Brulion

“Mama zupełnie postradała zmysły. Wyjechała. Gdzie? Nie mam pojęcia. Nie, zabrała wszystkie swoje rzeczy. Kot został. Zabiorę go do siebie do mieszkania i przyjadę do szpitala. Nie martw się, tato. Coś wymyślimy. “ * Kochany, wszystko o tej porze roku przypomina mi Ciebie. Pachnę słońcem i chyba trochę ciepłym wiatrem. Lubię te dni, gdy temperatura rośnie wraz z temperaturą serc. Mam w butach kilogramy piasku, jeszcze z sobotniego spaceru na plaży, wciąż nie mogę się go pozbyć. Ale to przecież takie letnie... Czas mija niesamowicie przyjemnie, nawet gdy siedzę i po prostu patrzę w niebo. Myślę, że wyjdę dziś na taras i w towarzystwie zieleni traw i lekkich powiewów zapowiadających ciepły wieczór usiądę nad kartką papieru. Ot tak, żeby spisać wszystkie milczące we mnie myśli. Chyba będę uśmiechać się przez sen, przez całą noc... * “Tato, już jestem. Przyniosłam ci książkę, tę, o którą prosiłeś. Nie wygłupiaj się, to nie problem, bibliotekę mam przecież pod domem. Mama? Nie, nie odzywała się jeszcze. Nikt nie wie, gdzie mogła wyjechać. Również bardzo się martwię, nie wiem, co też przyszło jej do głowy. Dobrze, zadzwonię do rodziny, może rzeczywiście zatrzymała się u kogoś z nich. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Proszę, twoje tabletki, popij wodą, tutaj stawiam szklankę. Prześpij się. Mama przecież wróci...” * Kochany, pamiętasz kuzynkę M. ? Zatrzymałam się u niej na kilka dni. “Mój mąż umiera” - poinformowałam ją w progu i przeszłam do salonu, by zanieść walizki. Gdybyś tylko zobaczył jej minę! O nic nie pytała, od razu zgodziła się przenocować mnie w jednym ze swoich wąskich, ciasnych pokoi z ciężkimi zasłonami. Nie będę wybrzydzać, piję nawet jej obrzydliwą kawę, choć kosztuje mnie to wiele wysiłku. Codziennie wychodzę na miasto, gdy M. wietrzy mieszkanie i zajmuje się rozwieszaniem prania. Każdego dnia wybieram inną kawiarnię, siadam jak najbliżej wyjścia i obserwuję gości. Wczoraj przysiadł się do mnie młody człowiek, choć wokół mnóstwo było wolnych miejsc. Grzecznie przeprosił i zapytał, czy kłopotem będzie, gdy zajmie to krzesło przy moim stoliku. “Naturalnie, proszę bardzo” - wskazałam dłonią wolne miejsce, uśmiechając się do niego. Był tak bardzo podobny do Ciebie, kochany, w czasach, gdy studiując, nosiłeś niedbale niedopięte koszule z podciągniętymi rękawami i paliłeś grube papierosy, popijając czarną kawą. Młodzieniec nie palił, kawę jednak zamówił, choć nie tknął jej przez całą wizytę w kawiarni. Nie musiał mówić mi, czemu usiadł właśnie przy mnie, wszystko stało się jasne, gdy podeszła do nas śliczna, czarnowłosa kelnerka i drżącymi rękoma podała chłopakowi kartę dań. Spuszczając wzrok na podłogę, broń Boże, aby przypadkiem nie napotkać spojrzenia młodzieńca, szybkim krokiem udała się na swoje miejsce pracy, tak idealnie widoczne właśnie z mojego stolika. Kochany, gdybyś tylko mógł poczuć w powietrzu to słodkie napięcie, zobaczyć te niewinne gesty i rozkoszne zerkanie tych pięknych, młodych ludzi! Te urocze, milczące uwodzenie trwać musiało już jakiś dłuższy czas, pomyślałam, ponieważ ich wspólna nieśmiałość zdawała się być już dla nich wzajemną i znaną. Nie kryłam rozczarowania, gdy młodzieniec pożegnał się ze mną grzecznie i wyszedł na ulicę, nie próbując nawiązać bliższego kontaktu z dziewczyną. Choć czego się spodziewałam, czemu oczekiwałam, że właśnie przy mnie zdobędzie się na odwagę? Nie mogłam, kochany, znasz mnie przecież dobrze, zostawić tego w taki sposób. Wyciągnęłam z torebki długopis i próbując naśladować niezdarne pismo, które mogło by należeć do chłopaka, zapisałam na serwetce: “Nieuchwytna, tyle Cię mam, że prawie nic, tyle jesteś moja, ile sobie wyobrażę. Oddana jesteś mi, choć wcale nie moja własna, choć ja też do Ciebie nie należę. Po stokroć nie, po stokroć nic, po stokroć ani odrobinę, bezustannie jednak błogo pulsujemy sobie pod lewym żebrem.” Wyszłam, zostawiając napiwek i liścik przy zimnej kawie studenta. * “Nadal zero informacji. Telefon milczy, ja też nie mogę się do nikogo dodzwonić. Może musiała załatwić coś ważnego w innym mieście? Nie obwiniaj się, tato. Przecież każdy czasem choruje, jeszcze kilka tygodni w szpitalu i wrócisz do domu. Zobaczysz, mama przywita Cię w progu, ona i jej kot. Znasz ją przecież, pewnie próbuje teraz ratować świat. No, w końcu się uśmiechasz. Spróbuj teraz zasnąć.” * Kochany, jestem w mieście, do którego zawsze chcieliśmy przyjechać razem, a do którego nigdy nie udało nam się dotrzeć. Mnóstwo wokół bezosobowości, niepotrzebnie, nie możemy pozwalać chwilom, ot tak mieszać się z hałasem ulic. Niech nie mijają po prostu, nic nie mając wspólnego z tęsknotą, przecież nikt nie chce po prostu niknąć, nawet po odrobinie. Więc tęsknię. Tłumaczę policzkom Twoją nieobecność, brak Twoich dłoni przy moich skroniach. Nie chcą słuchać. Chcą tylko Ciebie. Tracę kontrolę nad drżeniem warg, przyszło mi żegnać Cię wśród spływających kropel deszczu, studzących powoli szyby i naszą bliskość. Jedyne, czego teraz pragnę, to móc znów smakować pocałunkami, tymi delikatnymi i pełnymi troski, którymi obdarowuje się dłonie. Chciałabym móc znów wrócić do miejsc, które posiadają niewidzialną tabliczkę z napisem “NASZE”. Chciałabym położyć się na trawie w parku i leżąc na klatce piersiowej poślubionego mi chłopca, który śmieje się z moich małych dłoni, liczyć uderzenia jego serca. Chciałabym znów szukać samolotów na niebie i udawać, że białe wstążki smug to zapowiedź szczęścia. Chciałabym móc wierzyć, że to nieprawda, że to już niemożliwe. * “To już prawie pół roku, tato. Nie wiem, czy jest na co czekać. Chociaż... To nie pierwszy taki jej wybryk. Pamiętasz? Zostawiła nas kiedyś na cztery miesiące, żeby zwiedzić Europę. Też nie ostrzegła, pewnego dnia po wyjeździe zaczęła po prostu wysyłać pocztówki z każdej stolicy, którą odwiedziła. A potem wróciła, jak gdyby nigdy nic. Teraz też wróci... prawda? Zaraz przyjdzie lekarz, żeby cię zbadać, ostatnie wyniki nie są najgorsze, tak trzymaj, tatusiu.” * Kochany, jestem w mieście, gdzie sprzedają najsłodsze i najświeższe owoce, jakich kiedykolwiek udało mi się spróbować. Dostaję ich więcej i w niższej cenie, gdy wspomnę o umierającym mężu. Wśród tych zatroskanych spojrzeń tylko moje jedno wydaje się być rozbawione, nikt przecież nie wie, że zjem wszystko sama, nie dzieląc się z chorym. Być może udało by mi się przesłać Ci kilka z nich, istnieje przecież chyba coś takiego jak paczki priorytetowe, nie wiem jednak, na jaki adres. Gdzie teraz mieszkasz, kochany? Czy wróciłeś już do domu? Jak Twoje zdrowie? Wiem, że wciąż żyjesz, że nadal myślisz o mnie. Każdego dnia przed snem kruszysz mi się w kącikach ust pocałunkiem. Kupiłam Ci gruby brulion, duży, w skórzanej oprawie. Spodoba Ci się. Będziesz mógł opisywać w nim każdy kolejny dzień. Wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Mój drogi, cieszę się na jesień. Cieszę się na wcześniejsze zachody słońca, na palenie w kominku i stukot obcasów o chodnikowe płyty. Cieszę się na ciepłe kapcie i kota na fotelu, przygarnęłam rudego dachowca, kochany, jest naprawdę uroczy! Cieszę się na jesień, bo może gdy na środku ulicy zacznę marznąć do szpiku kości, okaże się, że potrafię jeszcze cokolwiek czuć Wyrzuciłam brulion. Rozcieńcza mnie zwykły deszcz, myślę sobie: nie piszmy dzienników, nie wszystko jest warte zapamiętania. * “Tatusiu, przyniosłam Ci album ze zdjęciami. Zaraz pooglądamy. Lekarz pozwolił nam zabrać Cię do domu. Przygotowałam dla Ciebie pokój, ten niebieski, z widokiem na ogród, ten, który lubisz najbardziej. Będzie Ci tam wygodnie, zobaczysz. Wszystko już ładnie kwitnie i nim się obejrzysz, znów będziemy siedzieć razem na tarasie. Wiem, że mnie słyszysz...” * Mieszkam w wysokiej kamienicy, tuż obok księgarni i pasmanterii, do której swoją drogą, mój kochany, nie warto zaglądać ze względu na ceny. Każdego ranka budził mnie dziwny hałas, coś na podobieństwo cichego jęku, wyobraź sobie kochany, jak potrafił mnie zerwać z łóżka tak przerażający dźwięk! Postanowiłam pewnego dnia sprawdzić co to, wiesz kochany, że nie wierzę w duchy, ale cóż innego przyszło by Ci w takiej sytuacji do głowy? Zapukałam do mieszkania obok, jednak nikt nie odpowiedział. Drzwi okazały się być uchylone, weszłam więc po cichu rozglądając się po pustym mieszkaniu. Ściany były białe, jednak kolor dawno nie był odświeżany, nie działały też na ich korzyść zawieszone krzywo tandetne obrazki z widokami wodospadów. Mieszkanie składało się jedynie z małej kuchni i pokoju oraz niewielkiej łazienki na końcu korytarza. Już chciałam wyjść, gdy ponownie usłyszałam tak dobrze znany mi już cichy jęk. Dopiero teraz zauważyłam leżącą na łóżku jasnowłosą kobietę z twarzą zalaną łzami. - Wszystko w porządku? - zapytałam niepewnie, spodziewając się, że zostanę wyrzucona za wtargnięcie do obcego domu. - Mój narzeczony zaginął - wyszeptała blondynka, obracając się w moją stronę. Zaskoczyła mnie tym jakże szczerym i nagłym wyznaniem. Zapytałam ją, jak to się stało, nie do końca wiedząc, czy wypada. - Nocą, w ciemności, leżałam w ciszy i w jego objęciach. Rysowałam mu palcami, zupełnie bezszelestnie, kształty bez wyraźnego znaczenia, bezbarwnym dotykiem zaznaczałam, co moje. - pociągnęła nosem i podniosła się z łóżka - Opuszkami palców badałam linię jego obojczyka i szyi, tych miejsc, w które potrafię wpasować się jak w część układanki. Chciałam tak trwać bez końca, przeplatając palce i szept w jego włosach, chciałam scałować z niego całą tą tkliwość, którą dla mnie był - dłonią wskazała mi krzesło przy małym stoliku, sama idąc do kuchni, by po chwili nastawić wodę na herbatę. Wciąż cicho szlochała. - Powietrze między nami stało się tak kruche, zamknęłam więc oczy, by na nas nie spadło. To co między nami, niewypowiedziane słowa i gesty, które czekały na swoją kolej drażniły każdy ze zmysłów. Gdy powiedział “Dobranoc, kochanie”, nie odpowiedziałam - uśmiechnęła się lekko, ocierając łzy z policzków - Nie wypadało nic mówić w tej chwili, chciałam jedynie czuć bicie jego serca na moich rzęsach. Nie wiedziałam, co zrobić, kochany, założyłam tylko nogę na nogę, a blondynka zauważając mój ruch, zapewne bojąc się, że chcę już iść, odezwała się znowu: - Tej nocy nie miałam już złych snów, nie marzłam, nie patrzyłam w okno do trzeciej nad ranem. Tej nocy niesamowity spokój okalał moje dłonie i policzki, zasypiałam przy akompaniamencie naszych cichych, dyskretnych uśmiechów. A rano, wśród ludzi na ulicy, nie umiałam ukryć, że był przy mnie. Moje włosy, szyja i nadgarstki, skąpane jego zapachem, nie potrafiły dotrzymać tajemnicy. A potem... zniknął - wybuchła płaczem. Wstałam z krzesła, wzdychając teatralnie - Mój mąż umiera - powiedziałam i udałam się w stronę drzwi, kątem oka widząc jej zdziwioną minę, zostawiając ją, jej smutek i gwiżdżący na gazie czajnik. * “Mamo, gdziekolwiek jesteś - nie wracaj. Już nikt nie czeka...” * Kochany, zjechałam cały świat. Gdzie jesteś?



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 06.08.2013r.

1     

Anima użytkownik 07 08 2013 (21:05:08)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Aż chciałoby się napisać jakiś wzniosły, pasujący do tekstu komentarz. Tyle że słowa nagle zaczynają uciekać, kruszą się i nie wiadomo, gdzie się podziały. I chciałabym Ci tak dużo powiedzieć, Autorko, ale sama nie wiem już co. Chciałabym mieć siłę tej kobiety, mimo wszystko. Ona w tej podróży była silna. To nie do końca była ucieczka. Oni się przecież komunikowali duchowo. Córka tego nie mogła wiedzieć.
A zakochana kobieta była świadoma... do pewnego czasu.
Stworzyłaś bardzo piękne, poetyckie dialogi, używałaś naprawdę ładnych myśli... Tylko tak sobie myślę: żeby to wszystko nie zginęło. Niech nam na świecie, nawet w naszych ustach, brzmią takie proste słowa tak dobrze ujęte i nawet na odwrót, byleby trwały.
Pojawiło się kilka drobnych błędów interpunkcyjnych, ot wymagających drobnej korekty. Poza tym praca jest poprawna. Myślę, że mogę ci wystawić piątkę. I chciałam podziękować. Jedno zdanie przyniosło mi natchnienie do zakończenia pewnego etapu .

ulciak Użytkownik wpmt 08 08 2013 (15:30:35)
Pięknie dziękuję za opinię i ocenę :) Trzymam kciuki za udane zakończenie tego etapu ;*


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(58): 58 gości i 0 zarejestrowanych: