Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: screamerty
Imię: Rafał
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- recenzje: 11
- artykuły: 2
- proza: 6

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 51 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Fajerwerki próżności" 28.04.2012
"Rain Man" 25.12.2011
"Mikołaj z siekierą" 27.12.2011
"Fragmenty Tracey/The Tracey..." 29.12.2011
"Śmierć wszystkim, którzy..." 09.12.2011

Inne prace tego autora:
"Autostop" 02.12.2011
"Fajerwerki próżności" 28.04.2012
"Sugarland Express" 22.12.2011
"Zadławiony amerykańskim..." 11.12.2011
"Frozen" 04.01.2012


Najnowsze artykuły (wszystkie):
"Wolni, zjednoczeni,..." - sniadaniedolozka
"A kto powiedział, że..." - Lexie M.
"Kinemato...co?" - jazzu
"Małoletni wszechmogący" - Gracie
"Strażacy z OSP" - takijeden1
"Co i jak jemy?" - RedCherry
"Rapa Nui" - Gracie
"Co napisze czas o naszej..." - cichociemny
"Mikołaj z siekierą" - screamerty
"Zadławiony amerykańskim..." - screamerty

Zadławiony amerykańskim snem. Twórczość Todda Solondza

„Życie nie jest fair” Tymi słowami zwraca się ojciec do syna w filmie „Opowiadanie” Todda Solondza. Tą sentencją można opisać całą twórczość tego reżysera. Myślę, że połączenie jego filmów, nie w kolejności, w której powstawały, dałoby nam dość spójną i ciekawą historię. Wszystkie są do siebie podobne w charakterystyczny sposób. Bohaterowie są ciągle tacy sami, zmieniają się tylko ich imiona (lub aktorzy grający tą samą postać), a życie nigdy nie jest fair.

Todd Solondz, niski i trochę pokraczny pięćdziesięciodwulatek, jest uznawany za jednego z największych ironistów i prześmiewców amerykańskiego kina. Nic w tym dziwnego. W swoich filmach chwyta to, co pokazuje nam Hollywood i obdziera ze skóry, ukazując prawdziwe oblicza życia w Stanach. Jak sam twierdzi, z jego bohaterami nie można się identyfikować, są to głównie nieudacznicy lub zboczeńcy, rzadko piękni i dobrze zbudowani. Czy staliśmy się tak zapatrzonymi w siebie narcyzami, że potrzebujemy mega gwiazdy, żeby móc się utożsamiać z postaciami?.

Jego drugi film „Witaj w domku dla lalek” z 1995 roku, opowiada historię zagubionej, brzydkiej gimnazjalistki, nad którą, nie wiadomo dlaczego, wszyscy się znęcają. Obraz ma budowę trochę przypominającą czasy szkolne. Pierwszy dzień, nikt cię nie lubi, wszyscy chcą twojej śmierci, wracasz do domu, masz kochającą mamę, która cię wspiera, ale wysyła na drugi dzień z powrotem. Myślisz sobie, że gorzej być nie może, a to okazuje się nieprawdą. Z czasem przyzwyczajasz się do bólu. Dokładnie tak jest w tym filmie, z tym, że młoda Dawn nie ma kochającej rodziny. Matka ją ignoruje, karze ją za każdą błahostkę. Dziewczyna staje się kozłem ofiarnym, zarówno wśród znajomych, jak i najbliższych. Okazuję się być nawet marionetką dużo młodszej siostry. Przeżywamy z nią pierwszą miłość, która jest niemożliwa do zrealizowania, a także drugą. Zauroczenie oprawcą, który chce ją zgwałcić. Brzmi co najmniej ciekawie. W pewnym momencie ma tego dosyć i próbuje się zemścić, co kończy się gorzej dla niej niż dla innych. Zabawna, inteligentna i ironiczna historia o dzieciństwie. Jest to tak naprawdę temat tabu w dzisiejszym kinie. Większość mówiących o tym produkcji to, albo przesłodzone opowiastki na święta, albo robiące z dzieci demony zła. Ten natomiast jest prawdziwy. Może nie do końca identyfikujemy się z bohaterką, ale rozumiemy jej postępowania. Czasami nawet może się łezka w oku zakręcić, gdy coś się nam przypomni, np. nasze czasy szkolne. Film został nagrodzony w Sundance.

W 1998 roku powstaje „Happiness”, uznawany za najlepszy film Solondza. Jest to historia rodziny Jordanów, której członkowie są, można powiedzieć, karykaturami ludzi. Bardzo przerysowani i aż nadto nieporadni. Rodzice sióstr, którzy zawsze byli wzorem idealnego związku dla swoich córek, mają problemy, które wychodzą na jaw. Joy nie potrafi znaleźć mężczyzny dla siebie, pracuje w call center i uczy obcokrajowców. Jest najbardziej naiwną postacią. Helen to pisarka, która odniosła sukces dzięki opowiadaniom o gwałtach. Chcąc kontynuować swoją karierę, nie mając weny, stwierdza: „Jaka to szkoda, że nikt mnie nie zgwałcił”. Najbardziej ułożone wydaje się życie Trish. Żona psychiatry, mająca dzieci, mieszkająca w wielkim domu. Jej problemem jest to, że mąż przestał się nią interesować. Dość szybko poznajemy powód. Kręcą go młodzi chłopcy… Prócz klanu Jordanów, w obrazie pojawia się postać Allena. Zboczeńca, który dzwoni po losowych kobietach i mówi do nich świństwa. Przypadkiem wybiera numer chętnej na gwałt Helen. Wynika z tego bardzo słodko-gorzka perypetia. Pozornie chętni na wszystko, przy spotkaniu okazują się nie dość odważni. Bill, mąż Trish, jest jedną z najciekawszych, nie tylko w danym filmie, ale ogólnie kinematografii, postacią. Pierwszy raz mamy do czynienia z pedofilem, który jest sympatyczny. Głównie wpływa na to strukturalne rozbicie akcji, które osłabia czujność widza. Sama historia jest zabawna, i jak pisałem o „Witaj w domku dla lalek”, równocześnie inteligentna i ironiczna, jednak poruszająca poważniejsze problemy. Następuje tu pokazanie obłudy. Na początku wszystko wydaje się piękne, wręcz sielankowe, powoli zaczynamy odkrywać, że to tylko pozory. Nic nie jest łatwe i takie śliczne. Pod uśmiechami bohaterów, kryją się łzy. Wydają się nie być gotowi na prawdziwe życie z problemami. Sam tytuł jest prześmiewczy. Szczęście, którego tak naprawdę nikt nie doświadcza. Wszystko to czyni „Happiness” filmem wyjątkowym.

Kolejnym obrazem jest „Opowiadanie” z 2001 roku. W moim mniemaniu jest to najbardziej szydzący z rzeczywistości twór Solondza. Pierwsza część pt. „Fikcja” opowiada o dziewczynie, która zostaje porzucona, przez swojego chłopaka z porażeniem mózgowym. Mogłoby się wydawać, że musi być bardzo brzydka, otóż nie. W jej rolę wcieliła się Selma Blair, oceńcie urodę aktorki sami. Załamana rozstaniem uwodzi, a może raczej zostaje uwiedziona, przez swojego czarnoskórego wykładowcę. Mężczyzna, który zdobył nagrodę Pulitzera i jest świetnym pisarzem, okazuje się być nie do końca normalnym. Druga część nosi tytuł: „Dokument”. Mamy nieudolnego reżysera (który wyglądem przypomina Todda Solondza, czyżby autoironia?), który wpada na pomysł nakręcenia dokumentu o młodych ludziach, mających dokonać wyboru studiów. Nikt w niego nie wierzy, ale przypadkiem poznaje Scoobiego. „Typowego” nastolatka, którego nic nie obchodzi. Jego rodzina pozornie jest wzorem cnót i uosobieniem amerykańskiego snu, co zostaje wyśmiane. Najmądrzejszą osobą wydaje się najmłodszy syn, który nie cofnie się przed niczym, aby spełnić swoje egoistyczne zachcianki. Prostymi pytaniami niszczy sprzątaczkę pochodzącą z Meksyku, jednocześnie obnażając marzenia o lepszym życiu w Ameryce. Z pozoru niełączące się ze sobą historie, w całości tworzą idealny obraz nastolatków, tak samo zagubionych po wyborze studiów, jak i przed nim. Z pozoru lekka historyjka ma drugie dno. Szczególnie gorzkie jest zakończenie. Czy pogoń za sławą i pieniędzmi jest usprawiedliwieniem, dla zapomnienia o ludziach, którzy nam pomogli? Czy spełnienie marzeń, lub chęć spełnienia głupich zachcianek pozwala nam skrzywdzić innych? Która z historii jest prawdziwsza? Na to ostatnie pytanie najlepiej odpowiedzieć słowami czarnoskórego nauczyciela z pierwszej części: „…gdy tylko zaczynasz pisać, wszystko zamienia się w fikcję”.

„Palindromy” z 2004 roku są najbardziej pokazowym filmem Solondza. Mamy w nim miszmasz stałych tematów w twórczości tego reżysera. Jest o pedofilii, aborcji i stosunkach rodzinnych. Zastosowany został dziwny zabieg. Główna bohaterka grana jest przez różne aktorki, w różnym wieku. Rozdziały nazwane imionami bohaterów, sugerują, że dana historia mogła się przydarzyć każdemu z nas. Zmuszona do aborcji, młoda Aviva, ucieka z domu. Na swej drodze spotyka „cyrk” osobliwości. Fana miłości greckiej - pedofila o różnych imionach, czy różnego rodzaju chorych ludzi w domu mamy Sunschine. Niektórzy są grani przez osoby naprawdę upośledzone. Reżyser ubolewał, że zarzucano mu wyśmiewanie niepełnosprawności. Ja tego nie zauważyłem. Do każdej z postaci odnosi się ciepło i z szacunkiem. Pojawiają się tutaj osoby znane z „Witaj w domku dla lalek”. Film zaczyna się pogrzebem Dawn, która nawet po śmierci nie mogła uchronić się przed byciem wyśmiewaną. Mama Sunshine wraz z mężem i całą grupą to religijni fanatycy, do których z początku pałamy sympatią. Jak to w twórczości Todda bywa, wszystko zostaje wyśmiane. Obłuda wychodzi na wierzch, a cała historia zatacza swoiste koło. Film nie daje nadziei na lepsze jutro, jak w pewnym momencie mogą zmylić pozory, ale prawie gwarantuje powtórkę tego, co już było. Główna bohaterka wydaje się być głupia i naiwna. Od najmłodszych lat marzy o zajściu w ciążę, aż w końcu traci na to możliwość. Ciekawe zabiegi reżyserskie i scenariuszowe, sprawiają, że w przeciwieństwie do poprzednich filmów, ten nawet nie wydaje się być lekki. Kino drogi, które zostawia nas z kacem moralnym. Palindrom oznacza słowo lub wyraz, które czytane wspak będzie brzmiało tak samo. Czy film ten można oznaczyć takim mianem? Oceńcie sami, mi się wydaje, że byłoby to możliwe.

Kontynuacja „Happiness” czyli „Życie z wojną w tle” powstała w 2009 roku. Znanych bohaterów grają zupełnie inni aktorzy. Postacie, czyli głównie rodzina Jordanów, postarzeli się. Wydaje się, jakby żyli przez te dziesięć lat, które minęły od pierwszej części. Wszyscy są bardziej doświadczeni, podchodzą do życia inaczej, jednak wciąż prześladują ich podobne dylematy. Do ich życia nagle wkrada się przeszłość. Bill wychodzi z więzienia i prosi Trish o wybaczenie, a także chce odzyskać kontakt z dziećmi. Joy nawiedza duch mężczyzny, który popełnił samobójstwo po rozstaniu z nią. Sama próbuje żyć w związku z Allenem. Najlepiej zdaje radzić sobie Helen, która zajęła się branżą filmową i robi na tym niemałe pieniądze, kosztem rodziny. Wojna jest tutaj metaforą przeszłości. Tego, co się wydarzyło, gdy musieli walczyć, zmagać się z losem, który nie był dla nich łagodny. Historia z „Happiness” ciągle ich prześladuje. Znowu mamy obnażanie amerykańskiego stylu życia, z pozoru tak idealnego. Bohaterowie kolejny raz dławią się własnymi perypetiami. Ciągle rodzą się nowe problemy. Ewidentnym nawiązaniem do poprzedniej części jest pierwsza scena w restauracji, gdzie Joy dostaje ten sam prezent, którym kiedyś wzgardziła. Tym, co zasługuje na największą uwagę w tym filmie to zdjęcia. Żaden z wcześniejszych filmów Solondza nie był tak dopracowany graficznie. Sam reżyser spełnia się jeszcze w inny sposób. Napisał piosenkę tytułową do tego obrazu. Zawsze marzył o byciu muzykiem, więc w końcu, w pewnym sensie to osiągnął. Niektórzy mogą zarzucać, że jest to odgrzewany kotlet. Coś w tym jest, ale jednak wciąż smakuje dobrze. Zdumiewająco dobrze. Nie należy jednak patrzeć, przez pryzmat „Happiness”, wtedy to inni aktorzy, nie pozwolą wczuć się w historię, można się zagubić i próbować przypomnieć, co było. Trzeba spojrzeć jak na osobny i samodzielny film, tylko tak się spodoba.

Ostatni film „Czarny koń” z 2011 roku, po raz pierwszy pokazany polskiej publiczności został na 2 edycji American Film Festival we Wrocławiu. Otwierał całą imprezę. Muszę przyznać, że był to świetny początek. Trochę mniej kontrowersyjny Solondz, widać, że się postarzał, jednak wciąż z tym samym pazurem i nienawiścią do życia w zakłamaniu. Sentencja przytoczona na początku eseju „Życie nie jest fair” idealnie pasuje do tego właśnie filmu. Głównym bohaterem jest nieudacznik z nadwagą. Jedyne, co go interesuje, to zabawki i zdobycie kobiety, która wcale go nie chce. To ostatnie przypadkiem i wraz ze zdziwieniem publiczności udaje się. Przy okazji okazuje się, że starsza kobieta, pracująca z nim w firmie jego ojca, jest w nim zakochana. Co można uznać za nawiązanie do lubianego przez reżysera wątku pedofilii. Wydaje się jakby życie zaczynało być dla niego łaskawe, ale to bzdura. Pojawiają się coraz to nowe, niekiedy zabawne, problemy. Jest to pewnego rodzaju spirala, która się nakręca wraz z akcją, wplątując postać w kolejne nieszczęścia i męki umysłowe. Często ucieka w świat wyobraźni, przez co ciężko określić, co jest rzeczywiste, a co tylko imaginacją bohatera, który nie wzbudza tak naprawdę sympatii. Jego rodzice to ciężko pracujący ludzie, a on jest leniem, czarnym koniem rodziny. Reżyser dokonuje autopsji życia na amerykańskich przedmieściach, na człowieku bez ambicji. Całkowita odwrotność amerykańskiego snu. Momentami wydaje się, że ma szansę na coś lepszego, po chwili jednak ją traci, lub przesypia, bądź jest zapatrzony w co innego. Zmaga się też z problemami, z którymi zetknął się każdy z nas, jak np. niemożność wymiany uszkodzonego towaru. Historia jest w miarę prosta, lekka i przyjemna, jednak pozostawia gorzki posmak. Możemy się śmiać, ale po chwili uświadamiamy sobie, że to wcale nie jest śmieszne, tylko prawdziwe. Wspaniałe kreacje aktorskie Christophera Walkena i Selmy Blair, zasługują na szczególną pochwałę.

