warto go przeczytać
Żyj, tak jakby każda minuta miała być ostatnią…”
Krótko ostrzyżony brunet z nieziemsko pięknymi, niebieskimi oczami, zgrabną sylwetką - nie uważam, że jestem gruby. A przede wszystkim z bananem na twarzy przez całe życie. Bez skojarzeń… jestem tylko optymistą i narcyzem. Ale potrafię dostrzec piękno, które mnie otacza, i nie mówię tu o odbiciach w lustrze. Mam piętnaście lat, właśnie skończyłem drugą klasę gimnazjum. Tak z grubsza to tyle o mnie.
Wakacje. Cudowne dwa miesiące życia, które nieubłaganie z roku na rok zaczynają się za późno, a kończą za wcześnie… Nic się nie zmieniło, nadal zostało wiele do zrobienia, a czasu już na nic nie ma.
Pozostało mi tylko spędzić ostatni dzień tak, żeby w szkole było o czym opowiadać.
Wstałem skoro świt, za oknem leniwie rozpościerał się poranek, rozlewając się różową smugą po niebie. Słońce zaczęło pukać do okien, więc bez chwili zastanowienia otworzyłem je by swobodnie rozjaśniło mój pokój, do sypialni wlał się przyjemny, ciepły i orzeźwiający strumień powietrza, objął moje ciało szepcząc do ucha: ,,to Twój dzień…”, po czym ogarnąłem się i zacząłem zakładać spodnie, zwykłe niebieskie dżinsy. Zarzuciłem na siebie koszulę i wyszedłem z domu, chwytając po drodze komórkę, klucze i portfel.
Dzień był taki na jaki się zapowiadał, słoneczny, ciepły i nudny.
Właściwie nikt nie miał czasu, wszyscy albo pojechali po książki i zeszyty, albo musieli posprzątać, ech… ja to zawsze tak mam. Jestem człowiekiem który zawsze ma czas, wystarczy jeden telefon, sms i już wychodzę. Niestety, nie każdy ma tak dobrze i to niedobrze.
Chodziłem więc sam po parku słuchając Dżemu - ,,chleb z dżemem”. Ach, głos Ryśka jest dla mnie jak narkotyk, chciałbym go słuchać póki uszy nie zaleją się krwią. Zdecydowanie przesadzam ale bardzo lubię gościa.
Cały dzień spędziłem na dworze, sam jak palec, szukałem wiatru w polu, ale nawet on miał inne plany na dziś. Po powrocie do domu przygotowałem sobie garnitur na jutrzejszy dzień i ustawiłem budzik na 7:00. Trochę wcześnie zwłaszcza, że rozpoczęcie jest o 9:30, a garnitur przygotowała moja kochana Matka, ja przewiesiłem go tylko do swojego pokoju.
Nie mając nic innego do roboty położyłem się wcześniej spać z nadzieją, że jutrzejszy dzień przyniesie coś ciekawego.
Zasnąłem przy włączonym radiu, jak co noc audycja rockowa.
Zanim zdążyłem wysłuchać do końca Stairway to Heaven Dopadł mnie Morfeusz i zaprowadził do krainy snów.
Do mojego snu wprowadził się ktoś kogo znałem, lubiłem i ceniłem, aczkolwiek osobiście nie miałem z nim do czynienia nigdy, a mowa o Chesterze Benningtonie. Dziwne, zwłaszcza że sen był… powiedzmy, że był nazbyt intymny, żeby dzielić się nim z Chesterem. Podszedł do mnie, uśmiechnął się i nachylił, bo leżałem na łóżku, zbliżał swoją twarz do mojej, powoli, powiedział bym że nawet zmysłowo, po czym krzyknął mi do ucha : ,,In the end!”.
Obudziłem się nie kryjąc przerażenia, zacząłem się rozglądać. Nie szukałem Chestera, już prędzej kochanki z mojego snu.
Jak można się domyśleć, nie znalazłem ani Jego, ani Jej. Za to słyszałem jak kończy się piosenka Linkin Park ,,In the end” , i wszystko jasne… Wyłączyłem radio, przetarłem oczy i wstałem z łóżka.
Przeciągnąłem się, dokładnie wysłuchując strzelających kości palców, kręgosłupa i tym podobnym.
Odetchnąłem głęboko, to sprawiło że nieco otrzeźwiałem, chwyciłem za telefon i wyłączyłem budzik, który akurat się włączył.
Założyłem garnitur, właściwie zarzuciłem na siebie co było w komplecie, pomijając kamizelkę i krawat. Poszedłem do łazienki i odprawiłem codzienny rytuał, potocznie nazywany ,,toaletą poranną”.
Zanim wyszedłem z domu, zabrałem ze sobą klucze, komórkę i dziesięć złotych na jakieś śniadanie.
W sklepie kupiłem dwie drożdżówki, które zjadłem po drodze na przystanek.
Cierpliwe czekałem na autobus, takowy zjawił się niespodziewanie szybko. Tak już jest kiedy się człowiek nie śpieszy…
Wsiadłem więc do niego puszczając przodem dziewczynę która zdecydowanie dłużej czekała na jego przyjazd. Wsiadła nie mówiąc nawet ,,dzięki” rzuciła torebką na siedzenie a sama usiadła obok niego. Po chwili wzięła torebkę na kolana, przysunęła się do okna i spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć ,,może usiądziesz…?”. Uśmiechnąłem się do niej i skierowałem spojrzenie na drzwi chcąc jej oznajmić że zaraz wychodzę…
Ocena: 4.333
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 18.02.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(12): 10 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii