warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
- Halo, niech pani zaczeka! Tak, pani z blond włosami! Proszę się zatrzymać!
Odwróciła się ze złością, bo już była mocno spóźniona..
- Czego ktoś znowu...- umilkła, gdy zobaczyła za sobą przystojnego, znajomego mężczyznę.
- Przepraszam za zawracanie głowy, ale pani zostawiła coś u nas. Proszę - powiedział, podając jej granatowy notes.
- Dziękuję... Bardzo dziękuję. To dla mnie bardzo ważna rzecz..
- Tak właśnie myślałem... Nie ma za co dziękować. Do zobaczenia!
- Chyba w snach - mruknęła pod nosem, wkładając notes do torby, po czym przyspieszyła kroku.
Zatrzymała się przed kawiarnią "Dolores".
- Dziewczyny, przepraszam za spóźnienie, ale kolejka u lekarza się strasznie wydłużyła. Same wiecie...
- Aga, nie przejmuj się, lepiej siadaj i posłuchaj, co się przydarzyło Kaśce.
Agnieszka była bardzo piękną kobietą, nadawała się na modelkę a jednak wybrała studia psychologiczne. Wynajęła za własne pieniądze mieszkanie. Rok temu wyjechała do Francji na zbiór winogron i zarobiła trochę kasy. Zawsze świetnie potrafiła sama o siebie zadbać, była piękna i niezależna. Lubiana i uśmiechnięta, słowem: dusza towarzystwa. Pochodziła z dobrego domu, ale nigdy się nie wywyższała. Wydawałoby się, że jest idealna. A jednak miała pewien problem, z którego raczej nikomu się nie zwierzała. A mianowicie Aga miała już 24 lata, a jeszcze nigdy nie była w żadnym prawdziwym związku. Nie potrafiła znaleźć sobie mężczyzny... Każdy wydawał jej się nieodpowiedni. Czasami myślała, że to już ten, że nareszcie znalazła wymarzony ideał, ale po niedługim czasie coś się psuło, coś ją odpychało od faceta, który chciał ją pocałować czy przytulić. Zdarzało się, że miała dosyć widoku mężczyzn, ich spojrzeń, słów, nie mówiąc nawet o uściśnięciu dłoni czy poklepaniu po plecach. Zrozumiała, że coś jest z nią nie tak jak powinno. Bała się. Przeczuwała coś złego. Przemogła się jednak i poszła dziś rano do psychologa. Opowiedziała o wszystkim i usłyszała:
- To, co przeżyła pani jako dziecko, tak silnie odbiło się w pani psychice, że skutki widać dzisiaj.
Zakręciło jej się w głowie, wspomnienia wróciły, nie potrafiła powstrzymać łez, płakała w gabinecie psychologa jak dziecko.
- Niech się pani uspokoi, przejdzie pani terapię, wyjdzie pani z tego, bez obaw...
Wybiegła z płaczem na ulicę, była bardzo zdenerwowana. "Skąd oni wiedzieli, jak mogli..." - Myślała rozgorączkowana. Historyjka prosta jak drut: umiera ojciec, matka jako atrakcyjna kobieta żeni się ponownie, są bogaci, mają duży dom, Agnieszka ma pełne prawo do bycia szczęśliwą. Jednak, gdy ma 8 lat, ojczym pierwszy raz dziwnie ją przytula, potem to już staje się jego obsesją. Zdesperowana Agnieszka dopiero w wieku 13 lat mówi o wszystkim matce, ale ta nie wierzy. Jest zbulwersowana, że Aga mogła coś takiego wymyślić. Uderza ją w twarz. Dziewczyna nie wie, co ma robić, stara się jak najmniej przebywać w domu.
Wreszcie, gdy Agnieszka ma 17 lat, jej ojczym umiera. Skończył się jej koszmar, jednak trauma pozostała. Aga ma zniszczone życie, stara się poukładać wszystko od nowa, jednak to nie takie proste. Uspokoiła się, może iść do kawiarni "Dolores". Ktoś za nią biegnie. O nie... To ten psycholog. Podał jej notes, właśnie wtedy ją poznajemy.
No właśnie, oto cała jej historia. Całe jej życie, aż do dzisiaj.. Niektórym tak odległe, może niektórym tak bliskie. Co będzie dalej? Po powrocie do domu Agnieszka, jak co dzień, otworzyła swój notatnik. Nagle zauważyła, że na ostatniej stronie jest wpis o następującej treści: "wtorek, 24 października o 16:00, w kawiarni "Dolores" - Twój psycholog".
- O, nie! Co on sobie wyobraża???
A jednak poszła. Była bardzo ciekawa. Co będzie dalej?
Czekał w kawiarni o umówionej godzinie, Agnieszka obserwowała go przez kawiarnianą szybę.
- Jaki on przystojny. Wcześniej tego nie zauważyłam.- pomyślała. Weszła.
- Witaj, Agnieszko - powiedział, całując ją w dłoń i z wielką delikatnością podając jej dwa tulipany. Wtedy coś w niej drgnęło...
Wiedziała, że on wie o jej słabości, a jednocześnie jest mężczyzną. To było bardzo fascynujące...
Całe trzy godziny upłynęły im na rozmowie, podczas której ani przez moment się nie nudziła.
Jacek, bo tak miał na imię, odprowadził roześmianą Agnieszkę do domu. Był piękny, ciepły, letni wieczór. Chyba najpiękniejszy w jej dotychczasowym życiu...
Weszła uśmiechnięta do mieszkania, ściskając w dłoni tulipany. Włożyła je szybko do wazonu, po czym spojrzała w lustro.
- Czy to dzieje się naprawdę? Czy ja zasługuję na miłość? Dlaczego życie potrafi raz być takie okrutne, a zaraz potem tak łaskawe?
Tej nocy nie mogła zasnąć, myślała, cały czas myślała.
W końcu to jej pierwsza miłość. Miłość? Czy to można nazwać miłością?
Może kolejne zauroczenie?
Nareszcie zadzwonił, potem jeszcze raz, i jeszcze raz... Spotykali się coraz częściej, niemal codziennie. Choć Aga nadal miała wątpliwości, co do prawdziwości tego uczucia, dopiero teraz uświadomiła sobie, że to, czego najbardziej się bała, było jej najbardziej potrzebne.
Czasem wieczorami myślała, że to jest jakaś bajka, sen, że niedługo za te piękne chwile będzie musiała czymś zapłacić.
On wybijał jej to z głowy, niszczył wszystkie obawy, smakował jak gorzki lek a zarazem słodki cukierek, kochał ją nad życie, co było widać na odległość. Był cierpliwy, dodawał jej optymizmu, przy nim była uśmiechnięta, szczęśliwa, wprost promieniała.
Czy coś mogło zniszczyć to piękne uczucie?
Czasami nie miała ochoty na spotkania, nie chciała. Dlaczego?
Miała wyrzuty sumienia, że angażuje się w coś, co nie jest prawdziwe. Wydawało jej się, że nigdy nie będzie mogła kogoś tak naprawdę pokochać i że przez to go rani.
Nie chciała się wplątać w coś, z czego nie będzie potrafiła wyjść.
To było tak jakby istniały dwie Agnieszki. Gdy byli razem, wszystkie jej wątpliwości znikały, wydawało jej się, że to z nim spędzi wieki. Kiedy wracała do domu, głowa pękała od nadmiaru wątpliwości.
Wtedy nie odpowiadała na telefony, czasem, gdy miała podły humor, nic ją nie obchodziło.
A on świata poza nią nie widział. Gdy wyłączała telefon, przychodził do domu. Gdy nie otwierała, nie jadł i nie pił, usychał ze zmartwień i tęsknoty. Oszalał na jej punkcie.
Gdy przez tydzień nie dawała żadnego znaku życia, dostał szału.
Nagrał jej dwadzieścia wiadomości na sekretarkę. A gdy otworzyła pocztę e-mail, w skrzynce widniało piętnaście listów. Szybko oddzwoniła i umówili się w kawiarni.
- Agnieszko! Nareszcie! Dlaczego się nie odzywałaś? Martwiłem się.
- Dlaczego robisz z tego taką sensację? Przecież świat się od tego nie zawali - powiedziała Aga.
- Ja robię sensację? Po prostu nie zniosę dłużej tej niepewności, przecież...
- Co? Myślałam, że jesteś cierpliwy, przecież wiesz, że ja potrzebuję czasu, boję się, że cię zranię, jeżeli to nie jest prawdziwe uczucie.
- Już mnie ranisz. Przepraszam, Agnieszko, ale ja już dłużej tego nie wytrzymam. Codziennie ta niepewność. Czekanie, myślenie. Nadal nie wiem, czy mnie kochasz... Ja potrzebuję prostej i jednoznacznej odpowiedzi, żadne "może" mnie nie satysfakcjonuje! Zrozum! Musimy coś postanowić. Czy chcesz ze mną być czy nie? Powiedz.
- Bardzo mnie zawiodłeś. Myślałam, że poczekasz, dla mnie to nie jest takie proste, mówiłeś, że dasz mi czas.
- Ale ile można czekać? Jesteśmy już razem dwa miesiące i nic oprócz spacerów nas nie łączy! Podjąłem decyzję. Jeśli nic do mnie nie czujesz, to nie ma sensu. Powiedz mi teraz: kochasz mnie? - Agnieszka nic nie odpowiedziała, zaczęła płakać. - Nie? Nie. Wiedziałem. Trudno, żegnaj Agnieszko.
Wróciła do domu z czerwonymi oczami, nie mogła na siebie patrzeć. Miała ogromne wyrzuty sumienia, czuła się podle. Położyła się spać.
Nazajutrz nie zadzwonił ani razu, żadnej wiadomości. Nic.
Zrozumiała, że to nie może się tak skończyć, że jednak go kocha.
Zadzwoniła kilka razy, lecz nie odbierał. Wreszcie nagrała się na automatyczną sekretarkę: "Przepraszam za wszystko, wczoraj tak szybko wyszedłeś, że nie zdążyłam Ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham". Oddzwonił po chwili, mówił, że jest w euforii, że muszą się spotkać. Umówili się w parku. Po chwili Aga siedziała już w tramwaju i co chwilę rozpromieniona czytała czułe sms-y. Postanowiła, że dzisiaj powie mu, żeby się do niej wprowadził.
Uśmiechnięta wysiadła z tramwaju i udała się w stronę parku. Zauważyła go z daleka i pomachała radośnie..
- Aga, nieeeeeeeeeee!!!- krzyknął Jacek.
Było już za późno, czerwony kabriolet z całej siły uderzył w dziewczynę, ciało bezwładnie osunęło się na maskę, jej lśniące kasztanowe włosy opadły na twarz, a po zwiewnej, niebieskiej sukience płynęły strużki krwi.
Jacek dobiegł do niej, mocno ją pocałował i rozpłakał się.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 13.10.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46484 | Użytkownicy: 3565
Online(9): 6 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Jassmine, Mii