warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
I
Ujmująco spokojna Jadwiga, leżąca w swej surowej, prostej i półmrocznej komnacie spoglądała z litością i jednocześnie wysiłkiem na czuwającą obok niej przez cały czas wnuczkę Konstancję i niespełna jedenastoletniego Konrada, będącego pod niewątpliwie dużym wrażeniem obserwowanej sceny. Oto kapłan stojący nad jej niemniej niż komnata prostym i surowym łożem odmawiał modlitwę, co chwila czyniąc nad nią znak krzyża. Przyprowadzony w to miejsce przez swą dwa lata starszą siostrę Konrad widział już śmierć niejednokrotnie, lecz agonia babki napawała go prawdziwym lękiem a Konstancja do komnaty zmuszona była przyprowadzić go wręcz siłą.
Za chwilę do komnaty weszła ubrana w czarną tunikę przebijaną pozłacanym haftem Elżbieta, najstarsza przebywająca na zamku wnuczka Jadwigi.
W momencie, gdy oczy Elżbiety ujrzały najstarszego członka rodziny w otoczeniu świec, wypełniających kamienne wnętrze bladym kolorem i woskowym zapachem, jej twarz zdała się odzwierciedlać ból i smutek, który z jeszcze większym natężeniem właśnie w tej chwili poczuła. Była równie blada, jak jej właśnie umierająca babka.
Zaraz też za nią weszła jej matka-Anna, wdowa po Henryku, prowadząc za sobą swego syna-Henryka, niewiele starszego i niewiele też mniej przejętego od swojego brata Konrada chłopca, z długimi jasnymi włosami, opadającymi na zielone oczy. Weszło też do pokoju trzech przedstawicieli możnowładztwa, chcących oddać cześć księżnej w już ostatnich jej chwilach.
Pozostałe z rodzeństwa przebywającego na zamku: Agnieszka, Władysław i narodzona przed trzema miesiącami Jadwiga z racji swojego wieku pozostały w swoim pokoju pod opieką służby i nie uczestniczyły w wydarzeniu, mającym miejsce w komnacie na najwyższym piętrze zamku.
Zgromadzeni wokół Jadwigi poczęli odmawiać litanię do Najświętszej Marii Panny zaintonowaną przez duchownego a ich drżące głosy odbijały się od kamiennych ścian pokoju i wybiegały pogłosem na zamkowy korytarz, lecąc coraz dalej i docierając w różne zamkowe zakątki.
Z pomiędzy głosów wydobywały się ostatnie duszne i ciężkie oddechy Jadwigi, w myślach zapewne również oddającej się gorliwej modlitwie. Płomienie świec miarowo pulsując zdawały się współgrać z rytmiczną modlitwą a pogrążeni w niej członkowie rodziny stali i mimowolnie czekali. Na nadejście śmierci wiszącej gdzieś nisko i zbliżającej się z każdym Jadwigi oddechem.
Na zamku przebywał jeszcze jeden przedstawiciel rodziny. Bolesław. Najstarszy syn Henryka II, zwanego Pobożnym-księcia legnickiego, krakowskiego i wielkopolskiego, a także opolskiego, zmarłego przed dwoma laty oraz Anny, córki czeskiego księcia Przemysła Ottokara. Bolesław, z racji wieku bezpośrednim był następcą swego ojca i ziemię legnicką pod swoje władanie powziął.
Litanię odmawianą przez jego matkę i młodsze rodzeństwo słyszał, lecz w modlitwie nie uczestniczył i przy babce w ostatnich chwilach jej życia nie był.
Stał osłupiały, wpatrując się w niewielkie okno korytarza, jego szkarłatne oczy odbijały jego zmieszanie i uczuciową stagnację a kosmata twarz o charakterystycznych, wyraźnych rysach, hipnotyczna i odrażająca zarazem, stanowiła jakby odzwierciedlenie jego osobowości i ukazywała coraz bardziej wyraźnie cyniczną pustkę-przerażającą, nieodgadnioną, irracjonalną.
Tak stał a do jego uszu docierały głosy odbijające się od chłodnych zamkowych ścian, dobiegające z góry, z komnaty Jadwigi. Gasnącej już, babki Jadwigi.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 14.10.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 13 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Mii, Kirus