Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Ektoplazma na tropie cz. 8" 24.02.2012
"40 mln dobrych uczynków cz. 9" 29.04.2010
"Listy " 21.12.2008
"40 mln dobrych uczynków cz. 6" 22.03.2010
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

40 mln dobrych uczynków cz. 11

Tekst nieco krótszy. Streszczenia nie będzie. Pozdrawiam z języczkiem. Wasz ukochany Bachus. Justice wpatrywała się w jego idealne ciało. Dodajmy, że robiła to od ponad godziny. Lucjan Fer był najlepszym kochankiem na świecie, przynajmniej lepszego nie mogła sobie wyobrazić na tym ciemnym, niewielkim poddaszu. Ze swoją nieziemską aurą, dżentelmeńskim zachowaniem rodem z XIX-wiecznych książek i niebiańskim spokojem był dla niej mężczyzną idealnym. Taki był cel jej podróży, tak chciało przeznaczenie, właśnie tak miała go spotkać. Mogłaby leżeć i wpatrywać się w niego godzinami i byłoby to dla niej najciekawszym doznaniem w życiu. „Kim jesteś Lucjanie Fer. Przecież nic o tobie nie wiem.” Tymczasem, jej zapomniana przyjaciółka, zziębnięta i wystraszona, kuliła się w rynsztoku do wiekowego muru nieco zaniedbanej kamienicy. Nie wiedziała co robić. Z każdym minutą ogarniało ją coraz większe przerażenie, a co gorsza, za diabła nie mogła wymyśleć, jak wrócić do swojej naturalnej formy. Bycie żmiją okazało się gorsze niż mogła kiedykolwiek przypuszczać. Musiała czekać na zmrok i koniecznie coś zjeść. W jej wężowym mniemaniu, czas wydłużył się w nieskończoność, dając jej sposobność do ciągłego przeklinania Lucjana Fera. - Skąd przyniosło to diabelskie nasienie? – zasyczała i chciała się bardzo rozpłakać. - Przepraszam, panna Ag? Pani jest przyjaciółką Justice Big Big? – niewielki wężyk zbożowy, z aureolką i bladą poświatą wokół swego ciała pojawił się niczym duch. - Taak, a ty coś za jeden? Ciebie też ta podła kreatura zamieniła w coś takiego? - Nie, taki się urodziłem – syczał flegmatycznie i co rusz wił się wokół niej – ma pani prawo do odmowy zeznań i pozostania w tej formie. Zdaje sobie pani sprawę z faktu, że nasza rozmowa jest nagrywana w niebie i wyraża pani zgodę na przetwarzanie pani danych osobowych w celach statystycznych? - Eee… chyba tak. - Dziękuję. Proszę się odprężyć i dokładnie precyzować fakty. Zna pani niejakiego Lucjana Fer? - Właściwie to nie bardzo. Spotkałam go w pociągu. Jechał w przedziale z moją przyjaciółką… - Czyli można powiedzieć, że właściwie to trochę go pani znała. To od razu wiele ułatwia. Wie pani kim jest ten jegomość? - Nie mam pojęcia do cholery! - Do cholery… dobrze, przekażę jej. Przepraszam, ale mam pilną rozmowę z Bogiem – odwrócił się do niej plecami, cały czas powtarzając „tak”. Po chwili zwrócił się z powrotem do niej i kontynuował – Dostałem informację, że powinna pani wiedzieć, że ten jegomość to Lucyfer. Proszę się nie martwić, nasze służby zrobią wszystko co w ich mocy, aby sprowadzić panią do naturalnej formy. - I ty jesteś z nieba, tak? Pieprzony wąż ze schizofrenią! - Negacja, to dobry objaw, świadczy o nienaruszonym stanie umysłowym. Wyśmienicie. Wie pani może, czego chce Świeczka, znaczy się Lucyfer… od pani przyjaciółki? - Nie mam pojęcia głąbie. - Dobrze, a czemu zmienił panią w żmiję? - Nie mam pojęcia głąbie. - Aha… A może obrażała go pani tak samo jak mnie? - Nie! Nie chciałam, żeby z nami szedł. Justice strasznie się to nie spodobało i powiedziała… tak, dokładnie to pamiętam. Powiedziała, że sączę jad. - No nic w takim razie. Dziękuję i kłaniam się nisko. - Zaczekaj, przecież chyba mnie tak nie zostawisz? - A tak, zapomniałbym. Proszę tutaj ugryźć – tuż przed jej oczyma, pojawił się gruby plik kartek – to wniosek o pomoc – Ag spojrzała na niego z olbrzymią złością – Przykro mi, takie przepisy. Aaa i jeszcze jedno. Bóg, jak się ściemni, podeśle pani myszkę na kolację. Staruszek wie, że to dla pani nowość, ale prosił, aby w miarę możliwości zabiła ją pani szybko. Nie lubimy w niebie znęcania się nad zwierzętami. - Kiedy to szaleństwo się skończy – zamiast łez, jedynie syczała i podnosiła głowę – może ja śnię. To na pewno jakiś chory sen… - Przykro mi, to nie sen. Dla nas to też sytuacja awaryjna więc proszę nie panikować i cierpliwie unikać kontaktów z butami – rzekłszy to, anioł ostatniej kategorii, rozpłynął się w krakowskim smogu. Ag skuliła się mocniej i zasnęła. Cóż więcej pozostało w tej sytuacji? Tradycją starej, dobrej gawędy wróćmy do naszej śpiącej królewny. Lucjan Fer przekręcił się w jej kierunku, a jego spojrzenie mieniące się wszystkimi odcieniami barw, sprawiało, że płonęła niczym nastolatka przed swoim pierwszym razem. Nie! To było coś po stokroć intensywniejszego. Pożerał ją oczyma, jak wygłodniały pies albo dziecko lizaki. Uśmiechnął się i powiedział: - Wiesz czego tak naprawdę od ciebie chcę? - Nie wiem – pojawił się w niej nieuzasadniony lęk – czegoś niegrzecznego – zbliżyła swoje usta do jego skroni, ale on zareagował i odchylił głowę. - Poznaj mojego najbliższego współpracownika droga Sa… znaczy się Justice Big Big - uśmiechnął się a jego wzrok powędrował tuż nad jej głowę. Justyna odwróciła się i zamarła w niemym przerażeniu. Tak, tak. Dokładnie wiemy jak Bachus potrafi działać na kobiety. - Oh, mon bellissimo, j’adore Justice Świeczka. Trafnee wyborro. - Może się przedstawisz? Niegrzecznie tak damę traktować. - O przepraszam – nachylił się, zwinął jedno skrzydło pod brodę i grubym, zdyscyplinowanym głosem wyrecytował – Jestem niedoszły hrabia Bachus, pomagier i współpracownik panienki… jak widzę, bardzo dobrego przyjaciela. Niech pani się nie lęka mej nikłej postury. Serce mam wielkie jak kryształki halitu w Wieliczce. - Czym wy u diabła jesteście? – Justice wydukała z trudem, rzucając na Świeczkę i Bachusa zabójcze spojrzenia. - Tak po prawdzie, to jestem diabłem – Bachus przyjął żartobliwy ton i dodał – a ten elegancik, to Niosący Światło – Justice zamurowało. Gapiła się ślepo na Świeczkę, a ten jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się – Lucyfer konkretniej. Ten, co Bogu się sprzeciwił, spadł do piekła i ble ble ble. Nieważne. Możesz czuć się zaszczycona – Bachus roześmiał się i dodał – to największy jebaka w całym wszechświecie. W piekle już jest o tobie głośno. - … - Justice nie wiedziała, co powiedzieć – Boże, dopomóż – wyszeptała.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 12.01.2012r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 12 01 2012 (18:37:47)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ciekawie, ciekawie. Dawno nie czytałam tego opowiadania, bo przerwałeś jego pisanie i dopiero po pewnym czasie połapałam się w tym, kto jest kim. No cóż, mam raczej słabą pamięć.

Widzę, że Justice wreszcie dowiedziała się prawdy, chociaż w sumie to jej w niczym nie pomoże, bo trzeba przyznać, że wkopała się w niezłe bagno. Jak można być tak naiwną, żeby przyłączyć się do zupełnie obcego mężczyzny? Ale z drugiej strony Świeczka też trochę się nią bawił, nie pamiętam dokładnie, ale chyba ją wtedy jakoś odurzył, rzucił uroczy czy coś.

Błędów jest niewiele, głównie te interpunkcyjne, więc nie ma się czym przejmować i nie ma się czemu dziwić. Jesteś jedną z ostatnich osób, które bym o to podejrzewała.
Tekst jest płynny i wciągający, masz bardzo miły dla oka styl pisania. Oprócz tego praca jest estetyczna.

Pięć.

amymone Użytkownik wpmt 12 01 2012 (00:48:07)

Być może nie jestem najlepszą osobą do komentowania Twoich prac, ale w sumie nikt nie jest w stanie zabronić mi kilku słów i uwag, prawda? Pamiętam, że Groszek swego czasu zaglądałam tutaj i być może coś pamięta i pokusi się o komentarz.

Przede wszystkim coś oczywistego - o niebo lepiej czyta się fragmenty krótsze. Wiem, to trywialne, ale prawdziwe - tak jest z prozą i tak jest z poematami w wierszach, często pseudo, no ale...

Po drugie "przede wszystkim", to dziękuję Ci za ten fragment, w tym stylu. Został napisany z taką lekkością pióra i humorem, który zdecydowanie zadowala mnie - czytelnika formatu X. Jest także niezbyt wymagający intelektualnie, nie-filozoficzny i konsekwentny.

Lubię pewną panoramiczność w prozie. Oglądać życie z perspektywy innych bohaterów, widzieć to, co w innych momentach nie zostało dopowiedziane lub wyjaśnione. Podoba mi się jak budujesz świat, jak skutecznie pokrywasz postacie płachtą autentyczności i naturalności. To cenne. Pierwszy fragment, pierwsza część ma wiele hiperbolicznych epitetów i porównań. To wygląda dosyć groteskowo i prześmiewczo. Zresztą, podoba mi się, gdy autor wymaga od czytelnika pewnego dystansu i przymrużenia oka prawego.

Poprawiłam błędy, które widziałam, inne pewnie dalej kryją się w tekście. Chyba masz rację - błędy to Twój znak rozpoznawczy, fiu, fiu.

Pozwalam sobie tym razem bez oceny i muszę przespać się z tym, co mogło wypaść gorzej.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(27): 27 gości i 0 zarejestrowanych: