Pseudonim: BlackQueen
Imię: Olka
Skąd: Straberry Fields
O sobie: Po dość długiej (rok, dwa?) nieobecności oświadczam wszystkim, że wróciłam i mam zamiar wziąć się do roboty. Chętnie zmieniłabym nick, ale jestem zbyt leniwa, by to zrobić, więc pozostanę przy smętnej emo-goth blackqueen.
Napisanych prac:
- wiersze: 69
- proza: 7
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 295 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Baśń o Utopii" 18.12.2010
"Margines cz.4" 11.05.2009
"Preludium cz. 1" 29.11.2009
"Margines cz.3" 01.05.2009
"Tajemnicze, zielone ślepia" 07.04.2009

Inne prace tego autora:
"Margines cz.4" 11.05.2009
"Margines cz.2" 01.05.2009
"Margines cz.3" 01.05.2009
"Preludium cz. 1" 29.11.2009
"Tajemnicze, zielone ślepia" 07.04.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Baśń o Utopii

Było sobie raz Drzewo, tak mądre i monumentalne, by być godnym nazywać się światem. Każdego dnia Drzewo gubiło jeden listek, by z świtem narzucić na swe ramiona drugi. Jego smukłe, wrzecionowate palce muskały koniuszkami paznokci fundamenty niebiańskiego sklepienia – miejsca zakazanego i tajemniczego. W dużych, przestronnych komorach pnia gniazda uwili sobie jego mieszkańcy – woskowe istoty, o kruchych sercach i duszach z ołowiu. Ulegli i łagodni, żyli w blasku harmonii i szczęścia, opływając w dostatku i wszelkich dobrach, zaścielających zielenią każdy skrawek ich krainy. Namiętną czcią otaczali wszystko, co żywe i dobre, a pech i nieszczęście omijały ich domostwa szerokim łukiem. Sznury wonnych, kwiatowych pączków oplatały ich szyje i ramiona, szalem beztroski otulając ich umysły. Drzewo dało im życie, oni odpłacali mu się bezgranicznym oddaniem i posłuszeństwem. Ich wysublimowane, perfekcyjnie skonstruowane umysły, posiadały tylko jedną, subtelną skazę – ciekawość. Drzewo było jednak zbyt zajęte, by na tę drobną ułomność zwrócić jakąkolwiek uwagę. Muzyka i poezja, w ich duszach płonąca strzelistym płomieniem nie była przecież uchybieniem mogącym naruszyć odwieczną równowagę, utrzymującą w ryzach gałęzie ich karmiciela. Ludzie byli jednak o wiele bardziej inteligentni i przebiegli niż ktokolwiek mógłby podejrzewać. Coraz częściej zapuszczali się na zakazane tereny, zmagając się z nieodpartym pragnieniem odkrycia czających się w niebiosach sekretów. Z upływem lat miejsce to obrosło perlistą i kuszącą pajęczyną legend. Lawiny monet, skrzynie pełne szkarłatnoczerwonych rubinów, błękitnych jak wiosenne niebo i dojrzewająca trawa szmaragdów i tych najpiękniejszych – diamentów, a nawet srebrzyste pola i sady opływające w sterach złocistych jabłek i pomarańczy. Nikt nigdy nie śmiałby jednak, powiedzieć tego na głos. Nikt też nie sądził, iż ktokolwiek mógłby zapragnąć złamać święte zasady i owe skarby posiąść na własność. Znaleźli się jednak i tacy śmiałkowie, bowiem dla podniebnych ludzi nie istniało nic niemożliwego. Wdarli się na górę, raniąc ostrzami chciwości, próżności i nieposłuszeństwa ramiona swego rodziciela. Wrota nie były dla nich zamknięte, bowiem byli oni jeszcze czyści od krwi, a istota bezimiennej niecnoty nie była im jeszcze znana. Uchylili bramy otulone zatęchłym odorem śmierci, który niemal natychmiast pozbawił ich dusze mentalności. Niebo nie było miejscem obiecanym – krainą szczęścia i wiecznego słońca, o której tyle im opowiadano. Gryząca woń goryczy i smutku, gładką falą zsuwała się z martwych, ostrych jak brzytwy skał, wypełniającą ich płuca i umysły, zalepiając powieki, a w uszy sącząc szept zniewolenia. Po chwili ich dusze czerniły się głębokim odcieniem mroku. Był wśród nich jednakże młody czarnoksiężnik, szczycący się prócz znamienitych umiejętności pokorą ducha i skromnością, a także rozsądkiem. Otuliwszy się szczelnie płaszczem z nici pokornika, zdołał cząstkę swej duszy, czystej jeszcze, obronić i zaklął ją w postaci srebrnego klucza, po czym rzucił się ze szczytu, niosąc go za sobą, ku terenom podległym podniebnemu ludowi. W samym sercu ciemności czaiło się zło krystaliczne, mroczna strażniczka zła - Utopia. Paraliżowała ciało i umysł, w kajdanach ułomnego spokoju i senności spowijała istnienie nieświadome podstępnego zagrożenia. Spotkanie z owym monstrum, z pozoru zupełnie niegroźnym, było iście straszliwe w konsekwencjach. Wdzierała się w głąb serca, otulając je swymi śnieżnobiałymi mackami. Wabiła swym powabem, ulotną niewinnością i delikatnością, niczym kwiat muchołówki, przyciągając do siebie bezradne roje robactwa. Subtelna i dobitna, nieskończenie potężna, uwodząc i kusząc swym powabem. Kwintesencja czystego piękna. Wystarczyło tylko przymknąć powieki i na choćby chwilę utracić czujność, by zachłysnąć się jej urokiem i magią. Upojnym oddechem miażdżąca wszelką wolę i niezależność, chłodnym, figlarnym spojrzeniem gotowa spętać nawet największego, najlepszego i najpotężniejszego wojownika. Skinienie jej koronkowego paluszka może pozbawić go nie tylko siły. Cena jaką trzeba było zapłacić za jej towarzystwo, była naprawdę przerażająca. Pożądała czegoś więcej niż tylko marne ludzkie zmysły i rozsądek. Łowiła dusze, życie bez niej straszliwym jest losem. Tylko siódmy syn siódmego syna – istota czystą magią naznaczona jeszcze przed poczęciem mogła umknąć przed zgubnym działaniem Utopii. Mrok szkarłatem rozlewał się po krystalicznym błękicie nieba, paznokcie wbijając w jego nagie, niewinne ramiona. Dusze ich, nieodporne i nieprzygotowane na tak straszliwą plagę, samoistnie oddały się w jego władanie. Serca podniebnych ludzi powoli zarastały mrokiem, twardniejąc i krzepnąc, ulatywało z nich choćby wszelkie wspomnienie zdolności współczucia. Kiedyś – wrażliwi i prostoduszni, teraz z łatwością unieśliby Wielki Mur Chiński palcem serdecznym, by potem z premedytacją i złośliwym uśmiechem na ustach, jednym ruchem kciuka zamienić go w pył. Zazdrość i obłuda, podstępne robactwo, zżerało ich dusze, które pęczniały i gniły, by wreszcie rozpaść się na kawałki. W końcu listki przestały rosnąć, a świat pogrążył się w chaosie. Srebrny kluczyk, wysunąwszy się z kieszeni właściciela, po długiej podróży pomiędzy gałęziami spoczął wreszcie na ziemi. Drzemał sobie cichutko u gasnących stóp Drzewa, na maleńkiej, spowitej w woalach zapomnienia wysepce, o dźwięcznym imieniu Samotność. Wkrótce przybrał on ciało kwiatowego pączka, o ulotnej i delikatnej niczym chmurka postaci. Płatki rosły i rozwijały się, spijając z powietrza esencję księżycowej rosy, chłonąc cienie promieni słonecznych, wciąż jeszcze skradających się po drżących gałązkach. Pragnął jednakże czegoś szczególnego, by w końcu móc się obudzić, więc w skupieniu wyczekiwał na swe wybawienie, otulony piaskami czasu. Listków było już coraz mniej. Topniały i gniły, niczym śniegowy bałwan na wiosennych powietrzu, z radością oddając swe rozkładające się dusze w kościste ramiona końca. Życie nie było wtedy beztroską i przyjemnością. Kończyło się i poczynało, czepiając się żarliwie wysuszonych prętów istnienia. Tylko Samotność wciąż jeszcze tliła się nadzieją, bowiem nie była jednak aż tak samotna. Wysoko, w gałęziach czarnego bzu, żywot uwił sobie człowiek o duszy czystej i przejrzystej, jako że nie skażonej jeszcze ponurym wianem ciemności, tylko ze względu na to, iż posiadał niezwykły, poznaczony piętnem czasu płaszcz, utkany z włókien pokornika, gotowych obronić go przed jarzmem mroku. Traf chciał, że młodzieniec, wędrując wzdłuż skraju miejsca swego zamieszkania, natknął się na dziwną istotę, o pięknie tak subtelnym i delikatnym, że z miejsca obdarzył ją miłością tak głęboką i gorącą, iż mroki, czując jej upajający zapach uciekały, jak tknięte zarazą. Otoczył ją troską, trwając przy niej nocami, dniami, powoli splatając z nią nici swego istnienia. Po chwili nie mógłby już bez niej żyć. W końcu pączek się przebudził, a był to widok tak cudowny i oszałamiający, że młodzieniec, padłszy mu do stóp, z miejsca przyrzekł mu dożywotnie oddanie. Spomiędzy płatków wyłoniła się niewiasta, promieniejąc czułością i powabem. Żyli sobie tak, w szczęściu i radości, pod szczelną kopułą łączącego ich uczucia. Wkrótce na świat przyszły ich dzieci, sześcioro chłopców o jasnych złocistych lokach matki i malachitowych oczach ojca. Czas rzeźbił ich lica, słońce smagało swą jasnością. Nikt jednak nie zdołał przewidzieć czającej się w mroku tragedii. Czarni Rycerze, słudzy zła i obłudy, podstępem wślizgnęli się na wyspę, niczym huragan, plądrując i niszcząc wszystko na swojej drodze. Mieszkańcy wysepki, z natury swej łagodni, nie pozbawieni jednak odwagi stanęli do walki, w obronie swojej ojczyzny. Polegli wszyscy, co do jednego, krwią znacząc białe piaski. Tylko matce, pod sercem noszącej ostatniego, siódmego potomka, udało się umknąć przed morderczym jarzmem Mrocznych Rycerzy. Lata mijały, a siódmy syn z podlotka przeistoczył się w młodzieńca, o gorącym sercu i ognistej naturze. Valestil – bo tak też brzmiało jego imię, z siedemnastą wiosną, spakował cały swój skromny dobytek w wędrowny tobołek, by zgodnie z wiekuistą tradycją udać się na poszukiwanie swego przeznaczenia. Matka jego, wciąż jeszcze powabna i zachwycająca, być może dzięki zbawiennemu działania mocy świętego Drzewa, leżąc już na łożu śmierci, wyznała mu całą prawdę, nie kryjąc żalu. Nie był bowiem tylko zwykłym człowiekiem – powstawszy przecież z krwi siódmego syna i nimfy, z Nadziei zrodzonej, był ich siódmym potomkiem – istotą, od urodzenia naznaczoną mocą magiczną. Valestil przyobiecał jej pomścić śmierć ojca i braci, a ona wręczyła mu srebrzysty kluczyk, zakończony parą iskrzących, jakby utkanych z pajęczej sieci skrzydełek, nakazując strzec go jak najpilniej. Kluczyk był bowiem jedyną nadzieja krainy, mogący raz na zawsze rozprawić się z ciemnością. Stanowił on narzędzie iście śmiertelnie niebezpieczne i mimo swej delikatne konstrukcji, gotowy był wyrządzić zło tak okrutne, z jakim nikt do tej pory żyjący nie miał jeszcze do czynienia. Swego właściciela uzależniał od swej obecności jak narkotyk, czerpiąc z niego witalność i życie, chyba, że miał on w sobie tyle siły by mu się przeciwstawić. Każdy kto go posiadał mógł jednak dysponować niesamowitą potęgą – władzą nad życiem i śmiercią, dlatego właśnie był on przedmiotem ogromnej wagi i dla dobra Drzewa i wszystkich jego mieszkańców należało go skutecznie unicestwić, by zakończyć panowanie Mroku. Niestety, nie było to proste zadanie. Należało bowiem zniszczyć go u źródła, w samym sercu Ciemności. Valestil, spragniony przygód i chwały ruszył więc w górę, śladami pierwszych odkrywców. Wiele przygód przeżył podczas swej wędrówki, wiele razy zawrócił z drogi, by w końcu dotrzeć do granicy znanego mu świata. Przeżył starcie z Eukalianem – złowieszczym stworem o hipnotyzującym spojrzeniu, Rybałtą, Krybenami i innymi straszliwymi przedstawicielami tamtejszej przyrody. Pod czujnym okiem tajemniczego maga Bernira – towarzysza podróży, jednego z członków pradawnej wyprawy na szczyt drzewa, a także oddanego przyjaciela uwolnił drzemiącą w nim siłę i rozwinął swe umiejętności. Valestil wiedział bowiem, iż na szczycie może czekać go coś potężniejszego niż mógłby przypuszczać. Z upływem czasu zmysły Utopii stępiły się nieco, jednak wciąż nie łatwo było ją oszukać. Na nic nie zdałaby się siła mięśni – tu trzeba było podstępu. Zamki i kłódki nie były dla nich przeszkodą. Bocznym wejściem przekradli się przez mury królestwa Ciemności, nie wiedząc, iż stąpają wprost we paszczę śmiercionośnej machiny – straszliwej Moreny, jednej z dwunastu mrocznych strażników wrót – dzieci Utopii. Bezlitosna Pajęczyca o dwunastu morderczych odnóżach i ślepiach jednym spojrzeniem zabić gotowych. Napadła na nich znienacka, tryskając lepką siecią i spowijając ich bezwładne ciała w kokonie pajęczych sieci. Nie tracąc zimnej krwi, potężny mag wzniecił ogień podpalając gęstą, białą mgłę otulającą każdy zakamarek jaskini potwora. Płomień trysnął, oblewając wszystko żarem. Ogień otworzył im drogę ucieczki, wiodąc wprost w objęcia Mroku. Morza i oceany krwi, ból i cierpienie oraz klęska Drzewa dały Utopii ciało. Nie była ona już tylko niematerialnym duchem, uwięzionym w eterze. Była istotą z krwi i kości. Klucz przyciągał ją niczym magnez, jak płomyk świecy, wabiący do siebie otumanione ćmy. Jego zapach budził w niej najgorsze żądze, tak przerażające, że wymówienie ich na głos samo w sobie byłoby najokropniejszym przekleństwem. Miała pełną świadomość, iż mógłby pozbawić ją wszystkiego, nie mogąc sobie jednak odmówić przyjemności posiadania go na własność. Ogarnięta ogniem gniewu i chciwości, niszczyła wszystko, co śmiało stanąć jej na drodze. Gdy miała go na wyciągnięciu ręki, żądza dosięgała wrzenia czyniąc ją jeszcze bardziej potworną, krwiożerczą bestią, z siłą pocisku armatniego uderzając w jej achillesową piętę. Utopii nie można było już zatrzymać. Żarliwy ogień, rozpalający jej wnętrzności pochłonął przedmiot jej uwielbienia, nim zdążyła obdarzyć go choćby jednym spojrzeniem. Zrozpaczona Utopia rzuciła się w otwarte wrota, pociągając za sobą jedenaścioro swego odrażającego potomstwa. Wieki minęły, nim Drzewo w pełni zdołało wrócić do dawnego rytmu. Wrota zamknięto na cztery spusty, a ślady wszelkie po nich zatajono, tak by nikt nigdy już nie ośmielił się uchylić ich tajemnicy. Skarby, znalezione w siedzibie Ciemności po równo rozdzielono między mieszkańców, a Valestil i Bernir wzniesieni zostali do glorii bohaterów. Po szczęśliwym powrocie maga i jego ucznia wydano wielką ucztę, trwającą przeszło siedem dni i siedem nocy. Potomkini Utopii, przerażająca Morena, zdołała jednak ujść z życiem. Pozbawiona mocy swej stworzycielki, została obdarta swych zdolności i zaklęta w ludzkiej postaci. Valestil odnalazłszy ją, wpoił jej miłość do ludzi i świata, by w końcu uczynić ją swoją żoną. W Krainie Drzewa nastał złoty wiek. Niestety, nie na długo.



Płeć: nieznana
Ocena: 5.6
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 18.12.2010r.

1     

SunDropLady użytkownik 06 10 2013 (14:13:08)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Posługujesz się wspaniałymi metaforami, głównym atutem tej historii jest właśnie barwny, baśniowy język. Złożone i subtelne zdania składają się na opowieść dość oryginalną i inspirującą. Nie można odmówić Ci fantazji i wyrobionego, lekkiego stylu. To jest po prostu śliczne i pełne wdzięku. W moim odczuciu zasłużyłaś na wysoką notę.

alkaria Użytkownik wpmt 10 07 2012 (17:23:38)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Baśń - nieco zapomniany w ówczesnym świecie gatunek, a jakże piękny. Twoja "Baśń o Utopii" wciągnęła mnie już od pierwszego zdania i zaintrygowała do tego stopnia, że przeczytałam tekst dwa razy :) Gratuluję wyobraźni, stworzyłaś cudowną historię. W dodatku taką, która powinna doczekać się kontynuacji; ostatnie zdanie jest zaledwie zapowiedzią dalszego ciągu, który mam nadzieję, kiedyś powstanie. Podobają mi się kwieciste epitety, bogate słownictwo i sposoby konstruowania zdań. Kilka błędów znalazłam, wszak mało zauważalnych, więc nie będę się czepiać, z uwagi na to, iż to niezwykła baśń. Daję szóstkę :)

Jassmine Użytkownik wpmt 02 04 2012 (21:58:03)

Użytkownik ocenił pracę na 6

To jest niesamowite... Utopia... otwarta kompozycja tekstu. Mniam :)

Domi005 Użytkownik wpmt 27 12 2010 (21:10:17)

Jaką ty masz fantazję! Moim zdaniem wszystko było idealnie przemyślane. Wciągnęła mnie ta baśń. Była wspaniała.

Domi005 Użytkownik wpmt 27 12 2010 (20:52:18)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jaką ty masz fantazję! Moim zdaniem wszystko było idealnie przemyślane. Wciągnęła mnie ta baśń. Była wspaniała.

Anima użytkownik 20 12 2010 (18:27:51)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ech, umiesz budować napięcie! Wprowadziłaś mnie w piękny świat, świat, w którym działo się zło i zło zostało pokonane. Doprowadziłaś wszystko do pięknego, przemyślanego zakończenia, pozwoliłaś Drzewu odrodzić się, a... A zakończyłaś ową baśń w takim pasjonującym momencie! Jestem zrozpaczona i mówię to szczerze! Postać Utopii bardzo mnie intrygowała, jej zło, jej plan i przemyślane pułapki. No cóż, widać, że wszystko zostało przez ciebie zaplanowane w każdym calu, określenia dobrane tak, aby budzić podziw i ciekawość.
W sumie, jestem zadowolona. Zdarzały się małe pomyłki interpunkcyjne, ale biorąc pod uwagę długość tekstu - mogły się zdarzyć. Ostatecznie dostajesz piątkę. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(46): 46 gości i 0 zarejestrowanych: