warto go przeczytać
opowieść o nadziei, umieraniu i cudach, których nie ma.
Każdego dnia spotykamy tak wiele osób, że łatwo nam zapomnieć o tych których naprawdę warto pamiętać. Pewnie dlatego dobre parę minut zajęło Hani – bohaterce jednego z moich reportaży, wytłumaczenie powodu telefonu.
- Beata wróciła! – krzyczała mi wprost do słuchawki, w chwili gdy nie bardzo orientowałam się jeszcze z kim konkretnie rozmawiam.
- Pokazałyśmy jej Twój reportaż, była wzruszona, ale żałowała że została przedstawiona w takim świetle, jakby uciekła. Chciała by się z tobą spotkać i porozmawiać… jeśli oczywiście będziesz miała na to ochotę.
- Oczywiście, bardzo chętnie się z nią spotkam. To będzie świetny materiał na dokończenie waszej niesamowitej historii – odpowiedziałam.
Od tej chwili zastanawiacie się zapewne dlaczego w tytule nie zaznaczyłam kontynuacji wcześniejszego reportażu? Doczytajcie do końca, zrozumiecie sami.
***
Mimo październikowego popołudnia dzień był naprawdę ciepły. Usiadłyśmy na ławce w parku, Ona – kobieta która z całą pewnością nosiła w sercu jakąś tajemnicę i ja – dziewczyna która czuła od samego początku że to spotkanie nie będzie zwyczajną relacją wydarzeń.
- Spotkałam się z tobą ponieważ chciałabym żebyś napisała jeszcze jeden reportaż.
Pokiwałam głowa ze zrozumieniem.
- Chcesz żebym uzupełniła "Anioły z hospicjum" o Twoją historię?
- Nie, nie rozumiesz, chcę żebyś napisała reportaż o nadziei, umieraniu i cudach, których nie ma, nie o Aniołach z Hospicjum.
Tym razem zrozumiałam na prawdę.
- Chcesz opowiedzieć mi swoje zupełnie osobiste przeżycia, prawda?
- Chcę opowiedzieć ci historię Agnieszki.
***
Kiedy Beata poznała Agnieszkę od samego początku bardzo ją polubiła. Wtedy nikt nie powiedział jej jeszcze jak bardzo dziewczynka jest chora. Mimo to już od pierwszego dnia Beata czuła, że jej podopieczna jest wyjątkowa.
- Pamiętam nasze pierwsze spotkanie - wspomina Beata – zapytałam wtedy Agnieszki o czym lubi rozmawiać, a ona odpowiedziała: "lubię rozmawiać o bardzo wielu rzeczach, ale jesteś tu pierwszy raz więc dziś musimy porozmawiać o umieraniu.”
Od tamtej chwili Beata i Agnieszka spędzały razem każdą wolną chwilę. Dla Beaty było to oderwanie się od codzienności, pracy, domu, zwykłych obowiązków.
- Nie traktowałam odwiedzin w hospicjum jak zobowiązania, którego musiałam dotrzymać dla samej siebie. Ta dziewczynka uczyła mnie wiary i nadziei, pokazywała mi świat z zupełnie innej perspektywy, sprawiła że czułam się kimś wyróżnionym, mogąc z nią przebywać. Dla Agnieszki było to podtrzymywaniem kontaktów ze światem, zapominanie na małe odłamki czasu o strachu, bólu, o chorobie. Beata niekiedy rezygnowała z realnych przyjaciół, z randek i innych przyjemności by zajrzeć do Agnieszki. Tam uczyła się pokory, sensu ludzkiego istnienia i cierpliwości. Tydzień przed śmiercią dziewczynki wzięła nawet urlop by być przy niej bez przerwy.
- "Za bardzo się angażujesz" - powiedziała mi wtedy Agnieszka – opowiada Beata. - "Nie możesz żyć moim życiem, masz przecież własne. Proszę rozerwij się jakoś, kiedy ty w ogóle ostatnio byłaś na jakiejś zabawie?”
Beata poczuła się odtrącona. Pomyślała że dziewczynka już nie chce jej widywać.
- Uznałam że nie spełniłam swojego zadania związanego z wolontariatem. Chodzi przecież o to, by podopieczny czuł się przy opiekunie bezpieczny, by czuł w nim bezinteresowne wsparcie.
Beata za namowami Agnieszki wróciła do pracy, poszła nawet do kina w ostatnich chwilach cierpienia dziecka. Pamięta dobrze jak po wyjściu z sali kinowej dostała telefon. Jechała ze łzami w oczach najszybciej jak mogła, ale nie zdążyła na czas.
- Przestałam nagle wierzyć w cuda, sama nie wiem czemu wydawało mi się że Agnieszka nie może umrzeć tak po prostu. Długo nie mogłam sobie podarować tego co zrobiłam, czułam wielkie wyrzuty sumienia które widziałam tez w oczach koleżanek. Gdy podczas pogrzebu podeszła do mnie mama Agnieszki i wręczyła mi kopertę z listem, zamarłam.
Nie otwarty list leżał na biurku Beaty jeszcze parę dni, zanim odważyła się go otworzyć.
- Był pisany pismem Agnieszki w czasie gdy jeszcze miała dość siły na trzymanie ołówka. – zwierza się Beata.
Mimo że list jest zbyt osobisty by Beata mogła mi go pokazać, pewne jest że ma kluczową rolę w moim reportażu. To właśnie w nim Agnieszka napisała słowa którymi kieruje się w swoim życiu Beata. Między innymi dlatego postanowiła wyjechać na misje, by pomagać tym, którym można jeszcze pomóc. Dla których warto mieć nadzieje.
- Czego nauczyłaś się najbardziej od swojej małej nauczycielki rzeczy wielkich? – chciałam jeszcze zapytać ale nagle zaczęło padać, musiałyśmy się więc szybko pożegnać i uciekać, niestety, każda w swoją stronę. Myślę jednak że Beata nie będzie miała mi za złe jeśli odpowiem za nią fragmentem mojego wiersza:
"Nauczyłam się już, że największy żar
jest na czubku lodowca.
Wiem, że prawdziwa czułość nie tkwi w płatkach róży,
lecz w jej kolcach.”
Ocena: 4.714
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 05.01.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(12): 10 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii