warto go przeczytać
Ciepły, wrześniowy dzień, słońce skrada się za firankami w stronę moich niczego nie świadomych oczu. Morfeusz właśnie ubiera się i kolejny raz kiwa głową na do widzenia, jako poprawny gospodarz odprowadzam go aż do samych drzwi. Z uśmiechem na twarzy i zdecydowaniem wołając : Do wieczora ! Gdy tylko otwiera drzwi czuję jak promienie słoneczne wyskakują zza zasłon i jednym zgrabnym ślizgiem docierają pod powieki, które przepełnione zmęczeniem zaciskają się i wołają o pomoc, wiec wtulam twarz w poduszkę i przecieram zmolestowane porankiem oczy.
Zapewne w tej chwili nałogowy palacz macałby odrętwiałą dłonią najbliższą przestrzeń w poszukiwaniu paczki papierosów, za to ja naśladując ruch palacza zacząłem szukać komórki, która w cudowny sposób wyjaśniłaby mi, dlaczego obudziłem się tak wcześnie.
Spojrzałem na ekran komórki odruchowo próbując zetrzeć rysy powstałe na skutek kłótni kluczy z telefonem o miejsce w kieszeni. Siódma. Pomyślałem. Za wcześnie, nawet Bąbel nie byłby w stanie wstać tak wcześnie. Rzuciłem telefonem na koniec łóżka i przytuliłem się do poduszki.
Ja pierdolę… ale ze mnie kretyn. Ta myśl uderzyła mnie odwrotnie proporcjonalnie do szybkości z jaka ogarnąłem, że umówiłem się z Bąblem.
Około siódmej dwadzieścia pięć byłem na miejscu, nieco zdyszany , zaspany i spóźniony.
Przez ogrodzenie widziałem długowłosą postać siedzącą na trybunach naszej szkoły, rysował coś patykiem na ziemi. Bąbel zdawał się być w transie, nawet, gdy do niego podszedłem zdawał się mnie nie zauważać.
-Witam Cię bracie! Wybacz spóźnienie, ale sam rozumiesz…- skończyłem tłumaczyć się przed namiastką mojego kumpla gdyż zaciekawił mnie jego stan.
Szturchnąłem go lekko, przechylił się nieco i powrócił do pierwotnego położenia.
-Brudasie?- Powiedziałem nieco złośliwie.
Miał mnie kompletnie gdzieś, więc usiadłem obok i zacząłem przyglądać się temu co robi. Nic wielce artystycznego nie stworzył, parę pacyfek i dużo, dużo przecinających się chaotycznie linii.
Oparłem więc głowę na dłoni i zacząłem napawać się porankiem, minęła chwila może dwie, kiedy Bąbel zwrócił głowę w moją stronę i powiedział: - - O, Misio, czemu nie mówsz że już jesteś ?
Udało mi się wychwycić jego sarkastyczny uśmieszek, który chował się za jego nieco kartoflowatym nosem.
Pokręciłem głową i szturchnąłem go w ramie w przyjaznym geście.
Zbliżała się ósma, więc Babel wyjął papierosa i odpalił go jak to miał w zwyczaju, zapałkami \"Szlachta pali drewnem\" powtarzał wciąż swoim pozbawionym emocji głosem.
Skierował paczkę czerwonych Marlboro w moją stronę, bo choć wiedział, że nie palę to zawsze był na tyle uprzejmy, żeby mi o tym przypomnieć i jednak zaproponować.
Wiem, że chodziło mu o to żeby w końcu mieć z kim zapalić przed szkołą, a i może w innych okolicznościach, bo jednak byliśmy sobie braćmi, a Pavcia czasem brakło.
Poszliśmy do szkoły, chwilę po tym jak skończył palić.
Na korytarzu poznałem nowe twarze pierwszoklasistek, Bąbel znał je, nie wiem skąd...
W każdym razie poznałem to dużo powiedziane, było tylko \"cześć, cześć\"
Reszta dnia minęła jak z bicza strzelił, gdy wychodziliśmy z budy spotkaliśmy nowo poznane koleżanki, wtedy dopiero poznałem ich imiona. Podeszły do nas, a właściwie do Bąbla.
-Hej, już skończyliście?-zapytała jedna z nich, wysoka i chuda dziewczyna z brązowymi włosami.
-No, słuchaj- zaczął Bąbel- tak jakoś się składa, że tak. W ogóle to jest Misio!- wskazał na mnie jakbym był eksponatem w muzeum.
-Hey, Misiek jestem- wyciągnąłem dłoń do wysokiej dziewczyny.
-Mary- odpowiedziała.
Zaintrygowała mnie jej koleżanka, śliczna okrągła buzia, niższa ode mnie za to posiadaczka wspaniałych długich ciemnych włosów. Spojrzałem na nią i długo nie myśląc wyciągnąłem rękę rzucając: Misio.
-Kyasari- odpowiedziała jakby speszona.
Gdybym mógł patrzyłbym jej w oczy dłużej niż tylko kilka chwil.
Rozeszliśmy się w swoją stronę po krótkiej rozmowie. Zmierzałem z Bąblem do domu rozmawiając.
-Słuchaj, skąd Ty je znasz?
-Wiesz- zaczął- z podstawówki jeszcze, całkiem spoko dziewczyny.
-Tak, nawet spoko- zamyśliłem się na chwilę przypominając sobie śliczną buzię Kyasarin.
-A co wpadła Ci któraś w oko?- uśmiechnał się i nie przestawał patrzeć mi w oczy.
-Co ?- wróciłem do rzeczywistości- Nie no co Ty- Zaśmiałem się tylko i wróciłem myślami do pięknej pierwszoklasitki.
Ocena: 2.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 22.04.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 9 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii