Biały szkwał

Jestem bogiem. Tak, to prawda, choć niektórzy sądzą, że w ogóle nie istnieję. Zwą mnie... tak naprawdę nie chcę się przyznać do tego, że nie mam imienia. Stąpam kilka centymetrów nad zeschłymi liśćmi, nie poruszając przy tym żadnego z nich. Ludzie to głupie stworzenia. Nie lubię ich – mają ograniczony umysł i nie potrafią dostrzec tego, co najważniejsze. Nagle, między drzewami, dostrzegam skuloną postać. Bez wahania biegnę w jej stronę. Pustelnik? Nie – dziecko. – Wynoś się stąd, maszkaro. Zaciskam dłonie w pięści i wbijam paznokcie w zszarzałą skórę. Wokół mnie pojawiają się krople wody, które zawieszają się w powietrzu i, załamując się, tworzą falę – białawą zawiesinę. Karcę się w myślach i od razu rozglądam się wokoło. Przecież nie mógł nie zobaczyć. Zatem do kogo się zwraca? – Ogłuchłeś? W moim kierunku zostaje rzucony niewielki kamień – od razu szykuję się, by go złapać, jednak ku mojemu zdziwieniu, ten przenika przez moje ciało i uderza w drzewo stojące za mną. Zamieram. Dostrzegam w oczach chłopca jedynie nienawiść. – Nie masz prawa się tak do mnie zwracać, smarkaczu. Jego oczy płoną – wpatruje się w moje – dumne, nienaturalnie białe. Parskam, a jego włosy rozwiewa gwałtowny podmuch wiatru. Przymyka powieki, a ja zwinnie wchodzę i siadam na gałęzi wiszącej tuż nad obrażonym dzieciakiem. Kącik moich ust unosi się lekko w górę. On mnie bawi. Przychodził tam codziennie, a ja, chcąc się rozerwać, robiłem to samo. Taki kaprys. On mówił, a ja słuchałem. Nawet nie wiem, kiedy się do niego przywiązałem. Czy mógłbym nazwać go przyjacielem? Pewnie tak, jednak pewnego dnia nie przyszedł. Zginął? Umarł? Nie dotyczą mnie ludzkie lata. Czy mogłem nie zauważyć momentu, w którym się zestarzał? Czy mogłem być tak zapatrzony w siebie? Nie wiem, ale przyrzekłem sobie, że będę czekać w tym miejscu codziennie, by móc jeszcze raz go zobaczyć. Mojego jedynego przyjaciela. Ludzie to ciekawe stworzenia. Mógłbym czekać na niego nawet kolejne pięćset lat. *** Liście szeleszczą, siadam pod drzewem i zaczynam czytać kolejną definicję. „Biały szkwał” – wiem, że gdzieś to już słyszałem. Niebo jest jasnoniebieskie, czuję, że ten kolor sprawia, że ogarnia mnie radość. Gdy ponownie zanurzam się w lekturze, kartki przerzuca nagły, porywisty podmuch wiatru. Czuję, że po policzkach spływają mi łzy. Nie wiem, dlaczego.



        Dedykacja: Wiatr, choć czasem delikatny... Nigdy nie ucichnie.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 13.10.2014r.

1     

moriaty h.ayne Redaktor próbny 26 10 2014 (17:57:44)

Bardzo dziękuję :) Z początku w wyróżnionym przez Ciebie zdaniu był błąd skadni i zastanawiałam się jak to zmienić. Nic innego nie przyszło mi do głowy, ale też czułam, że coś jest nie tak.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)

moriaty h.ayne Redaktor próbny 26 10 2014 (17:56:25)

Bardzo dziękuję :) Z początku w wyróżnionym przez Ciebie zdaniu był błąd skadni i zastanawiałam się jak to zmienić. Nic innego nie przyszło mi do głowy, ale też czułam, że coś jest nie tak.

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)

Terila Redaktor 26 10 2014 (22:41:36)
Nie bój się zmian. Nie muszą one przyjść od razu. Pamiętaj, że do tekstu możesz wrócić. Gdy czujesz, że coś jest nie tak, nie spiesz się. Zaczekaj, aż zmiana sama do Ciebie przyjdzie. Mówiąc, że przyjdzie sama, nie zrozum mnie źle. Przyjdzie sama, jeśli nad tym popracujesz, dasz sobie trochę czasu, odpręż się, zaciekaw samym tworzeniem, rozkoszuj się swoją niewiedzą, przecież to właśnie w tym momencie możesz stworzyć wszystko i pamiętaj BEZ PRESJI. Czasem zmiana zdania goni zmianę, kto wie, czy nie przerobisz tekstu tak, że te pierwsze wymienione zdania całkiem nie znikną. Miłej zabawy. ;)

Terila Redaktor 25 10 2014 (21:30:41)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,
jest coś fajnego w Twoim opowiadaniu. Tworzysz bardzo przyjemny klimat. Początkowo byłam oczarowana - nie zrozum mnie źle, teraz emocje troszkę ze mnie zeszły. Jest barwnie, kreatywnie, dajesz popracować czytelnikowi jego wyobraźni. Bardzo spodobały mi się zwroty tego typu:
Gdy ponownie zanurzam się w lekturze, kartki przerzuca nagły, porywisty podmuch wiatru.

Coś wartego uwagi, czasu.

Początkowo trochę się zagmatwałaś, między innymi przez powtórzenia.
[quote]Tak, to prawda, choć niektórzy sądzą, że w ogóle nie istnieję. Zwą mnie... tak naprawdę nie chcę się przyznać do tego, że nie mam imienia.- niby drobnostka, ale burzy przejrzystość wypracowaną w pozostałej części tekstu.

Świetnie dopracowany, krótki obraz.
Pozdrawiam.

Terila Redaktor 25 10 2014 (21:33:06)
*
Tak, to prawda, choć niektórzy sądzą, że w ogóle nie istnieję. Zwą mnie... tak naprawdę nie chcę się przyznać do tego, że nie mam imienia.
- niby drobnostka, ale burzy przejrzystość wypracowaną w pozostałej części tekstu.



Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(21): 21 gości i 0 zarejestrowanych: