warto go przeczytać
Nie zważając na zdumiony wzrok Siriusa, wyciągnął z dość małej torby koc, przykrył się nim i poszedł spać. Człowiek znalazł spory, suchy konar, porąbał go mieczem, omalże łamiąc ostrze. Skulił się w konarach dużego drzewa, rozpalił małe ognisko i poszedł spać. Obudził ich dojmujący chłód szarówki. Sirius znalazł resztki żaru, położył na nich troszkę hubki i rozpalił ogień. Kiedy błysnął płomyczek, dołożył cienkich gałązek. Ogień zahuczał weselej, rzucił na to grubszych gałęzi, usiadł w korzeniach drzewa i grzał sobie ręce. Maks, drżąc, wstał z ziemi. Owinięty kocem podszedł do ogniska, wyjął placek chlebowy i zaczął go grzać nad płomieniem. Po kilku minutach podzielił placek na pół, część podał Siriusowi. Wyciągnął z torby płaską manierkę wody, napił się. Banita zapił chleb swoją. Ruszyli się, rozprostowali kości.
- Co teraz? – spytał Maks.
- Wieczorem to właściwie nie przyszedł mi do głowy inny pomysł, jak zrobić gdzieś na wsi popijawę na nasz koszt i podczas niej kogoś porwać.
- Nieźle. Ale-ale, nie mamy funduszy.
- Owszem, mamy. – odpowiedział, uśmiechając się, banita.
- Jakie? – spytał, patrząc koso, Maks.
- Ano, podróżowało się tu i tam – powiedział skromnie Sirius. – Rabowało się tu i tam. Tu i tam ma się więc ukryte skarby. O ile się orientuje, jesteśmy niedaleko Starozamcza.
- No, nie tak blisko. Nie zdążymy w jeden dzień tam nawet dojechać. – rozwiał jego zapał Maks.
- Szlag. No i cały plan wziął w łeb... – powiedział Sirius z ledwo skrywaną goryczą.
- Jak zwykle, genialne plany rozbijają się o szczegóły... – mruknął cicho niziołek.
- Co teraz? – spytał banita cicho.
- To ty tu jesteś specjalistą od zarabiania szybkich pieniędzy. – rzekł z wyrzutem Wyrwibrzuch.
- Może. Ale nie mam pomysłu. Tutaj nie jeżdżą pojedynczy kupcy, a nie damy rady karawanie. – powiedział Sirius, kryjąc głowę w dłoniach.
- Cholera. – Maks chyba po raz pierwszy, odkąd go Sirius zna, zaklął. – A chłopów? Nie możemy napaść chłopów?
- W zasadzie to czemu nie. Ale co u nich znajdziemy? – banita był już zrezygnowany.
- W zasadzie to nie wiem. – powiedział Maks, poddając się rezygnacji. – Chyba nic... Oczywiście! Poza środkami, niezbędnymi do wyprawienia przyjęcia!
- Nieźle, ale chyba nie da rady. – nie poddał się entuzjazmowi niziołka banita. – jak ograbimy jednego chłopa, to reszta się o tym dowie i nas zabiją.
- Kurwa. Kurwa! – zaklął Maks. – Więc jak, giniemy i tak dalej? Bez walki i w ogóle?
- A kto powiedział, że bez walki? – powiedział, szczerząc się wilczo Sirius. – zrobimy to po mojemu...
- Nie czuje w tym nic dobrego, ale dobra....
Przez cały dzień chodzili po okolicy, szukając pojedynczej chłopskiej farmy. W końcu taką znaleźli. Zaszli tam, udając zmęczenie wielodniową wędrówką. Wieśniacy ugościli ich u siebie ciepłym mlekiem i chlebem. Przybysze podziękowali i spytali, czy nie mogliby posiedzieć u nich dłużej, oczywiście zapłacą. Ależ tak - brzmiała odpowiedź – oczywiście!
Wieśniacy, jak tylko usłyszeli brzęk „złota”, zaczęli się kajać niczym przed panem. Sirius wykorzystał okazję i zawarł znajomość z najmłodszą córką chłopa. Tępy wieśniak myślał oczywiście, że Siriusowi spieszno do żeniaczki.
Ojciec wysłał obiekt „uczucia” banity do miasta, ten zaproponował jej natychmiast swe towarzystwo. O zgrozo jednak, wieśniak wysłał z nią jej brata, młodego, zwinnego, silnego i krzepkiego chłopa. Ponieważ Sirius nie chciał rozlewu krwi, nie działał. Postanowił czekać.
Kiedy wszedł do miasta, powiadomił o tym Viatora poprzez gołębia. Napisał mu krótki list. W karczmie dowiedział się, że Dan chce go widzieć. Spytał się panny, czy nie spędziłaby jednej nocy na jego kwaterach, oczywiście gwarantuje on jej nietykalność i tak dalej. Dziewczyna się zgodziła.
Poszli więc do dworku szlachcica. Oczy towarzyszki Siriusa rozszerzały się ze zdumienia coraz bardziej. Sirius, nie puszczając jej ramienia, wszedł na komnaty szlacheckie. Zbliżała się noc.
Strażnik poprowadził banitę do pięknych, dębowych drzwi.
Tymczasem Viator wraz z kompanami wjechali do miasta. Spotkali po drodze Wyrwibrzucha, który czym prędzej chciał dołączyć do Siriusa, więc pobiegł prosto do dworku.
Sirius wszedł do gabinetu Dana. Pokój miał pięć metrów długości i cztery szerokości. Zobaczył szlachcica, za nim zaś elfa, uzbrojonego podobnie jak Lateef. Odwrócił się. Obok drzwi stało dwóch strażników. Ten, który go przyprowadził, wyszedł na zewnątrz. Zrozumiał w jednej chwili – zginie. Nie sięgnął nawet po miecz. Nie zdążyłby. Spojrzał za to pogardliwie na Dana. Szlachcic powiedział z jadowitym uśmieszkiem.
- Tak więc twe próby oszukania mnie spełzły na niczym. Odprowadzić dziewkę do karceru. Zajmiemy się nią później. – powiedział, uśmiechając się obleśnie. W Siriusie wezbrało obrzydzenie – wiedział, co oznacza fraza „zajmiemy”.
- Znam wielu skurwysynów, wielu zabiłem, ale żaden nie miał prawa umywać się do ciebie. – powiedział, nie ukrywając grymasu obrzydzenia.
- O tak. Skurwysyn ze mnie pierwsza klasa, co nie? – uśmiechnął się dobrotliwie Dan. – A powiedz mi jeszcze łaskawie, jakich skurwysynów pozbawiłeś skurwysyńskiego życia?
- Wiesz, kim był Cyryl? – spytał banita.
- Tak, był... – zaczął szlachcic, ale Sirius przerwał mu.
- Zginął z mojej ręki. Zabiłem go osobiście, tym handżarem! – dobył broni.
- ....moim bratem... – dokończył Dan cichutko. – Więc to ty jesteś odpowiedzialny za jego śmierć! Zabiję cię! Zginiesz! Rozumiesz?! Sprowadzę inkwizycyjnych mistrzów z samego Marienburga i Middenheimu, oprawców nad oprawców, katów nad katów. Zabiję cię!
Sirius zamachnął się na Dana, elf sparował cios, szlachcic dał sygnał do ataku. Na Siriusa rzuciły się jednocześnie trzy osoby. Powalili banitę bez problemu, splątali się w nierozpoznawalny kłak, zmieszanie brązu, błękitu i czerni, metalicznych błysków broni i zbroi i szkarłatu krwi. Elf uniósł się, podnosząc w górę nóż...
Huknęło, do pokoju wpadł, wyrzucony z nieludzką siłą, trzeci strażnik. Podniósł się kurz, w jego chmurze do pokoju weszła drobna kobieta, ubrana na biało. Jednym uderzeniem na odlew strąciła elfa z banity. Tupnięciem zmasakrowała twarze ludzi, leżących po bokach i trzymających banitę. Zaczęli wić się z bólu. Sirius klęknął, również dostał na odlew, tyle, że delikatniej. Upadł wpółprzytomny na ziemię. Słyszał jak przez mgłę szelest sukni i delikatny głos, pytający: „Gdzie moja panna, banito?”. W odpowiedzi zaczął gwałtownie bełkotać. „Pogadamy później” – powiedziała Celinea, po czym ogłuszyła go do końca.
Łowcy czarownic spotkali w bramie Maksa. Niziołek obiecał im otworzyć drogę na dziedziniec. Kiedy dojechali przed bramę, zobaczyli Wyrwibrzucha, ściskającego bark i plującego krwią na cztery truchła. Alruna szybko go uleczyła. Ruszyli dalej. Czarodziejka była już nieco zmęczona, widocznie składała zaklęciem żebra. Ruszyli dalej. Drenir, Stressemann, Niedźwiedź i Maks wejdą od tyłu. Viator, Puchacz, Wilk, Alruna i Sokół od frontu. Usłyszeli okropny huk, dochodzący gdzieś z piętra. Pobiegli po krętych schodach w tamtą stronę. Dopadli sporej komnaty, w której leżał zakrwawiony Sirius, trzech martwych strażników, półżywy ze strachu człowiek. Nad ciałem odzianego na czarno elfa pochylała się ubrana w białą suknię kobieta. Po chwili odwróciła na nich zakrwawione oblicze. Cofnęli się przerażeni, ona zaś dotknęła barku Siriusa. Banita otworzył szkliste oczy.
- Gdzie moja ofiara? – spytała zimno. Puchacz rzucił się na nią, odrzuciła go jedną ręką.
- Pani... karcer...lochy... – wymamrotał.
- Dobrze. – odwróciła się, odeszła. Przepchnęła się między struchlałymi ze strachu łowcami czarownic. Viator nigdy nie miał styczności z tak potężnym wampirem. Wynieśli czym prędzej banitę za zewnątrz, Sokół zagwizdał ostro. Wilk podpalał dworek. Wybiegli z niego na zewnątrz. Przed nim zobaczyli Niedźwiedzia i tę część kompanii, która z nim poszła. Sirius otworzył powoli oczy. Pierwszym jego słowem było:
- Revena! Gdzie jest Revena!
- Jaka Revena? – zdumiał się Niedźwiedź.
- To jego klacz. Ostatnia istota, na której mu zależy. – wytłumaczył pospiesznie Maks i pobiegł w stronę stajni.
- Przecież on się udusi! – krzyknął Drenir.
- Wiedziałem, kurwa, że na mnie padnie. – mruknął gorzko Wilk, specjalista od ognia, i pobiegł za Maksem. W biegu polał sobie chustkę wodą i zawiązał na twarzy.
- Co za idioci. – skomentował towarzyszy Stressemann.
- Może. Ale – rzucił Puchacz. – Ale wszyscy byliśmy po trosze wariatami.
- Taa... gdybym wiedział, że rezyduje tutaj tak potężny wampir... – wzdrygnął się Niedźwiedź.
- Do tego alchemik. – dorzucił Sirius. Po kilkusekundowym zabiegu Alruny odzyskał przytomność do reszty, ale był nieco słaby.
- Dziwne, że nie ściga jej inkwizycja. – rzekł Drenir.
- Inkwizycja miała akurat inne rzeczy na głowie. – powiedział Sokół. – Omamieni przez Dana, ścigali uczestników naszej wyprawy.
- Co?! – Sirius aż się zachłysnął.
- Walczyłem z jednym, kiedy jechałem tutaj. – powiedział łowca czarownic. – I miałem pewność, że został omamiony czarami.
- Co z nim zrobiłeś? – spytał Drenir.
- Zabiłem – odpowiedział Sokół krótko. Wszyscy wzdrygnęli się mimowolnie na tak spokojne i zimne oświadczenie.
Zamilkli, widząc Maksa i Wilka, prowadzących klacz. Sirius uśmiechnął się i podszedł do nich. Wilk przekazał mu wodze Reveny. Banita skłonił im się w niemej podzięce.
Viator wskazał w głąb ulicy. Na spotkanie im biegli strażnicy miejscy. Dziesięć osób rzuciło się do ucieczki.
W mieście zawrzało niczym w ulu. Po stracie przywódcy ludzie nie wiedzieli totalnie, co robić. Chyba tylko dlatego nie został za mordercami wysłany list gończy. Dopiero po dwóch tygodniach wszystko ogarnął swym rozumem Aker.
Rozkazał wysłać listy gończe, ale to tylko dla formalności, żeby uciszyć wzburzony lud. Również dla uspokojenia ludzi, podjął się odbudowy spalonego grodu. Powoli dochodził do władzy, to już byli prawie że jego ludzie. Jego chłopi, jego robotnicy, jego poddani. W ostatecznym rozrachunku, to on przejmie władzę nad tymi ludźmi.
Podczas gdy Aker porządkował sprawy w mieście Dana, Viator i jego kompania posuwali się coraz dalej na zachód. Sirius odłączył się od nich praktycznie po dniu wędrówki. Postanowił udać się wpierw do Ossiriandu. Następnie...
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 13.10.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(8): 5 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Jassmine, Mii