warto go przeczytać
Pisząc ten artykuł chciałam, aby był jak najlepszy. Nie wiem, czy mi się to udało. Mogę stwierdzić jednak, że spróbowałam przybliżyć osobę ks. Jerzego Popiełuszki - kapelana "Solidarności" , ale przede wszystkim wspaniałego człowieka, dobrego księdza.
1947 rok. W małej wsi Okopy koło Suchowoli (woj. Białostockie) przychodzi na świat chłopiec, któremu rodzice - Władysław i Marianna Popiełuszkowie - nadają imię Alfons. Niby urodziło się im kolejne dziecko, przecież to normalne. Dopiero po upływie kilkudziesięciu lat, dowie się o nim cała Polska. Alek (jak mówiono na przyszłego ks. Jerzego) uczył się przeciętnie, był pilnym uczniem, ale nie należał do prymusów. W dzieciństwie i młodości podziwiał Maksymiliana Kolbego, który stanowił dla niego także wzór w późniejszym życiu (obok Jana Pawła II i Prymasa Stefana Wyszyńskiego). Zaczęło się od przeglądania "Rycerza Niepokalanej" u babci w Grodzisku (wsi położonej niedaleko Suchowoli). Pierwszą Komunię Świętą przyjął w 1956 roku w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. Alek był zawsze bardzo szczupły. Codziennie wstawał wcześniej niż jego rówieśnicy, aby dojść na 7.00 rano do kościoła na Mszę Świętą (kościół oddalony był o 5 km). W szkole podstawowej jak i w liceum zapamiętany był jako cichy, grzeczny, kulturalny, zawsze chętny do pomocy, koleżeński.
Po zdaniu matury w szkole w Suchowoli (1965r.), Alek zdecydował się iść do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Co prawda bliżej miał seminarium w Białymstoku, ale wybrał Warszawę. Dlaczego? Jednym z powodów była osoba kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego bardzo podziwiał. Wciągnął się w wir zajęć. Uczył się, w wolnych chwilach czytał. Z niecierpliwością jednak czekał na chwilę kiedy po raz pierwszy przyodzieje sutannę (miało to nastąpić na drugim roku studiów). I stało się. W 1966 roku, po raz pierwszy założył sutannę, ale też został wezwany do wojska, więc długo się nią nie nacieszył.
Wojsko było wielką szkołą dla wszystkich kapłanów. W jednostce wojskowej w Bartoszycach, gdzie byli sami klerycy, Alek wspierał kolegów, dodawał im sił, podczas gdy sam był źle traktowany. Znana jest historia z różańcem, którego zdjęcia odmówił. Wiele osób przyznało po latach, że dzięki niemu przetrwali wojsko.
Po odbyciu służby wojskowej powrócił do seminarium. Dalej kształcił się, integrował z kolegami. Najbardziej wyczekiwany dzień dla kleryków - święcenia kapłańskie, nastąpiły 28 maja 1972 roku. Od tego czasu Jerzy Popiełuszko (zmienił imię z Alfonsa na Jerzy) stał się kapłanem, spełniło się jego marzenie. Pojechał czym prędzej do rodzinnej Suchowoli i odprawił tam prymicję. Teraz już oficjalnie można się było do niego zwracać "proszę księdza". Ksiądz Jerzy był w różnych parafiach: to w Ząbkach, to w Aninie, to w Warszawie (np. w kościele Akademickim św. Anny), ale zawsze zjednywał sobie ludzi. Mimo to wspomnieniami powracał z Warszawy do Okopów, powracał do ukochanej matki, taty, rodzeństwa.
Początek pracy w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu to przełomowy moment w jego życiu. Ksiądz Teofil Bogucki, proboszcz tamtejszej parafii, przyjął księdza Jerzego z otwartymi rękami. Pamiętna pierwsza Msza na terenie Huty Warszawa w sierpniu 1980 roku - to czas, gdy ksiądz Popiełuszko zaprzyjaźnił się z hutnikami. Znalazł z nimi wspólny język. Zawsze chciał być na równi z innymi. Mówił często: "Przestańmy księdzować. Jurek jestem", i tak zaczynała się znajomość. Ksiądz Jerzy był bezpośredni. Przyszedł kiedyś do domu państwa Orygów, przyjaciół z Anina, i zaczął szukać czegoś w garnkach. Nikogo to nie zrażało. Wszyscy wiedzieli, że w tym prostym, normalnym człowieku pochodzącego z okołobiałostockiej wsi, kryje się ktoś wielki, a jednak ludzki, zupełnie przyziemny. Ksiądz Jerzy zaczął też odprawiać słynne msze za ojczyznę. To na tych mszach podnosił na duchu, wspierał, uczył zwyciężać zło dobrem. Jednak jego kazania były inaczej odbierane przez przeciwników księdza. Nie zrażał się, czuł, że jest potrzebny. Zaczęły się przesłuchania. Oskarżano księdza o deformowanie hostii na kształt litery "V" (Victoria - Zwycięstwo). Przeszukano też prywatne mieszkanie księdza Jerzego na ulicy Chłodnej, gdzie znaleziono podrzucone m.in. nielegalne ulotki. Ksiądz Popiełuszko skwitował wtedy ten czyn słowami: "Teraz to przesadziliście panowie".
W roku 1984 ksiądz Jerzy rozpoczął przygotowania do pielgrzymki ludzi pracy na Jasną Górę. Jego ostatniej pielgrzymki. Zrezygnował ze studiów w Rzymie, twierdził, że nie chciał zostawić ludzi. 13 października 1984 roku odbył się pierwszy, nieudany zamach na życie kapłana. Dopiero 19 października, nastąpiło najgorsze. Ksiądz Jerzy miał odprawić Mszę Św. w parafii Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy o godzinie 18.00. Po Mszy Świętej wyruszył do Warszawy. Funkcjonariusze SB zatrzymali jego samochód i wrzucili do bagażnika. Następnie, po wielu uderzeniach, urazach, wrzucono niewiadomo czy żywego czy martwego księdza do Wisły we Włocławku.
W tym czasie cała Polska szukała ks. Jerzego. Ludzie wystawali przed kościołem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Palono znicze, ale największą moc miała modlitwa. Czekano. Czekano aż ksiądz Jerzy powróci w swoim oryginalnym szaliku, z uśmiechem na twarzy i zaprosi wszystkich do swego małego pokoiku na plebanii. Tak miało być. Stało się inaczej. 30 października wyłowiono z Wisły zmasakrowane ciało księdza. Potem nastąpiło przewiezienie ciała ks. Jerzego z Białegostoku do Warszawy. Odprowadzono ukochanego księdza, w jego ostatnią drogę. Ostatnią drogę do ukochanego kościoła. Kilkaset tysięcy ludzi, którzy z płaczem żegnali ks. Popiełuszkę wiedziało, że był to człowiek święty. Tylko czekano na beatyfikację wspaniałego księdza.
Mimo, iż księdza Jerzego wrzucono do Wisły, mimo iż chciano zatopić owoce jego nauczania, on nie umarł. Jego przepiękne słowa i czyny wydają owoce. Ksiądz Jerzy nie był tylko kapelanem "Solidarności" z czym jest kojarzony. Nie odprawiał tylko wspaniałych Mszy za Ojczyznę. Nie tylko pocieszał, wspierał duchowo i materialnie. Był wspaniałym człowiekiem, którego kochały tysiące ludzi za skromność. Wielu nie spodziewało się widoku drobnego, szczupłego księdza z ambony, który swoim głosem podnosił ludzkie dusze. Myśleli o nim jak o herosie, bohaterze. Ale czy nie był bohaterem? Obrońcą wiary i Jezusa? Jakże był, i za to zginął. "Oby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie" (Jan Paweł II).
Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki odbyła się 6 czerwca 2010 roku. Na uroczystościach u Grobu na warszawskim Żoliborzu w Kościele Św. Stanisława Kostki była Pani Marianna Popiełuszko, Mama ks. Jerzego Popiełuszki.
Obecnie tłumy przybywają z pielgrzymką do Grobu Kapłana - Męczennika. Błogosławiony ksiądz Jerzy dokonuje cudów, których doświadcza wiele ludzi. Otwarte zostało też Muzeum bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Wszystko warto zobaczyć. Warto poczuć atmosferę żoliboskiego kościoła w którym przez cztery lata był ksiądz Jerzy, naprawdę warto.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 9
Data dodania: 25.07.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46484 | Użytkownicy: 3565
Online(15): 13 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, .moniaa.