Analizując twórczość tego niezależnego reżysera, nie można przeoczyć muzyki. Prawie każdy film, ma piosenkę przewodnią zatytułowaną identycznie jak film. Jest to bardzo charakterystyczna cecha. W pewnym momencie słyszymy dźwięk gitary, np. w „Happiness” czy „ Życie z wojną w tle” i bohaterów śpiewających słowa, jakimi nazwany został obraz. Treści również nawiązują do tematu filmu. Moim ulubionym utworem jest „Welcome to the dollhouse” z „Witaj w domku dla lalek”. Nadaje on tempo filmowi, robi go bardziej rockowym, buntowniczym, oraz jest to kawał dobrej muzyki. W „Palindromach” za to, piosenki nie mają nic wspólnego z tytułem. Aviva dołącza do grupy muzycznej złożonej z dzieci mamy Sunshine. Jest to zespól religijny i ich występ przywiódł mi na myśl Jacksons 5. W pewnym sensie pokazuje to usposobienie bohaterów, więc jest związane z tematem.

Wszyscy, którzy myślą, że Ameryka to kraina mlekiem i miodem płynąca, powinni zaznajomić się twórczością Solondza. Kontynuuje on dzieło Thompsona, Wolfe’a czy nawet Cassavetesa, pokazując kraj, jako umierający organizm. Ludzie nie mają szans na spełnianie swoich marzeń, lub po prostu nie chcą tego robić. Bohaterowie są tak zapatrzeni w siebie, że nie widzą kłamstw, którymi żyją, którymi są karmieni. Nie można się z nimi identyfikować, jak przy hollywoodzkich produkcjach, ale wpływa to w pewnym sensie na plus. Oglądając jego film tracimy narcystyczne przysposobienia, które nabraliśmy przy większości innych twórców. Sam reżyser podkreśla, że filmy to fikcja i właśnie w jego twórczości zagłębiamy się w fikcję. Poznajemy marzenia i oczekiwania postaci, żeby zaraz miały się one zderzyć z rzeczywistością i boleśnie polec w gruzach. Wszystko, co podziwialiśmy, czego pragnęliśmy, sypie się na kawałki. Nie jest to amerykański sen, a staje się powoli amerykańskim koszmarem, który jest dużo prawdziwszy od tego pierwszego.



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 11.12.2011r.

1     

jazzu 14 12 2011 (22:34:17)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Przetrwałem... Pierwsze co musiałem odpalić, to oczywiście edycja, bo było mnóstwo błędów interpunkcyjnych i niekiedy stylistycznych. Starałem się pozbyć powtórzeń i zneutralizować kolokwializmy (i tak nie wiem czy wszystkie błędy wychwyciłem). Dobre jest to, że widać, że znasz się na rzeczy i twórczości Solondza. Potrafisz przedstawić filmy w zachęcający sposób. Problemem jest to, że mało wyrażasz siebie, wolałbym widzieć więcej Twojej opinii, zamiast zdań typu "oceńcie sami". Twoim głównym problemem jest to, że piszesz dobrze, ale budujesz zbyt długie zdania, bądź z krótkich chcesz zrobić zdanie podrzędnie złożone. Musisz pracować nad formą, a będzie o wiele lepiej, póki co zmuszony jestem dać 4.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46484 | Użytkownicy: 3565
Online(13): 10 gości i 3 zarejestrowanych: exother, .moniaa., aubrey

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl