Pseudonim: nasty929
Imię: Magda
Skąd: Warszawa
O sobie: "We shine like a burning star, We're falling from the sky"
Napisanych prac:
- proza: 5

Średnia ocen: 3.8
Użytkownik uzyskał: 25 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Lekarstwo marzyciela" 24.05.2009
"Zemsta Ducha (0,1,2)" 12.02.2009
"Płacząca królewna" 16.03.2010
"Myśli samobójczyni" 12.02.2009
"Bunkry cz.1" 16.07.2009

Inne prace tego autora:
"Lekarstwo marzyciela" 24.05.2009
"Bunkry cz.1" 16.07.2009
"Myśli samobójczyni" 12.02.2009
"Płacząca królewna" 16.03.2010
"Zemsta Ducha (0,1,2)" 12.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Bunkry cz.1

- Plamka! – zawołałam za moim psem. Słowo daję, nie wiem, na co mi ten pies. Jakbym nie była uczulona na kocią sierść, to bym miała kota. Te to chociaż mają osobowość. A tu proszę – dajmy taką Plamkę. Zwykły kundelek w brązowo-białe łaty. Nie chodzi o to, że jest kundelkiem. Nie jestem rasistką psią ani ludzką. Uważam, że Plamka nie ma żadnej osobowości. Tchórzliwe stworzenie, w ogóle nie reaguje na nic. Tak więc wołać ją sobie mogłam, ile chciałam. Taki odruch, bo po prostu ludzie zawsze wołają za zwierzętami. Plamka i tak miała mnie w swoim psim, kundlim, bezosobowym zadku. Zobaczyłam, że zwierzę -głupie zwierzę- biegnie ku stacji metra. Stolica Polski i jest stacja metra. Doczekaliśmy się drugiej linii. Z tym, że przebiega zupełnie inaczej, niż na początku planowano. W sumie przez Pragę. Przy okazji budowy odkryto też jakieś pozostałości po bunkrach. Te konstrukcje postanowiono zagospodarować i utworzyć dodatkową stację. Bunkry były rozległe, o czym sama się miałam wkrótce przekonać. Odruchowo wykrzyknęłam jeszcze raz imię zwierzaka. Widziałam, jak Plamka mija kioski i sklepy z pamiątkami czy odzieżą. Mknęła jak szalona. Nigdy nie widziałam, żeby to bezosobowościowe monstrum tak zasuwało. Biegło, nie reagując na moje okrzyki. Tłum przerzedzał się. W końcu nie było ani sklepów ani ludzi. Tylko betonowe ściany, lekko odbijające światło odległych szyldów i lamp. Powinnam była wracać w stronę światła, lecz czułam się odpowiedzialna za nieudany twór natury, jakim jest pies mojej siostry. Nagle znalazłam się na skrzyżowaniu, było prawie ciemno. Plamka skręciła. Co za głupi… Tak naprawdę, jak się okazało, pies był mądrzejszy ode mnie. Bo potem on umiał wrócić, a ja – nie. Rozdział 1 Jak wielkie mogły być te bunkry? Bardzo małe, skoro ich dotąd nie odkryto, więc o zgubienie martwić się nie musiałam. Czy obawiałam się, że się zawalą? Statystycznie rzecz biorąc, nie widziałam powodu, dla którego miałyby się zawalić akurat, gdy ja będę nimi iść. Wszystkie ściany były betonowe. Nie rozgryzłam wzoru, według jakiego są zbudowane – tylko tyle, że alejki zbudowano prostopadle, kolejne - równolegle. Niby to jakaś zasada, ale nie rozumiałam odległości, w jakich kolejne tunele przecinały pozostałe korytarze. Po kilku minutach plątania się po betonowym labiryncie stwierdziłam – za późno – że jednak obszar musi być wielki. Po pewnym czasie zdałam się już tylko na słuch: Plamkę straciłam z oczu, starałam się wyłowić uchem (myślę, że to miał być nowy idiom) odgłos, wydawany przez psie łapki. Dźwięk, uświadomiłam sobie, coraz bardziej odległy. W końcu psa już ani nie widziałam, ani nie słyszałam. Musiałam ją znaleźć. Bardziej egoistyczna – później okazało się, że też mądrzejsza – część mnie chciała zawrócić. Zostawić głupiego psa, który pewnie i tak zachowałby się jak Idefix z Asterixa i znalazł drogę powrotną z egipskiej piramidy (tutaj: podziemnych bunkrów). Zrezygnowałam z wołania Plamki – co robiłam, jak idiotka, aż do tej pory. Przystanęłam. Wydawało mi się, że otaczają mnie tylko betonowe ściany i że to one stanowią cały świat. Czułam się jak w zamkniętym centrum handlowym – spóźniłam się, pozamykali wszystkie sklepy, wystawy były zakryte, więc nie mogłam zorientować się, koło którego sklepu jestem. Światło dawały umieszczone na podłodze pod kratami żarówki. Było zimno, jednak ledwo zdawałam sobie z tego sprawę. Świadoma byłam również, że jakoś nie czuję się zmęczona. Może dusiło to przerażenie. Pomyślałam, że wejście musiało być otwarte przez przypadek. Mogło się tu zgubić jakieś niemądre dziecko – na przykład ja. Poza tym, gdyby bunkry były dostępne cały czas, odkąd wybudowano drugą linię metra, byłoby tu teraz mnóstwo bezdomnych. Nie mogłam odtworzyć trasy, którą przybyłam. Wszystkie skrzyżowania były takie same. Choć przeszłam już spory kawałek jedną alejką, wciąż nie widziałam ściany, która powinna oznaczać koniec. Wtedy mogłabym poruszać się wzdłuż niej mniej-więcej w kierunku, z którego przyszłam, i znaleźć wyjście. Wejścio-wyjście. Jak kto woli. Marzyłam o słońcu. Nie znoszę się opalać, ale strasznie zechciałam ujrzeć słońce. Albo światła Warszawy. Jak już stąd wyjdę, obiecałam sobie, wjadę na sam szczyt Pałacu Kultury. I może nawet stamtąd skoczę, o ile znajdę sposób, jak przeciąć, w miarę dyskretnie, metalową siatkę. Ale najpierw muszę wyjść. Tak moje myśli wyglądały na początku. Potem przestałam myśleć tylko o wydostaniu się. Zastanawiałam się, co robią ludzie na górze. Czy ktoś się o mnie martwi, bo chyba spędziłam tu już niemało czasu. Myślałam, kto mógłby za mną tęsknić. Poza rodzicami i siostrą. I paroma przyjaciółmi. Uznałam, że to zależy od tego, jak mnie kto widzi. A stąd zaczęły się rozmyślania, jak to się stało, że tak mnie postrzegają. I czemu jestem taka, a nie inna.



Płeć: nieznana
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 16.07.2009r.

1     

mountainash taka mała misia 16 07 2009 (20:31:27)

Powiem szczerze: na pierwszy rzut oka, podoba mi się. Zaczyna się nieźle: gubisz się w bunkrze, i zaczynasz swoje rozmyślania, swoje "nawrócenie". Tak, znam to, nie raz zdarzało mi się to, a i aubrey napisał opowiadanie o przebywaniu w próżni. Treściowo dobrze, stylistycznie raczej też... Zastanawiam się, czy tego "początku" nie podpisać jako epilog, jednak konieczne to raczej nie jest. Niby mogłaś opisać to inaczej, no ale dobrze jest. Czekam na więcej.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(56): 56 gości i 0 zarejestrowanych: