Pseudonim: mistylady
Imię: Kasia
Skąd: Opole
Napisanych prac:
- proza: 4
- publicystyka: 1

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 12 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Droga do szczęścia" 10.03.2014
"Panowie swojego losu" 23.08.2012
"Alicja w Krainie Życia" 29.12.2014
"Buntownik" 26.08.2015
"Bez pożegnania" 09.09.2012

Inne prace tego autora:
"Alicja w Krainie Życia" 29.12.2014
"Bez pożegnania" 09.09.2012
"Buntownik" 26.08.2015
"Droga do szczęścia" 10.03.2014
"Panowie swojego losu" 23.08.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Alicja w Krainie Życia

Na ciemniejącym niebie rozlała się zielona wstęga, sprytnie mijając błyszczące diamenty nocy. Kończyła się tam, gdzie wzrok Alicji nie sięgał, choć kobieta mogłaby przysiąc, że zanurza się w nieskazitelnie czystej tafli jeziora, która stanowiła idealną kopię obrazu nieba. Żaden, nawet najznakomitszy malarz, nie zdołałby tak perfekcyjnie odzwierciedlić owej rozlewającej się zielonej wstęgi na swoim pożółkłym płótnie. W pobliskim lesie ptaki, których nikt nigdy nie widział i ujrzeć nigdy nie miał, zaczęły swój conocny koncert. Schodziły się na niego wszystkie zwierzęta z okolicy i przez ten krótki moment nic ani nikt inny się nie odzywał. Istna umowa milczenia niezłamana nawet przez szelest liści poruszanych przez podmuchy wiatru. Alicja siedziała na brzegu jeziora, a ciepła woda muskała jej delikatne, dorosłe stopy, pozostawiając na nich srebrzysty dowód swojej obecności. Kobieta ścisnęła w dłoni grudkę bladego piasku i obserwowała jak ziarenko po ziarenku powraca na ziemię. Intrygujące zajęcie – każda drobina spada na swój wyjątkowy sposób. A gdyby znalazła dwie, które upadają identycznie? Nie, to by zburzyło niepowtarzalność tego świata. Odwróciła wzrok, by do tego nie dopuścić i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła siwego królika w okrągłych okularach, czarnym rondelku i wypłowiałych rękawiczkach. Spoglądał na nią starczym, zamglonym wzrokiem. Przekrzywił głowę, jakby pytając „Czy my się przypadkiem nie znamy?”. Nim zdołała cokolwiek powiedzieć, królik spojrzał na kieszonkowy zegarek i począł uciekać, sprawdzając co rusz czy za nim podążyła. "Tym razem za tobą nie pobiegnę. Już dość się w życiu nabiegałam za ideałami.". Tym razem? Dlaczego to powiedziała – przecież nigdy za nim nie biegła? Położyła głowę na przyjemnej poduszce z wilgotnego mchu i odpłynęła. *** Gdy otworzyła oczy, leżała na łóżku w przestronnym pokoju koło przystojnego, lecz starszego od niej mężczyzny. Przez okno dostrzegła panoramę szklanego miasta, usłyszała warkot silników i ulicznych reklam. Tuż nad budynkami przeleciał jeden z międzykontynentalnych samolotów zmierzający do lądowania. Mężczyzna koło niej wygrzebał się z łóżka i począł ubierać swój garnitur, nie wyrzekając ani jednego słowa i nie obdarowując jej ani jednym uśmiechem. - Zostań jeszcze chwilę – rzekła Alicja proszącym tonem. - Mam ważne sprawy do załatwienia – odparł szorstko. Podszedł do lustra i począł nieudolnie wiązać swój aksamitny krawat, który dostał w prezencie urodzinowym od jednej ze swoich byłych żon. - Ale nie znajdziesz nawet piętnastu minut na śniadanie? – odpowiedziało jej głuche milczenie. Wbiła oczy w plecy mężczyzny, on jednak był niewzruszony. – Pomogę ci. – Alicja zsunęła się z łóżka i skierowała swe lekkie kroki w jego stronę. – Ty mnie nie kochasz, prawda? – zapytała spokojnie. - A co to miłość? – odparł, śmiejąc się złośliwie pod nosem. Zamaszystym gestem ręki odsunął Alicję od siebie i wyszedł, nie mówiąc już ani słowa. Kobieta nałożyła na siebie swój szlafrok i usiadła w fotelu przy ścianie. Przyglądała się każdej rzeczy, analizując jej kształt, barwę i użyteczność. Intrygujące zajęcie – każdy przedmiot był inny. A gdyby znalazła dwa, które wyglądają identycznie? O, tam wiszą te same obrazki przedstawiające biegnące mustangi! Niepowtarzalność tego świata uciekła. Przesunęła ręką po swoim brzuchu i poczuła coś twardego w kieszeni szlafroka. Sięgnęła nań. W dłoni trzymała srebrny kieszonkowy zegarek. "Gdzieś już chyba taki widziałam…". Ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Koło godziny dwunastej widniał wygrawerowany napis: „Zatrzymaj mnie, jeśli chcesz. Czas.” Zmarszczyła brwi i nagle uderzyło ją dziwne uczucie lekkości. Coś się zdarzyło, dzięki czemu była wolna i szczęśliwa. Gdzieś była, gdzie mogła nie biec, nie rywalizować. Ale to wspomnienie z każdą sekundą wydawało się jej coraz bardziej odległe, coraz mniej wyraziste, aż w końcu na jej serce znów spadł ciężar spraw dnia codziennego. Do swojego gabinetu weszła spóźniona o pięć minut. Zwykle była punktualna, ale tego dnia nie potrafiła się zmusić do pośpiechu. Położyła torbę, zdjęła płaszcz i… zaczęło się. - Pani Alicjo, prezes chce się z panią widzieć. N a t y c h m i a s t – rzekła stanowczo sekretarka ubrana w sztywny, czarny kostium. Alicja odetchnęła ciężko, poprawiła włosy i skierowała się w stronę biura prezesa spółki. - Dzień dobry…- zaczęła niepewnie ze spuszczonymi oczami. - Niech pani siada – przerwał jej szorstko pulchny mężczyzna z podwijanym wąsem pod czerwonym nosem – muszę niestety powiedzieć, że ostatnio mnie pani rozczarowuje i to bardzo. Widziała pani miesięczny raport ze sprzedaży? Nie? To proszę – i podał jej stos równo ułożonych papierów. – Pani wynik nie jest najgorszy, ale pan Adam osiągnął lepsze rezultaty, mimo że to w pani pokładałem nadzieje i to pani dostała podwyżkę oraz samochód służbowy. - Ja przepraszam, ale w ostatniej chwili wycofał się bardzo znaczący klient. Gdyby… – zaczęła cicho. - Nie oceniam gdybania, tylko widoczne rezultaty – rzekł i przeszył ją złowrogim wzrokiem. Przez kilka minut obserwował bacznie jej twarz, tak, że Alicja myślała, że zemdleje zaraz z nerwów. Potem wstał i podszedł do szklanej ściany. – Jeśli pani w najbliższym miesiącu nie osiągnie najlepszego wyniku, będziemy musieli się niestety pożegnać, czego, zakładam, oboje bardzo byśmy nie chcieli. A teraz proszę wrócić do pracy. Alicja opuściła gabinet prezesa, wyrzucając z siebie ciche „Do widzenia” i ledwie trzymając się na nogach, dotarła do swojego biurka. Zakryła twarz dłońmi i chwilę drżała w samotności. W końcu podniosła wzrok i na środku gabinetu zobaczyła upuszczony zegarek kieszonkowy. Podeszła nań i chwyciła swymi bladymi palcami. „Zatrzymaj mnie, jeśli chcesz. Czas.” Szkoda, że nie można cię cofnąć. Najlepiej o trzydzieści lat. *** Wzgórza otaczające dolinę schodziły łagodnie w dół, odgradzając ją od morza falistych pagórków. Teren jakby płynął, mieniąc się pod wpływem słońca tysiącami odcieni żółci, zieleni i brązu. Chmury przepuściły nieliczne promienie, które stworzyły nad okolicą złotą poświatę, tak, że miejsce to wydawało się święte. Dolina ciągnęła się na północny-zachód, a na jej drodze nie stanął żaden pagórek, tak, że wzrok sięgał wiele mil do przodu. Dość niskie drzewa rosły tu porozrzucane pojedynczo, tworząc czasami coś w rodzaju nierównego płotu, odgradzającego jeden skrawek ziemi od drugiego. Przez cały ten teren wesoło płynął szmaragdowy strumień, szeroki i powolny. Biegł z jednego ze wzgórz, by wkrótce prawie się zatrzymać i rozlać swe iskrzące wody między kępami brunatnych traw, złocistymi kłosami zbóż i różnobarwnością kwiatów wychylających się gdzieniegdzie z zieleni. Wkoło unosił się przyjemny zapach słodyczy letniego nektaru i przeróżnych bukietów ziół. Alicja siedziała przy stole zastawionym półmiskami pełnymi ciast i owoców. Naprzeciwko niej usadowił się staruszek o postrzępionych, białych włosach przykrytych fikuśnym, fioletowym kapeluszem. Na stoliku obok postawił cały stos przeróżnych nakryć głowy. Część była już trochę przestarzała i sprawiała wrażenie, jakby nikt ich nigdy nie nosił. - Nie orientujesz się może, co łączy zegarek i kapelusz? – spytał, drapiąc się po bladym podbródku. Alicja pokiwała przecząco głową. - Fascynujące – zamyślił się. – Dwie proste rzeczy, a tak niebanalne połączenie. - Może po prostu nic ich nie łączy. Są przecież w niczym do siebie niepodobne – odparła obojętnie, biorąc łyk czarnej herbaty z za małej filiżanki. Staruszek w kapeluszu obrzucił ją przerażonym i zdziwionym wzrokiem, a następnie zaczął nerwowo wsypywać cukier do swojego kubka. Jedna łyżeczka, dwie, trzy… cała cukiernica. - Jakże to być może, żeby ktoś taki mógł istnieć. Ktoś tak zamknięty, ktoś tak…- zaczął mamrotać pod nosem, a potem głośniej dodał, nieustannie się jąkając – myślę…nie, nie…śmiem uważać, że zegarek i kapelusz coś łączy. Gdyby coś nie współistniało czyż świat nie rozpadłby się na drobne kawałki niczym lustro rozbite przez silne uderzenie pięścią? Wszystko coś łączy, tylko czasami nie wiemy co. Czy przez naszą niewiedzę uznać mamy, że ów połączenia nie ma? O nie – i ręce mu zaczęły drżeć – nie jesteś do mnie podobna, ale łączy nas ta herbata i ta poprzednia, i zagadka też nas łączy! Poprzednia herbata? Piła kiedyś przy podobnym stole, ale pamiętałaby przecież tego dziwnego staruszka… Miała już wstać z krzesła i odejść w nieznanym kierunku, jednak staruszek chwycił ją za rękę. Bez słowa wziął jedno ze swoich nakryć głowy, przyjrzał mu się uważnie i włożył na złote włosy Alicji. Szary kapelusz z czerwonymi kwiatami idealnie do niej pasował. - Pięknie…- szepnął staruszek – często nosisz kapelusze, Alicjo? – spytał, poprawiając ogromny czerwony kwiat. - W ogóle – rzekła z nutą smutku – Lubię je, nawet bardzo, ale kapelusze są passé, więc ich nie ubieram. - Passé? – zadumał się mężczyzna, a potem z całkowitym przekonaniem co do swojej racji rzekł – to szkoda, bo dopiero w kapeluszu jesteś Alicją… dopiero w kapeluszu wydajesz się być… szczęśliwa? – i nikły uśmiech pojawił się na jego nieprzeciętnie bladej twarzy. Kobieta chciała go o coś zapytać, poprosić o wyjaśnienie, ale nagle staruszek zniknął. Słońce ukryło się za granatowym płótnem, a ona zamknęła oczy… *** Pokój, w którym się znajdowała, był przeraźliwie biały. Białe zasłony, ściany, szafki, pościel – dosłownie wszystko. Podniosła obolałą głowę, którą trzymała na skrawku wąskiego łóżka. Przetarła zeszklone oczy i wbiła je w osobę leżącą na białym prześcieradle. Dopiero teraz do niej doszło, gdzie jest i co się stało. Poprzedniego dnia jej tatę przywieziono do szpitala; rozpoznanie: pęknięty tętniak mózgu. Recepta: pooperacyjne czekanie na cud. Spała przy nim całą noc, trzymając jego białą, przerażająco zimną dłoń. Niepewnie dotknęła jego szyi – wyczuwalny, lecz słaby puls. Łzy utknęły w jej niebieskoszarych oczach. Podparła brodę na lewej ręce, a prawą dłonią gładziła jego liche włosy. Bacznie przyglądała się zniszczonej twarzy ojca – wyrysowały się na niej lata pracy, opieki nad dziećmi i zmartwień, a także największy wróg – choroba. Ucałowała jego pomarszczony policzek i czekała na obchód lekarski, na stwierdzenie, na pewność – jakakolwiek ona miała być. Czekanie ma to do siebie, że czas zwalnia i minuta wydaje się być nieskończona. Alicja nieświadomie sięgnęła do kieszeni żakietu i wyciągnęła z niej srebrny zegarek. Piąta trzydzieści. Znów spojrzała na napis nad godziną dwunastą. Chciałabym cię zatrzymać wczoraj rano, a nie dziś… nie dziś. Spod jej czarnych rzęs spłynęła niewielka łza, która spadła na nieskazitelnie białe prześcieradło, zostawiając nań szary ślad. Nagle poczuła, że ktoś mocno ściska jej drżącą dłoń. Tak, to dawniej silna, a teraz prawie niewidzialna ręka ojca objęła jej palce i na chwilę znów stała się ciepła, jak kilka tygodni temu. Potem jednak uścisk słabł, aż w końcu jego dłoń opadła bezwiednie na prześcieradło, a sygnał maszynerii rejestrującej jego życie wydał z siebie przeraźliwy pisk. Na ekranie pojawiła się znienawidzona przez wszystkich linia prosta. Zbiegły się pielęgniarki, lekarz dyżurujący z podkrążonymi oczami, ale na darmo. Było już za późno by cofnąć wyrok. *** Mijała barwne drzewa, nieodkryte jeszcze przez czujne oko naukowców. Z ich gałęzi zwisały mieniące się kwiaty, które wabiły do siebie wszelkie istnienie latające. Alicja zerwała kilka najpiękniejszych okazów i szła przed siebie z pogodnym uśmiechem na twarzy. Pod stopami czuła przyjemny chłód wilgotnej pierzynki z mchu, a w powietrzu unosiła się słodka woń roślin. Nagle tuż przed nią zawirowało i zatańczyło babie lato zerwane przez mocniejszy podmuch wiatru. Kobiecie wydawało się, jakby letnie niebo obdarowało świat ciepłymi płatkami śniegu, które osiadły na jej ubraniu i włosach. Mieniły się one tysiącami barw wyzwolonymi przez promienie słońca górującego ponad światem. Alicja pobiegła przed siebie, chwytając biały puch w swe dorosłe, spracowane dłonie. On jednak nawet po najdelikatniejszym dotknięciu znikał, jakby ciepło jej rąk roztapiało jego kruchą konstrukcję. Świat powoli wychodził spod ukrycia płaszczu babiego lata, a po chwili nie było już ani śladu po owym cudownym, tanecznym występie natury. - Witaj, Alicjo – odezwał się głos znikąd. Kobieta rozejrzała się nerwowo, szukając osoby, która się z nią przywitała. Ku swojemu zdumieniu dostrzegła tylko kulejącego kota siedzącego na najniższej gałęzi okazałego dębu rozpościerającego swe pomarszczone gałęzie na prawo od niej. – Kim jesteś? – spytała go z nieudolnie ukrywaną nutą strachu i ludzkiej ciekawości. - Nikim – odpowiedział z wielką dumą w głosie. Wypiął pierś i podniósł swą głowę ku górze, tak, że przypominał posąg kota-bohatera, tylko trochę postarzałego. - Jak to nikim? – spytała zaskoczona. – Stoisz przede mną, więc nie możesz być nikim. - Nie jestem nikim, tylko Nikim – rzekł, odpowiednio akcentując każdy wyraz. – Akurat mam ochotę nim być. - Nie można tak po prostu chcieć i od razu się tym stać! – zawołała. - Jak to nie? – Kot otworzył szeroko oczy i spojrzał na Alicję z niezrozumiałym dla niej współczuciem i politowaniem. – Tutaj możesz być kim tylko zechcesz, niezależnie od tego kim byłaś poprzednio. Alicja zamyśliła się i poczęła rozważać w głowie kocie słowa. Mimowolnie się uśmiechnęła. Cudownie by było móc stać się… - Czemu wciąż tu przesiadujesz? – przerwał jej rozmyślania kot-Nikt. Alicja zadrżała – kot, który mówi, a na dodatek ją śledzi! Spuściła wzrok, jak uczennica po jakimś szkolnym wybryku. - Nie wiem. Lubię to miejsce – odparła ledwo słyszalnym głosem, przygryzając przy tym nerwowo wargi. - Dlaczego więc tu nie zostaniesz? – spytał, przechadzając się niepewnie po gałęzi. Wbił w nią swoje pionowe ślepia i czekał aż zmieszana kobieta wydobędzie z siebie jakieś adekwatne do wieku słowo. - Bo nie mogę. Jestem tutaj, a potem po prostu… znikam. – Sama dziwiła się bezsensowności swoich słów. Kot zeskoczył z gałęzi, lądując na trzy zdrowe łapy, czwartą podkulił na wszelki wypadek. A potem zaczął blednąć, aż w końcu można było zobaczyć tylko zarys jego sylwetki oraz ironiczny uśmiech wiszący w powietrzu. - Potrafisz tak? – spytał, jakby rzucając Alicji wyzwanie. Kobieta pokiwała przecząco głową, obserwując ową sztuczkę z szeroko otwartymi ustami i powstrzymując się przed wydaniem z siebie zduszonego okrzyku zaskoczenia. - Więc nie znikasz, bo nie potrafisz – rzekł złośliwie. Zapadło długie milczenie. Alicja starała się wypatrzeć kota wśród gąszczu krzewów i kwiatów, ale daremnie. Dopiero gdy znów zaczął nabierać kolorów, dostrzegła, że siedzi na tej samej gałęzi co przedtem i ogląda swój łysiejący ogon. – Nie znikasz więc, lecz odchodzisz, rezygnujesz – skwitował. - Nie rezygnuję, ale nie ma możliwości, żebym tu została – rzekła lekko poirytowana. - Oczywiście, że nie ma…- odparł, uśmiechając się podejrzanie. Nagle do uszu Alicji doszedł męski głos wydobywający się jakby z wnętrza czegoś odległego. „Nie orientujesz się może, co łączy zegarek i kapelusz?”. - Słyszałeś? – spytała zdezorientowana kota. - Nie, oczywiście, że nie – i uśmiechnął się dwuznacznie. Odwrócił się do niej tyłem i powoli zaczął blednąć, aż w końcu straciła go z oczu. I wtedy wszystko zaczęło jej się układać w głowie, jakby ktoś postanowił nań zrobić porządek – zegarek, kapelusz, zagadka, kot i jego pytania, wspomnienia. I gdy już była o krok od prawdy, świat wokół niej zawirował i ujrzała ciemność. *** Jej policzki były mokre, a oczy zaczerwienione. Siedziała skulona na fotelu naprzeciwko lustra. Podniosła z kolan wilgotny list, który znała na pamięć, ale mimo to wciąż wodziła po nim wzrokiem. „Jeśli myślisz, że wszystko dla ciebie rzucę, jesteś w błędzie. Nie rozwiodę się z żoną dla Twoich fanaberii. Poza tym nie oszukujmy się, nic nas nie łączy – zwykłe schadzki dla zaspokojenia potrzeb (…) nie mój problem (…) Twoje obecne wyskoki i pokazy nie robią na mnie wrażenia. Trzeba było myśleć przedtem, a nie teraz zadręczać mnie swoimi problemami. Przykro mi, że nie masz do kogo zwrócić się o pomoc, ale to nie powód, żeby mnie nękać i to na dodatek w biurze. Znałaś zasady (…) nie dostaniesz ode mnie żadnych pieniędzy, chyba że na (…) Nie będę robił na twoje utrzymanie, a tym bardziej na utrzymanie tego bachora. Usuń to i oboje będziemy mieli spokój (…)” To… dobrze powiedziane. Szargała nią niepewność. Wiedziała, że stoi przed problemem, dla którego nie ma idealnego rozwiązania. "A kiedyś tak bardzo chciałam dorosnąć…" - zaśmiała się sarkastycznie w myślach. Nagle z jej ust wydobył się przeraźliwy krzyk. W złości potargała list na drobne kawałki, które bezwiednie opadały na dywan. Zaczęła zrzucać z szafek wazony, kubki, raniąc sobie przy tym swoje dłonie. W końcu potknęła się i upadła na zimną podłogę. Przez długą chwilę nie podnosiła się, zanosząc się szlochem. W tej przeraźliwej ciszy posłyszała cichutkie tykanie. Raz, dwa, trzy… i tak w kółko. Podniosła się, otarła zaszklone oczy i sięgnęła po leżący na dywanie srebrny zegarek, który musiał jej wypaść podczas ataku furii. Gdybyś tylko mógł cofnąć czas. Ale nie, on tylko złośliwie wciąż prezentował słowa „Zatrzymaj mnie…”. Czuła, że złoty grawer wprost śmiał się z jej sytuacji. Chciała rzucić zegarek o ścianę. Podniosła już zaciśniętą pięść, ale coś ją powstrzymało. Coś nie pozwoliło jej zniszczyć srebrnego towarzysza. Włożyła go więc z powrotem do kieszeni spodni, chwyciła swoją torbę i wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. *** Szła przez różany ogród, w którym róże dawno już wybielały, ale mimo to było to piękne miejsce. Alicja pochyliła się nad jednym z kwiatów i rozkoszowała się jego wspaniałym zapachem. O wiele piękniejsze niż czerwone. Zerwała jeden płatek i delikatnie go gładząc, ruszyła przed siebie. Wkrótce na drodze spotkała olbrzymiego żółwia, który przystanął na jej widok. - Miło cię znów widzieć, tak samo jak miło znów być żółwiem i tak samo jak znów być szczęśliwym – rzekł ospale, spoglądając na kobietę. Alicja przestała się już wszystkiemu dziwić – mówiący żółw wspominający dawne spotkanie z nią nie był już niczym niezwykłym. Wróciły do niej jednak słowa staruszka, którego pamiętała jakby przez mgłę „bo dopiero w kapeluszu jesteś Alicją… dopiero w kapeluszu wydajesz się być…szczęśliwa” i mimowolny uśmiech rozjaśnił jej twarz. Ostatnim razem, gdy tu była, coś zrozumiała, ale nie pamiętała co… - I znów się spotykamy Alicjo – rzekł kot, który przyszedł znikąd, a teraz łasił się do jej nóg. – Coś mi mówi, że nie po raz ostatni – dodał zdecydowanym głosem. - Jesteś niezwykle przekonany co do swoich racji.- Alicja zmrużyła oczy i bacznie obserwowała swego rozmówcę. - Gdybym ja sam nie był przekonany czy ty byś była? – Kot owinął swój łysiejący ogon wokół jej kształtnej łydki. – Żebym takie logiczne sprawy musiał ci tłumaczyć – westchnął. - Dlaczego więc ze mną rozmawiasz? – spytała z nutą pretensji w głosie. Na jej twarzy gościł jednak lekki uśmiech. – Brakuje ci tu towarzysza do rozmowy? – dodała prowokacyjnie i uniosła brwi. - Nie bardziej niźli tobie, Alicjo. Nie bardziej niźli tobie… – i zniknął wśród zielono-brązowych zarośli. Kobieta usiadła na skrzypiącym progu drewnianego domu i poczęła przyglądać się światu. Niezwykłe kwiaty i zwierzęta, piękne krajobrazy, czyste powietrze, nietypowe osobowości, ale przede wszystkim niezwykła lekkość gdzieś tam wewnątrz niej samej sprawiały, że chciała, aby „tu i teraz” trwało wiecznie. - Cóż za brzydka pogoda! – zawołał staruszek w kapeluszu, idący w jej stronę. Alicja rozejrzała się dookoła – świeciło słońce, niebo nieskalane było ani jedną chmurą, nawet lekki wietrzyk nie burzył jej włosów. - Brzydka? Przecież nie pada deszcz…- rzekła zdziwiona, wskazując gestem ręki na bezchmurne niebo. - Deszcz! – przerwał jej – Jakże piękny jest deszcz. Nie sądzisz, że jeśli coś jest nielubiane to w gruncie rzeczy jest piękne. To, co wszyscy uwielbiają, jest takie banalne – zamyślił się. – D-e-s-z-c-z, jakie to fascynujące słowo! Słyszysz? Nie? – zasmucił się – Alicjo, znowu nie masz kapelusza! – i nie wiadomo skąd wyciągnął szary kapelusz z czerwonymi kwiatami – Dopiero w kapeluszu jesteś Alicją… dopiero w kapeluszu… - … wydajesz się być…szczęśliwa. – dokończyła za niego kobieta, rozważając te słowa w głowie. To była jedna z tych pięknych chwil ulgi, gdy udaje nam się sobie przypomnieć to, o czym zapomnieliśmy. Staruszek wpatrywał się z nią ze zdziwieniem, szeroko otwierając oczy. Potem jednak swoim zwyczajem zamyślił się i spytał, ważąc każde słowo. - Nie orientujesz się może, co łączy zegarek i kapelusz? Alicja na to pytanie aż podskoczyła z radości. Wiem! Wiem, wiem! Zaczęła wołać i pospiesznie sięgnęła po kieszonkowy zegarek. Napis niezmiennie głosił „Zatrzymaj mnie, jeśli chcesz. Czas”. Tak, chcę. Odkręciła srebrną boczną śrubkę i wyrzuciła ją za siebie. Wskazówki zegarka zatrzymały się na godzinie „trzecia trzydzieści trzy i trzydzieści trzy sekundy”. Alicja przycisnęła swój kapelusz na głowie i wraz z siwym królikiem oraz nieprzeciętnym staruszkiem udała się na łyk czarnej herbaty, jak to było kiedyś.



Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 29.12.2014r.

1     

Idan Użytkownik WPMT 22 05 2015 (21:35:39)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Cześć.

Gubisz przecinki i spacje, a raz czy dwa zdarzyło Ci się niepoprawnie odmienić jakieś słowo - zwróć na to uwagę podczas pisania kolejnych prac. Lepiej się zaprezentujesz, a nam, redaktorom, oszczędzisz trochę pracy ;)

"Alicja w Krainie Czarów" doczekała się już takiej ilości przeróbek i reinterpretacji, że naprawdę ciężko jest napisać coś interesującego korzystając z tej historii. Nie jestem zupełnie przekonana, że Tobie się udało, ale muszę przyznać, że opowiadanie mi się nie dłużyło. Z początku było trochę zagadkowo, ale kiedy czytelnik odkrył już zasadę rządzącą tekstem - przeplatanie rzeczywistości ze światem Carolla - zakończenie nie było zaskoczeniem. Moją odpowiedzią na pytanie, co łączy zegarek i kapelusz jest "oba przedmioty mogą uczynić Alicję szczęśliwą i oba w pewien sposób zatrzymują czas (kapelusz przez bycie passé)" - ciekawa jestem, czy rozminęłam się z Twoją wizją. W ogóle fakt, że nie dajesz czytelnikowi gotowej odpowiedzi oceniam bardzo na plus, zachęca do zastanowienia się.

Jeśli chodzi o styl, którym piszesz, to nie porywa, ale dobrze pasuje do tego, o czym mówisz. Stworzyłaś pracę nieco czarno-białą, opierającą się na zasadzie kontrastu między szarą, nieprzyjemną codziennością pełną problemów a idealną baśnią. Nie ma tu żadnych ponadczasowych rozmyślań ani wielkich rozterek, a bohaterka ostatecznie ucieka w to, co nieprawdziwe. Dla mnie jest to przeciętna, w miarę dobrze napisana historyjka wykorzystująca książkę, która jest trochę nadreprezentowana w kulturze - i niestety nic więcej, dlatego trzy.

Pozdrawiam,
Idan

Vinylandia Redaktor 22 05 2015 (21:15:13)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witam.

Mam bardzo duży sentyment do "Alicji w Krainie Czarów". Zaryzykuję stwierdzenie, że tutaj splotłaś tę Alicję z "Alicją w Krainie Życia" mistrzowsko. Fragmenty oryginalnej Alicji są nam znane, ale i tak czytamy je dalej z uwielbieniem i nostalgią. Przerywasz je jednak opowieścią tej nowej, twojej Alicji. Jej historia jest niezwykle smutna. Już jako dorosła kobieta zderza się ze smutną rzeczywistością. Niepowodzenia w pracy, romans zakończony ciążą, której notabene ojciec nie chce, bo jak może chcieć "obce" dziecko skoro ma żonę? Dodatkowo jeszcze śmierć ojca. To wszystko kumuluje się w dorosłej Alicji, która powraca do swojej Krainy Czarów, gdzie jest wolna od trosk i problemów. Rozmawia tam ze starymi znajomymi- Kapelusznikiem, Kotem i Żółwiem. Idealnie splatasz obie te historie, wiernie odwzorowując oryginalną Alicję.

Co do strony technicznej- zdarzyło ci się pominąć kilka znaków interpunkcyjnych i zrobić z dwie literówki, jednak na taką długość pracy są one naprawdę nieliczne. Opowiadanie wyszło ci naprawdę ciekawe, dobre, wręcz bardzo dobre. Podoba mi się także twoje dopracowane słownictwo- widać z jakim kunsztem budowałaś poszczególne zdania. Dlatego myślę, że praca zasługuje na 5.

Pozdrawiam.

Vinylandia Redaktor 22 05 2015 (21:17:00)
Przepraszam, zapomniałam o jednym małym szczególe. Jeżeli chcesz wyróżnić jakieś słowo w tekście, tutaj: "NATYCHMIAST". To zamiast tego okropnego caps locka, rozbij to słowo- "N a t y c h m i a s t".


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(22): 22 gości i 0 zarejestrowanych: