Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Słodycz cytryny (1)" 28.01.2009
"Boczny wiatr 10 ost." 22.01.2010
"Spuchnięty but. Czerwony. - 1" 08.06.2010
"Dla Klary (5)" 08.07.2009
"Słodycz cytryny (2)" 07.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 6

Tamtą chwilę w kawiarni pamiętam doskonale. To moje pytanie i jej uśmiech lekko wypływający na tęczówki. Ach, jak ja uwielbiałem, już wtedy, ten delikatny błysk w oku. Przeglądając poprzednie notatki zauważyłem, że bardzo dużo mówię o wyglądzie Anny, o jej spojrzeniu i uśmiechu. Ale to jest nieuniknione. To wszystko, co o niej piszę ściśle łączy się z tym, że pozwoliłem jej, czasem bez słów, pokazać sobie, jaki to naiwny jestem, wierząc, że nie ogarnia mnie samotność. Teraz widzę, że już wtedy zauroczony zielonymi oczami, połyskiem czarnych włosów, czekoladowymi ustami, przemyślanymi ruchami ciała, byłem stracony. Ja – wielki kłamca, słodko oszukujący siebie od tylu lat, zostałem tak łatwo uwiedziony przez jedną, śliczną, inteligentną kobietę. Nie było odwrotu. Nawet z myślą, że mogę cierpieć przez nią, nie zdołałem zawrócić. Tak zwyczajnie... Nie potrafiłem. Takie osoby, które pierwszym, magnetycznym spojrzeniem przywiązują cię do siebie wbrew twojej woli, już na zawsze, spotyka się doprawdy rzadko, a może nie raz w ogóle…? Na zawsze? Jak to brzmi w moich dawnych ustach. Bo na chwilę do nich powróciłem, by i moje zapiski były realniejsze, a i też dlatego, by się trochę odizolować od tego całego zamieszania. Zamieszania w szpitalu, w rodzinnym domu, do którego starałem się przychodzić już jak najrzadziej, zamieszania w głowie... w sercu... Tak jest łatwiej. W szpitalu czekała mnie wiadomość, że stan Ani się poprawił i że ona sama jest na dobrej drodze do dojścia do zdrowia, do, w końcu, wybudzenia się. Jak dawno się nie uśmiechałem, tak wtedy usta lekko mi drgnęły. Ściskając dłoń czarnowłosej szeptałem, jak to za nią tęsknię i by nie robiła sobie żartów i otworzyła oczy. Byłem naprawdę szczęśliwy. A potem... potem ściągnęli opatrunki z jej twarzy i ramion. Jej policzki są takie gładkie... mam ochotę pochylić się nad stolikiem i musnąć je palcami. Anna po moim pytaniu jedynie pozbywa się powagi i znów lekko uśmiecha, jak już zostało wspomniane, a ja trochę zmieszany tą moją otwartością, przystawiam szklankę do ust i dopijam czekoladę. Stawiając ją na stół myślę jedynie o tym, by mimo wszystko być ostrożnym. Mimo wszystko...? - Ja też już wypiłam. Odprowadzisz mnie do domu? - Jasne. To idziemy? - Tak. – Wstaje i zakłada płaszcz. Każdy jej ruch ściska mnie gdzieś w środku. Mam ochotę przerzucić ją sobie przez ramię i jak najszybciej stąd wyprowadzić, by przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego. Głupiego? Ach te usta... Czarnowłosa patrzy na mnie wyczekująco i zdając sobie sprawę z tego, że stoję w bezruchu i się na nią gapię, odwracam się i kieruję ku wyjściu. Delikatny stukot obcasów podąża za mną... Na zewnątrz zatrzymuje nas silny powiew wiatru. Anna wystawia twarz do słońca i nic nie wskazuje na to, że zamierza się ruszyć. Napawam się tą chwilą milczenia i podglądania gry, zachodzącego już, światła w jej włosach. - Kocham wiatr, wiesz...? – Patrzy na mnie spod wpół przymkniętych powiek i błogość faluje na jej zaróżowionych policzkach. - Dlaczego? - Bo daje ukojenie. I jest taki hm nieprzewidywalny. Zupełnie jak ty. - Ale mnie nie kochasz. – mówię z drwiną i otrząsam się z zapatrzenia na jej usta. - Nie... Jeszcze nie. Zaczyna się śmiać, odwracając głowę od mojej zdziwionej, zdezorientowanej twarzy i kieruje się na prawo. - Mieszkam tam. No chodź! Mama często kładzie mi dłoń na ramieniu i przytula policzek do mojej piersi. Milczy wtedy pięknie i mogę w końcu się wyciszyć, wsłuchać jedynie w jej delikatnie świszczący oddech. A po kilku minutach biorę ją w pełni w ramiona i wtulam twarz w jej pachnące dzieciństwem włosy. Przez ostatni tydzień kilka razy w ciągu dnia pięknie milczymy. Po prostu... ach, Paulina przyszła. Stoi taka poważna przy recepcji i rozmawia z Adą. Pielęgniareczka patrzy na mnie i uśmiecha się szeroko. Jej uśmiech od początku ponurej przygody ze szpitalem, jest balsamem dla mojej duszy, gdzie brakło poezji. Po chwili wskazuje głową w moim kierunku i Paulina odwraca się gwałtownie. Pospiesznie dziękuje Adzie i prawie biegiem zdąża prosto w moje ramiona. Sytuacja w jakiej jestem, dość dziwnie sprzyja przytulaniu. Ale już nie czuję się słaby, dumę zwalczyła bezsilność, wszechogarniający żal, samotność, utraty nadziei… Tak. Były momenty, gdy płakałem na parkowej ławce w nocy i błagałem, by odejść wraz z nią. Jednak, jak na razie, trzymam mocno w ramionach Pauline, a Ania w pokoju za ścianą oddycha spokojnie. - Oj Kuba, Kuba... - Spokojnie kochana, już dobrze. - Już dobrze?! – Odrywa się ode mnie i patrzy niedowierzając. – Nawet nie wiesz, jak teraz żałuję, że się wcześniej nie dowiedziałam o Ani i nie mogłam być przy Tobie. Drań z ciebie. - Ale... - Ale, ale... - Głaszcze mnie po policzku i jej wzrok łagodnieje. - Rodzina nie mówiła zbyt wiele, nie jest takim dobry obserwatorem, jak... - Ada. - Kochana dziewczyna. Może się przejdziemy, co? Czy wolisz być blisko Ani? - Nie Paulino, już się wyzbyłem obsesyjnego lęku. Możemy pójść do małego parku, za szpitalem. - Dobrze. – Niebieskie oczy znów nabierają kokieteryjnego blasku. Chwyta mnie za ramię i wolno ruszamy w stronę wyjścia z budynku. A za oknem świeci radośnie słońce... - Kuba... Odrywam wzrok od czubków swoich butów i kieruję go prosto w jej zielone oczy. - Tak? Uśmiecha się delikatnie i kiwa głową na blok po lewej. - Jesteśmy. Wejdziesz na chwilę? - Nie widzę powodu bym miał wchodzić. Poza tym sama powiedziałaś, że jedna gorąca czekolada, a potem się rozejdziemy. - No tak. - Yhm. Co więcej, obiecałaś. - Pamiętam. Odwraca się i odchyla lekko głowę do tyłu. Po chwili wyciąga wysoko rękę i wskazuje jakieś okna. - Ostatnie piętro. – Energicznie okręca się o 180 stopni i zatyka za ucho niesforny kosmyk czerni porwany przez wiatr. – Obiecałam, ale ty możesz zmienić swoje zdanie i wejść. A powód masz prosty. - Czyżby? Śmieje się i podchodzi bliżej. W jej oczach widać, że desperacko chwyta się ostatniej broni. Siebie. - Nie chcesz mnie poznać? - Nie, Anno. - Tchórz z ciebie, wiesz? - Raczej realista. - A więc dobrze. Tylko jedna wizyta w moim mieszkaniu, a potem się rozejdziemy. Obiecuję. - Śmieszna jesteś, wiesz? Uśmiecha się i robi ostatni krok w moją stronę. - Lepiej brzmi – zabawna. - Oczywiście. Stoi tak blisko mnie, że wyraźnie czuję ten słodki zapach. Włosy wiją jej się wokół szyi, oczy wpatrują we mnie z intensywnością, usta proszą uśmiechem o jeden mały krok z mojej strony. Anno błagam, cofnij się. Wiatr przeciąga się w małej szczelinie między naszymi spiętymi ciałami i śmieje z mojej głupoty. Boże, jaka ona... Otwieram usta i zaraz je zamykam. Anna nie pogania mnie, jedynie na mnie patrzy z tą swoją przenikliwością, wrażliwością. Ona po prostu... jest tu przy mnie. Czuję, jak jej palce ocierają się niepewnie o mój nadgarstek i przymykając oczy chwytam ją za dłoń. Głupiec. Zauroczony głupiec. Uśmiecham się i przeklinając swoje głupie serce, zatapiam w zieloności jej tęczówek. - Prowadź... Aniu.



        Dedykacja: sratatata, a dedykuję Tomkowi

Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 25.12.2009r.

1     

amymone Użytkownik wpmt 16 02 2010 (01:56:44)

Oczywiście chodzi mi o wnętrze budynków :)

amymone Użytkownik wpmt 16 02 2010 (01:55:46)

Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale kolejny plus - ciągniesz historię, już ma się coś wydarzyć i bach! - zawieszasz opowieść i wracamy z bohaterem do przeszłości. Cierpliwość, wspaniała cecha u autora. Masz ją. Skupiasz się na ludziach, nie wnętrzu. Jeżeli opisujesz park to dlatego, że jest wspomnieniem i początkiem. Prostota sprzyja uczuciom. Są autentyczne. Wciąż błędy, ale to formalność, myślę, że je widzisz. Cieszę się, że mam już wszystkie części i mogę snuć się dalej z Kubą po szpitalu, po parku. Patrzeć na wszystko jego oczami. Czekanie było by bolesne.

Lilka Użytkownik 27 12 2009 (22:25:29)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jeśli dobrze się orientuje, to juz ostatnia część? Jeśli tak, to zakończenie jest świetne. Zresztą, w ogóle Boczny wiatr jest świetny. Piszesz taim językiem, ze trudno się oderwać, a ja nawet nie próbowałam. Z poczatkub trochę się gubiłam, ale teraz jest w porządku. Sześć - jak dla mnie jest bezbłędnie.

Zuanshie Użytkownik wpmt 27 12 2009 (14:58:48)

*palce Taka zachwycona jestem tą powieścią, że zapewne, mój komentarz, jest bardzo chaotyczny, za co z góry przepraszam.

Zuanshie Użytkownik wpmt 27 12 2009 (14:56:28)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Wiesz, co? Pierwszy raz przeczytałam "Boczny Wiatr". I wiesz, co? Mam taką nieprzemożoną chęć przeczytania poprzednich części. Jestem bardzo zaciekawiona, dużo rzeczy nie rozumiem, a najważniejsze, ciągnie mnie do przeczytania tej powieści od początku. Piszesz takim ciekawym, wręcz idealnym językiem, że aż chce się zatapiać w tekście. Z wielką przyjemnością czytałam tą część, chłonęłam każe słowo, niczym zgłodniały zwierz. Świetne opisy, dialogi takie realne, takie prawdziwe, wspaniały styl. W ostatnim akapicie dopatrzyłam się małej literówki "place", co nie wpływa na mój zachwyt tym opowiadaniem. Czuję niedosyt, chciała bym więcej, więcej i jeszcze więcej. Czekam, z zniecierpliwieniem, na kolejną część.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: