warto go przeczytać
Pseudonim: DamaKier
Wiesz, nauczyłam się każdy dzień swojego życia czynić wyjątkowym. Cieszyć się z takiego drobiazgu, żeby wierzyć, że właśnie przeżyty dzień był niezwykły. I ciągle mieć wrażenie, że to wszystko czemuś służy i ma sens. Nigdy ci o tym nie powiedziałam, no bo po co, no bo jak? Przecież gdybym powiedziała ci: wiesz, Kochanie, dziś kupowałam igły, to było ekscytujące przeżycie, śmiałbyś się.
To jest zupełnie niecodzienne, pomyśl: kupować igły! Takiego zakupu dokonuje się raz na jakiś czas, możliwe, że raz na życie, starczają na długo. Używa się ich tylko właściwie do przyszycia jakiegoś guzika, albo do zszycia rozprutej bluzki, więc jeżeli tylko się nie pogubią to będą, będą i będą. A ja tego właśnie dnia szłam do pasmanterii kupować igły i było mi z tym niewyobrażalnie dobrze. Aż się sama do siebie uśmiechałam, szczęśliwa, że w moim życiu dzieje się coś zupełnie niewiarygodnego. Śmiałbyś się też, gdybym powiedziała ci, że szłam do tej pasmanterii pieszo, zamiast jechać tramwajem. Chciałam tą chwilę przeciągnąć w nieskończoność, nacieszyć się nią.
Dalej już wiesz jak to wszystko wyglądało. Wróciłam do domu, a ty czekałeś na mnie w pokoju, skrajnie smutny. Długo nie rozumiałam o czym ty mówisz do mnie, może dopiero kiedy zobaczyłam zadrukowane kartki papieru z listami od niego, zrozumiałam sens twoich słów. Sama drukowałam te listy, skrzętnie składałam je i ukrywałam gdzieś w książkach, do których nigdy miałeś nie zajrzeć. Zajrzałeś. Musiałeś czytać je wiele razy, były wymięte, jestem pewna, że moje wielokrotne czytanie nie zrobiło im aż tylu szkód, traktowałam je przecież jak relikwie. Nie chciałeś słyszeć, że na nie nigdy nie odpisałam, nie wierzyłeś w to. A nawet jeżeli, to dokładnie zdawałeś sobie sprawę, że w tyle mojej głowy mieszka informacja, że on czeka na mnie. I że będzie czekał.
Na mnie wtedy ta świadomość też spadła. Że on czeka. Mówiłeś do mnie, tak dużo mówiłeś, a ja nawet nie wiem, czy słyszałam połowę tych słów. Może miałeś nadzieję, że w końcu powiem: „przecież to nic nie znaczy”, i ty w to uwierzysz. A ja milczałam. Wtedy myślałam tylko o tym, że kiedy w końcu odejdziesz, powiem mu, że już nie musi czekać. Przyznam ci się jeszcze jaka okropna jestem, jaki mam paskudny charakter… Jesteś pewien, że chcesz to słyszeć? Może lepiej zachowaj w swojej pamięci obraz lepszej mnie, tak jakbym była zmarłą krewną, o której nie wypada dobrze myśleć? No dobrze, to ci powiem. Przyznam ci się, że przeraził mnie brak nieszczęścia kiedy wynosiłeś z naszej łazienki swoją maszynkę do golenia. Może przez chwilkę przebłysk żalu, że zdjęć tyle, że ślub, no i że co ja zrobię jak mi znów spadnie półka z książkami.
To mi pokazało, że nie umiem być dobra. Ani szczera. To mi pokazało, jak bardzo chciałam, przez te wszystkie lata, żebyś odszedł. Bo kiedy wyszedłeś już nie było żalu. Ogołocone z twoich rzeczy półki jakoś nie straszyły pustką. Nie było też cicho. Nagle było głośno, nagle zrobiło się głośno i kolorowo w moim świecie. To było stokroć bardziej ekscytujące niż kupowanie igieł. Po raz pierwszy mogłam zrobić to, o czym marzyłam od miesięcy, bez strachu, że kogoś tym urażę. Złapałam kilka książek, które planowałam przeczytać i nigdy nie mogłam, bo poświęcałam ci najmniejszą chwilkę swojego czasu. Zmyłam oczy i zdjęłam tą koszmarną, brązową sukienkę, którą tak lubiłeś. Pamiętasz ją? Ciężki materiał zawsze mnie drapał, ograniczał ruchy, nie mogłam w niej biegać za tramwajem. I tak, wtedy zadzwoniłam do przyjaciółki. Mogłam z nią w końcu naprawdę długo rozmawiać, ale ona jakoś się do tego nie kwapiła. Usłyszałam wyrzut, że nie odzywałam się od tygodni, a po kilku minutach wykręciła się czymś i rozłączyła. Było mi przykro, ale jakoś nawet o tym nie myślałam. Bo teraz nadszedł moment na telefon do niego. Żeby mu powiedzieć. Że wszystko się zmieniło, że w końcu mogę z nim porozmawiać, że przecież teraz już będzie dobrze. Powiedzieć mu, że go przepraszam.
Znasz mnie, i wiesz, że zadzwoniłam. Zdziwił się. „Chyba nie myślałaś, że będę sam”. Roześmiał się i to mnie zabolało. Przecież tak pisał, sam to czytałeś. Zaproponował mi spotkanie, „ale tak wiesz, bez zobowiązań”. A kiedy odmówiłam dodał: „no, chyba go dla mnie nie zostawiłaś?”. Teraz już wiem, że nie dla niego, a dla głupiego marzenia. Dla tej głupiej chęci, żeby mieć coś innego niż się ma. Wtedy zapragnęłam odczuć ten żal po twoim odejściu, ale taki wiesz, prawdziwy. Nie ten, że z nim nie wyszło, że okazało się… no, sam wiesz, i że zostałam w takim razie sama. Nie żal z samotności, ale żal z bycia bez ciebie. Chyba nie jestem dobrym człowiekiem.
Wiesz, że nasz czajnik bardzo miłą melodyjkę wygwizduje? Dopiero teraz to odkryłam, bo od kiedy się wyprowadziłeś nie ma nikogo, kogo by denerwowała. Wobec tego mogę jej sobie słuchać do woli, nie muszę biec jak najszybciej, żeby wyłączyć gaz.
Może napijesz się teraz ze mną? Napij się, przecież tyle razem przeszliśmy. I znasz mnie od lat. I oboje jesteśmy nieszczęśliwi, będzie nam raźniej.
Nie pytaj nigdy po co ci to opowiadam, słuchaj, przecież mnie znasz i wiesz doskonale, że ja sama zdaję sobie sprawę z zupełnego braku sensu. Może to będzie sposobem na autokorektę. Wiesz, tak dziwnie – dzięki temu wykorektoruję siebie i stworzę nową. Inną, lepszą.
I mam tylko jedną prośbę: nie proponuj mi powrotu. Bo się zgodzę.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 15.01.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 15 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii