Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Pola dmuchawców - prolog" 28.09.2011
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Szukając ducha rocka - V" 24.07.2010
"Urywki wyrwane z życia - III" 16.10.2013
"Młodość w czasach..." 18.08.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Bezsenność nocy letniej - I

W głowie szum ostatniego dzwonka, pożegnań i obietnic: „spotkamy się za dwa miesiące”. Całusy i życzenia miłych wakacji. Snuli plany, gdzie je spędzą, w jaki sposób i w czyim towarzystwie. Jakże piękne były te opowieści, barwne niczym tęczowe motyle. Morze, góry, ciepłe kraje – to tylko niektóre nazwy, które udało mi się wychwycić w bezładnym gwarze poapelowym. „This is the silent place Where everybody looks the same This is the silent place" Cicha melodia brzęczała przyjemnie w uszach, doprowadzając mnie w błogiego relaksu. Uśmiech spłynął łagodną falą na usta, gdy wyobraźnia przypomniała sobie o chwilach dziecięcej zabawy. Rzucanie śnieżkami i gonienie po parku było na porządku dziennym. Tak beztroskie, że aż niewinne. Nie przejmowaliśmy się niczym. Ani tym co pomyślą sobie ludzie widząc dwoje zwariowanych, według nich, nastolatków, ani konsekwencjami tej bezmyślnej zabawy. Nawet stres przed jutrzejszą kartkówką, lub pytaniem, nie był w stanie zepsuć nam humoru w swojej obecności. Postrzeganie tej znajomości jako niedorzecznej, ze względu na to, że On ma dziewczynę, przez moich rodziców, było komiczne. Dlaczego jeśli dwóch ludzi odmiennych płci się lubi, to od razu musi być miłość? Nie wierzę już w takie bajeczki jak ten jedyny, na całe życie, książę na białym koniu czy zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Zjawisko miłości do mężczyzny jest mi obce. To idiotyczne. Wprowadzać się w stan błogości tylko po to, by później cierpieć, bo ta druga połówka nie zadzwoniła, zerwała czy zdradziła. Wylewanie hektolitrów łez, miliony zużytych chusteczek higienicznych i zero pożytku. Czasami trochę tęsknię do tego wszystkiego. Do spacerów, rozmów, przytulenia przez tego Kogoś. Ale tylko w takich chwilach jak ta: zamyślenia, samotności. Nikt nie mógł uwierzyć, że nikogo nie mam. Piękna, utalentowana, mądra, postrzegana jako „dziecko idealne”, zwyciężczyni konkursów i… sama? Niemożliwe? A jednak… Jeszcze dzisiaj mówili: „jutro zaczynają się wakacje i ty ulegniesz czarowi jakiegoś przystojniaka”. Ale ja mówiłam otwarcie: nie wierzę w miłość. - Aniu? Idziemy? – cichy, męski głos wyrwał mnie z rozmyślań. Otworzyłam oczy, by zobaczyć doskonale znaną mi twarz. Lazurowe tęczówki wpatrywały się we mnie z oczekiwaniem, skupiały swoją uwagę na mrocznych kolorach nakreślonych wokół nich. Melancholijne, spokojne – choć miały drugą stronę: płonące i roześmiane. Usta rozciągnęły się z wolna w uśmiechu, przesuwając nieznacznie dwie błyszczące, srebrne kuleczki pod dolną wargą. Tak, kolczyki, kolczyki, które uwielbiałam. Włosy barwy, zdawać by się mogło, kruczoczarnej, dawały w letni dzień fioletowe i brązowe rozbłyski na ich powierzchni. Obcięte na tzw. „garnek” lub lekką odmianę emo opadały na czoło. Kopał czarnym butem niczemu nie winny kamyk. Nudził się jak zwykle, gdy pozostawał bezczynny przez dłużej niż 2 minuty. Biała koszula opinająca jego szczupłą klatkę piersiową z rozpiętym pierwszym guzikiem była już mocno pognieciona. Marynarka luźno opadała na przedramiona i dłonie upchnięte w kieszenie garniturowych spodni, uprasowanych w kant. - Tak, chodźmy – podniosłam się ciężko, nie chcąc tracić ostatnich chwil spędzonych w jego towarzystwie. Otrzepałam białą spódniczkę z pyłu osadzonego na kilku zbitych razem deskach, w obawie pobrudzenia jej. Wygładziłam czarną koszulę i poprawiłam odruchowo fryzurę. Nie wiem, dlaczego przypomniałam sobie, jak opisał mnie kolega z klasy podczas zadania na lekcji języka polskiego: „Kobieta niewątpliwie oryginalnej urody. Włosy barwy zachodzącego, letniego słońca opadają na łagodne rysy twarzy, długą szyję i ramiona. Czekoladowo-szmaragdowe tęczówki okolone gęstymi, ciemnymi rzęsami tworzą widok, od którego trudno oderwać oczy. Zważywszy na pełne, malinowe usta, jakby wołające o pocałunki. Gdy się uśmiecha, omotuje serca młodych mężczyzn, hipnotyzując ich swym pięknem. Szczupła, wysportowana sylwetka ubrana w oryginalne ciuchy, dopełnia obrazka. Mimo iż piękno zewnętrzna przemija, długo można by rozwodzić się nad jej intelektem i talentami. Czaruje głosem, zauroczy rysunkami, onieśmiela kondycją fizyczną. To tylko mała cząstka jej. Jaka jest nie wie nikt.” Jakże się zawstydziłam, gdy zobaczyłam ten skrawek charakterystyki. Spacer ścieżką z płyt powyginanych gdzieniegdzie pod koronami drzew, których nazwy nie mogłam się doszukać w swojej pamięci, przyjemnie wypełniał czas. Kątem oka zauważyłam jak chłopak wspina się na palce i skacze, próbując zerwać jeszcze zielone owoce. Szykowała się interesująca zabawa. Zdążyłam schować się za pniem, gdy pierwsze pociski śmignęły obok mojego ucha. Okrążył wokół pień w poszukiwaniu zaginionej w tajemniczych okolicznościach ofiary. Ja tymczasem biegłam już przed siebie dobrze znaną drogą prowadzącą do parku. Zyskałam kilka chwil, ale to i tak mnie nie uratowało. Tuż za sobą czułam przyśpieszony oddech chłopaka. Chwycił mnie przez pół i przewrócił na stertę starych liści, które chrupnęły cicho pod naszym ciężarem. Nabrałam je w obydwie garście i rzuciłam w niego. Jakże był zdziwiony, gdy wypluł pierwszą porcję. Śmiałam się, nie mogąc złapać oddechu. W jego oczach widać było chęć mordu. Odpłacił mi się tym samym. Kolorowe resztki, bo liśćmi nie można było ich już nazwać, fruwały wszędzie. Położył się obok mnie wkładając ręce pod głowę. - Dokąd wyjeżdżasz? – spytałam chcąc poznać jego plany na tegoroczną przerwę letnią. Patrzyłam, jak czarne włosy sterczą na wszystkie strony, wyglądając komicznie. - Wybieram się z Gabi nad jezioro, chyba na cały miesiąc – samo wspomnienie ukochanej mu dziewczyny wywołało uśmiech na jego twarzy. – A ty? – spojrzał uważnie w moją stronę. - Hmm… tradycyjnie do babci – westchnęłam ciężko na samą myśl leniwie płynącego czasu, spędzanego na nic nie robieniu. - Będę tęsknić… - podparł się na łokciu. Będzie mi brakowało tego wariata, który wspierał mnie w najgorszych i cieszył wraz ze mną w najlepszych chwilach życia. - Ja też… - długo nie będziemy się widzieć, długo nie będziemy żartować, długo nie będziemy słyszeć swojego głosu, bo rozmowy telefoniczne to nie to samo. - Odprowadzisz mnie? - spytałam, klękając na ziemi. Pokręcił twierdząco czupryną z uśmiechem. Wyczyścił ją z liści i innych resztek, które się w niej znalazły. Wędrówka nie trwała długo, zaledwie kilka chwil. – A więc do zobaczenia – żal ścisnął moje gardło. Przytulił mnie mocno. Tego potrzebowałam, zapewnienia, że jestem dla kogoś ważna, potrzebna, że ktoś będzie tęsknił. Łza spłynęła po moim policzku. - Do widzenia Aniu – wakacje rozdzielą nas na dwa miesiące. Byliśmy jak rodzeństwo, dla nas była to wieczność. - Do widzenia i pamiętaj: I love you my di – uśmiechnęłam się. Mówiłam tak zawsze kiedy było smutno. -I stay by you my bou – starł wierchem dłoni moje łzy. Roześmialiśmy się wesoło. Pocałunek w policzek i już znikał za zakrętem. Długo patrzyłam za nim, aż żywego wciąż obrazu jego twarzy naprzeciw mnie nie roztarły moje łzy. Co mogłam zrobić – wczołgałam się powłócząc nogami do swojego pokoju. Widok tych samych, co wczoraj, drewnianych szaf, oprawionych rysunków, biurka i łóżka z czarno-zieloną kołdrą nie natchnął mnie chęcią do życia. Usiadłam wygodnie w czarnym fotelu, biorąc uprzednio do ręki ramkę. Dwoje uśmiechniętych osób, chłopak, a raczej mężczyzna uśmiechnięty szeroko zwęził swoje, i tak małe, niebieskie oczy do wąskich szparek, ukazujących skrawek tęczówki. Orzechowe loki spadały na twarz i uszy. Obejmował równie roześmianą rudowłosą dziewczynę. Pamiętam: jego 20-ste urodziny. Tak bardzo tęsknię… Otarłam łzy i czule włożyłam zdjęcie do plecaka. Przebrałam się szybko w pasiaste czarno-białe spodnie i śnieżną bluzkę na szerokich ramiączkach, na nogi nałożyłam trampki. Z prawie pustej szafy wygrzebałam czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Bilet kolejowy uparcie leżał na blacie. Wzięłam go do ręki i po raz tysięczny odczytałam: z Leszno do: Błotnica przez: Wschowa data odjazdu: 20.06 godzina 13.47. Wsunęłam skrawek papieru do kieszeni i zabrałam spod drzwi pokaźnych rozmiarów plecak. Przez ramię omiotłam wzrokiem ostatni raz pokój. Żegnaj na dwa miesiące. Zamknęłam dokładnie drzwi i wyruszyłam na stację. Wypadków po drodze nie ma sensu opisywać. Spacer w 30-stopniowym upale z ciężką torbą – normalka. Podziemnym przejściem dotarłam na peron nr.4. „Pociąg osobowy z Leszna do Wolsztyna odjedzie z peronu czwartego. Prosimy podróżnych o wejście do wagonów lub odsunięcie się od linii. Dziękujemy i życzymy miłej podróży” - głos kobiety brzmiał, jakby sobie zatkała nos, Z trudem usiadłam na jednym z siedzeń. Sapałam jak stara lokomotywa. Minęła dłuższa chwila, zanim odzyskałam zdolność normalnego oddychania. Przedział świecił pustkami, tylko panie w podeszłym wieku i pan z olbrzymim koszem. Po zapachu można było wyczuć pisklęta. Długi gwizd i szarpnęło, powodując, że świat za oknem zaczął się z wolna przesuwać, odkrywając coraz to nowe miejsca. Im bliżej do celu mojej podróży, tym zaczęło robić się bardzie tłoczno. Akurat wtedy musiałam sobie przypomnieć jeden z Jego popisowych numerów. Kiedyś nie mieliśmy co robić, a że pod ręka była kaseta video z „Królem Lwem”, włączyliśmy ją. Zatrzymana była na tańcu hula Timona. On niewiele myśląc przywdział jakąś starą gazetę i zaczął tańczyć wraz z nim podśpiewując: „Jeśli masz dziś ochotę na wołowiny kęs, Zjedz mojego kumpla przecież dobry jest, Ugryź szynkę [jap jap], Tłustą szynkę [jap jap] Jednak prosiak [jap jap] Prosiak ma cię w nosie bracie ma, cię!” Śmiałam się z niego dobre dwie godziny. Tak było i teraz. Przez resztę podróży nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, nawet pani siedząca naprzeciw zaczęła na mnie dziwnie patrzeć. Za oknem widać było napis „Błotnica”. Wysiadłam pośpiesznie, ponieważ nie miałam ochoty naginać kilku kilometrów nadprogramowo z następnej stacji do domu babci. Pociąg już odjechał, a ja stałam wpatrując się w opuszczoną stację. Tyle wspomnień… Napis „Lech, Lech, Lech Poznań Mistrzem Polski 2008”. Nowy… Kilka osób, które wysiadło wraz ze mną, już dawno się rozeszło. Poszłam więc w ich ślady, skręcając w jedną w ulic….



        Dedykacja: Jack'owi - dziękuję, że codzień otaczasz mnie wizjami idealnego piekła, do którego trafimy. Przecież niebo nie istnieje w koszmarach ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 23.07.2010r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 23 07 2010 (21:46:05)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No, muszę powiedzieć, że niszczysz system :D Chodzi mi o ogólny osąd związany z tym, że dziewczyna nie może mieć przyjaciela chłopaka, że zawsze musi być z tego coś więcej. Sama mam kilku bliskich kumpli i wiem, jak to jest. Można na to popatrzeć też tak - bohaterka mogłaby mieć tłumy przyjaciół płci przeciwnej, ale czy byłaby zdolna czuć coś do każdego z nich? W tej opowieści widać po prostu ogromną więź, powiedziałabym, że niemal braterską, pomiędzy Anią i jej przyjacielem. Nie wygląda na to, że któreś z nich chciałoby czegoś więcej, po prostu jest to uczciwy kumpelski układ wzajemnej pomocy i zaufania. Ogromnie podobają mi się te barwne opisy, szczególnie gdy Ania opisuje Jego. Wgl fajnie, że piszesz "On", a nie po prostu "on", w ten sposób dodatkowo akcentujesz jej znaczenie dla niego.. mam jednak pewne wątpliwości.. te opisy jego w jej oczach są takie osobiste, jakby przez to wszystko przebijało się uczucie, o którym ona nie ma pojęcia. A do tego sposób, w jaki się żegnają. Może to tylko jednak moja nietrafiona nadinterpretacja ich zachowania. :) Zdarzyło się technicznie trochę błędów, jednak patrząc na to, jak treść jest bogata i wciągająca - mogę Ci to śmiało wybaczyć. Z dużym minusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(78): 78 gości i 0 zarejestrowanych: