warto go przeczytać
Pseudonim: jaga1005
Szok! Rzeczpospolita Obojga Narodów zadłużona na sto
miliardów centyli!
Jest 21.09.2021r. Wczorajsza informacja umieszczona przez nieznanego hakera na popularnym portalu "Yourface.com" zszokowała wszystkich. Według niej Polska ma tak wielkie długi wobec V Rzeszy, że sama nie jest ich w stanie uregulować, więc Rząd RON postanowił wziąć pożyczkę od Zjednoczonego Królestwa Ameryki. Jeżeli jej zaś nie odda do końca 2026r., to Rzeczpospolita Obojga Narodów zostanie przejęta przez UKA (the United Kingdom of America). Pojawiły się też pierwsze demonstracje na Litwie i Śląsku...
Przerywam czytanie gazety, zadowolona ze swojego dzieła. Słyszę dźwięk, wyłączającego się wodorowego czajnika. Parzę kawę i szykuję śniadanie. Rozkładam na stole mojego podrasowanego laptopa. Ta... Do szczęścia już mi niczego nie potrzeba... Ech..., jednak wszystko kończy się dziesięć po siódmej, kiedy to słyszę pukanie do drzwi. Idąc w stronę korytarza, zabieram ze sobą pilota do niszczenia dysku twardego. Wystarczy, że wcisnę "OFF", a laptop będzie czysty. Niepewnie spoglądam przez judasza. Z drugiej strony widzę dwóch nieznajomych mi mężczyzn. Jeden wysoki, mający maksymalnie czterdzieści lat, ubrany w jeansy i czarną, skórzaną kurtkę. Jego towarzysz jest niski, wiek około dwudziestu lat. Wygląda na niezbyt rozgarniętego. Ma na sobie długi, szary płaszcz, a na głowie zielony melonik. Nie podobają mi się. Powoli uchylam drzwi.
- Dzień dobry, pani Olga Nakow? - pyta znużonym głosem ten starszy.
- Tak, słucham. O co chodzi? - odpowiadam lekko zdenerwowana.
- Komisarz Mikołaj Bączek, Centralne Biuro Śledcze. - pokazuje mi swoją odznakę. - Jest pani zatrzymana pod zarzutem kilkukrotnego włamania się do rządowych komputerów. Wszystko, co pani powie, może zostać użyte przeciwko pani.
O, o... Bez zastanowienia wciskam guzik na pilocie. Po chwili z kajdankami na rękach schodzę z tajnymi agentami do ich czarnego BMW. Dowiaduję się, że mają mnie zawieść do ich głównej bazy w Warszawogrodzie. Po godzinie jazdy jesteśmy na miejscu. Od razu biorą mnie na przesłuchanie.
- Tym razem się nie wyrwiesz. Posiadamy na ciebie czternaście zarzutów. Kilkakrotnie włamałaś się do tajnej bazy, wykradłaś dane i zamieściłaś je na Universenecie. Masz coś na swoją obronę? - pyta ten młodszy, piskliwym głosem. Kiwam przecząco głową, więc agent kontynuuje. - Posiedzisz w kiciu przynajmniej kilkadziesiąt lat. Jednak ktoś, kogo nigdy nie spotkasz, zaproponował drugą opcję. Naprawisz rządowe komputery, a będziesz wolna, lecz pod stałą kontrolą. Decyduj.
- Oczywiście, że to drugie. - odpowiadam zażenowana.
- To chodź z nami.
Wychodzimy. Idziemy do pokoju, gdzie staję na chwilę zszokowana. O ile reszta pomieszczeń wygląda jak w serialach kryminalnych, tak ta sala jest biała i... Pusta. Rozglądam się zaciekawiona. O co, tu może chodzić? Jeden z agentów spogląda na swój zegarek, po chwili wciska przycisk, niegdyś służący do ustawiania godziny.
- Zamknij oczy i wstrzymaj oddech. - mówi do mnie komisarz Bączek.
Tak też robię. Po upływie ów czasu czuję osuwający mi się pod nogami grunt. Nie wiem, co się za mną dzieje. Czy lecę? A może się obracam? W końcu ulga. Znów stoję na podłodze.
- Już - odzywa się ten drugi agent.
Otwieram oczy. Nic się nie zmieniło. Jest tak, jak przedtem. Wychodzimy. Kurczę, co się tu stało?! Znajdujemy się w... w zakładzie psychiatrycznym! Ludzie chodzą ubrani w dziwne, srebrne kombinezony, a co jakiś czas mija nas ktoś z ośmiornicą zamiast głowy, skrzydłami lub innymi pseudoczęściami ciała. Ściany są z matowego szkła, podłoga z metalowych płytek. Idę za agentami, którzy w końcu zatrzymują się przed aluminiowym prostokątem. Pukają i nagle te drzwi znikają. Wchodzimy do pomieszczenia ze złotymi biurkami ustawionymi w okrąg. Przy każdym z nich unosi się biała poduszka, mająca służyć za fotel. Ciekawe, jak to zrobili? Znajduje się tu pełno ludzi, siedzących na tym czymś. Na przeciwko pracowników są hologramy wyglądające jak ekrany monitorów! Robi wrażenie, ale nie dam się zwieść. To tylko efekty specjalne. Nic więcej. Po chwili rusza ku nam pięćdziesięcioletni mężczyzna w białym kombinezonie.
- O, już jesteście! Witam! Panowie, możecie iść do studia - gdy tamci wychodzą, kontynuuje. - Jestem Vikt Mixes, dyrektor Ogólnoświatowego Biura Śledczego.
- Olga Nakow - ściskamy sobie dłonie.
- To jest nasze Centrum. Jest rok 3021. Wszystko, co widzisz, to rzeczywistość. Przeniesiono cię w przyszłość, gdyż mamy problemy ze stworzeniem stabilnego nadsystemu do rubberbotów.
Kurczę, przecież... przecież... przecież to niemożliwe... a może jednak...?
- Niestety nie potrafimy cofnąć się w przeszłość, więc będziesz musiała tu pozostać. Zamieszkasz w domu, który ci zbudowaliśmy.
Jestem zszokowana. Słowa ugrzęzły mi w gardle. Utknęłam tu sama... na zawsze...
- Mamy twoje rzeczy i odzyskaliśmy dysk twardy taptopa.
- Laptopa - poprawiam go.
- Przepraszam za pomyłkę. Ten wynalazek pół wieku temu przeszedł w zapomnienie. Ale mniejsza z tym. Proszę - podaje mi moje urządzenie schowane w czarnym futerale. - Możesz zacząć pracę teraz lub jutro, gdy odpoczniesz.
- Dzisiaj - odpowiadam.
Vikt pokazuje mi wolne miejsce, gdzie mogę usiąść. Hm... ich fotele są nawet wygodne. Uruchamiam laptopa i wchodzę w ich Universenet wersję szóstą. W cztery godziny naprawiam banalny kod ich genialnego nadsystemu. Informuję o zakończeniu roboty pana Mixesa. Przed wypuszczeniem mnie na wolność, dyrektor OBŚ zakłada mi jakąś metalową bransoletę, która zapewne służy do namierzania mnie. Agent Bączek zaprowadza mnie do wyjścia. Przechodzę przez ich kolejne dziwaczne drzwi, a mój strój zmienia się w... srebrny kombinezon! Na zewnątrz zapominam o tym i z wrażenia zamieram w bezruchu. W górę rosną szklane wieżowce. Nie ma chodników oraz asfaltu tylko... trawa, prawdziwa, zielona trawa! Samochody zastąpiły latające łodzie. Wszędzie elektronika... może jednak nie będzie tu tak źle. To... To... Moja Ziemia Obiecana! Na twarzy maluje mi się zachwyt, radość przepełnia moje serce, a oczy błyszczą ze szczęścia. Jestem w siódmym niebie! Lepiej być nie może! Cieszę się jak małe dziecko. Każda rzecz tutaj ma system oraz podłączenie do Universenetu! A, skoro nikt nie potrafi poprawnie zaprogramować rubbertopów, mogę z łatwością zapanować nad światem elektronicznym! Zadowolona ze swojego położenia, wsiadam do rządowej łodzi. Robot podwozi mnie do domu. Tam, staję przed metalowymi drzwiami bez klamki i nie wiem, co robić. Nagle wysuwa się żarówka LED albo coś, co ją przypomina.
- Witam, jestem Neox. Zapraszam - prostokąt znika.
Super! Wnętrze wygląda prawie tak samo, jak w moim starym domu.
Pierwsze, co robię, to mówię do robota, by uszykował mi obiad. Siadam podekscytowana na lewitującej poduszce. Wyciągam laptopa. Czas się uwolnić od policji. Włamuję się do ich bazy i usuwam swoją kartotekę oraz adres zamieszkania. Wchodzę też na inne strony, gdzie można znaleźć o mnie informacje. W końcu za pomocą niezastąpionego przez wieki widelca, zdejmuję bransoletę, którą bez zastanowienia unieszkodliwiam. Ten świat jest cudowny, a mój laptop niewykrywalny! Jak to możliwe? Otóż, podczas poprawiania kodu, zauważyłam, że komputery, czy tak oni to zwą, identyfikuje się poprzez nazwę wygenerowaną przez GIOO (General Input/Output Oversystem). Ja zaś posiadam BIOS (Basic Input/Output System), który tak nie potrafi. Tak więc mój sprzęt oficjalnie nie istnieje w sieci. Mogę robić w Universenecie, co tylko będę chciała. Mam nadzieję, że to nie sen, gdyż nie ma lepszego miejsca niż to, gdzie teraz jestem. Wszędzie systemy, które trzeba przetestować i zapory czekające, aż ktoś się przez nie przedostanie...
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 25.12.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46484 | Użytkownicy: 3565
Online(10): 7 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Cudak666, Jassmine