Prymitywna kinematografia

Film – doskonały sposób na spędzenie kilku godzin. Można się rozerwać, pośmiać, wzruszyć, zdziwić, zapamiętać do końca życia – dobre filmy wzbudzają w nas całą gamę pozytywnych uczuć. Niestety żyjemy w epoce, w której coraz częściej filmy nastawione są na przeciętnego odbiorcę, a więc takiego, który nie oczekuje złożonej fabuły, subtelnych żartów, do zrozumienia których trzeba wysilić mózg i posiadać podstawowy pakiet wiedzy na poziomie gimnazjalnym (co dla wielu jest nie do przyjęcia) ani tym bardziej wysokiego poziomu merytorycznego dzieła. Nie – taki widz oczekuje dowcipów na poziomie dziecka ze szkoły podstawowej, fabuły polegającej na masowym mordobiciu uskutecznianym przez wszystkich bohaterów oraz – rzecz jasna – motywu miłosnego. Bez tego ostatniego trudno sobie zresztą wyobrazić nowoczesny film. A jeśli motyw miłosny, to również – rzecz jasna – erotyczny. Namiętne pocałunki i miłosne jęki już nie wystarczą – widz musi widzieć, co kochankowie robią w łóżku (choćby i nie widzieli wszystkiego). Jest to najbardziej podły zabieg psychologiczny stosowany na widzach – wywoływanie u odbiorców podniecenia seksualnego wymusza u nich pozytywny odbiór tego, co się im serwuje, a na tych nieco bardziej wrażliwych wywołuje złudzenie romantyzmu osiąganego przez pokazanie na ekranie najbardziej intymnego momentu w życiu dwojga kochających się ludzi – nawet jeśli to tylko na filmie. Nie jest to dobry zabieg, ponieważ odwołuje się do najbardziej prymitywnych instynktów ludzkich i sprowadza widzów do roli pospolitych konsumentów, podczas gdy są (a raczej powinni być) odbiorcami sztuki, natomiast sam film pełni tu rolę środka zaspokajającego prymitywne potrzeby prymitywnego (bo do takiego kierowane są najczęściej nowoczesne filmy) widza. To, co ma w założeniu przyciągać i wywoływać uczucie romantycznych uczuć między bohaterami, stało się wypełniaczem pomiędzy innymi scenami, a w dodatku jest kpiną dla ludzkiej intymności i prawdziwej miłości, pokazywanej jako coś składającego się z namiętnych pocałunków i upojnych nocy spędzonych razem w łóżku. Wiadomo, że tak właśnie postrzega miłość społeczeństwo XXI wieku – romantyzm i seks stanowią tu właściwie filary owej miłości”, podczas gdy powinny być nimi zaufanie, wsparcie i odpowiedzialność za siebie nawzajem. Pełne najgorszych stereotypów na temat ludzkich uczuć i przesączone erotyzmem filmy trafiają też – niestety do coraz młodszej publiczności. Czemu niestety? Ano dlatego, że już dziesięcioletnie dziecko wie, że miłość = seks – tak mu mówią filmy (coraz częściej z ograniczeniami zaledwie od 12-stu lat – i potem dziwią się wszyscy, że nastolatka zapadła w ciążę). Rodzice – również zapatrzeni w takie produkcje – nie zdają sobie sprawy z potrzeby weryfikacji takiego światopoglądu u dzieci, a więc młodzi ludzie opierają go – tu w zakresie życia w związku – na takich filmach właśnie. Aż żal patrzeć, jak prymitywnemu społeczeństwu serwuje się to, co lubi najbardziej – prymitywne treści. A spirala się nakręca, ponieważ kolejne pokolenie przywyknie do takich właśnie widowisk, i w przyszłości nie będzie w stanie oglądać niczego bardziej wymagającego czy subtelnego. Kolejne prymitywne wartości – przemoc – również negatywnie wpływają na odbiorców. Walka może być ważnym elementem w filmie, nie będąc wtedy tylko kolejnym zaspokajaczem prymitywnych potrzeb oglądania mordobicia i wzajemnego zarzynania się, znanego chociażby ze starożytnego Rzymu, gdzie podczas takich widowisk ginęli ludzie i zwierzęta wystawiani do bezsensownych i brutalnych walk. Dziś mamy to na małym ekranie, i może w nie aż takiej skali, niemniej jednak brutalność jest kolejnym nieodzownym (niestety) składnikiem współczesnej kinematografii, chociażby fabularnie nie była wymagana. Bezsensowne i długie mordobicia zamiast krótkich, trzymających w napięciu i fabularnie uzasadnionych starć nie rozwijają widza – raczej zaspokajają jego głód obejrzenia przemocy, odwołując się tym samym do instynktów zwierzęcia, które pragnie widoku krwi. Czyż nie jest to żałosne? Już nie wspomnę nawet o tym, że fabularnie produkcje filmowe również stają się coraz mniej wymagające intelektualnie, a stanowią swego rodzaju tło dla efektów specjalnych i wyżej opisanych scen – tak by nie wzbudzić w widzach uczuć i przemyśleń (może poza tym, jak bardzo filmowa para się kocha), a jedynie zaspokoić potrzebę obejrzenia czegoś prostego i rozrywającego, czegoś zrobionego specjalnie dla prymitywnych widzów, którzy nie widzą w filmach sztuki, treści ani przekazu, a jedynie sposób na spędzenie kilku godzin, by się przez ten czas nie nudzić. Obawiam się, że za kilka-kilkanaście lat nie będzie już inteligentnych produkcji, które rzeczywiście bawiąc będą uczyły, jak również autentycznie wzruszały czy zadziwiały – nastała era sztuki bez treści i bez stylu, sztuki pasującej do zmieniającego się wciąż na gorsze społeczeństwa.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 01.07.2009r.

1     

Imbir Użytkownik 03 07 2009 (19:59:20)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Trzeba przyznać, że autor zwrócił uwagę na bardzo poważną kwestię - jak wiele zależy od odbiorców danego filmu. Bo, nie oszukujmy się, ale to przez to, że nasze gusta obniżyły swoją poprzeczkę, wytwórnie produkują coraz większe gnioty. Bo ludziom się to podoba, ludzie to kupują, a dzisiejszy świat opiera się głównie na komercji. Film można zrobić na bazie wszystkiego, zarówno tanich romansideł sprzedawanych w dodatku z gazetą telewizyjną, ale również na podstawie książek, które okazały się bestsellerami. To od nas zależy na co wydamy parę groszy - czy na kino dla każdego, czy na to ambitniejsze. Za artykuł masz 5.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(45): 45 gości i 0 zarejestrowanych: