warto go przeczytać
Pseudonim: Laura110
Prolog
Czas leczy rany. Czas?! Przecież to tylko przesuwające się wskazówki zegara, wybijające określony rytm w naszym życiu. Lecz dla innych, czas to nieubłagany los, pozostawiający ślady na wszystkim, co tylko wpadnie w ten dziwny ciąg. Nie można zatrzymać czasu. Nie można sprawić, by wolniej biegł. Nie można zaplanować życia. Trzeba żyć. Po prostu żyć.
Ból i smutek są częścią naszego świata. To one nadają mu charakter i są nieodłącznym fragmentem naszego szczęścia. Bo aby na niebie pojawiła się tęcza, wcześniej musi spaść deszcz. Niestety, czasem przeobraża się on w gwałtowną ulewę.
***
- Myślisz, że ucieczka od problemów coś zmieni? Uważasz, że znikną jak ja, gdy tylko otworzysz oczy? - spytał ciepły i melodyjny głos.
Odpowiedź na to pytanie nie padła. Piotrek pomyślał, że On wzbudzić chce w nim poczucie winy, które leżało głęboko na dnie jego serca. Nie, nie czuł, że robi coś złego. Wręcz przeciwnie - uważał to za jedyne dobre wyjście z tej sytuacji. Jednak jego rozmówca nie dawał za wygraną.
- Dlaczego milczysz? Czy boisz się niezrozumienia z mojej strony, a może sam nie znasz odpowiedzi?
- Zawsze powtarzałeś mi, że najważniejsze jest to, by być szczęśliwym. Niestety, nie wziąłeś pod uwagę tego, że możliwe jest to tylko kosztem innych ludzi. Dążymy do wrót szczęścia po krętych schodach, które tworzą nasi bliscy. Nawet, gdy ranimy ich, nie odczuwamy tego. A oni za bardzo nas kochają, aby odejść. Tak samo jest z matką. Jest podnóżkiem do nóg ojca. Nawet wtedy, gdy wraca do domu schlany na amen, ona kładzie go do łóżka i całuje w spocone czoło. Wiesz, co wtedy czuję? Żal. Dla jej naiwności. Bo ojciec po chwili wstaje i tłucze ją do nieprzytomności.
- Twoja matka jest zaślepiona miłością. Codziennie modli się do Boga, aby jej mąż zboczył ze złej drogi. Wierzę, że pewnego dnia wysłucha On jej prośby..
Piotr tylko zaśmiał się szyderczo.
- On nie istnieje. Jestem już duży, więc daruj sobie te historyjki dla przedszkolaków. Bóg jest wielki i nas wszystkich kocha. Gówno prawda. Gdyby tak było, nie siedziałbyś teraz obok mnie, a ja byłbym szczęśliwym synkiem burmistrza i jego kochanej żony- ostatnie słowa wprost wykrzyczał.
- Bóg istnieje, tylko…
- Tak wiem, tylko zajęty jest dbaniem o ojca i jego sprawy oraz liczne kochanki, z którymi zdradza mamę. Myślisz, że jestem ślepy?! – w oczach chłopca pojawiły się łzy. – Matka wie o wszystkim, ale boi się wygarnąć to ojcu. Nie chce uwolnić się od tego drania. Ona boi się samotności… Ja nie będę tchórzem! Ucieknę stąd jeszcze dziś! Mam dość takiego życia! - gwałtownie wstał z łóżka i poszedł w stronę szafy. Wyciągnął z niej kilka niezbędnych rzeczy, po czym spakował je do niewielkiej reklamówki.
- Wiesz dobrze, że nie można uciekać od problemów. To nie jest żadne rozwiązanie! - usłyszał głos. – Myślisz, że gdy się stąd wyprowadzisz twoi rodzice zmienią się? Nie możesz zostawić matki. Ona cię kocha! Ona cię potrzebuje. Zrozum to… - błagalny ton jego głosu można było usłyszeć w całym domu.
- Gdyby ona mnie kochała już dawno rozstałaby się z tatą… - Piotrek wziął reklamówkę do ręki. Nie miał już ochoty ciągnąć tej, według niego, bezsensownej dyskusji. Wiedział dobrze, że robi źle. Jednak nie mógł już wytrzymać w tym domu. Wstał i szybko pobiegł w stronę drzwi wejściowych. Zatrzymał się chwilę przed nimi. Przed jego oczami pojawiły się obrazy; zobaczył swoją matkę karmiącą go piersią gdy był jeszcze malutki, swojego trzeźwego ojca śmiejącego się od ucha do ucha. Niestety, pojawiły się również i smutne wspomnienia o których chłopak wolałby jak najszybciej zapomnieć. Chwycił za klamkę i otworzył ostrożnie drzwi.
- Teraz będzie już tylko lepiej – powiedział sam do siebie i uśmiechnął się sztucznie. Teraz nie czuł już zupełnie nic oprócz rozpierającej dumy. Wbrew swojej woli odwrócił się. Ostatni raz spojrzał na wszystkie złe wspomnienia, które za sobą pozostawił.
- One już nie wrócą – wyszeptał.
***
„Mądrość ludzi jest szaleństwem w oczach Boga. Jeśli posłuchamy głosu dziecka, które mieszka w naszej duszy, oczy nasze znów nabiorą blasku.”
Paulo Coelho
- Czy teraz znalazłeś już swoją drogę do szczęścia? - Piotr usłyszał nikły głos Anioła. Siedział właśnie pod obskurną ścianą starego sklepu, gryząc powoli czerstwą bułkę. Słońce tego dnia nie miało żadnej litości dla samotnego wędrowca, toteż rozsunął on swoją ciemną, doświadczoną już przez czas bluzę, odsłaniając przy tym wątłe ramiona. Nie był już tym samym Piotrem, który kilka miesięcy temu opuścił rodzinny dom. Wydarzenia te na zawsze odcisnęły na jego bladej i wychudzonej twarzy piętno. Oczy straciły swój dawny blask, a na ustach nie gościł już uśmiech. Wiecznie głodny i brudny, przestał zauważać otaczający go świat i ludzi. Nie zwracał już uwagi na ich ciekawskie spojrzenia, a ich współczujące gesty nie robiły już nim wrażenia. Coraz rzadziej rozmawiał też z Aniołem. Jego rady i ciągłe pytania irytowały go i doprowadzały do złości. Nie dopuszczał do siebie myśli, że stracił wszelkie prawa moralne, w które tak wierzył i którymi kierował się przez całe dotychczasowe życie.
Zapomniał już o ciepłym uśmiechu matki, ale też o ciężkiej ręce ojca. Nie odgrywali już oni w jego życiu żadnej znaczącej roli. Nie wierzył już teraz w nic.
- A ty jesteś szczęśliwy? Nie masz niczego; ciała, własnego życia. Jesteś niewolnikiem swojego Boga. Nie wiesz co to ból, głód i cierpienia. Nie znasz też smaku miłości i beztroski. Więc nie mów mi o szczęściu i przestań mieszać się w moje życie!
- Życie? Czy tą marną wegetację nazywasz życiem?! - zaśmiał się szyderczo Anioł. - Wraz z domem, porzuciłeś swoje człowieczeństwo. Myślisz, że różnisz się czymś od tego kulawego psa. On też musi żebrać o jedzenie. Czy tak wyobrażasz sobie swoją przyszłość? Odchodząc, samowolnie skazałeś swoją matkę na śmierć. Jesteś zgorzkniałym egoistą, który stawia siebie w centrum. Myślisz, że pochwalam twoje zachowanie?! Wstydzę się, że muszę być twoim Aniołem Stróżem. Nie słuchasz mnie w ogóle, a niewygodne dla ciebie pytania ignorujesz.
Piotr zamyślił się. Słowa Anioła nie wywarły na nim większego wrażenia. On sam najchętniej wymieniłby go na lepszy model. Niestety, o czymś takim nawet nie mógł pomarzyć. Nie chciał już dłużej go słuchać, ani czuć jego obecności. Wstał więc i wolnym krokiem ruszył w stronę lasu. Czuł, jak jego nogi stają się coraz bardziej wiotkie. Jego wychudzone ręce co chwilę upuszczały zniszczoną reklamówkę na ziemię. Nie mógł już iść dalej. Jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Nawet nie wiedział, kiedy przewrócił się i zasnął.
Nagle znalazł się w jasnym pokoju. Ściany były tu nieskazitelnie białe, nie mógł on jednak nigdzie znaleźć drzwi, ani okien. Zastanawiał się, skąd w takim razie wpada światło. Nagle zobaczył, że na końcu pokoju stoi ktoś odwrócony do niego plecami. Od razu poznał tą drobną i nieco zgarbioną sylwetkę z narzuconym na plecy cienkim sweterkiem. To była jego matka. Nagle uderzyło w niego całe współczucie i tęsknota, które tak długo niepotrzebnie skrywał. W jego oczach pojawiły się łzy, a w sercu znajome ciepło. Podbiegł szybko do matki, ale nagle gwałtownie stanął. Odwróciła się ona do niego, ukazując skatowaną twarz, w której świeciły się duże, smutne oczy. Piotr od razu zrozumiał, że ojciec znów ją bił. Chciał podejść i objąć ją, ale matka niespodziewanie zniknęła. Nagle w pokoju zapanowała nieprzenikniona ciemność, a chłopak poczuł silny ból. Usłyszał też szydercze śmiechy i głośne jęki. Zaczął krzyczeć, lecz nikt mu nie odpowiadał. Nagle poczuł, że spada w ciemną przestrzeń. Zamknął oczy i chwilę później uderzył o twarde dno wypełnione lepką mazią. Nim zupełnie się w nią zanurzył, obudził się. Leżał na mokrej trawie, lekko pokropionej rosą. Podniósł się i spostrzegł, że nigdzie nie ma jego reklamówki. Natychmiast pomyślał, że ktoś go okradł. Wstał więc z trudem i chwiejnym krokiem wyszedł z lasu. Starał się nie myśleć o matce i tajemniczym śnie, lecz było to dla niego bardzo trudne.
- Myślisz, że mogło jej się coś stać? - spytał Anioła, lecz nie otrzymał odpowiedzi. Nagle poczuł się tak, jak nigdy. Poczuł, że jest sam. Anioł Stróż go opuścił.
Uświadamiając sobie powoli utratę Anioła, odczuł silną potrzebę rozmowy z tym, który dał mu Stróża. Nie wierzył w Niego, ale tymczasem nie stanowiło to dla niego żadnego znaczenia. Pozbawiony uczuć, stał się obojętny na wszystko i wszystkich, a wraz z każdym krokiem, stawał się coraz bardziej obcy. Chciał pokazać całemu światu, że bez pomocy Anioła też sobie świetnie poradzi.
Tymczasem jego oczom ukazała się wielka świątynia. Emanował z niej spokój i bezpieczeństwo. Wielki i potężny krzyż przypominał ludziom o miłości Boga. Jednak Piotr nie czuł się kochany. Przeszedł obojętnie obok krzyża, nie rzucając w jego stronę ani jednego spojrzenia. W pewnym momencie poczuł ukłucie w sercu, a jego oczy zasnuły się mgłą. Na kamiennym murze ujrzał złowieszczą klepsydrę z imieniem i nazwiskiem swojej matki. Jego nogi ugięły się pod ciężarem ciała. Ukląkł przed murem starego kościoła. Dopiero teraz zrozumiał jak ważną rolę odgrywała ona w jego życiu. W sercu chłopca rozpacz mieszała się z nienawiścią. Wiedział, że to ojciec doprowadził do śmierci matki, ale sam też czuł się winny. Nie panując nad swoimi emocjami niepewnie wstał i chwiejnym krokiem udał się w stronę domu. Żądza zemsty górowała nad jego rozsądkiem.
***
„Dobry wieczór państwu. Dzisiaj około godziny dwudziestej 43-letni Jan W., burmistrz naszego miasta został bestialsko zamordowany przez swojego 16-letniego Piotra W., który niedługo potem popełnił samobójstwo. Mieszkańcy miasta są wstrząśnięci tą informacją.”
„Śmierć jest początkiem lepszego życia.”
Autorka opowiadania
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 22.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(11): 9 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii