Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Boczny wiatr 5" 24.11.2009
"Spuchnięty but. Czerwony. - 1" 08.06.2010
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 8" 09.01.2010
"Boczny wiatr 10 ost." 22.01.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 2

Nie pocałowałem jej na pożegnanie. Spieszyłem się i tylko szybko obok niej, poczochranej, kawą pachnącej, przebiegłem, rzucając krótkie "cześć". Nowa praca. Zależało mi na niej, a poprzedniego dnia długo siedzieliśmy przy butelce wina i rano jeszcze trudniej było wstać z miękkiej kanapy. Wybiegłem. Wsiadłem do samochodu i nie ofiarowując jej nawet jednej swojej myśli głupio błahej, ale ważnej, odjechałem. Żałuję? Dziwne pytanie w tej sytuacji, może i nawet głupie. W takich momentach zawsze się żałuje. I w takich momentach zawsze jest za późno na żal. Ja na przykład powinienem zawrócić i poświęcić kilka sekund na słodki, kofeinowy pocałunek... Lubiłem, jak leżała mi na kolanach i do woli mogłem obserwować jej twarz, przejeżdżać dłonią po czole, policzku, podbródku, delikatnie opuszkami palców dotykać nosa, zamkniętych powiek, obrysowywać kontur ust. Uśmiechała się wtedy lekko. Ładnie wykrojone usta rozciągały powoli pod opuszkami palców… A po dłuższym gładzeniu jej twarzy zrywała się, śmiejąc i krzyczała, że ją łaskoczę i mam natychmiast przestać. Jej oczy błyszczały wtedy radośnie, uwielbiałem cieszyć się tym małym, łagodnym błyskiem. Ale teraz nie sposób go zobaczyć. "Aniu unieś powieki, no dalej kochanie. Uśmiechnij się dla mnie. Przecież pamiętasz." Jej rzęsy rzucają nikły cień na policzki, oddycha tak spokojnie... Kilka minut temu podszedł do mnie lekarz. Bardzo młody. Podał mi jak zawsze rękę i z szerokim uśmiechem zaczął opowiadać jakieś bzdury, byle by nie wspomnieć ani jednym słowem o sytuacji w jakiej jestem. Śmiał się serdecznie, poklepywał po ramieniu. Odpłynąłem, naprawdę czułem się tak, jakby nic się nie stało, jakbym był normalnym człowiekiem, który po prostu przyszedł nie do pacjentki, ale do starego kumpla, zapytać co u niego. A teraz jest tylko wstyd. Głupi pseudo poeta zapomniał o swej muzie. Boże… jej dłoń jest taka drobna. "Czy poruszysz palcami, jak na każdym z nich złożę mały pocałunek?" Kciuk, wskazujący, środkowy, serdeczny... "Aniu błagam cię... Wróć... do mnie." - Ciągle tu siedzisz. - W każdej chwili może się obudzić. - Jak to zrobi, to przecież cię o tym powiadomimy. - Izka... jakby Daniel był na miejscu Ani, to co byś robiła? Iza nie odpowiada. Zaciska tylko powieki, by powstrzymać płacz, podchodzi do mnie i obejmuje. Nie chcę tego, ale nie potrafię jej odepchnąć. Przygarniam ją do siebie i myślę, że to nie ona mnie wspiera, ale ja ją. Jej też jest ciężko. To nie tylko mój ból, nie tylko moje dłonie gładzą rękę czarnowłosej dziewczyny, nie tylko ja do niej szeptam, by wróciła, nie tylko ja ją kocham... Jednak mój związek z nią jest szczególny. To ona do mnie przyszła, ona uwierzyła, pierwsza się uśmiechnęła. To ona mnie pierwsza pokochała... W tym parku często jest cicho i opustoszale. To tam lubię tworzyć, obleczony spokojem, ale też cichym gwarem spacerów matek z dziećmi i zakochanych par. Ona nie należała ani do jednych, ani do drugich. Szła sama, z uniesionym wysoko kołnierzem, lekko przygarbiona, chroniąc twarz przed jesiennym wiatrem. Najpierw zobaczyłem, wijące się wokół twarzy czarne pasma, później podniosła na mnie wzrok i ujrzałem zielone oczy w obwódce czarnych rzęs. Jak zawsze odwracałem głowę, tak teraz bezczelnie się gapiłem. Chyba się uśmiechnęła pod okryciem z szala, bo jej tęczówki lekko pojaśniały, a może był to efekt chylącego się ku horyzontowi słońca...? Tak czy inaczej, wtedy myślałem, że zwyczajnie ją bawię, tym moim zainteresowaniem. Pewnie nie byłem jedynym, który napawał się patrzeniem na czarnowłosą. Delikatną, powabną, z uśmiechem błąkającym się na ustach. Miała obok mnie już przechodzić i pewnie nigdy byśmy się już nie spotkali, jednak zawahała się i przystanęła. Odwracając się, zsunęła szal z twarzy i mogłem w końcu zobaczyć te wykrojone ładnie usta. - Przepraszam pana bardzo. Pan rysuje? Spuściłem wzrok na notatnik i bazgroły na nim, po czym go przymknąłem. - Nie. - Szkoda. Szukam, już od dobrych kilku dni, kogoś, kto mógłby zrobić dla mnie rysunek ważnej rzeczy. Moja siostra przyjeżdża i chciałam jej go podarować. - I przypuściła pani, że ja mógłbym go zrobić, bo co? Bo trzymam na kolanach notatnik? Uśmiechnęła się szerzej i spojrzała na miejsce obok mnie. - Mogę? - Jeśli pani musi. Wtedy, czego się nie spodziewałem, roześmiała się głośno i usiadła obok. Moja ogólna zimność wobec ludzi zawsze odpychała. Lubiłem trzymać dystans, szczególnie jeśli chodziło o kobiety. Może dlatego, mając trzydzieści lat nie byłem jeszcze żonaty. A tu czarnowłosa, jakby niczym niezrażona, przysiada się do mnie i wygładzając materiał płaszcza, zwraca ku mnie twarz. - Nie chodziło tylko o notatnik. Bardziej o pana spojrzenie. Takie chłodne, zamyślone... lustrujące każdy ruch, jakby to było do czegoś panu potrzebne. - Obserwuję, jak każdy inny. - No tak... Ale nie, jak każdy inny, ma pan co chwilę, to delikatne zamyślenie na czole. – Uśmiecha się znów i wyciąga do mnie dłoń – Anna. - Anna... Do każdego pani tak się dosiada i od razu przedstawia? - Nie. Pan jest pierwszy. I jak już zna pan moje imię, to może mógłby pan...? - Oczywiście, Anno... Kuba. Ściskam jej dłoń i zaraz potem opieram wygodniej na ławce, patrząc na upadające małe dziecko i podbiegającego do niego ojca, który otrzepuje mu kolana i bierze na ręce. - Kuba... Każdemu pozwalasz się tak dosiąść i od razu przedstawić? -...Nie. Jesteś pierwsza. Wyszedłem, by odetchnąć świeżym powietrzem. Mój wzrok jednak, co chwilę wędruje do ‘tego’ okna. Tak, jakby Ania miała zaraz się z niego wychylić i mi pomachać. Ale ona nie wstanie. I jak otworzy oczy, to może już... Te bandaże na jej twarzy, szyi, rękach... Nie mogę na nie patrzeć. Przerażają mnie, bo nie wiem, tak dokładnie, co się pod nimi kryje. Rany po oparzeniu. Rozległe? Głębokie? Porozcinana skóra. Tak mocno, że zostaną blizny? Jeden telefon. I jedna wiadomość. "Anna Majcher uległa wypadkowi samochodowemu. Samochód zaczął płonąć, lecz się wydostała. Wybuch odrzucił ją na kilka metrów..." Zapytałem lekarza, jaki jest najgorszy scenariusz. Odpowiedział krótko. "Może się w ogóle nie obudzić, a jeśli tak, to poparzenia są tak rozległe, że będzie musiała przejść długą rehabilitacje. Może także nigdy już nie widzieć."...



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 10.09.2009r.

1     

Zerowa Użytkownik 01 01 2010 (23:08:35)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jeden mały minus za jakiś tam błąd stylistyczny. Plusy za: wspomnienia (to prawie zawsze na mnie działa); indywidualizm bohatera; jest nawet dialog (za którym nie przepadam, bo sama mam z nim problemy). W pracy jest przede wszystkim coś, co chwyta za serce. I powoduje różnorodne uczucia. Jeśli autor jest w stanie wzbudzić w czytelniku jakiekolwiek uczucia, to praca jest doskonała.

Dawied Użytkownik wpmt 10 09 2009 (22:53:15)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Początek, ta rozmowa z Izą mnie nie przekonały. Były dobre te fragmenty, naprawdę dobre, ale przy pierwszej części jakoś wydawały mi się słabsze. Jednak przedostatni akapit sprawia, że zapominam o nich, a całość staje się genialna. Ten fragment w parku jest niby błahy, niby taki sam, ale jego wykonanie jest tak cholernie przesycone uczuciem. Po za tym Kuba jest fenomenalnie zarysowany. Zakończenie bardzo fajne, choć może troszkę za szybko? nie wiem. Na koniec muszę po gratulować Ci, bo rzadko się zdarza, naprawdę, żeby takie wrażenie robiło na mnie opowiadanie. Idealnie dobrane słownictwo, świetny konsekwentny styl i wychodzi piękna baśń. Może niczym nowym nie zaskakuje, ale pewien schemat odtwarza na nowo


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(57): 57 gości i 0 zarejestrowanych: