Pseudonim: civilizacja
Imię: Kamil
O sobie: And now my watch begins
Napisanych prac:
- proza: 33
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bezsenność" 27.01.2013
"Portal cz. VI" 13.07.2013
"Portal cz. VII" 29.07.2013
"Portal cz. VIII" 01.08.2013
"Portal cz. IX" 08.08.2013

Inne prace tego autora:
"Portal cz. VII" 29.07.2013
"Bezsenność" 27.01.2013
"Medalion cz. II" 27.08.2013
"I że cię nie opuszczę" 17.05.2013
"Portal cz. X" 08.08.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Bezsenność

Moja historia nie zaczyna się pokrzepiająco. Ponieważ jej początek jest prawdopodobnie moim końcem. Przy głowie mam połyskujący w bladym świetle gwiazd metalowy pistolet, zawieszony dokładnie o trzy centymetry od mojej skroni. Jeden szybki ruch, jedno drgnięcie końcówki palca, który trzyma spust i śmierć przybliży się do mnie z ponaddźwiękową szybkością. Stoję na krawędzi budynku, a w głowie świta mi tylko ta jedna myśl: nie daj się złapać w pułapkę. Pamiętam jak często powtarzała to na zajęciach. Pamiętam to o wiele za dobrze. Moja osobista pani trener do spraw bezsenności – nagle sobie przypominam, że to właśnie ona przybliżyła mnie do tej sytuacji. Zaczęło się prozaicznie, kiedy zasiliłem wycieńczone grono osób, które cierpią na bezsenność. Insomnia – to słowo krążyło w mojej głowie jak obsesyjna, straszna myśl . Obijała mi się o czaszkę i za żadną cenę nie mogłem się jej pozbyć. Ograniczyłem kofeinę, przyspieszyłem swoje tempo na treningach i mimo, że po trzech dniach bez zmrużenia oka dawałem z siebie praktycznie wszystko, nie potrafiłem zasnąć. To było tak chore uczucie; czułem się jak cierpiący na Alzheimera, kiedy nagle zdaje sobie sprawę, że nie pamięta, gdzie właściwie jest jego własny dom. Zupełnie jakbym w którymś momencie nieostrożnie przenosił instrukcję zasypiania i zgubił ją po drodze. Czułem wściekłość i skrajne wycieńczenie. Po dwóch miesiącach nieustannego czuwania, zadzwoniłem w końcu do psychiatry. Nie pomagały leki, które sztucznie wprowadzały mnie w fazy snu; byłem po nich dziwnie otępiały i nie przynosiły mi większej ulgi. Mój psychiatra doradził mi, żeby sięgnąć po niekonwencjonalne metody. – Co ma pan na myśli? – zapytałem, czując iskierkę nadziei. Oczy wciąż kleiły mi się do snu, mimo tego coś nie pozwalało mi choćby się zdrzemnąć. Doktor Hoser wyjął wizytówkę i wręczył mi ją, poprawiając swoje okulary i tekturową podkładkę, którą umieścił na kolanach. – Jest grupka specjalistów, która może ci pomóc. Zadzwoń do nich, na dole masz numer. Nie powiedział mi wtedy nic więcej. Po prostu zadzwoń, brzmiała instrukcja. Bez zbędnych pytań, bez zbędnego wywiadu. Zadzwoń, spróbuj, jeśli ci pomoże, wtedy skorzystasz z ich usług ponownie, a może wkrótce cię zupełnie wyleczą. Tak brzmiał pełen przekaz między wierszami. Myślę, że nie chciał mnie zniechęcać na starcie. Mogłem po prostu uznać to za wariactwo i wyrzucić ten sztywny kawałek papieru prosto do kosza. Ale nie zrobiłem tego. Biuro ds. Walki z Bezsennością było szybkie i nie musiałem się nigdzie fatygować. Brali za to odpowiednią kwotę, ale nie zrażałem się. Miałem pieniądze, a nawet gdybym ich nie miał – zdobyłbym je, jeśli tylko pomogłoby mi to zasnąć. Zasnąć, choćby na chwilę. Umówiłem się na pierwszą sesję, jedynie w celu sprawdzenia całego tego poronionego pomysłu. Bo, serio, uwierzylibyście człowiekowi, że potrafi was bez problemu wytrenować do snu? Powiedzmy sobie szczerze – nikt przy zdrowych myślach nawet nie rzuciłby okiem na firmę, która oferuje tego typu usługi. Ale warto zauważyć, że w tamtym czasie nie potrafiłem już myśleć racjonalnie. Egzystowałem w dziwnej przestrzeni między jawą a snem, zupełnie niezdolny do wykonywania choćby najprostszych czynności. Nie mogłem pracować, nie mogłem skupić się na niczym przez więcej niż trzydzieści sekund. Cała ta choroba, która dotknęła mnie w tak mało spodziewanym momencie, rozrywała mi moje schludnie zaszufladkowane życie. Desperacja wzbierała na sile i musiałem zadzwonić. Po prostu musiałem. Następnego ranka pod mój blok przyjechał mały samochód dostawczy z całym tym sprzętem, którego instrukcji użycia nigdy nie zrozumiem. Przewody, elektrody, czujniki i wykresy. Całe moje mieszkanie stało się magazynem technicznego sprzętu. Na czas, kiedy to wszystko montowali musiałem wyrwać się z domu. Wieczorem zaczęła się sesja. To była najdziwniejsza terapia w jakiej zdarzyło mi się brać udział. Na początku pokazywali mi zdjęcia, które zrobiłem kiedyś podczas akademickich wakacji i sprawdzali mi ośrodki wspomnień. „Musisz zebrać wszystkie fotografie, które w jakiś szczególny sposób sprawiają, że czujesz się szczęśliwy” – mówiła moja pani trener. – „Sen to stan, w którym twoja świadomość tworzy alternatywny świat, dzięki czemu zmysły mogą w końcu odpocząć. To ważna faza. Przed snem najczęściej myślimy o wielu sprawach. To nie przypadek. Mózg, podobnie jak artysta, musi przygotować farby, żeby stworzyć sen.” Chłonąłem każde jej słowo łapczywie, szukając w nich tej czarodziejskiej recepty na wejście w końcu w fazę NREM i głęboki, zdrowy odpoczynek. Dobrze znane mi obrazy wciąż przelatywały mi przed oczyma. Zapytałem, czy pozwolą mi zasnąć, jeśli oglądając je stanę się senny. „Nie, na razie chcemy utrzymać cię całkowicie świadomego. Twój mózg inaczej reaguje na bodźce, kiedy jest w stanie spoczynku. Do tego stopnia, że czasem całkowicie je ignoruje. To dlatego mocnego snu nie przerwie dźwięk budzika” – opowiadała. – „Człowiek wchodząc w sen jest na wpół świadomy, czyli podobny do ciebie, zważywszy, że nie zmrużyłeś oka od miesiąca. Musimy na razie utrzymać ten stan, by stworzyć dla ciebie najlepszą strategię”. Podczas pierwszej sesji czułem się nieco jak królik doświadczalny, ale było całkiem przyjemnie. Tworząc mapę tych „dobrych” wspomnień przypominali mi o wszystkich najlepszych momentach mojego życia. Przynieśli mi ulubione jedzenie i ulubioną muzykę. Musiałem podzielić się z trenerką wszystkimi moimi wrażeniami, przygodami z życia i całą moją historią choroby i tym, co było przed jej wystąpieniem. Zapłaciłem z góry za dwie sesję, jednak druga była zupełnie inna niż pierwsza. Stworzyli mapę moich najokropniejszych wspomnień i myśli. Widziałem na ekranie jednego z techników mój mózg, po którym przetaczały się fale informacji, zupełnie jakby odczytywał je stamtąd niewidzialny laser, burząc całkowicie mój wewnętrzny spokój. Zaryzykowałem pod wpływem obietnic i zgodziłem się na trzecią sesję. Kiedy wszedłem do pokoju, zupełnie oniemiałem. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy (nie mam pojęcia jak udało im się go zdobyć w połowie grudnia), w gramofonie obracała się płyta z muzyką, którą absolutnie kochałem. Wszystkie detale, które podałem na poprzednim spotkaniu, teraz wprawiono w ruch, wszczepiono w nie życie, aby uratować ich właściciela. Na sofie siedziała moja pani trener. Ku mojemu zdumieniu, zapytała o ostatni nieudany związek, całkowicie psując przyjazny nastrój, który się unosił w powietrzu. Muzyka zeszła na dalszy plan i odniosłem od razu wrażenie, że zapach trawy również gdzieś zniknął. Opowiadałem o wszystkim, o czym chciała wiedzieć, chociaż nie było to dla mnie w żadnym stopniu łatwe. Mówiłem tak długo dopóki moje wargi nie spierzchły, a cała złość jaką w sobie topiłem od czasu rozstania, nie wypłynęła na powierzchnię i nie zaiskrzyła szkarłatem jak świeża rana. Zapiekło mnie. Zapiekło mnie to tak dotkliwie, że nagle poczułem suchość w gardle, a oczy zaszkliły się łzami. I nagle się to stało – moje powieki stały się ciężkie, świadomość zgubiłem gdzieś w połowie drogi, a wszystkie pozytywne i negatywne wrażenia tamtego wieczoru zlały się ze sobą w jedną kształtną całość i dały początek nowemu, surrealistycznemu tworowi mojej własnej podświadomości. Po raz pierwszy od wielu tygodni śniłem; zdrowo i beztrosko. W ten sposób przeszedłem od pierwszych trzech sesji w regularne ćwiczenia mojego umysłu. Ćwiczyłem niezwykłą dyscyplinę, którą w niektórych kręgach nazywają oddawaniem się w objęcia Morfeusza albo, zupełnie mniej poetycko, po prostu zasypianiem. Dzień za dniem zasypiałem przy mojej pani trener, z którą odbywałem długie i oczyszczające rozmowy. Bo tutaj chodziło jedynie o jedno – aby wyzbyć się wszystkich złych emocji, które uniemożliwiają mi sen. Nie chodziło o nic więcej. Przynajmniej na początku. Ale każdy kij ma dwa końce. Obiecujące początki dały mi wiele do myślenia i sprawiły, że zacząłem w końcu żyć, a nie jedynie egzystować. Moje zapadnięte oczy i skóra nagle zaczęły przybierać zdrowy odcień, przerzedzone włosy jakby odrosły, a na ciele pojawiły się przebłyski muskuł, z których kiedyś byłem przecież taki dumny. Musiałem płacić za sen, ale mając przed sobą dwie perspektywy — odpocząć lub nie odpocząć — nie mogłem przecież podjąć innej decyzji. Kupowałem sobie lek, który nie składał się z piguły i szklanki wody lecz z prawdziwego, dogłębnego oczyszczenia. Katharsis. Do tego czasu nawet nie wiedziałem, że dyskusja na tematy głęboko intymne, na tematy, które schowałem głęboko nie tylko przed światem, ale przede wszystkim przed sobą samym, może dać tak kapitalne efekty. Widziałem we mgle swojego ojca, widziałem matkę, których straciłem w wieku ośmiu lat. Widziałem uśmiechniętą twarz mojej siostry, która zastąpiła mi rodziców. Pracowałem, jadłem, spałem i wreszcie wróciła mi energia do innych rozrywek. Moje łóżko wróciło do życia. W końcu. Firma, która prowadziła te eksperymenty, po trzech miesiącach terapii, na którą wydałem praktycznie wszystkie moje oszczędności, przysłała mi pismo w zalakowanej, specjalnej kopercie z ogromnym logo na jej powierzchni. Wewnątrz był list, informujący o zakończeniu pierwszego etapu i propozycja przystąpienia do kolejnego. Spotykałem się trzy razy w tygodniu z moją trenerką i zawsze po tych wizytach nie miałem żadnych trudności w zasypianiu. Jakichkolwiek. Spałem jak niemowlę. Jednak kiedy przychodził mrok dnia bez wizyty, skutek bywał bardzo różny. Zdarzyło mi się w ogóle nie spać przez tydzień, kiedy powiedziała, że nie będzie się mogła spotkać przez tydzień. Może jedynie chciała ocenić do jakiego stopnia jestem od niej uzależniony? W sypialni były zainstalowane dwie noktowizyjne kamery, które obserwowały moje postępy, więc nie było to dla niej w żadnym stopniu trudne. Tak, kiedy o tym pomyślę, chyba właśnie o to chodziło. W liście bardzo uprzejmie napisano mi, że dalsze wizyty odbędą się pod warunkiem, że zgodzę się na nową stawkę. Była cholernie wysoka. Za wysoka jak na świeżego absolwenta szkoły biznesu. Nie zgodziłem się. Wizyty ustały równie szybko, jak pogorszyła się moja zdolność do zapadania w sen. I to właśnie stanowiło problem. Zadzwoniłem jeszcze raz i zamówiłem ich usługi ponownie, mimo zwiększonej stawki, zmniejszyłem jedynie częstość wizyt do dwóch w ciągu tygodnia. Przysłali inną specjalistkę. Była do bani, chciałem z powrotem moją osobistą trenerkę. Powiedzieli, że nie mogą jej przysłać, gdyż ma już inne zajęcia. Zapytałem ile sobie życzą. Zgodziłem się, mimo sprzeciwu portfela. I tak się ponownie zaczęło. Przychodziła raz na tydzień, zabierała mi połowę pensji, a w miarę jak uzależniałem się od tych wizyt coraz bardziej, zabierała mi po kolei wszystko, co mogła. Kino domowe, telewizor, nawet laptopa. Nie płaciłem przez jakiś czas, ale nie przeszkadzało im to. Nie wiedziałem, że w umowie był aneks dotyczący hipoteki. Zabrali mi mieszkanie. Nie daj się złapać w pułapkę. Nie daj się. Nie pozwól im. Już to zrobiłem. Wdarli się do mojego życia i zdewastowali go jak stado mamutów. Niepowstrzymani, niosący pozorny spokój i ukojenie bólu, który nosiłem w sobie od dawna. Pozwolili mi wreszcie odetchnąć, a ja otworzyłem się przed nimi w zupełności. Zdołałem się dowiedzieć, kto jeszcze przystępował do tej terapii. Część z nich zlikwidowano. Ja też byłem na tej liście. Wszystkich nas łączyła jedna osoba, z tekturową podkładką i okularach w rogowych oprawkach. Domyślacie się już kto trzyma pistolet? — Jesteś przeszkodą — powiedział dr Hoser — błędem w równaniu. Musimy eliminować błędy, przykro mi. To nie będzie bolało, nawet nic nie poczujesz. Wieżowiec ma trzydzieści trzy piętra, a ja czuje bieżnik buta Hosera na moich plecach. Niesamowite, że w dół leci się tak zaskakująco szybko.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 27.01.2013r.

1     

Skryta_w_Snach Użytkownik wpmt 25 04 2013 (13:16:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Po prostu uwielbiam tą prozę.

civilizacja Redaktor 25 04 2013 (15:22:40)
Dzięki :D

szmella Użytkownik wpmt 08 02 2013 (16:51:20)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Czyżby fan Kinga? Hmmm widzę, że nie jestem sama ;)
Moja historia nie zaczyna się pokrzepiająco. Ponieważ jej początek jest prawdopodobnie moim końcem.

Bardzo dobry wstep. Zresztą zakończenie jest również fenomenalne. Muszę przyznać, że pod koniec pogubiłam się o co chodzi, ale to dobrze to znaczy, że tekst nie jest banalny. Świetny pomysł na opowiadanie, jak najbardziej mi się podoba. W pewnych momentach zbyt duże nagromadzenie zaimków, ale jest bardzo dobrze. 6 jak najbardziej. Pozdrawiam. :)

RattyAdalan Użytkownik wpmt 05 02 2013 (18:03:53)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj. Powiem Ci i to potocznie - rozwaliło mnie Twoje opowiadanie na łopatki. Dobrze napisane, świetny styl, ciekawe, oryginalne. To co lubię i tak trzymać! Z tego mogłaby być świetna, bestsellerowa książka! Pomyśl o tym! Warto! Wciągnęło mnie to opowiadanie od początku i nie puściło aż do końca. No rewelka! Gratuluję talentu i pomysłu. Gdy pisałeś o Insomii od razu przypomniała mi się piosenka Craiga Davida o tym tytule. A ulubionym zdaniem z tekstu jest: "Mózg, podobnie jak artysta, musi przygotować farby, żeby stworzyć sen." - gdyby była dostępna do niego funkcja "I like it" wcisnęłabym ją bez wahania. Mam drobne uwagi, taka lekka kosmetyka.

Sądzę, że skoro trenerka jest jedną z bohaterów książki, powinieneś napisać jej nazewnictwo z wielkiej litery. W niektórych miejsach niepotrzebnie powtarzasz "mi" albo "moje" to nie jest konieczne, bo wynika z logicznego kontekstu zdania, np. "obrazy wciąż przelatywały mi przed oczyma" i w zdaniu następnym - masz 3 razy pod rząd.

"Zupełnie jakbym w którymś momencie" - przecinek

"„Nie, na razie chcemy utrzymać cię całkowicie świadomego. Twój mózg inaczej reaguje na bodźce, kiedy jest w stanie spoczynku. Do tego stopnia, że czasem całkowicie je ignoruje. To dlatego mocnego snu nie przerwie dźwięk budzika” – opowiadała." - według mnie powinien być myślnik na samym początku.

"całą moją historią chorobą" - bez moją bo wiadomo z logicznego kontekstu zdania.

Więcej uwag nie mam. Jeszcze raz gratuluję.



RattyAdalan Użytkownik wpmt 05 02 2013 (18:03:53)

Witaj. Powiem Ci i to potocznie - rozwaliło mnie Twoje opowiadanie na łopatki. Dobrze napisane, świetny styl, ciekawe, oryginalne. To co lubię i tak trzymać! Z tego mogłaby być świetna, bestsellerowa książka! Pomyśl o tym! Warto! Wciągnęło mnie to opowiadanie od początku i nie puściło aż do końca. No rewelka! Gratuluję talentu i pomysłu. Gdy pisałeś o Insomii od razu przypomniała mi się piosenka Craiga Davida o tym tytule. A ulubionym zdaniem z tekstu jest: "Mózg, podobnie jak artysta, musi przygotować farby, żeby stworzyć sen." - gdyby była dostępna do niego funkcja "I like it" wcisnęłabym ją bez wahania. Mam drobne uwagi, taka lekka kosmetyka.

Sądzę, że skoro trenerka jest jedną z bohaterów książki, powinieneś napisać jej nazewnictwo z wielkiej litery. W niektórych miejsach niepotrzebnie powtarzasz "mi" albo "moje" to nie jest konieczne, bo wynika z logicznego kontekstu zdania, np. "obrazy wciąż przelatywały mi przed oczyma" i w zdaniu następnym - masz 3 razy pod rząd.

"Zupełnie jakbym w którymś momencie" - przecinek

"„Nie, na razie chcemy utrzymać cię całkowicie świadomego. Twój mózg inaczej reaguje na bodźce, kiedy jest w stanie spoczynku. Do tego stopnia, że czasem całkowicie je ignoruje. To dlatego mocnego snu nie przerwie dźwięk budzika” – opowiadała." - według mnie powinien być myślnik na samym początku.

"całą moją historią chorobą" - bez moją bo wiadomo z logicznego kontekstu zdania.

Więcej uwag nie mam. Jeszcze raz gratuluję.




Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: