Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Dla Klary(1)" 24.03.2009
"Moja córeczka" 19.02.2009
"Boczny wiatr 5" 24.11.2009
"Spuchnięty but. Czerwony. - 1" 08.06.2010
"Boczny wiatr 1" 20.08.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 3

Siedzi lekko przygarbiony, siwiejące włosy opadają mu na czoło, a jego wzrok utkwiony jest w kubku kawy. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak przygnębionego, takiego... bez siły. Była ona przecież przy nim zawsze. Podziwiałem go jako maluch, później, jako nastolatek i teraz już w dorosłym życiu. Nigdy nie widziałem, by płakał. Zawsze skrywający negatywne uczucia pod obojętnością. Oj tak... Odpowiadało mi to, czemu nie, czułem się dzięki temu... bezpiecznie? Jednak teraz nie wiedziałem, jak się zachować. W ciągu ostatniego tygodnia bardzo się zmienił. Już się nie uśmiechał i nie był ani obojętny, ani zły. Był... bez życia. - Rozmawiałeś z lekarzem? - Tak, tato. To samo... - Trzeba czekać. Tak, wiem. – Słowa wypływają z jego ust topornie, jakby zmuszał się by z nami rozmawiać, jakby każde słowo sprawiało mu ból. - Tato... Spójrz na mnie proszę. Przełyka z lekkim grymasem i unosi głowę. Jego spojrzenie jest przytępione. Zamglone. Boże... co się stało z moim ojcem. Z żywotnym, ciągle ubrudzonym, uśmiechniętym mechanikiem samochodowym. Tato, bądź poważny. Przecież to nie ty. Nie takiego cię pamiętam. Wyciągam dłoń i kładę ją na jego zaciśniętych palcach. Wyraźnie się uspokaja, przymyka oczy i próbuje uśmiechnąć. Na próżno. - Nie musisz tato. Ja... - Ania... - Wiem. Ja rozumiem... - szukam słów, ale w końcu zwieszam głowę i wzdycham. Poeta? Poeta chyba powinien mieć spory zasób słownictwa. - Rozumiem. - Chyba tylko ty. - Nie. Mama też rozumie. Ona też się snuje od tamtego dnia. Poklepuję go po dłoni i patrzę na kruchą, czarnowłosą postać na białym prześcieradle. Przez ten kolor bladość jej twarzy jeszcze bardziej się wyróżnia. Zamknięte oczy, wygładzone rysy twarzy, uchylone lekko usta. Klatka piersiowa unosi się delikatnie, ręce bezwładnie wzdłuż ciała... - Twój notatnik... - Nie. Podnosi na mnie wzrok i uśmiech powoli rozciąga jej usta. Teraz tak z bliska mogę zobaczyć, że zielone tęczówki przeplatane są złotem, a na policzku ma malutkiego pieprzyka. Wystarczyłoby się tylko nachylić delikatnie i musnąć go ustami. Nabieram głęboko powietrza i odwracam wzrok. - Yhm. Mam rozumieć, że nie będę mogła go jako pierwsza zobaczyć? - Tak. Tak masz rozumieć. - No cóż... To chyba już będę się zbierać. Szłam na spotkanie akurat. - Żegnaj Anno. – mówię sucho i zawieszam wzrok jedynie na jej drobnej dłoni gładzącej zwisający z szyi szal. - Nie skusiłbyś się na kawę? - Z tego co mówiłaś masz spotkanie. - Spotkanie można zawsze łatwo odwołać - Specjalnie dla gościa, który zwyczajnie nie darzy cię sympatią? – patrzę jej w końcu prosto w oczy i podnoszę się z ławki. – Nie sądzę. - Hmm może inaczej... Specjalnie dla gościa, którego sympatią chcę być darzona. No dalej Kuba, chyba nie jesteś aż tak zimny. Uśmiecham się krzywo i kieruję w stronę głównego wyjścia. – Uwierz mi Anno... jestem. Szedłem korytarzem i ponuro patrzyłem na ludzi obok mnie przechodzących. Nie tylko ja jestem nie w humorze. Ania leży w śpiączce, rodziców na siłę trzeba wyganiać do domu, siostry przychodzą i ględzą coś o optymistycznym patrzeniu, szczególnie Gośka. A jak zobaczyła zeszyt rzucony gdzieś koło łóżka, to dopiero był wykład o tym, jak dobrze robię i jakie będą tego skutki. A ja? Ja straciłem pracę, nie mogę się wciąż napatrzeć na moje kochanie, bazgrzę w notatniku i usilnie próbuję przywołać siłę, która sprawiała, że byłem poetą. - Dzień dobry. Otwieram oczy i napotykam uśmiechnięty wzrok Ady. Kurcze... nie dadzą człowiekowi spać. Układam się wygodniej na kanapie i mrugam kilka razy, by wyostrzyć spojrzenie. - Witam. - Niech pan tak nie zostawia otwartego notesu, bo ktoś może przeczytać. – uśmiecha się bezczelnie i siada obok mnie. - Na przykład ktoś taki jak pani? - Powiedziałam przecież, jak mam na imię. Skończyłby pan w końcu z tą oficjalnością. - Nie odpowiedziała pani na moje pytanie. - Nie, nie ktoś taki, jak ja. Tamten wiersz był wyjątkiem. Przecież przeprosiłam. Uśmiecha się szeroko i odwraca nieśmiało wzrok. Ile może mieć lat? Coś koło dwudziestu pewnie. - Mam na imię Kuba, Ado. Znów na mnie patrzy, tym razem z lekkim zdziwieniem. - To miłe. - Nie rozumiem. - Przedstawiłeś mi się. I to już przy drugiej rozmowie. A jesteś taką osobą, która rzadko to robi. Lekko zakłopotany taką szczerością i najbardziej prawdą w tym ukrytą, siadam do niej przodem. - Tak? - Yhm. Trudno cię rozgryźć, ale jakby się trochę przyjrzeć, to wiele staje się jasne. - Mało osób tak sądzi. - Ludzie są leniwi. Nie chce im się długo patrzeć. Milczę przez chwilę i znów opieram się wygodnie. Trudno mnie rozgryźć? Ile razy już to słyszałem. I to najczęściej od kobiet na pierwszej randce. Pierwszej i ostatniej. Ada ma rację, ludziom nie chce się wysilać, by poznać takich zimnych ludzi. - Dlatego lubię Anie. - Słucham? - Jej się chciało. Znalazła też dobry sposób na dotarcie do ciebie, to było na pewno potrzebne... - Ania... - Była pierwszą osobą którą pokochałeś... – spojrzenie Ady jest takie czyste, już się nie uśmiecha; jedynie patrzy na mnie z lekkim zapytaniem. - Masz za dużo racji, Ado. - Prawda? – znów się uśmiecha i magia sekund spływa po jej ustach. - Zdecydowanie za dużo. Zdecydowanie...



        Dedykacja: no dla chwasta, bo mnie męczył ;p

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 14.10.2009r.

1     

Zerowa Użytkownik 01 01 2010 (23:22:03)

"Była ona przecież przy nim zawsze" nie gra mi tutaj coś w szyku. Poza tym jestem oczarowana Twoją prozą. Zabieram się za następne części.

Jaskier13 Użytkownik wpmt 19 10 2009 (22:07:47)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Doskonale dobrane słowa, które są potrzebne do dobrego opowiadania. Niezwykle wyraźnie widać głębię uczuć... i postaci. Nie ma tych nudnych płaskich figur, jak w niektórych innych pracach. Z czystym sumieniem 6! Czekam na więcej!

Lilka Użytkownik 14 10 2009 (13:58:16)

Użytkownik ocenił pracę na 6

A to jest zdecydowanie za krótkie ;) myślałam, że będzie nudno, bo nie piszesz, co się w końcu stało z Anią. Ale nie, jest ciekawie i wciąga czytelnika, co mnie szczerze mówiąc, dziwi. Dobrze zarysowałaś postacie. Chyba był też jakiś błąd interpunkcyjny, ale już nie mam sił go szukać. Najlepsze jest chyba to, że w pracy czuć emocje. No i w sumie ni e mam się do czego przyczepić i wcale nie mam na to ochoty ;p


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(62): 62 gości i 0 zarejestrowanych: