Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

7,62 mm

Tego wieczora na smaszanie stał tylko jeden stos kremacyjny, otoczony przez kilka osób. Płomień pochodni, niesionej właśnie przez kapłana z leżącej około mili dalej świątyni, ten święty i oczyszczający ogień, wydawał się z tej odległości nie większy niż żar na końcu trzymanego przeze mnie w zębach papierosa. Ktoś mógłby powiedzieć, że tylko niepotrzebnie ryzykuję, ukryty na linii drzew, kilka metrów powyżej ghatu. W każdej wszak chwili któryś z żałobników mógłby się odwrócić i zagrozić pięścią w stronę dżungli, czy to przeklinając mnie, czy to Niryanę, dżunglę, a może po prostu cały świat. Wtedy bez trudu dostrzegłby ognik i marny byłby mój los. W jakimś sensie jednak było mi już wszystko jedno. Poza tym nie mogłem opuścić pogrzebu Ajita.

Leżał tam, na stercie chrustu i drewna, przykryty płachtą, gdyż widok jego zmasakrowanej twarzy przyprawiał większość ludzi o mdłości. Ajit. W sanskrycie oznacza to "nieśmiertelny", a jednak jakże śmiertelny okazał się być ten, dopiero wkraczający w dorosłe życie, chłopak. Tak samo jak każdy z nas, niezależnie czy nazywa się Rajesh, Vikesh czy Lars. Imię to tylko słowo, które na nic się nie przydaje i przed niczym nie chroni, gdy ostre pazury rozdzierają twoją klatkę piersiową, a zęby wyrywają pół żuchwy.

Na dole kapłan podpalił stos. Wiatr wiał na szczęście wzdłuż rzeki i nie trzeba było wdychać kremacyjnego zapachu. To też ciekawa obserwacja: żebrak z najniższej kasty czy bogaty maharadża - gdy płonie mięso, każde śmierdzi tak samo.

Nagle wróciła do mnie cała scena z poprzedniego dnia, w najdrobniejszych detalach, które tak bardzo chciałem wyrzucić z pamięci. Być może moja podświadomość składała w ten sposób hołd zmarłemu. Świadomość w każdym razie musiała przeżywać cały dramat od nowa...

Te krzaki były znakomitą kryjówką. Na pomysł wpadł, oczywiście, Ajit, podobnie jak na całą resztę - miejsce, czas i przynętę. Obu nas ta misja powoli już zabijała. Ganialiśmy na Niryaną po dżungli już czwarty tydzień, zawsze o kilka godzin spóźnieni lub o pół mili w bok. Znajdywaliśmy tylko jeszcze ciepłe, na wpół zjedzone zwłoki. I to najczęściej my przynosiliśmy wieści o nich do wiosek, do rodzin. Nienawidzili nas i jednocześnie się bali. Naszemu nadejściu towarzyszył zapach śmierci i płonącego stosu pogrzebowego.

W końcu Ajit przyszedł do mnie z wieścią, że zna ścieżki, którymi chadza ten cholerny lampart. Tak, nawet użył tych dokładnie słów. "Cholerny lampart". W jego łamanej angielszczyźnie zabrzmiało to jakoś komicznie. Roześmiałem się. Śmialiśmy się razem. On po raz ostatni w życiu.

Trzy godziny później zwierz stał niecałe sto jardów od wylotu lufy mojego karabinu i obwąchiwał przynętę Ajita. Nie miałem czystego strzału, zaczął wiać silny boczny wiatr i gałęzie krzewów sprawiały, że nie mogłem być pewien trafienia. Nie chciałem ryzykować spłoszenia go albo sprowokować do ataku. Zdjąłem palec ze spustu i pokazałem chłopakowi na migi, że wrócimy jutro. Wtedy chyba nie wytrzymał. Wyskoczył półnagi na polanę i z samym nożem rzucił się na drapieżnika. Bohaterski czyn. A może zwyczajnie głupi? Wszyscy mylimy przecież wciąż odwagę z głupotą. Walka nie trwała długo.

Nazywali go Nirnayą, po prostu "śmiercią". Zresztą jak inaczej nazwać bestię, która w ciągu miesiąca zabiła ponad trzydzieści osób? Podobno pierwszy raz zasmakował mięsa gdzieś w obozie drwali koło Kubra. Bali się spalić zwłoki, bo las był bardzo suchy. Zamiast tego po prostu położyli je na platformie powieszonej na drzewach, prastarym zwyczajem. Lamparty doskonale chodzą po drzewach. Później były już tylko osierocone dzieci, młode wdowy, rodzice opłakujący swoich synów. Cała Dolina spłynęła łzami, a nocami spowita była dymem ze stosów pogrzebowych. W końcu zwrócili się do mnie. Dobrze zapłacili, więc podjąłem się zadania.

A teraz ukrywam się na skraju lasu, patrząc z oddali na pogrzeb Ajita, znienawidzony przez większość tubylców, którzy uważali, że zginął on osłaniając moją ucieczkę. Jeśli mnie złapią, pewnie skończę jako ofiara przebłagalna dla jednego z setki tutejszych bóstw. Nie do końca tak wyobrażałem sobie zakończenie mojego życia. Nie mogłem jednak zwyczajnie uciec. Myśliwego i zwierzynę łączy pewna specjalna więź, którą przerwać może jedynie śmierć jednego z nich. Ta między Ajitem a Niryaną została już przerwana. Pozostała między mną a lampartem, a czułem, że jej kres jest już bliski.

Stos na smaszanie płonął w najlepsze, gdy usłyszałem trzask łamanej gałązki na prawo ode mnie. Bardzo powoli odwróciłem się. Stał znów około stu jardów ode mnie, patrząc w dół na ghat. Wiedziałem, że przyjdzie, Ajit miał takie podejrzenia już od dawna, choć nie wiem skąd przyszło mu do głowy, że dzikie zwierzę miałoby przychodzić na ceremonie pogrzebowe swoich ofiar. Znowu się jednak nie mylił. Powoli uniosłem do ramienia naładowany uprzednio karabin. Mosin. Siedem koma sześćdziesiąt dwa milimetra. Pięć naboi. Ten sam, którego używał Häyhä i Zajcew, niedoścignieni moi mistrzowie sprzed lat.

Znów wieje niekorzystny wiatr, a do tego fatalna widoczność. Muszę trafić między oczy, inaczej mogę nie mieć możliwości poprawki. Zawodowy instynkt niemal krzyczy w mojej głowie "nie strzelaj!". Ale czy nie dlatego Ajit wybiegł na tę polanę, by dać mi ten jeden moment? Czy mam prawo zmarnować poświęcone dwudziestoletnie życie?

Naciskam spust. Pocisk rozcina ucho lamparta na dwoje, a więc chybiam haniebnie. Już wie, gdzie jestem i z cichym mrukiem mknie w moją stronę. Sto jardów buforu pomiędzy moim życiem i śmiercią topnieje z prędkością trzydziestu mil na godzinę. Jak w transie przeładowuję karabin. Nie ma czasu przymierzyć, ale nie ma też nic do stracenia. Strzelam na oślep...



        Dedykacja: Gra prozatorska, klucz: ludojad, płeć: mężczyzna

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 09.10.2011r.

1     

PookyFan 11 10 2011 (00:21:57)

Doskonale rozumiem, że taka była koncepcja, jednak aż żal mi się zrobiło, że opowiadanie urwało się akurat w takim momencie. Cóż. Zgrabnie napisane, krótkie, acz treściwe (uwielbiam ten zwrot), miło się czyta. Bardzo ciekawy język narracji, i za to plus.

Fał 14 10 2011 (16:39:45)
Wiesz, to nawet nie to, że koncepcja. Po prostu zimna kalkulacja. Zabije człowiek - tani happy end, brakuje tylko pocałunku z tle zachodzącego słońca. Zabije lampart - równie tanie uśmiercenie bohatera na koniec, bo nie ma co z nim zrobić. A tak zostaje miejsce na sequel :P

Groszek 10 10 2011 (18:39:04)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jest praktycznie bezbłędnie, była chyba tylko jedna literówka i kilka błędów interpunkcyjnych. Bardzo dobrze, że dbasz o stronę techniczną. Opowiadanie błędów nie pozbawione wiele by utraciło na wartości.
Czasem mam wrażenie, że w jednym zdaniu jest o jedno czy dwa słowa za dużo. Gdybyś wyrzucił te zbędne wyrazy, wszystko brzmiałoby o wiele lepiej. Ale to już detale.
Tekst jest bardzo płynny, opisy barwne i niebanalne, czasem nieco skomplikowane, ale przy tym wcale nie przesadzone. Podoba mi się to, że dopracowujesz wszystkie szczegóły, jesteś bardzo dokładny.

Wylosowałeś trudny temat, ale bardzo dobrze sobie poradziłeś z jego wykorzystaniem. Główny bohater jest człowiekiem bardzo rozsądnym i opanowanym. Nie bez powodu to właśnie jemu udało się zabić lamparta. Szkoda tylko, że ludzie i tak stwierdzili, że śmierć ich towarzysza była winą właśnie tej osoby, a nie głupoty i zapalczywości samego nieboszczyka.

Bardzo spodobało mi się zdanie: "To też ciekawa obserwacja: żebrak z najniższej kasty czy bogaty maharadża - gdy płonie mięso, każde śmierdzi tak samo."
Takie dosadne i prawdziwe.

Pięć.

Fał 10 10 2011 (19:55:21)
Jesteś absolutnie pewna, że go koniec końców zabił? ;)

A co do tych zdań pewnie masz rację, ale z drugiej strony czuję, że wtedy to takie trochę "łyse" by było, jak scenariusz holywoodzkiego filmu akcji.

Groszek 10 10 2011 (20:03:01)
Przepraszam. Jestem już zmęczona i przeoczyłam tak ważną rzecz. Oczywiście masz rację. Siedzenie w szkole od ósmej do szesnastej mi nie służy.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46484 | Użytkownicy: 3565
Online(13): 10 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Cudak666, Jassmine

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl