Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Dla Klary (5)" 08.07.2009
"Dla Klary (2)" 17.04.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Moja córeczka" 19.02.2009
"Moje słońce" 23.12.2008


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 7

Nad łukiem brwiowym brzydko wyglądające zadrapanie, dalej pod moimi palcami delikatne przecięcie na nosie, na policzku głęboka rana szarpana. Przejeżdżam opuszkami po jej ślicznie wykrojonych, lekko rozciętych ustach, broda i poparzenie, drugi policzek i mnóstwo czerwonych draśnięć. Fiolet wokół zamkniętych zieloności. Muskam jej powieki, nachylam się, by je ucałować. - Aniu, kochanie. Otwórz oczy. No dalej, skarbie... Oddechem głaszczę jej czoło, trącam czarne pasma. Mokra, słona słabość opada na odsłonięte płatki uszu, a dłoń przesuwa się dalej na ramiona. Ręce posiniaczone i z ranami po oparzeniu kłują bólem. Delikatnie je gładzę, jak podmuchem wiatru… Kocha wiatr, daje przecież ukojenie i jest taki nieprzewidywalny... Podnoszę głowę na dźwięk przystawania w drzwiach. Ukradkiem wycieram policzek i odwracam się. - Nie przeszkadzam? - Nie. Paulina uśmiecha się delikatnie i podchodzi do mnie. - Cześć, Aniu. – gładzi ją po dłoni i zwraca do mnie twarz – Jak z nią? - Lekarz zaczął podawać jej jakieś inne leki… Poruszyła rano palcami. - To chyba postęp, co? - Chyba... Myślałem, że już się obudziła, ale lekarz mnie ostudził. - Potrzebuje czasu. - Dwa tygodnie, Paulino... Dwa tygodnie. - Wiem... Paulina bierze mnie pod rękę i stojąc tak obok siebie wpatrujemy się w moje śpiące kochanie. Niedawno była u mnie Iza z dzieciakami i szukając ukojenia, wziąłem małego Arka na ręce i przechodząc korytarz za korytarzem, wpatrywałem się w malucha coraz bardziej zauroczony. Dziecięca niewinność, doprawdy, niesamowicie odmalowuje się na tych drobnych twarzach. Ania uwielbia dzieci. W domu Izki była najczęściej bywającą opiekunką. Bliźniaki na pewno też za nią tęsknią... Za uśmiechniętą, czarnowłosą, marzycielką. Nawet usilnie starając się, nie potrafiłbym przestać jej... kochać. - Postawię wodę. Piliśmy już czekoladę, ale myślę, że skusisz się jeszcze na herbatę, co? - Jak chcesz. – Zamykam za sobą drzwi i wchodzę głębiej do mieszkania. Różne odcienie brązu, śliwka i beż. Cały uroczy obrazek przytulności, muśnięty do tego powściągliwością słońca. - Rozgość się. Przenoszę wzrok z mebli na stojącą w kuchennych drzwiach, uśmiechającą się czarnowłosą i opieram o szafę obok. - Nadal nie wiem, co mnie skłoniło do przyjścia tutaj. - Myślę, że ciekawość. Czasami potrafi ona naprawdę utrudnić nam życie. - Racja. W tym momencie również to robi. Anna śmieje się radośnie i wchodzi do kuchni. Obłok pary zamazuje mi jej widok. - Potrafisz być zabawny. To teraz, jak opierasz się o moją szafę, w moim mieszkaniu, a zaraz będziesz pił moją herbatę, to powiesz mi coś o sobie? Nadal interesuje mnie notatnik, który trzymasz pod ręką. - Nie sądzisz, że zbytnio interesujesz się sprawami innych? - Jeśli byłbyś obcy, to mógłbyś tak mówić… - A nie jestem? - Cóż. – Uśmiecha się znad dwóch filiżanek i zbliża do małego stolika w salonie. – Znam twoje imię, Kubo, wiem, że jesteś świetnym kłamcą, lubisz obserwować, nie jesteś taki zimny na jakiego wyglądasz, no i w końcu, to mnie pierwszej, udało się, bez większego sprzeciwu, do Ciebie dosiąść i przedstawić. Mam więc wątpliwości, czy jesteś nadal takim stu-procentowym obcym. Siada na kanapie i opiera się wygodnie z filiżanką w ręku. - Masz rację. Poznałaś za dużo. I na tym powinniśmy zakończyć. - Nieprawda. Walczysz wewnętrznie. Męczy cię ciekawość, bo tak naprawdę mnie polubiłeś. - Jesteś zbyt pewna siebie. - Raczej jestem dobrym obserwatorem. I pozwalam, by uczucia wpłynęły w jakimś stopniu, choćby najmniejszym, na obraz, jaki widzę. Czego nie można powiedzieć o tobie. Milczę pod natłokiem tych słów i spojrzenia zielonych kropel w oceanie subtelności. Mała, przebiegła... śliczna wiedźma. I do tego cholernie błyskotliwa. Biorę głęboki oddech i podchodzę do niej. Powoli siadam obok. W ciszy, która się przedłuża zauważam jej każdy nawet najdrobniejszy ruch. Boże... nawet czarne rzęsy wachlują pięknie. - Jeślibym teoretycznie interesowałbym się tobą... Co dalej? Uśmiech czarnowłosej rozjaśnia jej spojrzenie i zatopiony, gwałtownie próbuję wydostać się, by móc usłyszeć to, co mówi. - Wszystko teoretycznie? - Nie inaczej. - Pewnie zaprosiłabym Cię na jutrzejszy spacer po parku. Uwielbiam tam chodzić. Uśmiecham się delikatnie i przeklinając w duchu głupie serce, walczące ze zdrowym rozsądkiem, przysuwam się bliżej do zielonookiej. - A jeślibym teoretycznie się zgodził...? Ania podnosi filiżankę do ust i wytrzymuje moje pytające, niepewne jeszcze spojrzenie. Odpowiada dopiero po dłuższej chwili złotego, nie męczącego milczenia. - Pewnie byłabym bardzo szczęśliwa. - Tak po prostu? - Yhm. Mówiłam już przecież. Podobasz mi się, i tyle. - I tyle...? – Uśmiecham się kpiąco i z zadowoleniem obserwuję, jak na jej policzki powoli wypływa delikatny rumieniec. Nie poznając samego siebie, nachylam się bardziej. - Ja też się boję... - jej szept prosto w moje lekko rozchylone usta ściska mnie gdzieś w środku. - Też? - A nie...? – Szczerość jej ślicznych zielonozłotych oczu hipnotyzuje. Głupiec. Zauroczony głupiec! Powoli przekraczam granicę tych ślicznych tęczówek i zbierając w sobie cała odwagę, zostawiając za sobą wszystkie kłamstwa, Karolinę, która dziwnie majaczy mi się teraz niewyraźnie, całą moją powierzchowną zimność, dotykam jej ciepłych ust. Ada siada obok mnie i z zaciekawieniem zerka na notatnik. Blond włosy, dzisiaj wiją się wokół twarzy delikatnymi falami. - Pokażesz jej go kiedyś? - Z pewnością. Niektóre fragmenty czytam już teraz, jak śpi. - Wiem. – uśmiecha się szeroko i opiera głowę o zagłówek. Oddycha głęboko, a oczy ma lekko przymknięte. - Ja też coś wiem. - Uhm? - Wiem, że często wystajesz pod drzwiami do jej pokoju, kiedy czytam. - Kurcze, a myślałam, że jestem niezauważalna. Uśmiecham się i zamykam notatnik. - Chciałbym ci podziękować. - Nie rozumiem. - Pewnie myślisz, że cały czas mnie irytowałaś i mam cię za głupią, narzucającą się małolatę... - Trafnie. – Ada prostuje się i znów szczerzy zęby. - Nie uważam tak. - Ale jestem irytująca, to musisz przyznać. Znów unoszę kąciki ust i wstaję. - Czasami. Jednak dużo Ci zawdzięczam. Dzięki tobie nie oszalałem tu do końca. - Taak. Ale nie musisz mi dziękować. - Wiem. A jednak to robię. Studia i mocne zranienie przez Karolinę. Potem liczne kłamstwa i odsuwanie się uczuciowo od kobiet, z czasem także ogólnie od świata. Poznanie Anny i pozwolenie jej rozkochać siebie w sobie, znaczna zmiana mojego stosunku do innych. Stawanie się człowiekiem, a potem wypadek. I dwa tygodnie oczekiwania, strachu, kolejnej zmiany. Tamten niepewny pocałunek, już przy pierwszym spotkaniu… Usilnie nie chciałem niczego zaczynać, a tu zatracałem się w słodyczy jej czekoladowych ust. Całkowicie irracjonalne. Ale żadne moje posunięcie, od momentu zapatrzenia się w jej szczerze, inteligentne oczy nie było rozsądne. Niepoprawny, zgłupiały, kochający mężczyzna, który nadal ma w sobie mnóstwo wiary. Tamte rozcięte usta. Te posiniaczone powieki, skrywające jasne, zielone życie. "Aniu? Błagam cię. Ja... już nie wytrzymam. Proszę, obudź się. Kochanie, zrób to dla mnie. Już dłużej... nie dam rady..."



        Dedykacja: nie w terminie, alee... nie narzekaj ;p

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 01.01.2010r.

1     

amymone Użytkownik wpmt 16 02 2010 (02:09:40)

Przede wszystkim poezja, która delikatnie naznacza pojedyncze fragmenty, np. "Mokra, słona słabość opada na odsłonięte płatki uszu". Najpiękniejsze jest to, że nie przysłania to tła. Nie skupia na sobie. Wciąż na pierwszym planie są ludzie i ich uczucia. I godne podziwu jest to, że Dziewczyna potrafi w tak dojrzały sposób stworzyć portret psychologiczny i emocjonalny bohatera, zaznaczyć jego ewolucję uczuciową. Czytając czuć styl mężczyzny 30-letniego. W sumie skupiasz się na wyglądzie Anny, to głównie jej cechy zewnętrzne są powtarzane, ale ale ale - dialogi - one pokazują Anię w sposób obiektywny, są przytaczane z dystansem. I to jest sposób na jej poznanie. Bardzo sprytny. Targa mną ból i bezradność Kuby wyrażona w ostatnim zdaniu. Zadrą jest. Kumulujesz całą treść każdej części, aby mój zachwiany i tak smutek pogłębić jednym zdaniem.

29pmwm Użytkownik wpmt 05 01 2010 (20:53:21)

Masz ogromną łatwość składania słów w bardzo spójny i interesujący. Czytając Twój tekst można wczuć się w wydarzenia, które opisujesz i dokładnie je sobie wyobrazić. Niektóre fragmenty tak mnie zaintrygowały, że nie mogłam się oprzeć, by nie przeczytać ich kilka razy, aby dopiero móc przejść do kolejnej części. Jest też coś co mi przeszkadza i w pewien sposób wybija z rytmu, gdy czytam, a mianowicie fragment: "Jeślibym teoretycznie interesowałbym się tobą" mam wrażenie, że to po prostu pomyłka przy pisaniu, ale jeśli jest to zamierzone to raczej powinno brzmieć: "Jeślibym teoretycznie zainteresował się tobą". Mimo to jestem zachwycona.6

Dawied Użytkownik wpmt 04 01 2010 (22:02:01)

Kurcze najpiękniejsze w tym wszystkim jest styl i to jak dzięki niemu tworzysz postaci. Zazdroszczę Ci tej lekkości i ją podziwiam.

Zuanshie Użytkownik wpmt 04 01 2010 (21:38:30)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Cóż mogę rzec więcej? Nie mam się do czego przyczepić, opowiadanie bezbłędne, przynajmniej ja się żadnego błędu nie doszukałam, styl prowadzisz na poziomie, nic tylko podziwiać ;p Mariko piszesz wyśmienicie, przy Twoich powieściach można się oderwać od rzeczywistości, zapomnieć się, zatracić. Potrafisz targać emocjami czytelnika, napawasz go zachwytem i swoim pięknym, jakże dopracowanym stylem, językiem, treścią. Nie ma, co do tego wątpliwości, jak dużo emocji i serca wlewasz w to opowiadanie, to się po prostu czuje. Często jest tak, że niemal z przymuszenia muszę czytać dane opowiadanie, u Ciebie, droga Mariko, to czysta przyjemność. Potrafisz zauroczyć swoim dziełem czytelnika, z czego zdajesz sobie sprawę. Pewnie nie będzie większym zaskoczeniem, że moja ocena jest równa utworze czyt. doskonała.

Lilka Użytkownik 04 01 2010 (15:41:54)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nie wiem, skąd mi się to bierze, ale najbardziej podobają mi się twoje zakończenia. Są takie przesycone emocjami. Pierwsze zdanie mnie zaintrygowało. Nie nudzisz, nie przeciągasz i trzymasz styl, czyli to, co najbardziej lubię. Czyta się bardzo przyjemnie, lekko, no i ciężko się oderwać. Jestem jak najbardziej na tak.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: