Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Kamil M. Jaszczak
Imię: Kamil
Skąd: Bytom
O sobie: Nie lekceważ drobnostek, ponieważ od drobnostek zależy doskonałość a doskonałość nie jest drobnostką.
Napisanych prac:
- nowości: 58
- wiersze: 10
- recenzje: 17
- artykuły: 1
- wywiady: 1
- proza: 17

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 332 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Normalny Człowiek..." 04.05.2010
"Ulotne marzenie Normalnego..." 04.05.2010
"Nieładny nieład myślowy." 27.11.2009
"Bezczas" 14.12.2009
"Esencja - 1" 01.02.2010

Inne prace tego autora:
"Odpowiednia strona: cena..." 08.03.2009
"Esencja - IV" 02.10.2010
"Esencja - V" 11.11.2010
"Esencja - II i III" 02.10.2010
"Miłosna Corrida (część..." 17.07.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.
"Ćma - prolog" - Miao?

Bezczas

Stefan Wyszyński powiedział:
Ludzie ratują wartość pieniądza, ale nie umieją ratować wartości życia.

W pokoju zaległa głucha cisza. Marta zdjęła swój kremowy żakiet i położyła go na fotelu, gdzie za chwilę usiadła.
- Czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć? – zapytała, powoli odkładając torebkę na stół.
- Nie, mamo – odparł Adam, opuszczając głowę. Nie zamierzał dodawać nic ponad to, co zostało już powiedziane, a powiedziane zostało wszystko. Wiedział, że swym zachowaniem zawiódł obojga rodziców, dając im tym samym dobry pretekst do nałożenie mu surowej kary. Mieli do tego prawo, a on nie zamierzał walczyć ani się przeciwstawiać. Brakowało mu sił. W jego oczach wojna została zakończona, żałował jedynie, iż nie wygrał, chociaż wciąż nie był pewien czy gra warta była tych wszystkich kłamstw, całego poświęcenia. Odetchnął spokojnie, a następnie wziął do ręki leżącą na stole łyżeczkę i zamieszał herbatę. Nic więcej.
Marta tymczasem spoglądała na swego syna z widocznym w oczach rozczarowaniem, myśli kłębiły się w jej głowie, wracając wciąż w postaci pytania, które musiała zadać.
- Dlaczego? Czy możesz wyjaśnić mi, co takiego zrobiliśmy nie tak? Co spowodowało, że przestałeś nam ufać? Przecież byliśmy sobie… co ja mówię! Nadal jesteśmy sobie bliscy – poprawiła się. – Znam cię aż za dobrze, by uwierzyć, iż był to tylko młodzieńczy wybryk, jakich wiele. Na pewno nie był to wybryk, nie w twoim wypadku.
Adam od dawna uchodził za spokojnego, życzliwego, szczerego i zawsze chętnego do pomocy młodzieńca, na którego można liczyć w każdej sytuacji. Od kilku lat nie zdarzyło się aby odmówił pomocy komukolwiek, aby czymkolwiek zasłużył na naganę. Inni, jak najbardziej, lecz nie on – tak uważali wszyscy jego znajomi. Sam Adam posiadał całkowicie odmienne zdanie i czasami miał już serdecznie dość tej farsy, ciągłego życia w przeświadczeniu, że można go obarczać każdym problemem…
Od jakiegoś czasu ciągle zadawał sobie pytanie, czy nie przyzwyczaił zbytnio otaczających go ludzi do swojego poświęcenia i perfekcyjnego opanowania, pozwalając im zapomnieć o szargających nim emocjach.
Nim odpowiedział minęło parę chwil.
- Nie przestałem wam ufać… – powiedział przenosząc wzrok z okrytej czerwonym dywanem podłogi na wyczekującą twarz matki. Palce zacisnęły mu się automatycznie. Znów został zmuszony do tłumienia swych uczuć – bo nie wiem czy kiedykolwiek zacząłem. Nie będę tego wyjaśniać, czy nie rozumiesz, że to nic nie zmienia? Zrobiliście ze mnie maszynę posłuszną każdemu poleceniu, zupełnie nie zwróciliście uwagi czy mam własne zdanie na jakikolwiek temat! Oczywiście nie specjalnie… - prychnął. – Te cholerne przeprowadzki co pół roku, gra na gitarze, fortepianie, dodatkowy angielski i francuski, służbowe bankiety, gdzie wystrojony jak szczur starałem się wierzyć, iż właśnie tak wygląda szczęśliwe życie, nie wspominając już o… szkoda słów – Adam przestał nad sobą panować skulony w fotelu, obrócił głowę w stronę okna, za którym rzęsisty deszcz raz po raz uderzał w szybę i parapet. Przyglądając się naturze zrozumiał, jak dawno pozbawiono go wolności.
- To dla twojego dobra – tłumaczyła Marta, przeświadczona o słuszności swych przekonań wydawała się zupełnie zapomnieć o tym, co przed chwilą mówił Adam, ponieważ wyraz jej twarzy pozostawał nadal niewzruszony, kamienny. Chłopak nie miał odwagi spojrzeć na nią, nie chciał, nie mógł pogodzić się z tym, że Marta zupełnie zapomniała co znaczy być matką. To bolało. – Aby dojść w życiu do czegokolwiek, musisz poznać osoby, które ci w tym pomogą. Nie możesz liczyć wyłącznie na swoje umiejętności, a te… W każdym razie musisz nadal nad sobą pracować, nie możesz pozwolić, aby ktokolwiek był lepszy od ciebie. Chcesz stać się sławny? Mieć majątek taki, jak mam ja i twój ojciec? Pomożemy ci w tym, ale musisz słuchać tego, co do ciebie mówimy i do wszystkiego się stosować.
- Nie – warknął Adam, tego było już za wiele. – To ty tego chcesz, nie ja! Zresztą, skończmy tą rozmowę, bo do niczego nie prowadzi. Szkoda tylko twoich słów i oddechu…
- Zapominasz się młodzieńcze – rzekła karcąco Marta. – Jestem twoją matką i masz okazywać mi szacunek… zrozumiałeś?
Adam wybuchnął gromkim śmiechem, a to dlatego, że zastanawiał się czy ona naprawdę nie rozumie, iż na szacunek trzeba sobie zasłużyć? Trzeba nie tylko być dobrym mówcą, a przede wszystkim wyśmienitym słuchaczem. Okazać drugiej osobie życzliwość, serce i zrozumienie, dać wszystko czego potrzebuje, wsparcie. Niestety nigdy żadnej z tych rzeczy nie doświadczył, bynajmniej ze strony matki i ojca. Kiedy się uspokoił, skierował swój wzrok na rozzłoszczoną matkę.
- Wiesz na czym polega w moim przypadku efekt śnieżnej kuli? Zawsze tłumiłem w sobie wszelkie sprzeciwy tylko dlatego, aby was zadowolić. Nie raz gryzłem się w język, byleby tylko nie sprawić nikomu przykrości, ponieważ wiem, jak wiele kosztuje egzystencja w dzisiejszym świecie. Pomyśl jednak czy zmienia to chociaż troszkę postać rzeczy. Zawsze wymagaliście ode mnie dużo, oczywiście dla mojego dobra… teraz wiem, że za dużo…
- Zachowujesz się jak dziecko! Wszystko co robiliśmy, robiliśmy dla twojego dobra, a ty nawet nie starasz się wyjść nam na przeciw, dorosnąć. Stanąć na wysokości powierzonych ci zadań.
- Mijasz się z prawdą, a to dlatego, że nigdy nie pozwoliliście mi dorosnąć! Ty i ojciec. Teraz wszystko się zmieni – Adam wstał z fotela i wyszedł nim Marta zdążyła zaprotestować.

Małgorzata Stolarska Ważne chwile”:
Dzień, który przynosi nowe życie, może być niezwykły, tak jak niezwykłe może być życie, które przychodzi każdego dnia.

W pewnym momencie Emilia poczuła na ramieniu czyjąś ciepłą dłoń. Odwróciła się natychmiast. Stał przed nią Marek z kubkiem gorącego kakao w ręce, wyglądał na zmartwionego.
- Nie powinnaś się jeszcze za bardzo przemęczać, ledwie co wyzdrowiałaś – powiedział, wolną ręką odgarniając leżące przed dziewczyną papiery, następnie na ich miejscu postawił gorący napój. – Przyniosłem coś słodkiego, żeby lepiej ci się pracowało. Tylko musisz uważać, bo jest bardzo ciepłe.
- Dziękuję – odparła, chwytając ostrożnie ucho kubka. Upiła troszkę i westchnęła z zadowolenia. – Tego właśnie było mi potrzeba. – Troska o innych to jeden z masy powodów, dla których zakochała się w Marku. Nie musiała nic mówić ani o nic prosić, chłopak zawsze wiedział czego potrzeba jej najbardziej w danym momencie. Jeśli miałaby określić tę cechę jednym słowem, była by to niezawodność czyli jeden z wielu powodów, dla których go pokochała.
- Nie masz już dość, jak na jeden dzień? – zapytała. Marek puścił do niej oczko i usiadł na kanapie, gestem wskazując na kakao. – Bo ja padam z nóg, i mogę się założyć, że gdy wstanę rano będę miała zakwasy… w dodatku jeszcze ten referat – niezgrabnie ułożone kartki zajmowały większą część biurka, na którym Emilia zawsze starała się utrzymać jak najznamienitszy porządek, ponieważ to właśnie tutaj spędzała najwięcej czasu. Teraz jednak nie pora wspominać o szkole, dziś należało świętować chrzciny siostry Marka, małej Angeli. Już od samego urodzenia dziecko zajmowało uwagę wszystkich domowników, jak i gości, bo nikt nie mógł oprzeć się jego urokowi. Nic dziwnego, w końcu Angela była wspaniałym niemowlakiem, spokojnym, towarzyskim, odważnym. Nie bała się nikogo i do wszystkich z chęcią się przytulała. Rozmyślania Emilii przerwał dźwięczny głos Marka.
- Emi, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytał. Nieskrywane rozbawienie odmalowało się na jego twarzy, gdy zobaczył zmieszanie swej lubej.
- Przepraszam, zamyśliłam się – odparła. – To przez to, że masz cudowną siostrzyczkę – dodała. – Co mówiłeś wcześniej?
- Wcześniej mówiłem, żebyś się nie martwiła, bo czekają nas jeszcze jutro poprawiny i chciałbym, żebyś tam była – Emilia zupełnie zapomniała o tym, że jutro rodzice Marka organizują spotkanie dla znajomych oraz sąsiadów, w dodatku jej rodzice zostali również zaproszeni. Cieszyła się, że przynajmniej będzie mogła być blisko chłopaka i Angeli, których ubóstwiała.
- Oczywiście, będę, teraz jednak muszę skończyć ten referat – odkładając pusty kubek, zaczęła segregować papiery, jeden po drugim. Marek tymczasem podszedł do niej i nachyliwszy się wyrecytował temat pisanej pracy:
- Wolność kobiet w dwudziestym pierwszym wieku, jako era bezwzględności tolerancyjnej i podziału płciowego… Bardzo ciekawe, sama wybierałaś?
Emilii podobało się to, że chłopak ciągle ją zaczepiał, teraz jednak musiała być skoncentrowana, dlatego chrząknęła znacząco.
- Dobra, już się nie wtrącam – bronił się, wracając na wygodne łóżko.

Dwadzieścia minut później mogła już przepisać swój referat na czysto do komputera i wydrukować. Chociaż wewnętrznie czuła, że nie zgadza się z ani jednym zapisanym tam słowem, postanowiła nic nie zmieniać. Magister Kolczewska była zapaloną feministką i nauczycielką, to feralne połączenie sprawiało, że wypracowania musiały być zgodne z jej przekonaniami. Jeśli ktokolwiek chciał szczęśliwie zaliczyć semestr, musiał się podporządkowywać i przynajmniej na chwilę przejąć jej tok myślenia. Trudno, pomyślała Emilia ziewając ze zmęczenia. Niech i tak będzie, wystarczy zaliczyć.
- Uhu, ktoś tu potrzebuje się wyspać – odezwał się Marek. – Idź szybko do łazienki i przebierz się. Rano powinnaś być rześka i wypoczęta, a ja przepiszę twoje zadanie i wydrukuję.
- Nie ma potrzeby, dam sobie radę – czy było tak naprawdę?
- Wiem, że dasz sobie radę, ale ja chcę ci pomóc, uparciuchu – droczył się, chociaż ton jego głosu jasno wskazywał, że powinna zrobić to o co prosi. Nie miała siły zaprzeczać, jak zwykle Marek miał rację. Nic dodać nic ująć, wyjęła więc ze stojącej w pobliżu szafy piżamę i udała się do łazienki. Chłopak zaś zrobił to co powiedział, usiadł do komputera, przepisał referat i wydrukował nim Emilia zdążyła wrócić do pokoju. Rozmawiali jeszcze przez chwile leżąc na łóżku, nie trwało to jednak długo, ponieważ dziewczyna zasnęła bardzo szybko. Marek opuścił łóżko, przykrył Emilię i ucałowawszy ją w czoło, ruszył w stronę biurka. Zostawił krótki liścik, który złożony czekał do rana na adresata.

Gabriel Garcia Marquez Miłość w czasach zarazy”:
Jedynym bólem jaki przeraża mnie w śmierci, jest to, że można umrzeć nie z miłości.

Budynki migały za szybą pędzącego samochodu z zawrotną prędkością. Marek właśnie wracał do domu, wystukując na kierownicy rytm swojej ulubionej piosenki Iceflowers, której dźwięki posłusznie ulatywały z głośników radia. Cieszył się na samą myśl o jutrzejszym spotkaniu z Emilią i postanowił ze spokojem wyczekiwać nadchodzącego poranka. Chciał móc spędzać każdy dzień ze swą dziewczyną, ponieważ były to najwspanialsze chwile, wplatające się na stałe w jego pamięć. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Zresztą bardzo często wspominał moment, kiedy spotkali się po raz pierwszy. Był to przeciętny zimowy dzień jakich wiele. Biały puch topił wszystko dokoła, a wyglądające zza szczytów drapaczy chmur słońce delikatnie ogrzewało zimne, styczniowe powietrze. Szedł właśnie do księgarni, w której ukazać się miała najnowsza książka z serii Najmroczniejsze morderstwa i sprawy kryminalne drugiego tysiąclecia. Nim jednak zdążył wejść do sklepu zauważył jak pewna młoda dziewczyna poślizguje się na pokrytym lodem betonie i upada na rękę. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedział, że spędzi z nią najbliższe dwa lata swojego życia. Dlatego też poszedł, pomógł jej się pozbierać i zapytał czy nie potrzeba wezwać pogotowia. Odmówiła. Marek nie chcąc dać za wygraną, grzecznie choć z pewnym zamysłem, poprosił o numer telefonu. Zadzwonię jutro i sprawdzę, czy aby na pewno wszystko w porządku, pomyślał wtedy. Na szczęście dziewczyna nie doznała żadnych większych obrażeń poza kilkoma siniakami, które znikły zanim zaczęli się na dobre spotykać. Gdyby teraz ktoś mu powiedział, że w wieku osiemnastu lat spotka kobietę swoich marzeń, zapewne by nie uwierzył…
- Jak dobrze czasem powspominać – szepnął sam do siebie, gdy wjeżdżał na główną drogę prowadzącą do miasta. Chociaż jechał zaledwie półgodziny, zegar wskazywał już czwartą nad ranem. Zdecydowanie nie powinien tak długo przebywać u Emilii, przecież ona dopiero w tym roku skończy osiemnaście lat. Musi się wysypiać.
Nagle z pobliskiej drogi na jezdnie ktoś wyszedł, niestety było zbyt daleko, aby od razu stwierdzić czy jest to kobieta czy mężczyzna. Marek automatycznie zaczął naciskać hamulec, zmniejszając prędkość. Zauważywszy, że jest to mężczyzna w mniej więcej jego wieku, zatrzymał całkowicie samochód na poboczu i uchyliwszy szybę spojrzał na nieznajomego. Ten natychmiast podszedł do pojazdu i nachylił się.
- Cześć, jestem Adam, mógłby mnie… mógłbyś mnie podwieźć do miasta – poprawił się dopiero, gdy przy świetle lampek dostrzegł młodą twarz.
- Okej, wsiadaj – odparł Marek, otwierając zamek w drzwiach. Obcy mężczyzna za przyzwoleniem włożył torbę do bagażnika i zasiadł na miejscu dla pasażera. Zapadła niezręczna cisza. Adam w zamyśleniu zastanawiał się, czy dobrze zrobił pakując się i uciekając z domu. Chociaż zdał sobie sprawę, że jest tchórzem, uciekającym przed konfrontacją z rzeczywistością to i tak, gdyby miał wybór, zrobił by to samo. Niestety rodziców się nie wybiera. Gdy zauważył, że z naprzeciwka rozpędzony tir, kierował się prosto na nich zerknął w kierunku Marka. Ten niestety leżał nieprzytomny, czołem opierając się o kierownicę… Chwilę później Adam rozpoznał huk zderzenia i poczuł, jak niesiony nieznaną mu siłą wylatuje przez przednią szybę samochodu. Nim skończył się świat, zdążył poczuć otulające ciepło… i brak obecności kogokolwiek. Nie było nawet bólu, świadczącego o tym, że żyje… zupełnie nic. Szara ciemność pochłaniająca wszystko dokoła, to jedyne co zapamiętał, ponieważ nadeszła niespodziewanie.

***

Emilia obudziła się jak zwykle około ósmej rano. Ziewając i klnąc obolałe ciało, zauważyła, że na jej biurku leży karteczka. Małe zawiniątko zawierało krótki opis i napisaną przez Marka wiadomość.
Dla Emi.
Każdego dnia kocham Cię bardziej... Dziś - jeszcze więcej niż wczoraj, a i tak mniej niż jutro. Twój na zawsze.

Z ust Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:
Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza.


Marta została zmuszona do tego, aby dostać się do biura siłą. Ominąwszy recepcję i siedzących w pobliżu wejścia funkcjonariuszy, przekroczyła próg gabinetu komisarza Rota zatrzaskując drzwi. Na skórzanym fotelu siedział starszy mężczyzna z ogromną bruzdą na prawym policzku. Ubrany w koszulę i beżowe spodnie spoglądał na kobietę spod swych przyciemnianych okularów.
- Nie macie prawa mnie tak traktować – rzuciła ze złością. – Nikt nie chce mi nic powiedzieć i cały czas powtarzacie, że wszystko będzie dobrze i znajdziecie Adama. Jakoś nie wierzę byście robili cokolwiek poza stękaniem w te wasze wygodne stołki! – Marta zaczęła się gotować ze złości, chociaż wcześniej planowała tylko dać upust emocjom, a potem wyjść to teraz chciała wziąć sprawy we własne ręce, skoro nikt inny nie chce jej pomóc. Musi za wszelką cenę odnaleźć swojego syna… Tego pragnęła teraz najbardziej, znaleźć i przytulić swoje dziecko, prosić je o wybaczenie. Czy to naprawdę aż tak dużo?
- Proszę usiąść – odparł mężczyzna, wskazując kobiecie krzesło. – Jest mi naprawdę przykro, ale właśnie dowiedzieliśmy się, że pani syn miał wypadek samochodowy i nie żyje… naprawdę mi przy… - tego było zbyt wiele, jak dla Marty. Nim komisarz zdążył się zorientować, kobieta odwróciła się na pięcie i wyszła. Nawet nie zapytała… dlaczego uwierzyła na słowo? Nie to nie możliwe, mój syn musi żyć, myślała. W pewnym momencie doznała olśnienia, wiedział już jak ma postąpić. Z kieszeni marynarki wyciągnęła telefon, wykręciła jakiś numer i wyczekiwała sygnału, nie usłyszała jednak żadnego odzewu, ponieważ nagle poczuła ogromny promieniujący na ramię ból w klatce piersiowej. Nie pozwalał jej oddychać. Dusiła się powoli…
- Idę do ciebie, synku – wymruczała. Tracąc świadomość spostrzegła jedynie, pędzącą w jej stronę osobę, która coś krzyczała… ręka… serce… może… zawał… pogotowie.

Dwa lata później.
Przytulny gabinet oświetlała jedynie nocna lampka, stojąca na szklanym biurku, wśród rozmaitego typu segregatorów i notatek. W świetle jarzeniówki nie widać było twarzy rozmawiających ze sobą mężczyzn.
- Skąd ta pewność? – zapytał pierwszy, przeglądając otrzymane dokumenty.
- Właśnie stąd. Jak pan widzi, panie doktorze, nie zgadza się grupa krwi chłopaka, który zmarł w tamtym wypadku. Zupełnie tak jak i tego drugiego młodzieńca.
- Hipoteza – tym razem nie było to pytanie, a stwierdzenie.
- Uważam, że doktor Rogalski popełnił błąd i przeszczepiono nie tę twarz co trzeba. To pan Adam HERSKI przeżył wypadek… nie Marek Zarzecki. Na to wskazują badania krwi, a doktor Rogalski zapewne nie zauważył drobnej nieścisłości i przeszczepił twarz Zarzeckiego Herskiemu. W ten sposób dał mu szansę na zupełne inne życie.
- Jeśli pana teoria jest prawdziwa, musimy coś zrobić – odparł drugi. – Chyba, że…
- Chyba, że doktor Rogalski będzie chciał zachować to wszystko w tajemnicy i spokojnie odejść na emeryturę. Jak pan myśli, milion złotych to odpowiednia cena za milczenie?

Koniec



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 14.12.2009r.

1     

Lilka 14 12 2009 (17:09:06)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Oczywiscie zapomniałam oceny...

Lilka 14 12 2009 (15:34:49)

Jest jeden błąd interpunkcyjny na samym końcu. Poza tym nie widziałam błędów. Fabuła jest interesująca, wciągasz czytelnika. Niby taka codzienna, ale pisana takim językiem, że naprawdę ciekawi. Koniec wydaje się tajemniczy, aby go zrozumieć, musiałam czytać kilka razy. Opowiadanie pewnie byłoby całkiem dobre, a biorąc pod uwagę to zakończenie - niespodziewane - jest bardzo dobrze.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(20): 16 gości i 4 zarejestrowanych: exother, Kamil M. Jaszczak, Mii, Kirus

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl