warto go przeczytać
Pseudonim: Bastill
1.Na złamanie Karku
Zauważył ich w końcu, około 40 lekko zbrojnych jeźdźców gnających wprost na niego - strażnicy królestwa Masahr. \"Boże i tak się kończy moja wielka ucieczka\" - pomyślał Brego. Za plecami miał rządny zemsty pościg, przed sobą pilnujący granicy z imperium jeźdźcy Masahr, którzy słynęli z tego, że nieproszonych gości witali strzałami.
Może się uda, może mnie jeszcze nie zauważyli. Parę chwil temu był pewny, że jeźdźcy pilnujący granicy pędzili na spotkanie z nim, lecz przed momentem minęli go zapatrzeni przed siebie. Po parudniowej ucieczce był na skraju wytrzymałości. Koń zrzędził, lecz nie mógł mu jeszcze dać upragnionego odpoczynku, nie teraz gdy wszystko zależało od niego. W jednym momencie wszystkie jego prośby się spełniły. Po odgłosie walki, która toczyła się za jego plecami, wywnioskował, że Strażnicy właśnie wyrzynali pogoń.
Najemnicy, którzy mieli go schwytać, nie mieli szans z oddziałem patrolu granicznego. Po krótkiej walce byli już martwi.
Gęsto porośnięte trawą oraz krzewami pagórki były jego jedyną szansą, by ukryć się przed jeźdźcami pilnującymi granicy. Spiął konia i wjechał pomiędzy wzniesienia, jego oczom ukazał się niezwykły widok jak na wczesną wiosnę - pomiędzy pagórkami rosły małe błękitne kwiatki. Nie znał ich nazwy, lecz ten widok dodał mu nadziei. Postanowił skryć się w małym zagajniku po lewej stronie pagórka.
Zsiadł z konia i poprowadził go pomiędzy rzadko porośniętą drzewami dolinkę. Zastał tam pierwszą trawę, którą mógł posilić się jego wierzchowiec. W dolince nie rosło zbyt dużo drzew, lecz spora ilość krzewów pozwalała mu mieć nadzieje, że ukryją go przed wzrokiem innych.
Nadchodził zmierzch. To, że strażnicy w dalszym ciągu go nie znaleźli, napawało optymizmem. Postanowił odpocząć w swojej kryjówce parę dni, aby nabrać siły do dalszej podróży. Noc minęła spokojnie, lecz wśród nocnej ciszy rozchodził się dźwięk galopujących koni, co potwierdziło go w przekonaniu że strażnicy jeszcze nie zaniechali poszukiwań.
Po przebudzeniu obrał sobie za cel zbadanie okolic swojej kryjówki. \"Może jest tutaj jakaś mała jaskinia lub lepsze miejsce do ukrycia się\" - pomyślał. Naprzeciwko Brego wyrastał mały pagórek, po krótkim namyśle postanowił od tamtego miejsca rozpocząć oględziny okolic. Po szybkiej wspinaczce był już na szczycie. Rozglądając się w około spostrzegł zmianę terenu - na płaskiej jak stół równinie zaczęły wyrastać pagórki. Ten, na którym aktualnie się znajdował, był pierwszym wzniesieniem, które było widać z równiny, za nim kształtował się krajobraz wyżyn poprzecinany wzniesieniami. Jego uwagę przykuła grupa jeźdźców galopujących po równinie. Na pierwszy rzut oka wyglądali jak duża banda rozbójników, lecz wojskowe doświadczenie nabyte w starciach na pograniczu z ludźmi Masahr mówiło mu, że to ich oddział. Zastanawiało go jedno - dlaczego był taki duży, skoro zwykły patrol składał się z około 50 osób? Po dłuższej chwili jeźdźcy zbliżyli się. Zauważył, że byli ubrani w skórzane zbroje, do juków przypięli broń, na którą składały się łuki oraz szable.
Wyróżniającą się postacią w oddziale był jeździec w długiej białej szacie, najprawdopodobniej był to mag. Po tym widoku Brego już wiedział, kogo szukają i dlaczego. Wzięli ze sobą czarodziej, który mógł pomóc im w zlokalizowaniu nieproszonego gościa. Podkulony podkradł się do końca pagórka z zamiarem powrotu do swojej kryjówki, lecz zapatrzony w przejeżdżający oddział nie usłyszał, że parę osób z oddziału zakradło się za jego plecy. Był bezbronny. Jedyną bronią, którą miał przy sobie, był myśliwski nóż schowany w cholewie. Ostatnią rzeczą, jaką zauważył, była drewniana pałka, która zmierzała prosto w jego głowę. Parę chwil potem padł bez zmysłów na słodko pachnącą młodą trawę.
2.Kim Ty Jesteś?
Ocucił go kubeł zimnej wody. Głowa bolała go okropnie. Rzucił okiem na otaczające go ściany. \"Musze być w jakiejś piwnicy... Złapali mnie... Nie udało mi się uciec... Ale dlaczego mnie związali i przywieźli tutaj, a nie zabili jak to najczęściej się zdarzało?\" - myślał. Sam nie raz widział, kiedy wojownicy Masahr zabijali wszystkich uchodźców bez względu na płeć.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi oraz szelest ciężkich butów zmierzających w jego kierunku. Stał przed nim wysoki barczysty mężczyzna ubrany w szary płaszcz, co oznaczało, że był dowódcą stacjonującego w mieście garnizonu.
\"Tylko dlaczego taki człowiek interesuje się mną?\" Mimo tego, że w imperium był pułkownikiem, teraz jest banitą, dla którego powrót do kraju grozi śmiercią.
- Witaj - powitał go donośny głos nieznajomego.
- Czego chcesz? - odpowiedział hardo Brego. Wysoki człowiek zaśmiał się.
- Wiesz czego chce, Czarny Wężu? Tak, wiem kim jesteś. Zdradził cię tatuaż na lewym ramieniu, na którym w imperium tatuuje się swoje chorągwie. Dużo krwi nam napsułeś Czarny Wężu w walkach na pograniczu. Twoja sława dotarła nawet tutaj - odpowiedział nieznajomy.
- Czego chcesz? - ponowił pytanie.
- Więc dobrze, chcę byś pomógł nam stworzyć armię mogącą walczyć z imperium jak równy z równym. Wiemy także, że posiadasz umiejętności, które zostały ci wpojone w Uniwersytecie Wojskowym w Sahhram.
- Zastanawia mnie, co taki zasłużony człowiek jak ty, robi tutaj na końcu świata wśród jak wy nas nazywacie? Na południu Barbarzyńców?
- Nieodpowiednie pochodzenie nie pozwoliło mi zostać generałem Armii Imperium, pomimo moich umiejętności nie byłem w stanie awansować, gdyż nie miałem odpowiedniego pochodzenia. Oraz miłość do nieodpowiedniej kobiety - dokończył cicho.
- Nie bój się, twoi prześladowcy nie żyją. Zginęli wczoraj na naszej granicy, nie przepuszczamy uzbrojonych obcych na nasze ziemie - dopowiedział nieznajomy wojskowy
- Pomożesz nam? - ponowił pytanie.
- Dobrze. Wytłumacz, czego dokładnie oczekujecie i co otrzymam w zamian.
- Wolność, otrzymasz wolność. Po tym, że siedzisz w tej obskurnej piwnicy przywiązany do krzesła, rozmawiający ze mną wnioskuję, że jesteś imperialnym banitą. Oczekuję od ciebie pomocy przy szkoleniu wojska. Nie możemy ciągle kulić się w strachu, że nasz potężny sąsiad znów nas napadnie i nie wierzę, że przepędzimy go z naszego kraju.
To, co stało się parę lat temu, pokazało nam, że przetrwaliśmy tylko i wyłącznie dzięki szczęściu i waleczności. Mamy najlepsze konie oraz pastwiska na północy, ale nie mamy dobrych jeźdźców. Nasza piechota nie istnieje.
-Wybieraj Czarny Wężu. Pomożesz nam czy wybierasz śmierć?
-Dobrze pomogę wam - odpowiedział załamany Brego.
S.K
Ocena: 3.333
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 03.11.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 7 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Kirus, Fał