Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Brązowy" 22.01.2012
"Jerond" 25.12.2008
"Uwierzcie cz.8" 17.05.2009
"Ektoplazma na tropie cz. 6" 23.02.2012
"40 mln dobrych uczynków cz. 3" 10.03.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Brązowy

Produkcyjniak kopcił jak cholera. Gęste tumany unosiły się nad całym zakładem, chowając go w szarym dymie. Olbrzymie hale zapadły się we mgle, a szeregi równych bloków zamieniły się w niewyraźne ciągi świateł. Dzień zaczynał robić się coraz dłuższy, zwiastując koniec długiej i mokrej jesieni. Brązowe trawniki wyznaczały wąską ścieżkę na zewnątrz. Wszyscy tęsknili za śniegiem, białymi płatkami unoszącymi się w powietrzu. Ci młodsi nawet nie pamiętali jak pachnie delikatny, świeży puch. Popołudniowa zmiana walczyła o wyrobienie normy. Olbrzymie plakaty i jaskrawe neony przypominały o celu na dziś. „ 140% drogą do szczęścia”. Po setkach metrów taśm, pędziły tabletki. Kobiety sortowały, a ciężkie roboty pakowały je w brązowe fiolki. Mężczyźni krzątali się przy nadzorze suwnic i wysyłali produkt do olbrzymich hal. Patrząc spod szklanego sufitu, przypominało to ul, w którym królową był gruby kierownik, objadający się słonecznikiem. Wszyscy w niebieskich uniformach i żółtych kaskach tworzyli monolit, mechanizm, w którym żaden trybik nie mógł zawieść. Brakowało tylko muzyki i uśmiechu na ich twarzach. Kapitalizm upadł. Narodził się korporacjonizm. W hali obok stanęła taśma. Kilka robotów naprawczych wjechało do sali, rozpychając się w tłumie ludzi. Mężczyźni w białych kitlach wybiegli za nimi. Przerwa trwała dziesięć minut w absolutnej ciszy. „Rozmowa przy pracy wrogiem normy!”. Efektem będzie kolejny tysiąc, bo braknie dostępu do pigułek, ale co gorsza, korporacja straci. Nasz świat jest przeludniony. Ludzkie życie jest jeszcze tańsze. Kilka godzin i rozbrzmi dzwonek. Głęboki wdech i zmiana ruszy do szatni. Olbrzymi tłum zadowolonych z normy i oddanych pracowników, przypomni sobie o rozmowie. Małymi grupkami, dyskutując o wynikach w lidze, wrócą do domów. Telewizor, piwko i sen. Na półce w sypialni stoją książki. Już dawno przestały pełnić funkcje inne niż ozdoba. Zresztą, ostatnia moda preferuje puste regały. To nie znaczy, że jesteśmy głupi. Literatura emitowana jest w telewizji, muzea otwarte w niedziele, a kina grają dwadzieścia cztery godziny na dobę. Kultura znów stała się wyższą. Przeludnione slumsy straciły dostęp do wiedzy. Po wojnie musieliśmy rozwiązać kwestię bezdomnych i sierot. * W tym samym świecie i w tym samym czasie, Dziecię Saturna wędrowało po ulicach Metropolis. Stawało co rusz, wpatrując się w połacie brązowych traw. W jego oczach migotały iskierki, a gdyby można było czytać w myślach, zobaczylibyśmy sentymentalne, kwieciste łąki. Unikał patroli. Wolał recytować Puszkina, wpatrując się w wysokie bloki i olbrzymie banery, wiszące na każdej ścianie, niż stać przy taśmie i jak prosty robot jedynie być. Włóczył się bez celu, szukając demonów, które ukryły się w cieniu. Zaczął padać ciepły popiół. Był Kronosem - czasem. Podniósł ręce i z ziemi wyrosły olbrzymie konary drzew. Brązową korę oplotły skorupiaste porosty, a z nich wykwitły olbrzymie chrobotki. Tłum potrącał go, śpiesząc się do zakładu, deptał żółte mniszki i dzbanki fiołków. Ten zagubiony „Rene” uśmiechał się i napawał zapachem kwiatów. Niebieskie niebo wirowało w jego szalonym tańcu. Otworzył oczy i stał w miejscu… bez przeszłości i bez przyszłości… współczuł. * - Spójrz w kamerę i przedstaw się. - Nazywam się Dawid. Mam 31 lat. Od dziesięciu lat pracuję w komandzie czyścicieli. Mam żonę i dwójkę dzieci. - Na jakiej ulicy mieszkasz? - Ulicy Trzydziestej Piątej, mieszkanie 200/133. - Opowiedz nam co się wydarzyło ósmego stycznia bieżącego roku. - Mieliśmy znów sprzątać kwadrat 4c, bo te śmieci… mieszkańcy slumsów rozmnażają się jak króliki… - Proszę patrzeć w kamerę i mówić wyraźnie. - Sprzątaliśmy kwadrat 4c. Dzieci zgarnialiśmy do ciężarówek. Jak zwykle kilka grup się opierało. Trzy zapakowane po brzegi auta kapitan Kowalski odesłał pod mur, a reszta oddziału szukała bardziej zorganizowanych band. Wszystko szło zgodnie z planem, bo już na początku otwarliśmy ogień do przechodniów. Trzeba, bo inaczej te bydlęta by nas zjadły. Strach jest najlepszym lekarstwem. Szło nam mozolnie, bo starsze dzieci próbowały kryć młodszych. Kilku uciekało, więc musieliśmy ich zabić… - Co z ciałami? - Ciała zostawiliśmy, mimo tego, że to marnotrawstwo, ale zbliżał się zmrok…, a poza tym, tam chyba już nikt nie wierzy w wielkie internaty. Do wieczora udało się załadować jeszcze jedną ciężarówkę. Jechałem akurat w obstawie. Najgorsza robota, bo te wszystkie bachory płaczą, krzyczą, próbują uciekać, dlatego musimy ich czujnie pilnować, oczywiście cały czas megafony nadawały komunikat o domach dla dzieci... Mam poczucie, że w tych brudnych barakach za murem nie mają prawa żyć, a my dajemy im trochę ulgi. - Czuje pan współczucie? - Co? - Czy czuje pan współczucie? - …nie… - Proszę kontynuować. - Byłem tego dnia zły. Szykowały się nadgodziny ze sprzątaniem ciał, a na drugi dzień wziąłem już zmianę przy czystkach. Kwadrat 4c znacznie się rozrósł od ostatnich łapanek, dlatego na pewno wielu udało się zbiec. Na dodatek dochodzą jamy, w których się chowają. - Dlaczego bierze pan nadgodziny? Nie boi się pan chorób? - Lepiej płacą, a roboty jest w brud. Wiadomo, że ryzyko jest spore. Dwóch moich kompanów ze szkoły musiało zrezygnować, bo złapali jakiegoś wirusa. Uważam jednak, że jeżeli nie rozwiążemy tej kwestii, to wyhodujemy sobie wylęgarnie nowych chorób. Zresztą, w telewizji mówią, że wizja głodu jest nieunikniona. - Przejdźmy do kapitana Kowalskiego… Proszę patrzeć do kamery. - Kapitan Kowalski w czasie egzekucji zawahał się i chciał ratować jednego ze złapanych. Wynikła awantura. Kapitan Kowalski stawiał opór i byłem zmuszony do niego strzelić. - Czemu tak się zachował? - Jego najmłodszy syn umarł, bo popsuła się fabryka leków… Jeden z tych brudasów wyglądał prawie identycznie i Kowalski… znaczy się kapitan Kowalski, zaczął zachowywać się jak szaleniec. Stwierdził, że to jego syn i musimy go mu oddać. Szeregowy Kubowicz nie chciał się zgodzić, kapitan zaczął wymachiwać bronią i musiałem zareagować. - Ma pan wyrzuty sumienia? -… Tak. Kowalski nauczył mnie wszystkiego. Jego córka jest chrzestną mojego synka. - Potrzebuje pan psychologa? - Nie! Poradzę sobie… Najgorzej jest wieczorami, ale żona mi bardzo pomaga. - Zgodnie z pana i pana kolegów zeznaniami, wynika, że przyczyną tragedii był osobnik płci męskiej, wieku około ośmiu lat, który wywarł negatywny wpływ na kapitana Kowalskiego… Proszę tu podpisać… Dziękuję. Jest pan wolny. Korporacja dziękuje za współpracę i życzy spokojnej nocy. - Dobranoc… - Aha, jeszcze jedna rzecz. Ile lat mają pańskie dzieci? - Osiem i dziesięć… - Proszę. Niech pan kupi im zabawki. - Dziękuję. - Proszę się już tak nie kłaniać. Jutro o ósmej czekamy na pana w pracy. Norma czeka. * Kosmici zaproszeni przez NASA2 wylądowali tego dnia w Metropolis. Z tej okazji naczelna korporacja zarządziła półgodziną przerwę we wszystkich zakładach pracy. Urządzono pokazy sztucznych ogni, a przybyszów z kosmosu witano jak starych papieży. Daliśmy gościom gry komputerowe, żądając w zamian szybszych napędów kosmicznych. Planeta już dawno stała się dla nas za ciasna. Kilka lat i będziemy gotowi ruszyć w kosmos. Teraz i pewnie wtedy fabryki leków będą musiały pracować bez ustanku. Czyściciele mieli wolne. Dawid zażył ostatnią pigułkę, wyrzucił do kosza flakonik i położył się obok kochanki. Spojrzał na jej gładką skórę i zgrabne pośladki. Zapatrzył się na brązowe znamię na nodze. Było duże i brzydkie, a mimo to dużo lepsze niż zdeformowana dłoń żony. Na to nie trzeba było pigułek i zabiegów kosmetycznych. Zaciągnął się papierosem i przed oczyma stanęła mu twarz Kowalskiego. Okruchy czaszki zaplamiły mu mundur, a krew zalała twarz. Lewe oko drgało nienaturalnie, a usta szeptały imię synka. Otworzył oczy, ale w białym suficie odbijała się ta sama scena. Wstał i podszedł do okna. Na ulicach w równych szeregach stali gapie, ślepo wpatrzeni w olbrzymi, latający talerz. Wylądował w samym centrum na martwym, brązowym trawniku. Powiedział żonie, że idzie popatrzeć. Uwierzyła mu… Jak zawsze. Znad kominów unosił się dym, a wielkie fabryki jak monumentalne piramidy, zdobiły krajobraz. Za nimi był mur, a za murem slumsy. Wysyłali tam tych, którzy nie mieli na tabletki, tych którzy nie mieli rodziców, tych którym brakło mieszkań. Miasto rosło w jednym kierunku, zostawiając za sobą rozwlekłą wylęgarnie chorób. Nikt już nie walczył o ich prawa. Dawid nie traktował ich jak ludzi. - Myślisz, że kiedyś będzie rebelia? - Nie będzie. Zrób mi kawę. - Chodź do łóżka, niedługo będziesz musiał wrócić do tej swojej kaleki. - A kto teraz nie jest kaleką? – wsunął rękę pod kołdrę, pogładził jej uda i zaczął ją pieścić. * Życie w slumsach nie jest takie złe. Przynajmniej nas nie trują tymi pigułkami. Ma to swoje konsekwencję. Niewielu nowym udaje się przeżyć, ale jak ktoś przetrwa i wyrośnie z łapanek, może wieść tu całkiem radosne życie. Jesteś młodą kobietą, na pewno się przyzwyczaisz. Wieczorem zapraszam cię na śpiewy i wzywanie demonów. He, he będzie też troszkę samogonku. Po co łapanki? Ciało ludzkie można przerobić, a bez nich slumsy urosłyby i pewnie zgniotły Metropolis. Kiedyś znano bardziej cywilizowane metody, ale teraz to za duża strata dla korporacji. Nie martw się szczurami, jest ich pełno tu. One zjadają nas, a my ich. Pieprzone, brązowe i uciekające śniadania, obiady i kolacje. Rozejrzyj się moja droga, żyjemy na starym zdjęciu w kolorach sepii.



        Dedykacja: Gra prozatorska<br /> <br /> Płeć bohatera: mężczyzna. <br /> Słowa-klucze: współczucie, brązowy. <br />

Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 22.01.2012r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 23 01 2012 (15:31:15)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Bardzo ciekawa koncepcja. Nie jestem tylko pewna, czy wykreowałeś własny świat, czy posiłkowałeś się historią, dodając jedynie własne elementy jak np. kosmitów. Którzy, swoją drogą, rozbili mi nieco całą wizję Twojego opowiadania. Rozumiem, że są tu symbolem, że świat jest przeludniony, ludzie szukają miejsca dla siebie gdzieś indziej, w kosmosie. Traktują UFO jako coś normalnego, banalnego. I to jest zadziwiające i groteskowe.

Poruszasz kilka wątków, jednak dla mnie najbardziej interesujący i najciekawiej napisany jest ten, dotyczący traktowania ludzi w slumsach. Tragiczne opisy rzezi na dzieciach, aby zapobiec przeludnieniom i głodowi. Od razu miałam skojarzenia z opowiadaniami Borowskiego. Spokój człowieka, opisującego mord na przyjacielu dla idei, z rozkazu, bo chciał bronić własnego syna. Człowiek ten nie ma już żadnych zasad moralnych, jest maszyną, pracuje, wykonuje polecenia, jest zaprogramowany. Nawet nie czuje współczucia. Zapomniał co to takiego. Co gorsze, system ocenia jego występek jako słuszny, zapisuje całe zajście w raporcie nie jako morderstwo, ale jako czyn słuszny, a winę ponosiła ofiara.

Zadziwiający i nieco niezrozumiały, bo symboliczny akapit drugi. Jedna postać, szaleniec? Jakiś ostatek wiosny, piękna, sztuki, wędrujący po mieście, współczujący, ale niestety osamotniony.

Jednak co mi przeszkadza. Połączenie różnych kultur. Kronos, mitologiczna postać( mogę prosić o wyjaśnienie tego porównania?), Puszkin, rosyjski poeta, Kowalski, nazwisko polskie, Metropolis, USA?
To wszystko sprawia, że jestem zagubiona w Twoim opowiadaniu. Podobnie jak to, że akapity, są jakby porozrzucane, wybijasz z rytmu, po czym wracasz do poprzedniego wątku. Ma to jednak tez swój urok, więc sama nie wiem czy oceniać to na plus, czy na minus.

Co do błędów: poza, półgodzinny i oddałby piszemy razem, "jest ich pełno tu", zmieniłabym szyk na "jest ich tu pełno".

Reasumując, naprawdę dobrze mi się czytało,byłam zainteresowana od początku do końca, podobała mi się niebanalność tematu i groteska. Przyznaję, że od początku obstawiałam wstawienie Ci szóstki, choć później w analizie, zaczęłam mieć wątpliwości. Jednak prezentujesz wysoki poziom i należy Ci się taka ocena.

Dawied Użytkownik wpmt 23 01 2012 (15:38:38)
Metropolis to też tytuł filmu Langa o społeczeństwie przyszłości. Taka mieszanka ma pokazać, że to jest już inny świat. Nie ma tu mowy o państwach ani narodach co dodatkowo ma nadać odrobinę groteski. Kronos, Rene, dziecię Saturna wiążą się niejako z archetypem postaci melancholika, osoby nie odnajdującej dla siebie miejsca, uciekającej we własny świat. Dziecię saturna to określenie malancholika z bodajże renesansu, a Kronos w mitologii rzymskiej to właśnie Saturn...

Angelika596 Użytkownik WPMT 23 01 2012 (18:57:03)
Dziękuję:) Utwierdziłeś mnie tylko w mojej ocenie.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(58): 58 gości i 0 zarejestrowanych: