pobiegłam w ich stronę, jednak w chwili, gdy wyciągałam po nie rękę, skoczyły w dół. Wychyliłam się, aby zobaczyć, co się stanie dalej. Ten widok przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – staniki pofrunęły w kierunku centrum miasta, niesione przez wiatr, machając miseczkami niczym skrzydłami. Zdziwieni przechodnie na dworze zatrzymywali się, aby przyjrzeć się dziwnemu zjawisku, po czym kierowali wzrok ku mojemu oknu. Pospiesznie zamknęłam okno i zasunęłam firankę, spiekłszy raka. To już była przesada. - Koniec zabawy, do szaf! – Wrzasnęłam na całe gardło. Ubrania stanęły jak wryte i spojrzały na mnie swoimi guzikowymi oczkami. Speszone, powoli wróciły na swoje miejsca, powłócząc rękawami i nogawkami. Odetchnęłam głęboko. Czyli wystarczyło tylko krzyknąć? Gdybym zrobiła tak na początku… Spojrzałam kątem oka na zegar. Była 6.50, o 7.00 powinnam być w pracy, a nie jestem nawet ubrana. Trudno, najwyżej zadzwonię do szefa, że źle się czuję. Jeśli spyta o powód, powiem mu prawdę. Wprawdzie wtedy uzna mnie za wariatkę, jednak po tym, co dziś widziałam w moim domu, już nie obchodzi mnie zdrowy rozsądek. Usiadłam ciężko na krześle i położyłam nogi na stole. Zza ozdobnego wazonu nieśmiało wychyliła się czarna rękawiczka, drżąc ze strachu. Nawet bez słów rozumiałam, że ten niepozorny kawałek materiału był prowodyrem wcześniejszego pandemonium. Bez chwili namysłu chwyciłam ją w jedną rękę, otworzyłam okno, po czym z całej siły cisnęłam na dwór. Ponieważ właśnie zerwał się mocny wiatr, rękawiczka poleciała na pobliskie drzewo, gdzie leży do dziś. Być może kiedyś ją widziałeś?



Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 7    
Data dodania: 02.07.2013r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 03 07 2013 (13:59:48)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Nie zgodzę się z przedmówcami. To jest portal warsztatowy i zarówno pomysł, jak i samo wykonane przekraczają przeciętność prezentowaną na portalu. Lekko, bez zadęcia i zabawnie. Nie wiem jak taki żywiołowy, subiektywny i nieco ironiczny opis można uznać za nudny. Do jednej rzeczy mam wielka pretensję - w finale brak mocnej puenty. Nad tym popracuj. Naprawdę dobry jest ten tekst. Przypomnę może Pani redaktor, która tak ochoczo wyznacza Ci pisarskie ścieżki, że najlepsi potrafili pisać dla dzieci i nie ma nic obraźliwego w napisaniu dobrego tekstu dla maluchów.

civilizacja Redaktor 03 07 2013 (14:09:44)
Sam warsztat nic nie zdziałą bez dobrego pomysłu., a tutaj wyraźnie tego zabrakło. Dobry pomysł jest fundementem dobrego opowiadania - nie da się tego ominąć.

Dawied Użytkownik wpmt 03 07 2013 (14:15:26)
I tutaj się nie zgodzę, bo nawet coś tak błahego jak niechęć do wstawania można przedstawić ciekawie, z dozą humoru i ironii, które pozwolą pomysł ożywić. Moim zdaniem tutaj miało to miejsce. Wole sto razy komiczne tańczenie ubrań po pokoju, niż smętne miniatury, typu zostawił mnie, a ja teraz płaczę, które nie raz na wpmt były cenione. To moja opinia i nie próbuję Cię do niej przekonać, ale będę starał się jej bronić. Pozdrawiam ;)

civilizacja Redaktor 03 07 2013 (14:24:33)
Po części pewnie masz rację - można przedstawić coś błahego w zabawny sposób, zwykle jednak skłaniałbym się ku temu zabiegowi w dłuższym opowiadaniu, nie zaś opierać na nim całego tekstu. Poza tym, sam zauważyłeś brak mocnej pointy. W gruncie rzeczy takowa praktycznie w ogóle nie wystąpiła. Widzę potencjał, patrząc na umiejętności, ale miniatury powinny być choć nieco zaskakujące, wzbudzające napięcie lub jakieś skrajne emocje. A tego tutaj wyraaźnie zabrakło.
No i wnioski odnośnie wstawania - zupełny brak oryginalności. Refleksje były równie banalne jak stwierdzenie "W tramwajach ludzi dotyka kompletna obojętność; co najmniej kilka razy przychodzi im do głowy, że wszyscy wokół stają się kompletnymi ignorantami. Z wyjątkiem MNIE. JA taki nie jestem. I cały wagon myśli o swojej indywidualności". Coś w tym stylu. Nic ciekawego. Stwierdzenie oczywistości.

Dawied Użytkownik wpmt 03 07 2013 (14:39:38)
W moim odczuciu siła przekazu tego opowiadani tkwi z jednej strony z subiektywnej narracji, która jest tylko pretekstem do uwierzytelnienia tego co przeżywa bohaterka, choć jednocześnie wydarzenia są absurdalne, z drugiej postawa bohaterki, która traktuje to na serio, rodzą ironię, w której można doszukiwać się fajnych rzeczy. Już sam sposób jej (ironii) wprowadzenia jest dojrzały i stoi na wysokim poziomie. Duża rola faktu, że bohaterka jest poważną, pracującą osobą. Na tych opozycjach dostrzec można kpinę z pewnego stylu bycia, a to już nie banał czy oczywistość.

Rothie Dell użytkownik 03 07 2013 (13:28:17)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj.

Nieźle napisane, nawet bardzo dobrze pod względem stylistycznym, ale tak jak już napisał civilizacja, jest to potworna nuda. Przykro mi, ale sama fabuła niezbyt porywająca, mimo że opisujesz coś "niezwykłego". Wyglądało mi to trochę jak nieambitna opowiastka dla małych dzieci, które wierzą w rzeczy, no umówmy się, niemożliwe <wybacz>.
Strona techniczna - średnio. Zdarzyło Ci się trochę błędów interpunkcyjnych, które niżej Ci wypiszę:
1.
Miękka, ciepła pościel i miło pachnąca poduszka kuszą jak tylko potrafią do ponownego wtulenia się w nie i zaśnięcia snem sprawiedliwego.

Przed "jak" przecinek.
2.
Wychodząc z łazienki wciąż czułam resztki pasty do zębów w ustach.

To zdanie rozdzielamy przecinkiem przed "wciąż".
3.
Gdy pewnego dnia święty Piotr u bram niebieskich zapyta mnie ,,Co najlepiej pamiętasz ze swojego życia?” odpowiem ,,dźwięk budzika” lub ,,smak pasty do zębów”.

Tutaj stawiasz przecinek przed "odpowiem", ponieważ na początku masz "gdy". (Swoją drogą ciekawa koncepcja.)
4.
Zamiast zareagować w jakikolwiek sposób, stałam z wytrzeszczonymi oczami jak ostatni gamoń myśląc, czy nie powinnam zadzwonić do archiwum x

Brak przecinka przed "myśląc" <imiesłów przysłówkowy>.
5.
Szarpnęłam go w bok nie dbając o to, że przy tej czynności poszło parę szwów w jego rękawie.

Znów brak przecinka przed imiesłowem przysłówkowym "nie dbając".
6.
Wychyliłam się aby zobaczyć, co się stanie dalej.

Brak przecinka przed "aby", co jest jedną z podstawowych zasad.
7.
Potem śniadanie, bezmyślne oglądanie bezmyślnych programów śniadaniowych w telewizji i mycie zębów.

Okej, rozumiem, że celowo powtórzyłaś słowo "bezmyślny", ale niestety to naprawdę nie brzmi dobrze.
Chyba to tyle uwag ode mnie, jeśli chodzi o stronę techniczną. Ogółem źle nie jest, bo widać Twoje możliwości i predyspozycje. Tworzysz świetne zdania, które potem łączą się w nienaganną całość. Szkoda tylko, że fabuła nie wciąga. Pomyśl, aby napisać może coś dłuższego; chociażby spróbować napisać powieść. Zawsze możesz przerwać i nie kontynuować, ale warto podjąć się takiego zadania. Jak dla mnie, powinnaś pisać albo fantastykę, albo pamiętnik jakiejś nieidealnej kobiety. Zastanów się nad tym, bo szkoda, żeby Twój talent zmarnował się na tym, że wykorzystujesz go w nieciekawych propozycjach. Liczę, że kolejne prace będą coraz lepsze. Ode mnie na dzisiaj 4-, na zachętę. Pracę akceptuję.

Pozdrawiam,
Rothie

civilizacja Redaktor 03 07 2013 (13:02:53)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Bez owijania w bawełnę: nuuuda! Widać możliwości pisarskie, których użyłaś w zupełnie nieprzemyślany sposób. Zdarzają się powtórzenia, no i:
Z resztą

Co ma znaczyć tego typu ortograficzny obok "pandemonium" czy "prowodyra"?

Praca nie wciąga w żaden możliwy sposób; jest słaba mówiąc szczerze. Może i styl opisywania masz niezły, ale za pomysł dałbym w porywach 2-.
Dają tróję z minusem i towłaśnie za opisy,
Pozdrawiam


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(64): 64 gości i 0 zarejestrowanych: