Pseudonim: Mozzie
Imię: Gosia
Skąd: Kraków
O sobie: "If you want a happy ending, that depends, of course, on where you stop your story" ~ Orson Welles
Napisanych prac:
- nowości: 7
- wiersze: 63
- proza: 15

Średnia ocen: 5.1
Użytkownik uzyskał: 401 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Stres" 31.12.2011
"Ukartowana" 17.01.2012
"Wyznania pralkoholika" 08.10.2011
"Rozwiane popołudnie" 18.12.2011

Inne prace tego autora:
"Wiśnie" 28.04.2012
"Z wynurzeń huśtawki..." 06.10.2011
"Nowo(nie)żeńcy" 17.11.2011
"Pięciolistna koniczynka..." 05.04.2012
"Ukartowana" 17.01.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Audycja, "Wyzwanie Prozatorskie", I etap

Bywają audycje niezwykle nudne, kiedy słuchacz siedzi zaspany, czy to na łóżku, czy znowu na krześle, dywanie albo najlepiej – wszystkim wcześniej wspomnianym, jednakże przecież nie jednocześnie, ponieważ byłoby to dla niego fizycznie niemożliwe. Psychicznie również. Jaki bowiem człowiek nie załamałby się po tak sprzecznym wewnętrznie doświadczeniu? Musiałby zaraz stwierdzić, że ma halucynacje albo, co gorsza, wypił za dużo gorącej czekolady. Ten drugi przypadek jest szczególnie niedogodny, ponieważ oznaczałoby to, że musi tę czekoladę jak najszybciej odstawić. A, jak wszyscy doskonale wiedzą, gorącą czekoladę odstawić jest naprawdę niełatwo. Wymaga to niezwykle zaawansowanej siły fizycznej. Jednak to właśnie ta druga, a mianowicie siła psychiczna, inaczej zwana siłą woli, sprawia, że kubek z gorącą czekoladą ostatecznie nadal tkwi uporczywie w jego ręku, czy, jeśli ktoś zdążył już zapomnieć, ręku słuchacza, a co gorsza – wlewa się z ogromną mocą do jego gardła. Ale co się dziwić – siła woli też lubi czekoladę. Jednak mniejsza o to. Wróćmy do sedna sprawy. Sprawa bowiem jest niezwykle poważna. Czytajcie cierpliwie, dobrzy ludzie. Bywają audycje niezwykle nudne, ale rzecz jasna nie wtedy, kiedy prowadzi je prawdziwa śmierć, z krwi i kości, a na pewno nie wtedy, kiedy śmiercią jest nie kto inny, a właśnie Julian Arcywszechpoeta Prawietuwim – wielki poeta, znany na całym świecie polski wieszcz narodowy. Ale znając życie, wy - analfabeci, którzy posiedliście jedynie tę słodką i przydatną umiejętność udawania, że rzekomo potraficie czytać, na pewno nie słyszeliście o tej wielkiej osobistości. W związku z tym pozwolę sobie przypomnieć wam, że Julian jest tak wybrednym artystą (czego oczywiście nie można uznać za wadę z racji jego wysokiego położenia w hierarchii literatów), że kompletnie nie uznaje mydła. Jest jeszcze jedna rzecz, której wyjątkowo nienawidzi – jest to ludzki plebs. Domyślam się, że i wy się do niego zaliczacie, ale nie martwcie się. Nawet ja nie mam sposobności do obcowania z tym niezwykle wsławionym i poważanym poetyckim mistrzem. A nie ma niczego gorszego na świecie. Chlip, chlip. Pewnie zastanawiacie się, jak to się stało, że to właśnie on został śmiercią. Już, już wam tłumaczę, bo jestem pewna, że umieracie z ciekawości. Nasz ukochany bohater umarł, ponieważ wyczuł w swoim otoczeniu duszący zapach mydła i, co gorsza, zdał sobie sprawę z tego, że plebs, którym tak gardzi, również będzie miał dostęp do jego poezji. To był zawał. Podobnie skończyła zresztą rzesza jego fanów, którzy nie mogli się pogodzić z jego śmiercią. Nawet sam Anioł Śmierci zapłakał nad jego losem i zrezygnował ze swojej pracy na rzecz jego osoby, czemu i sam Bóg musiał przyklasnąć. Odtąd to właśnie Julian wymierzał sprawiedliwość. Prowadził nawet swoją własną audycję „My truly haunted life”, w której ludzie narzekali na swoje życie, w związku z czym, z racji tego, że nie doceniali rzeczy, które otrzymali od Stworzyciela, umierali. Zresztą – to wszystko nie jest tak ważne, jak sama audycja, więc może wreszcie przejdę do meritum. Dziś był ten dzień – 12 listopada, czyli data śmierci naszego mistrza. Bo tak jak ludzie obchodzą swoje urodziny, śmierć obchodzi własną śmierć. Zresztą to jest chyba nawet logiczne, nie uważacie? No i miała się, rzecz jasna, odbyć kolejna audycja, tak uwielbiana przez całą ludzkość, ponieważ to dzięki niej świat pozbywał się własnych wrzodów na tyłku, czyli kogo? O, tak, życiowych nieudaczników, marud, które nic nie robią i tylko narzekają. Bo rząd, bo psia kupa, bo podatki. - Witaj, plebsie ludzki. Zaczynamy kolejną audycję z serii „My truly haunted life”. Dzisiaj umrzecie. Kto chętny? – przeciągnął się na krześle i zamiast policzyć do dziesięciu, wyrecytował w myślach własny poemat, a sądząc po tym, przez jak długi czas milczał, był to ten popisowy, zresztą jego ulubiony, o tytule „Gardzę plebsem”. - Witaj, Julianie. Z tej strony Zbigniew. - Czym się zajmujesz, czy też – dodał ze złośliwym uśmieszkiem – zajmowałeś? - Kopałem dołki pod Stadionem Narodowym w Warszawie. - To widzę, że ambitnie. - Rzecz jasna. - A z czym do nas dzwonisz? - A, bo ziemia twarda i życie też takie beznadziejne. Kopać trzeba, a i łopaty coraz droższe. Zużywa się ciągle to cholerstwo. - W takim razie mam dla ciebie wspaniałą wiadomość. - Jaką? - Umrzesz. Już nie będziesz musiał kopać. - Yyyyy... – i umarł. Prawietuwim ponownie uśmiechnął się do siebie. Kochał tę robotę. Jeszcze jakaś kobiecina by się przydała. Ale co tam. Kobiety nie znają się na poezji, to co z nimi romansować, lepiej zmienić orientację, więcej będzie z tego pożytku. - O, mamy kolejnego słuchacza. A nie, słuchaczkę. Z kim mam nieprzyjemność rozmawiać? - Marzena z tej strony. - Czym się nie zajmujesz kobieto, a nie zajmujesz się, bo siedzisz w kuchni? - Dziergam sweterki. - A z czego dziergasz, o zgrozo, te sweterki? - Z muliny. - A, kto to pomyślał, z muliny, z muliny dziergać. Przecież swetry to z wełny... - Ale ja nowoczesna jestem. Zresztą mulina tańsza. - No, dobra. A co twój mąż robi, że mu obiadu nie gotujesz? - Mój mąż nieboszczyk, panie, nie żyje od lat. - Dzwonił do mnie? - Dzwonił. - Dobrze. A co cię do mnie sprowadza? - Kręgosłup boli, kości też nie te same, leki trzeba brać, a te coraz droższe, i te podatki, podatki, podatki, podatki... eeeee... – nie dokończyła, bo umarła. Nasz kochany prezenter nie znosił podobnych narzekań. Szczególnie, gdy wypływały z ust niewiast, które zajmowały się nie tym, czym powinny, czyli domem i mężem. - Kto tam? - Katarzynka. - A nie Katarzyna? - Nie, Katarzynka. - I co tam, Katarzynko? - Nie mam czasu i materiałów. - Czego? - Czasu i materiałów. - I co w związku z tym? Nie widzę problemu. - No. Czasu i materiałów. Julian był tak zdziwiony wypowiedzą tejże słuchaczki, że nie tylko zapomniał ją uśmiercić, ale jeszcze zesłał na jej ręce pastele suche, akwarele, tempery, pastele w ołówku i inne podobne bzdury. Czego Katarzynka zapragnie. Wydał na te materiały całe fundusze radia, przez co został zdegradowany do funkcji przydomowej maskotki na półce u Katarzynki. A Katarzynka miała materiały. Jednakże ludzkość nigdy nie wybaczyła jej tego drobnego telefonu, bowiem od tej chwili nikomu nie było dane obcować z wieszczem, Julianem Arcywszechpoetą Prawietuwimem, gdyż, nawet pod postacią maskotki, stracił całą swoją moc i tylko śmierdział paskudniej.



        Dedykacja: Słowo-klucz: audycja. Płeć bohatera: mężczyzna. Astralce, bo tak paskudnie miło byłoby usłyszeć jej śmiech.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 9    
Data dodania: 18.05.2012r.

1     

aubrey Użytkownik wpmt 21 05 2012 (17:04:12)

Dziwny Ci twór powstał, doprawdy. Nie za bardzo nawet wiem, jak się za niego zabrać w komentarzu. Pomysł, co zresztą podkreśla większość, jest zdecydowanie mocną stroną Twojego tekstu. Próbowałaś balansować na granicy kiczu i komizmu, chciałaś utrzymać lekkość swojej wypowiedzi, ale były tu i tam większe, i mniejsze potknięcia. Dialogi mnie mile zaskoczyły – są świeże, takie, takie… smaczne. Plus dla Ciebie.

Ale zdania… zdania rzeczywiście za długie, bardzo kontrastowały ze stworzonymi przez Ciebie audycjami. Kurcze, aż serce mi się kraje, że pod względem stylistycznym Twoje opowiadanie jest dość zróżnicowane jakościowo. Niemniej jednak dodam, że Prawietuwim ma u mnie ogromny szacunek za swoją wewnętrzną dziwność.

Cóż mogę dodać? Jest dobrze, Gosiu, ale tylko dobrze.


Astralka Użytkownik wpmt 21 05 2012 (00:48:50)

Gosiu!

Początkowo byłam nieco zawiedziona, ponieważ opowiadałaś mi co nieco o innej koncepcji swojego opowiadania, pięknej, choć bardzo smutnej, poruszającej. Jestem pewna, że gdybyś postawiła na nią, Twoje opowiadanie byłoby wspaniałe. Dobrze, wracając do opowiadania, które nam tu zamieściłaś. Ostatecznie się nie zawiodłam. Skłaniam się ku temu, że podjęłaś bardzo dobrą decyzję. Tyle nadeszło opowiadań poważnych, przenikających, metaforycznych... Miło zobaczyć wśród nich coś zupełnie innego, zwłaszcza że "w tym innym czymś" jesteś świetna. Bardzo lubię Twój styl, choć zawsze istnieje margines błędu. Nie wiem jak odebrałabym je, gdybym nie znała dobrze wszystkich wątków, które poruszyłaś, nie poznając Juliana Arcywszechpoety Prawietuwima oraz Katarzynki. Spróbowałam, najlepiej jak umiałam, spojrzeć na nie oczami czytelniczki, dla której każda z tych postaci jest abstrakcją. Urzekł mnie początek, w którym widać Twoją inspirację stylem pisania Handlera. Miało być na temat, a pojawia się fala dygresji i dygresyjek. Poza tym motyw z "dzierganiem sweterków" - "z muliny" była fantastyczna. Czytałam Twoją prozę, śmiałam się i zastanawiałam się skąd Ty wytrzasnęłaś taki pomysł. Podobnie świetny był fragment o zdziwieniu Juliana, który aż zapomniał uśmiercić Katarzynki.

Żałuję obecnie jedynie tego, że nie zadzwoniłam do Ciebie czytając Twój tekst - w końcu, jak pisałaś w dedykacji - paskudnie byłoby usłyszeć mój śmiech.

Pozdrawiam cieplutko,
Astralka

Angelika596 Użytkownik WPMT 19 05 2012 (22:04:32)

Wspaniały pomysł. Taką prozę lubię bardzo, bo wypływa z umysłu pisarza, który nagle traci granice. Wyobraźnia sobie pracuje, obrazy, nawet te najbardziej absurdalne po prostu się pojawiają i nie ma strachu, że nie powinny być takie, że są dziwne i niezrozumiałe. Bo może i są ale w tym tkwi i ich moc i ta niezwykła lekkość w czytaniu. Tego szukam, w tego rodzaju prozie. Na początku jednak szło mi jak po grudzie, faktycznie tego typu wywody są już same w sobie skomplikowane, a tu utrudniłaś jeszcze skomplikowaną składnią.
Jednak to są tylko początkowe fragmenty, w których wprowadzasz nas w klimat całego opowiadania.
Czasami mam wrażenie, że nie da się dobrze pokazać dziwności świata tego i jego wad, bez groteski. Dobrze pokazać. Ty również posłużyłaś się tą formą i wyszło super. Jak to ludzie narzekają i narzekają i przez to umierają. Może nie tak dosłownie, ale wewnętrznie, po trochę, umiera ich radość życia.

Widzę Cię w takiej prozie, podążaj tym tropem :)

Vår Szef Prozy 19 05 2012 (14:19:56)

Użytkownik ocenił pracę na 5

witaj. widzę, że szerokim strumieniem wpływają pracę na wyzwanie prozatorskie. zobaczmy, co tam stworzyłaś.

wywód o czekoladzie był ciekawy, ale jako dygresja - według mnie przydługi. nie lubię takiego mieszania wszystkiego ze sobą. tu zaczynasz jakiś temat, robisz mega długą dygresję i nagle wracasz do głównego wątku, a ja biedna siedzę z otwartymi ustami, zdziwiona, bo nie pamiętam już, jaki był główny wątek. także - według mnie przyciąć do minimum dygresję, chociaż dobrze wiem, jak bardzo lubisz je pisać i jak charakterystyczne są dla Twojego stylu ;)

prowadzisz akcję bardzo fajnie, czytelnik potrafi się wciągnąć, a przede wszystkim wprowadzasz Juliana [hurra!].

z przyzwyczajenia kliknęłam opcję "edytuj", a potem zobaczyłam kogo pracę oceniam i pacnęłam się w czoło. no tak, Ty nie zwykłaś robić błędów i tak było i tym razem. ciekawie, absurdalnie i abstrakcyjnie. cała Ty. mi się podobało, błędów nie było, fabuła wciągała, oprócz tej przydługiej dygresji na początku, było naprawdę dobrze. pozdrawiam i życzę inspiracji :)

Darksio Użytkownik wpmt 19 05 2012 (10:19:26)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ciekawy, surrealistyczny obraz. Dopracowana strona techniczna sprawia, że czytało się gładko. Nic mi tu nie haczyło, nie zatrzymywało. Wstęp troszkę nużący, jak na krótką całość. To rozważanie na temat czekolady, czy też fizycznej niemozności zajęcia jednocześnie kilku miejsc. Tak jakby brakowało Ci konceptu na rozpoczęcie opowieści. Później jest już znacznie lepiej, a Prawietuwim wywołał uśmiech na mojej twarzy. Podobał mi się ten groteskowy obrazek.
Pozdrawiam.

Mozzie Użytkownik wpmt 19 05 2012 (10:44:38)
Wiesz, jeśli chodzi o ten początek - czytałeś może Snicketa, a właściwie Handlera? On właśnie tak pisze. I w moim przypadku to było również zamierzone. Ale rozumiem, że takie zawiłe opisy nie każdemu mogą odpowiadać. Dziękuję za opinię :)

Darksio Użytkownik wpmt 19 05 2012 (11:59:23)
Tak, Groszku, rozumiem zamierzenie. Jednakże w takiej, dość krótkiej formie, jak Twoje opowiadanie, zaburza to troszkę rytm. W powieści, gdzie jest miejsce na szersze wywody, taki zabieg jest z pewnością do strawienia. Ale nie zaważyło to w jakiś znaczący sposób na odbiór. To raczej szczegół, który nie ma większego znaczenia.

Mozzie Użytkownik wpmt 19 05 2012 (12:02:44)
W takim razie cieszę się, bo myślałam, że to coś gorszego. A tak, to po prostu rzecz do dopracowania w kolejnym opowiadaniu ;p

Dawied Użytkownik wpmt 19 05 2012 (14:28:00)
Pomysł za tu mi się bardzo podobał, ale wykonanie już nie. Długie, wielokrotnie złożone zdania, które chwilami naprawdę męczyły. Komizm... mnie raczej nie ruszył.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(48): 48 gości i 0 zarejestrowanych: