Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Boczny wiatr 10 ost." 22.01.2010
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Słodycz cytryny (2)" 07.02.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Listy rozczulone" 31.12.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Boczny wiatr 1

(z serii "Poeto-mężczyznowski Uśmiech") Prolog "Gdzieś w drodze do życia powiał boczny wiatr dałem mu się porwać, nie wiedziałem gdzie obiecywał wielkie góry, a jestem na dnie" – R.R Wieje wiatr. Tak delikatnie, jakby obawiał się, że może zbudzić mnie z przyjemnego półsnu, w którym jej oczy tak pięknie błyszczą. Ma zieloną sukienkę i długi żółty szal owinięty wokół szyi. Jest boso i tańczy na trawie w parku. Cały czas się śmieje, zerkając na mnie spod słomkowego kapelusza... Wieje wiatr, mocniejszy i rozwiewa jej śliczne, czarne, zaraz za ramiona włosy. Przystaje i uśmiecha się do mnie pobłażliwie. "Kuba, Kuba, to głębokie zamyślenie chyba nigdy nie zniknie z twojego czoła. Przestań się martwić... Chodź, zatańcz w końcu ze mną." Wieje wiatr. Wstaję, otrzepuję się, a kiedy podnoszę wzrok jej już nie ma. "Ania, Ania, dlaczego musisz zawsze uciekać..." Uśmiecham się smutno i wracam do domu. Szybki prysznic, a potem autobusem do szpitala. Rozdział 1 Trzydzieści lat, brunet, lekko zarośnięty. Przez czas wytarte dżinsy i czarny podkoszulek, zmarszczone co kilka sekund czoło, zdystansowany, niepoprawny, zgłupiały, pseudo poeta. To na początek, byście mogli mieć o mnie jako takie wyobrażenie. Sam nie lubię minimalizmu. Jasne, jasne, wyobraźnia, te sprawy, ale trzeba czytelnika jakoś naprowadzić, by, powiedzmy taki ja, Kuba, nie był kogoś, bo jest przecież autora... czyli w tym wypadku mój. Mam Kubę, czyli mnie samego... Mniejsza o to. Wyjaśnienie innym razem. Ciężko się pisze o trzeciej nad ranem wśród tego szpitalnego zapachu. Kiedyś lubiłem szpitale, kojarzyły mi się zawsze z powrotem do zdrowia. Dziwne, że raz czy dwa pomyślałem o śmierci. Ale nigdy nie myślałem o szpitalu jako o miejscu, do spędzania większości swojego czasu. Nie chodzi mi tu o pielęgniarki i lekarzy drogich. Tylko bliskich, pacjentów. Wszyscy jakoś byli zdrowi w mojej rodzinie. Mama Basia, ciągle zabiegana kucharka, pieczołowicie dbająca o swoje dzieci i wnuki. Jeśli chodzi o wnuki, to ja się jeszcze dzieci nie doczekałem. Na dobrą sprawę, nawet się nie ożeniłem. Tata Janek, zapracowany, ale zawsze, jakimś dziwnym trafem, znajdujący czas dla rodziny mechanik samochodowy. Siostra Gośka, śliczna studentka, łamiąca serca kolegów z uczelni, a raz, też nawet i wykładowcy. I kolejna, już ostatnia, Izka. Mamuśka, przepadająca za swoim mężem, bliźniakami i pracą, udało się dziewczynie, nie ma co. Tak więc, najbliższa rodzina nieźle się trzymała i nadal trzyma. Boże uchylili drzwi i ten zapach sterylności wlał się ze zdwojoną siłą. Mówiłem, że lubiłem szpitale? Tak. Jednak mówią, że jak stanie się coś złego, coś czego nie oczekujemy i niszczy to nasze życie, to coś, co nawet kochaliśmy, zostaje przez nas znienawidzone. Ja zacząłem nienawidzić szpitale. Przez ten zapach, przez to, że muszę tu tyle siedzieć, przez to, że jest. Tak zwyczajnie, jak na ten czas. Siedzę teraz na niewygodnej kanapie i na kolanie próbuję ułożyć jakoś wygodnie notatnik. Nikłe światło lampki na małym stoliku też niezbyt mi pomaga. Młoda dziewczyna w białym fartuchu kręci się przy drzwiach, bacznie mnie obserwując. Ach tak, pamiętam. Jak wczoraj wchodziłem od pokoju akurat wychodziła z jakąś strzykawką, po zastrzyku. Uśmiechnęła się lekko, jakby przepraszała mnie za to, co się stało, ze współczuciem. Ja już współczucie mam głęboko i jeśli ktoś chce się bawić w te klocki, to ja dziękuję. Dlaczego w ogóle ja to piszę? Dobre pytanie. Gośka wczoraj do mnie przyszła i wręczyła zeszyt. "Zrób coś ze sobą." Znalazła się wielka pani psycholog. Chciała wejść i startować mi z wykładem, ale zabrałem notatnik i zamknąłem jej drzwi przed nosem. Rzuciłem go na stół, a potem pod wpływem impulsu wziąłem do szpitala. Tak więc, Gosiu, piszę teraz, i co mi z tego? Młoda pielęgniareczka przełamuje się w końcu i podchodzi do mnie. - Pisze pan pamiętnik? - Nie nazwałbym tak tego. - Słyszałam, że dobrze robi przepisanie uczuć na papier. – kontynuuje, jakby w ogóle mnie nie usłyszała – A pan, słyszałam, że jeszcze poeta. Wiersze pan pisze. - Pisanie wierszy nie wskazuje na to, że jestem poetą, pani... - Ada. - Pani Ado zatem. Poetami nie są setki, tysiące, miliony piszących wiersze. Wszystko zależy od tego, czy to, co ktoś stworzy, ktokolwiek inny uzna za ważne. Więc ja... - Jest pan więc poetą. - A co pani może wiedzieć... – uśmiecham się krzywo. Machnięcie ręki, włożenie dłoni do kieszeni w fartuchu, kiwnięcie na palcach przód, tył i słowa, słowa, słowa. - Ja myślę, że pan poetą jest. Jestem bardzo ciekawska, i ja wiem, to bardzo intymna sprawa była, ale nie mogłam się powstrzymać. I... przeczytałam ten wiersz, który pan zostawił na szafce przy łóżku. I ja myślę, że to ważne jest to co pan stworzył. - Nie miała pani prawa. - Ja wiem... Przepraszam. – uśmiecha się właśnie tak, przepraszająco, i odchodzi. Głupia dziewczyna. Znalazła się wielka romantyczka... Wścibska do tego. Kuba, beznadziejny poeta, którego wiersze kocha Ania. Aniu, Aniu otwórz oczy i spójrz na te słowa, które do Ciebie piszę. I tu mam odpowiedź na dręczące mnie z początku pytanie. Piszę dla Ani. Będę jej czytał na głos. Jak i moją poezję dla niej. Gośka, coś w tym jest jednak... Pięknie, długopis mi spadł i poturlał się pod samą recepcję. A mi się tak nie chce wstawać... Wygrzebałem jakiś zapasowy, ale i tak sen siada mi na powiekach. Poeta... nie, zwykły, potrzebujący wypłakania się na kartkę człowiek, który kocha. Cóż, koniec.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 20.08.2009r.

1     

Maikeru Użytkownik wpmt 13 01 2010 (23:07:53)

Użytkownik ocenił pracę na 5

W sumie, przeczytałem już "Boczny Wiatr 8". Trochę nie po kolei, wiem ;] Pozostańmy jednak przy cz. pierwszej. Ciekawie napisane, czytając to poczułem taką... codzienność. (O ile pobyt w szpitalu może być codziennością). Chodzi mi o to że często rozmyślam, niezależnie w jakim się znajduje miejscu, czasem też zapisuje te myśli. I przemawia do mnie to opowiadanie. Daje 5 i zaraz biorę się za kolejne części ;]

Zerowa Użytkownik 01 01 2010 (21:08:41)

W poprzednich komentarzach coś tam mi mignęło o błędach. Może i są. Dziś nie jestem w nastroju, by zastanawiać się nad stroną techniczną. Gdyby Kuba nie był ("pseudo") poetą, uznałabym te błędy za dobrą stylizację języka, przystosowaną do bohatera. Właściwie, to można by to tak zostawić. Dziś mam ochotę na treść... Tak na dobrą sprawę, jeszcze nic się nie zaczęło. Delikatnie wprowadzasz w sytuację, dodatkowo, w którą łatwo jest się wczuć. Zamykam oczy i bez większych problemów widzę to, co opisujesz. Chwali Ci się lekkość pisania. Zgodnie z moim sumieniem oceniam tą pracę na 4.

mountainash taka mała misia 31 08 2009 (21:35:02)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Marika, Marika, Marika. Chyba wydrapię Ci oczy. Najpierw przeczytałam, oglądnęłam House’a i doszłam do wniosku, że Kuba powinien jej podać hydrocortyzon… Wiesz, że jestem zdrowo rąbnięta jeśli chodzi o medycynę. Alen nie o to chodzi: zepsułaś mi cały koniec! No kurde, to cóż, koniec” chyba mnie dowali! Można było tak ładnie, delikatnie zakończyć ową wzmiankę Gosią, pielęgniarką, łagodnym podsumowaniem, dopiskiem, że jednak zasnął… Prolog? Nie nazwę tego mistrzostwem, bo tak nie jest i jest ciut za krótkie, ale dałaś mi wiatr. Ten, który dał mi całusa w policzek i znikł bez pożegnania. Hop. Dałaś mi słońce, które oświetliło moją zimną twarz mimo tego, że jest 21:12 i burza z piorunami. Cało opowiadanie od początku było tak ciepłe. Pełne nadzieji, miłości, jakiegoś wewnętrznego żalu do świata. Lubię takie opowiadania nawet wtedy, gdy nie końćzą się dobrze. Zawsze zmieniają wewnęrznie głównego bohatera. Zawsze sprawiają, że chce się płakać. Twoje opowiadanie oddaje bezradność, niepewność. Dla Kuby wszystko jest takie oklepane, schematyczne. Tym schematem stara się zabić wszystko, co niestabilne. Stara się, żeby nie zakłócać niczym swej niezłomnej wiary. Buduje jakieś zaufanie, nie ma dla niego miejsca na jakiekolwiek wahanie. I wiesz? Bardzo ciężko takim ludziom współczuć. Jedynie może nam być przykro. Bo nigdy nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Nawet nie próbujmy pokazywać swego bólu. Bo to często obraca się przeciwko nam… Wiem coś o tym. Mniejsza z tym. W pewnym momencie zrobiło się tak żałośnie słodko, tak wręcz ironicznie, dusząco wszystkie moje zakamarki ciała… Ale tak powinno być, mimo faktu, że mi się nie podoba. I to powtórzenie Aniu, Aniu”- może być, wszystko zależy od tego, jak to przeczytamy, można drugie Aniu” przeczytać szybko, z zapałem, tak jak pozostałą część zdania, typowo prosząc. No i raz, na końcu, zgubiłaś mi przecinek. Co mogę więcej napisać? Czekam na następne części.:*

aubrey Użytkownik wpmt 23 08 2009 (12:49:32)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Fakt faktem, że kilka błędów znalazłem, w większości interpunkcyjnych, jednak kryją się one pod treścią, która chwyciła mnie za serce. Wszystko napisane z niebywałą prostotą, jednak przekaz pełen wrażliwości po prostu mnie zmiażdżył. Co do prologu... no nie wiem, czułem się jakbym czytałem Poczwarkę, ale Poczwarkę w Twojej wersji... spodobało mi się to. W rozdziale ładnie dawkujesz podejście Kuby do życia, napisałem dawkujesz, bo dałaś tylko namiastkę jego realnych uczuć. Wszystko zgrabnie poprowadzone, jak najbardziej piątka się należy. I tak na koniec. Wiesz z czym mi się skojarzył ten taniec w prologu? Z wiecznością.

Fivex Użytkownik 21 08 2009 (10:32:57)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Znalazłem kilka błędów jak ten: "Ania, Ania, dlaczego musisz zawsze uciekać..." - jak dla mnie po prostu to drugie ,,Ania" tutaj nie pasuje... chyba, że tak musi być. Ale to tylko taki drobny błąd według mnie. ,,Nie chodzi mi tu o pielęgniarki i lekarzy drogich." - Tego jakoś nie rozumiem, jeżeli chodziło ci o to, że pielęgniarki i lekarze są drodzy dla ciebie, to według mnie ,,drogich" powinno być przed ... i byś chyba musiała zamienić miejsce ,,lekarzy" , tak by byli przed pielęgniarkami. ,,Boże uchylili drzwi i ten zapach sterylności wlał się ze zdwojoną siłą. " Myślę, że po ,,Boże" powinien być przecinek:) Bodajże w kilku (nielicznych) miejscach też brakuje przecinka... Albo mam jakieś zwidy (a to możliwe). Ogólnie treść na 6, ale w niektórych momentach (według mnie) były błędy, więc daję mocną 5.

Dawied Użytkownik wpmt 20 08 2009 (23:13:12)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Kilka błędów językowych, chwilami może niedopracowany styl. Trochę ortografia i interpunkcja. A teraz najważniejsze. Treść - fenomenalna. Zwykła, prosta, niczym się nie wyróżniająca, ale napisana z taką lekkością, że potrafi poruszyć. Bardzo dobrze napisany dialog no i konsekwencja w narracji. Czekam na więcej i sprężaj się dziewczyno ;) Z plusem, na zachęte


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(46): 46 gości i 0 zarejestrowanych: