Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Słodycz cytryny (1)" 28.01.2009
"Dla Klary (3)" 09.06.2009
"Moja córeczka" 19.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 10 ost.

Kilka razy zbierałem się do napisania tego, co stało się po tym, jak moje słońce chwyciło mnie mocno za rękę. Siadałem, pochylałem się nad notatnikiem i dudniłem długopisem o blat stołu. Głuchy dźwięk ślizgał się po kartkach, wtapiał we wcześniej napisane słowa. Pod powiekami przesuwały obrazy, a ja nadal... nie potrafiłem. Lekarz przyszedł do mnie wtedy z wynikami badań. Nie dokończył mi o nich mówić, ale nie musiał. Ja już wiedziałem. Wiedziałem i tuląc ją do siebie krzyczałem głośno w sufit. Potem płakałem. A na końcu szeptałem jej prosto do ucha słowa miłości. Nie słuchała... Wbijała mi jedynie paznokcie w ramiona i powtarzała cały czas jedno i to samo. Cały czas... jedno i to samo. Siedzimy na ławce w parku. Późna jesień kładzie się liśćmi na alejach, a my ramię przy ramieniu, nie patrząc na chłód, obserwujemy przechodzących ludzi. Ania wygląda prześlicznie. Brązowy płaszcz, zielony szal, włosy jak zawsze wiją się nieposłusznie wokół twarzy, a oczy błyszczą radośnie skrytym uśmiechem. Po długiej chwili milczenia przenosi wzrok z matki, niosącej niemowlaka w ramionach, na mnie i patrząc zadziornie, wskazuje notatnik leżący obok. - Już miesiąc się spotykamy, a ty nadal skrywasz jego tajemnicę. - Moja droga, przecież wiesz, że nikt nie wie, co się tam kryje. - Tylko, że ostatnio słyszałam, że niby jestem najdroższa. To chyba zobowiązuje, co? – Jej uśmiech ogrzewa mi serce. I tak wpatrzony w zielone roziskrzone krople, zatapiam się w pierwszym wspomnieniu z jej udziałem. Zachodziło wtedy słońce i z wdziękiem kładło się ostatnimi promieniami na jej czarnych pasmach i ślicznie wykrojonych, czekoladowych ustach. To jej pierwsze tajemnicze spojrzenie spod ciemnych rzęs. Ten błysk... kochania... Jak ja to z początku pisałem? Ach tak, to ona do mnie przyszła, ona uwierzyła, pierwsza się uśmiechnęła. To ona mnie pierwsza pokochała. Dopiero teraz z biegiem czasu, z pomyśleniem nad tym dłużej, napisaniem tego, to dostrzegam. Przeniknęła spojrzeniem i nastawiła się na otwartą miłość do mnie. A ja głupiec, trzymałem ją w niepewności i co chwile robiłem krok w tył, w obawie przed odrzuceniem. Bo ryzyko zawsze się kryje, że wcześniej czy później, można stracić ukochaną osobę. Tylko, że, jak się kocha, to głupie zaślepione serce wypacza tą myśl. Ja po jakimś czasie też zacząłem ją odrzucać od siebie. Zakochałem się najpierw w zielonozłotych oczach, potem w czekoladowym uśmiechu. Rozkochała mnie w swoim czarze, a potem dała mi się poznać. Takich zaszczytów nie dostaje się codziennie. Ja z początku nim pogardziłem. - To jak będzie, kochanie? Otrząsam się z hipnotyzmu jej zielonych oczu i z uśmiechem sięgam po notatnik. Mała wiedźma... - Pokażę ci go wieczorem. A na razie chodźmy, robi się zimno. - Ej ej, dałeś mi nadzieję. Już myślałam, że... - wpijam się w jej usta i biorąc ją za rękę, pociągam do góry. - Wiem. Chodźmy już. Iza na nas czeka. - Iza, Iza! Ja chcę... - znów ją całuję, tym razem dłużej i delikatniej. - Kochanie, wieczorem. - Obiecujesz? - Obiecuję. Wtuleni w siebie siedzimy na przysuniętej pod balkon kanapie i w ciemnościach wpatrujemy się w roziskrzone gwiazdy. Ania podtrzymując lampkę wina, poprawia się na poduszkach. - Są piękne. Uwielbiam na nie patrzeć. - A ja... - Uwielbiasz patrzeć na mnie? – z uśmiechem przekręca głowę, by na mnie spojrzeć. – Typowe... Śmieję się i całuję ją w czubek nosa. - Jesteś nieznośna. - A ty tak często się śmiejesz ostatnio. - Bo... - Masz mnie? – śmiejąc, wyrywa się, chcąc uniknąć uderzenia poduszką i z klapnięciem upada na podłogę. – Chyba wylałam wino. - Kobieto... co ja z tobą mam. Zaświecam światło i z czułością patrzę, jak usilnie próbuje zaczepić niesforne włosy za ucho, rozglądając się za plamą po winie na dywanie. Wielki kłamca życia przepadł jakieś dwa tygodnie temu. W tak krótkim czasie...? Taak. A jak szybko zniknęła zimność. Czarnowłosa jest chyba naprawdę wiedźmą. - I co? Wylane? - Nie, całe szczęście. Znów przygaszam światło i siadam już obok niej na kanapie. Zielonooka, rozmarzona przygląda się niebu. Te jej piękne tęczówki... takie wyraziste. - Kocham... - wymyka mi się, a gdy Ania przenosi na mnie wzrok, nie potrafię dokończyć. Głos grzęźnie mi w gardle i pozostają jedynie uchylone, spragnione słów, usta. A ona tylko patrzy, a potem uśmiecha się delikatnie i głaszcze mnie po policzku. - Pomilczmy trochę, niebieskooki. Uśmiecham się i pochylam nad nią. A ona prosto w moje rozchylone usta szepcze: - Albo... pamiętasz, jak rozmawialiśmy o wietrze? Wtedy, jak wyszliśmy z kawiarni? Już wtedy ja... Kocham cię. I nie obchodzi mnie, że może jeszcze wcześnie na takie słowa i że to bardzo zobowiązuje i teraz, jak nigdy się przed tobą odkrywam, ale ja... - uśmiechając się szeroko, przerywam jej, dotykają ust. Życiowe szczęście. Rozsadzające cię od środka, aż czujesz, że zaraz nie wytrzymasz i musisz krzyczeć. Szczęście... A więc to tak smakuje. Pochylam się, jak najniżej mogę nad notatnikiem, aż dotykając głową kartek i trzęsę się od duszonego płaczu. Moja zielonooka... Moja jedyna, taka śliczna. Kochająca wiatr, obserwowanie ludzi, gwiazd... czarnowłosa. Przepiękna. Taka ciepła, rozgrzewająca intensywnością spojrzenia. Moja jedyna... Krztuszę się łzami, a dźwięk ten przerywa jedynie upadek liter. Uderzają głośno, a potem turlają się, zatrzymując przy stopach Ady, która stoi krok dalej. Unoszę głowę i podnoszę długopis z podłogi. Blondyneczka z przerażeniem się we mnie wpatruje. Głupia dziewczyna. Nie widziała płaczącego, kochającego pseudo poety? Łapię się za głowę i wbijam wzrok w ostatnie słowa w notatniku. Naiwne łzy opadają wolno na kartki. "Aniu, kochanie... śpij. Zamknij oczy i nie budź się kochanie. Nie wstawaj, słyszysz?! Słyszysz do cholery?!" Znów podnoszę głowę i oddychając głęboko, chwytam pewnie długopis. Ada wyciąga rękę, ale jedno moje spojrzenie i szybko ją cofa. - Kuba... - Nic... nie mów – wykrztuszam i znów patrzę na kolana. Czas zakończyć tą farsę z notatnikiem. Napisać 'koniec' i spalić go w kominku, którego płomienie jasno otoczą blaskiem zaróżowione policzki czarnowłosej. Usiądziemy na dywanie, wtuleni i będę jej mówił, jak pięknie płoną moje słowa. A potem delikatnie ucałuję jej rozciętą wargę i zetrę łzę, która zatrzęsie się na brodzie. Te zielone oczy... piękne zielone krople w morzu niewinności. Moje, jedyne, zielonozłote... oczy. Koniec? Krzyczała. Głośno krzyczała. Jakby krzykiem chciała przywrócić, to co jej odebrano. A potem jedynie słychać było jej płacz. Lament niósł się wysoko, płynął po suficie, opadał na parapet i drżał, przytulony do okien, policzkowanych wichurą. Wiał wiatr. Wył, wkradając się w szczeliny i połykał każdy najmniejszy podźwięk ciszy. Wiał i wiał coraz głośniej. Nie dawał spokoju, wdzierał się wszędzie, szalał, pragnął ofiar. Wył i wył... A ona płakała. Niewidzący wzrok wbijała w nieprzystępne wichrowe okna i szlochała już bezgłośnie. - Czy... czy wieje wiatr? - Tak skarbie. Przeraźliwie. - Powiedz, żeby przestał... - Ale... - Powiedz mu! Wiał i wiał, a ja zacząłem płakać razem z nią. Oboje wznosiliśmy krzyk ponad nas. Niósł się wysoko, po suficie, opadał na parapet i drżał. Wył i wył. A czarnowłosa przytulona do mojego policzka wyszeptała mi do ucha gorąco tylko jedno. A szept ten uniósł się wysoko po suficie, opadł na parapet... i zadrżał. - Nienawidzę wiatru... KONIEC Dedykacja: Pewnie zbytnio się nie zdziwi, jak zadedykuję mu calutki "Boczny wiatr" – Dawidowi Ch. (dla innych Chłoście, dla mnie... Chwastowi, patrz jak się złożyło;p)



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 22.01.2010r.

1     

Anima użytkownik 05 06 2010 (23:48:13)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jestem pewna, że to, co tu napiszę nie odda w całości tego, co czuję. Jeśli już, to nawet nie połowę, a nikły ułamek, ćwiartkę. W tym komentarzu chciałabym opisać swoje odczucia co do całej serii. Teraz, kiedy na portalu jest cała seria, komentowanie części nie miałoby sensu. Ale dobra, zagadałam się strasznie. Przechodzę do konkretów. Historia, przynajmniej z początku, wydaje się typową, z racji osoby oczekującej na wybudzenie w szpitalu. Ten motyw był. Jednak potem czytelnik przekonuje się, że zwyczajnie się omylił z osądem. Bo ta historia jest pod wieloma względami inna, nietypowa. Trzydziestoletni, zamknięty w sobie mężczyzna... I nagle podchodzi do niego wróżka, anioł, który wyrywa go z prozaiczności życia. Daje mu coś nowego w życiu. Chociaż bohater nie ma w swym notesie swoich wierszy, to i tak jestem pewna, że odkąd poznał Annę, pisał tylko o niej. W poszczególnych częściach wyraźnie widać fascynację jej osobą. Nie tylko inteligencją, ale i powierzchownością. Zresztą, to normalne u mężczyzn ;). Żałuję tylko jednego, że ona umarła... Zostawiła go, pewnie nawet nie podejrzewając, że istnieje ryzyko, iż zamknie się w sobie jeszcze bardziej niż na początku. Ale miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Ania będzie go monitorować dwadzieścia cztery godziny na dobę z nieba. Strasznie się rozgadałam o tych moich przypuszczeniach, ale cóż, tak jestem. Styl masz po prostu piękny! Czytałam wiele książek, znam wielu autorów i śmiało ci powiem, że od dziś uważam cię za jedną z nich. Masz lekkie pióro, pełne ciekawych, barwnych opisów i nawet takiej nieświadomej (chyba) filozofii. Jeśli to był efekt zamierzony i celowy, to znalazłam kolejny powód, aby cię wychwalać. No cóż, mogłabym rozpływać się w zachwytach do rana... Wiem, że nie wniosłam zbyt wiele nowego niż dziewczyny przede mną, ale chciałam po prostu powiedzieć o wszystkim. (I tak skróciłam przemowę!) Szóstka to, jak dla ciebie, po prostu ZA MAŁO!

amymone Użytkownik wpmt 16 02 2010 (02:37:56)

Użytkownik ocenił pracę na 6

I koniec, co za straszne słowo. podobnie straszne są tylko 'za późno'. Czemu Ania została mu odebrana? Czemu? Czy zdoła jeszcze kogoś pokochać? Czytając zastanawiałam się, czy faktycznie brakuje dynamizmu, czy może znudzić. Czy irytujące są określenia 'czarnowłosa', 'zielonooka'. Trochę irytujący jest dialog przy winie, nie pasuje do nich. Widać te zmiany w relacjach, stopniowanie uczuć, które rosną. Poprzez retrospekcje ukazana jest postać Kuby. Jego wspomnienia i przytoczone rozmowy przybliżają Anię. Pochłaniała też jego walka wewnętrzna z przeszłym rozczarowaniem po Karolinie i rodzącym się uczuciem do Anny. Kolejna walka to ta przed ogarniającym zwątpieniem i bólem. Poezja, która nasyciła ten świat, wzbogaciła go o subtelność i sentymentalizm. Motyw wiatru, symbol ulotności, która pozostawia ślad. Zakończenie czytałam przez wybryk moich źrenic. One też czuły. I moje usta rozwierające się coraz szerzej- krzyk Ani, to wołanie opowiadania. Apogeum smutku. Wywołujesz emocje, o których myślałaś. Które Ci towarzyszyły. Autentyczność. Psychologia, która jest delikatnym tłem. Jedyny minus to błędy - momentami stylistyczne, interpunkcyjne, ortograficzne - wszystko do poprawienia i wglądu edytorskiego. Nie rażą i nie odwracają uwagi od treści. Nie mają takiej siły przebicia. Ja wstawiam ocenę za całość. I cieszę się, że mogę Ci podziękować za tą zarwaną noc, za te łzy. Dziękuję, Mari.

Lilka Użytkownik 24 01 2010 (14:43:10)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Już wczoraj przeczytałam Boczny Wiatr, ale byłam zbyt rozkojarzona, żeby napisać rzetelny komentarz. Teraz zresztą też, ale spróbuję ;) zdaje się, ze większość Twoich powieści piszesz w 10 częściach. Nie jest to mało, ale jak na poziom, jaki tu pokazałaś... jednak mało. Czuję niedosyt, bo Twój wiatr jest dla mnie o wiele za krótki, ale cóż, przynajmniej poczytałam sobie jakiś czas jakiś dobry tekst. Powiem szczerze, nieraz wzruszyłam się, czytając o bohaterze i jego wspomnieniach związanych z Anią. Nieraz też śmiałam się, kiedy Kuba nie pozwalał zajrzeć nikomu do swojego notatnika - a potem nagle obiecał pokazać go Ani... to podkreśliło wszystkie emocje, jakie był w tekście, a dużo ich, oj dużo. Na swój sposób będę tęsknic za wiatrem - tak dobrze mi się czytało, tak lekko, ze aż szkoda. Wolałabym chyba, żebyś ciągnęła to tak jak ja ciągnę moją Prawdę. No, ale cóż, daruję ci to tylko wtedy, kiedy znów napiszesz jakiś genialny tekst. Tak, genialny.

Zuanshie Użytkownik wpmt 23 01 2010 (10:41:41)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jej, Mariko. Nie wiem co powiedzieć, serio, pierwszy raz w życiu nie wiem, co powiedzieć. To, co przeczytałam jest piękne, takie żywe, pełne miłości, emocji, takie realne. Na prawdę, lepiej nie mogłaś zakończyć "Bocznego wiatru". Jestem bardzo zachwycona, zadowolona. Dawno nie przeczytałam tak dobrego, doskonałego? opowiadania. Odniosę się do całości, bo to już koniec tej powieści, a szkoda, bardzo szkoda. Opowiadanie napisane bezbłędnie, świetnym stylem, ciekawą puentą. Genialnie wykreowane postaci, przepiękne opisy, które mnie osobiście nie raz chwyciły za serce. Czytając Twoją powieść można bez trudu znaleźć się w Twoim świecie, z zapamiętaniem wtopić się w lekturze i napawać się nią do ostatniego zdania. To, co nadaje Twojej powieści uroku, to mieszanie w niej poezji, która dodaje smaku i niewątpliwie uroku. Całość czytałam z wielką przyjemnością, z zaciekawieniem, chciałam więcej i więcej. Przepięknie ukazałaś miłość Ani i Kuby, ich wzlotów i upadków. Jestem dogłębnie poruszona, zachwycona. Masz talent Mariko, oj tak. To nie są puste słowa, ale fakty. Nie zdziwiłabym się, gdybym pewnego dnia ujrzała w księgarni książkę Twojego autorstwa, czego w przyszłości Ci życzę, bo masz ambicje i predyspozycje. Ocena to tylko formalność. Dziękuję Ci za tą powieść i ze zniecierpliwieniem czekam na kolejne.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(23): 23 gości i 0 zarejestrowanych: