Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Dla Klary (2)" 17.04.2009
"Boczny wiatr 1" 20.08.2009
"Słodycz cytryny (2)" 07.02.2009
"Słodycz cytryny (1)" 28.01.2009
"Boczny wiatr 10 ost." 22.01.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 9

Kilka godzin snu w miękkim łóżku dało ukojenie, w końcu mogłem trzeźwo patrzeć na otoczenie, nie mrużąc oczu. Sen jednak przywołał kolejne wspomnienia, znów widziałem uśmiechającą się do mnie zielonooką. Taką śliczną, niepoznaną nigdy do końca, moją jedyną. Sen przywołał także koszmar, powtarzający się w studenckim okresie. Biegłem. I tyle. Po prostu cały czas biegłem i nie mogłem dobiec do celu. Może też dlatego, rzadko chwytałem za sen, odkąd Ania trafiła do szpitala. Zwyczajnie bałem się, że jednak w końcu dobiegnę i to co ujrzę na końcu będzie kolejnym koszmarem... Rany czarnowłosej goją się z dnia na dzień coraz lepiej. Lekarz jest dobrej myśli. Uśmiecha się tak serdecznie, że nawet nie mam ochoty wątpić w jego słowa. Paulina zabiera mnie na długie spacery po parku, Iza przyprowadza chłopców, bym mógł ich usypiać, nosząc po korytarzu, tata z kolei coraz częściej się śmieje, Gosia przynosi nowe wykłady, mama milczy ze mną pięknie, Ada czasami zwyczajnie siada obok na kanapie i rozmawiamy o jej życiu, a Ania? Ania porusza palcami, a raz nawet wygięła delikatnie usta w uśmiechu. A może mi się wydawało. Nie jestem pewien, ale wolę myśleć tak, jak myślę. Ona już się budzi... Patrzy na mnie niepewnie, z lekkim żalem, robiąc krok w tył i moje serce z trzaskiem upada w jej drobne, ciepłe dłonie. Co za kobieta... Anna, Ania, moje małe, słodkie, przekleństwo. Przymykam oczy i odwracam się. Lewa, czy prawa dłoń? Walcząc wewnętrznie, podchodzę do drzwi, a w powietrzu unoszą się jedynie moje przytłumione kroki. Anna po krótkim "proszę cię" nic już nie mówi. Egoista. Tak, tak, kłamliwy egoista. I teraz już nie tylko okłamujący innych, ale i samego siebie. Siebie?! Człowieku, odwróć się. Przystaję pod drzwiami i przeklinając wewnętrzny głos tęsknoty, powoli się odwracam. Ania stoi kilka kroków przede mną. Patrzy mi poważnie prosto w oczy i zaciska nerwowo dłonie. Jej czoło zdobi delikatna zmarszczka. Ach, jakbym chciał opuszkami palców potrzeć ją lekko, by zniknęła, a potem ucałować po niej ślad. Czarne pasma, potargane, wiją się wokół szyi, zielone oczy iskrzą pytaniem, usta uchylone pragną bliskości. I jak tu walczyć z takim motylem? Głupcze, nie baw się nawet w tkliwość i wyjdź stąd natychmiast. Zniszczy cię! Podstępna wiedźma, to tylko pozory, te jej śliczne oczy i niewinność ust. Biorę głęboki oddech i tłumiąc ból gdzieś w środku sięgam po klamkę. Egoista, egoista... Wszystko zawsze musi być takie trudne. Nie ma wyborów wyśrodkowanych. Jest lewa, albo prawa dłoń. Te bystre oczy i słowa, słowa ocieplające me serce. Zbytnio komplikujesz Anno... Otwieram drzwi. Ostatnia szansa przede mną. Stoi za progiem, lekko uśmiechnięta, włosy zaczepia za ucho, a zielone oczy iskrzą rozbawieniem. "Kuba wielki kłamco, odwróć się. I błagam, nie spapraj tego." Te trudne wybory... Prawa, lewa, prawa, lewa... Uśmiecham się do niej, a ona poszerza swój własny uśmiech. - Kuba? Odwracam głowę i powoli zamykam drzwi. "Szansa" rozmywa się, radośnie iskrząc. A Ania stoi tym razem z wielkim niezrozumieniem na twarzy. A ja z kolei uśmiecham się prosto do niej: - Postawię znów wodę, herbata pewnie jest już zimna. Pokażesz mi co gdzie jest? Tamtego dnia opróżniliśmy, w towarzystwie mroku, dwie filiżanki białej herbaty, a potem, całując Anię lekko, pożegnałem się i wyszedłem w roziskrzoną noc. Księżyc śmiał się z mojego naiwnego uśmiechu i oczu, które wszystko wtedy postrzegały inaczej, jaśniej, a wiatr lekko, radośnie przeciągał się we włosach. Czułem się... prawdziwy. A ta prawdziwość pozwalała mi głębiej oddychać, głębiej czuć, postrzegać różne sprawy. Spowodowała, że na ławce w parku, w blasku latarni całowałem jej powieki, subtelnymi słowami. Chciałem jej całej, ale też z drugiej strony pragnąłem dawkowania, by powiększyć rozkosz. Herbata mnie uspokoiła, ale serce i tak żywo wspominało iskry w ślicznych zielonych kroplach. I przeżywało każdą chwilę na nowo, każde słowo, spojrzenie, drgnięcie... Zauroczony pseudo poeta. Kurcze, zakochany głupiec. - A jak się obudzi? - Nie rozumiem. Siedzimy z Adą na kanapie i opierając głowy o zagłówek, wpatrujemy się w ponury sufit. Za oknem ściemnia się, pierwsze gwiazdy przyłączają się z wolna do naszej, jak zawsze, fascynującej konwersacji. - Jak Ania się obudzi, to co pierwsze zrobisz? - Ożywię swoją miłość do jej zielonych oczu, Ado. - Brzmi poetycko. Pięknie. - Wiesz dobrze, że poezja polazła w cholerę, jeśli chodzi o mnie. - Aj tam, zawsze się gdzieś włóczy obok. Blondyneczka poprawia się na małych poduszkach i sięga po kubek z herbatą ze stolika. - Myślę, że to będzie już niedługo. - Mówiłem ci, że się do mnie dziś uśmiechnęła? Ada przekręca głowę i patrzy na mnie uważnie. Po chwili wpatrywania się w siebie, uśmiech wypływa na jej usta. - Widzisz... Potrzebny był jej czas. - Tak. Tylko niezbyt mi to było na rękę. - Wiem. Wstaje i masując kark, odwraca się do mnie przodem. - Krukowski będzie chciał z Tobą rozmawiać. Chodzi przez ostatnią godzinę cały czas zachmurzony. - Złapię go później. - Dobrze. Lecę na oddział. Cześć, Kuba. - Na razie. Za oknami noc objęła ramionami jasność i świat zanurzył się w wyciu wichury. Chwytam za notatnik, wstaję i idę do pokoju Ani. Krok za krokiem i myśl za myślą. Przekraczając próg, znów zakochuję się od ponownego wejrzenia w jej twarzy. Siadam na krześle i opuszkami palców głaszczę jej ręce. "Witaj, kochanie...", a o okna uderza silny wiatr. Wyje coraz głośniej... - Kuba? Do sali wchodzi dziwnie ostrożnie lekarz. - Tak? - Możemy porozmawiać? - Oczywiście. - Wiesz... Coś mnie tknęło i kazałem zrobić Ani badania... I wstając czuję, jak zaciska palce na mojej dłoni. Tak, tak. Mocny, przestraszony uścisk wlewa się we mnie nadzieją. Zaskoczony przenoszę na nią błyskawicznie wzrok i widzę, jak oczy ma szeroko otwarte i... kropla zieloności rozbija się głucho o posadzkę. - Doktorze...? - Kuba? – Ania wyciąga rękę w moją stronę. – Kuba?! Siadam przy niej i z niedowierzaniem dotykam twarzy, gładzę włosy... moje dłonie błądzą, wczepiając się w jej strach i niezrozumienie. Moje kochanie... Moja śliczna czarnowłosa. Zielonooka... - Jestem, skarbie. Jestem.



Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 16.01.2010r.

1     

Fał Użytkownik 17 01 2010 (22:10:48)

Przebrnąłem dzisiaj przez wszystkie dotychczasowe części Wiatru. I muszę powiedzieć, że jest to jednak typowa powieść w odcinkach. Ten za każdym razem identyczny schemat jest fajny, jeśli sobie go dawkować w dużych odstępach czasowych, ale kiedy czyta się to naraz, strasznie irytuje. Przypuszczam, że takie było zamierzenie, nie mówię, że to źle. Za każdym razem najbardziej mi się podobała część środkowa, bo tam były jakieś emocje i walka dobra ze złem. Pierwsza i trzecia to jednak trochę błądzenie po banałach i antycypacja, jak to Zuanshie napisała, słodkiego happy endu. Nie mogę się przyczepić do samej fabuły - tylko pozazdrościć takiej wyobraźni i kreatywności w tworzeniu historii i bohaterów. Parę uwag do warsztatu natomiast by się znalazło, bo jest to trochę chropawe miejscami. Ale i tak zasługuje na wysoką notę, moim zdaniem.

Zuanshie Użytkownik wpmt 16 01 2010 (20:42:31)

Użytkownik ocenił pracę na 6

No, to zaczynamy. Uprzedzam ocena będzie niska, za niska... Praca bezbłędna, no dobra, zawiruszyła Ci się mała, nieszczęsna kropeczka na końcu wypowiedzi Ady, ale to nic nieznaczący, w zasadzie nikły błąd, który w ogóle nie będzie brany pod uwagę, przy wystawieniu oceny. No, moja panno, jestem absolutnie zachwycona, a zarazem zła, że wszystko jest takie dobre, takie wartościowe, takie pełne mocji, pełne Ciebie. Twój język jest taki bogaty, taki piękny, a zarazem lekki, nic tylko rozpływać się w nim. Cholera, nawet nie mam się do czego przyczepić, bo nadal trzymasz styl, nadal chcę czytać tą powieść i nie zgodzę się z Anetką, że będziesz miała problem, w zachwyceniu czytelnika, kolejną częścią, mnie zachwycisz nawet wtedy, jeśli byś napisała przesłodzony happy end, choć nie sądzę, by tak było, bo jestem pewna, że nasza droga Marika zaskoczy nas, a zrobi to w takim stylu, że opadną nam wszystkim szczęki, prawda? ;d Za język, styl, emocje, lekkość i Twój wrodzony talent- sześć.

Lilka Użytkownik 16 01 2010 (20:30:55)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Przedostatnia cześć? No, to masz teraz problem, bo wątpię, żeby koniec końca mi się spodobał, po tym, jaki tutaj pokazałaś poziom. W Twoich pracach najbardziej podoba mi się ta poetyckość, lekkość, z jaka prowadzisz fabułę Wszystkie momenty są tak cholernie przesycone emocjami. Mam jedno zastrzeżenie - za krótko! Krótko, krótko. Nic nie dzieje się nagle, oprócz wypadku, znajomosć z Adą rozwija sie stopniowo... ale zakończenie w takim momencie..no wiesz co? ;Dz plusem

mountainash taka mała misia 16 01 2010 (18:51:14)

Muszę Cię przeprosić: przepraszam. Nie wytrzymałam i niechcący zaczęłam czytać od tyłu, przez co środek w pamięci mi nie utknął... Ach. No ale spójrz, jak jest pięknie! Ania się obudziła, wszystko jaśnieje, wszystko się rozmywa. W dzisiejszym stanie ekscytacji a jednocześnie przerażenia nic nie jestem w stanie więcej powiedzieć, słonko. Dlatego nic nie dostaniesz, chyba, że sklecę potem bardziej porządny komentarz. (a wiesz czym jestem podekscytowana, powiedz k, że ma z nami jechać, bo nie chce). Wieczorem przeczytam od nowa.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(49): 49 gości i 0 zarejestrowanych: