warto go przeczytać
Pseudonim: skandalistka
- Mamo... – czarnowłosa dziewczyna podniosła lekko głowę z poduszki i spojrzała się na kobietę siedzącą przy jej łóżku – nie musisz siedzieć tu całą noc... Proszę idź do domu i wyśpij się.
- Ale córeczko...
- Mamo, zrób o co cię proszę.
- Przyjdę rano, w takim razie – kobieta pochyliła się nad dziewczyną i pocałowało ją w czoło.
Uśmiechnęła się jeszcze raz i ruszyła w kierunku drzwi. Nie obejrzała się. Bała się spoglądać na córkę, by znów nie zobaczyć oczu pełnych łez i przerażonej twarzy. Wiedziała, że może i patrzy na nią ostatni raz, ale nadal nie chciała odwracać wzroku.
Czarnowłosa odprowadziła ją wzrokiem, a kiedy matka nie była już w zasięgu wzroku z rozmachem opadła na poduszki. Białe dłonie ścisnęła w piąstki. Cierpiała. Po paru sekundach złapała za długopis i czarny, zwykły zeszyt. Przekartkowała go i otworzyła na samym środku. Pisała:
"Wszystko mnie boli. Całe ciało. Czy to już koniec? Boję się. Boję się, że kiedy umrę, nikt tego nie zauważy, że życie toczyć się będzie dalej i nikt nie zauważy, że brakuje małej istotki. Moi przyjaciele nadal myślą, że mam tylko anginę... Chociaż... Od anginy wszystko się zaczęło. Boże! Chciałabym, żeby Łukasz był tu teraz przy mnie. Żeby złapał mnie za rękę, powiedział, ze wszystko będzie dobrze! Ale jestem tu sama i nie ma tu przy mnie nikogo...”
Dziewczyna upuściła długopis, a zeszyt łagodnie opadł na podłogę. Wyciągnęła rękę i chwyciła starego, brązowego misia siedzącego na niskiej, białej komodzie. Przytuliła się do niego i zamknęła oczy, a po bladym policzku zaczęły spływać łzy.
W tym samym czasie niebieskooki chłopak kolejny raz próbował dodzwonić się do swojej koleżanki. Od paru tygodni nie widziano jej w szkole, a przecież na anginę nie choruje się tak długo. W słuchawce odezwała się miła pani, która prosiła by pozostawić wiadomość po sygnale. Nie chciał rozmawiać z sekretarką, więc zawiedziony nacisnął czerwoną słuchawkę i położył telefon na biurku. Spojrzał na zegarek. Dochodziła godzina dwunasta, więc pomyślał, że trzeba byłoby się wreszcie położyć do łóżka. Jednak w momencie, kiedy miał smacznie przenieść się w krainę snu, rozległo się głośne pikanie, sygnalizujące nadejście sms-a. Z nadzieją rzucił się w stronę biurka, nacisnął zieloną słuchawkę i odczytał wiadomość:
"Marysia leży w szpitalu. Ma białaczkę. Właśnie się dowiedziałam.”
Chłopak zbladł.
***
- Siostro! – po czystym korytarzu rozległy się szybkie kroki. Wysoki szatyn szybkim krokiem szedł ku kobiecie ubranej w niebieski fartuch, trzymającej w ręku kroplówkę – Może mi siostra powiedzieć, gdzie leży Marysia Michalak?
- Na sali numer 3. Tylko, że ona jest w śpiączce!
Te ostatnie słowa odbiły się echem w głowie biegnącego już chłopaka. Jego oczy były tak wyczulone na numer 3 nad drzwiami sali, że momentalnie ją odnalazł. Ujrzał bladą jak kreda dziewczynę leżącą na łóżku, podłączoną pod niezliczoną ilością kroplówek. Obok niej siedziała kobieta. Wszedł. Pani tak bardzo podobna do córki, kiedy tylko usłyszała szelest za plecami, wstała. Spojrzała chłopakowi w oczy i jakby czytała mu w myślach, wyszła. Chłopak ciągle nie spuszczając wzroku z dziewczyny, powoli usiadł na starym, białym krzesełku. Pochłaniał ją wzrokiem, a w myślach zaklinał dziewczynę, by otworzyła oczy i spojrzała na niego. Spod jego powiek wypłynęły łzy.
- Łukasz... – usłyszał cichy szept, tonący w martwej ciszy. – Już wiesz...
- Ci... – chłopak bez namysłu złapał ją za rękę – Cii... Odpoczywaj...
- Chcę... Chcę... – dziewczyna z trudem łapała powietrze. Oczy miała szeroko otwarte, a usta spierzchnięte. – Chcę żebyś wiedział... że cię kocham...
Czarnowłosa zamknęła oczy, a w sali rozległ się głośny, przeszywający pisk.
- Marysiu... Marysiu! – chłopak zaczął potrząsać dziewczyną. – Marysiu... Bo ja Ciebie też... też kocham...
Ocena: 4.4
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 31.01.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(20): 16 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Mii, Kirus