Poprzez kino [3]

Dziś opuścimy nasze piękne pola, lasy, góry i jumbo jetem wybierzemy się w podróż do Ameryki lat 40-tych. Spokojnie, to wcale nie oznacza, że polska kinematografia może poszczycić się jedynie dwoma czy trzema filmami, o których warto napisać. Zanim jednak przejdziemy do kolejnej perełki znad Wisły, opowiem Wam, drodzy czytelnicy, o filmie, bez którego nie powstałby tytuł, na którym skupię się w kolejnym odcinku i bez którego X muza nie mogłaby się tak prężnie rozwinąć. Dziś w Poprzez kino numer jeden wszelkich rankingów, przed państweeeeem… Obywatel Kane! Obywatel Kane, nakręcony w 1941 roku, był debiutem jednego z największych i chyba najbardziej ekscentrycznych artystów, jakim może się poszczycić kino amerykańskie. Orson Welles, bo o nim mowa, już od najmłodszych lat interesował się różnymi rodzajami sztuki, zarówno scenicznymi, jak i plastycznymi. W szkole wykazywał duże zainteresowanie teatrem, ale dalszą naukę podjął w akademii plastycznej. Wkrótce jednak przerwał edukację i wyjechał do Irlandii (będąc jeszcze dzieckiem stracił rodziców, a opieką nad nim zajął się zamożny wuj), gdzie rozpoczął swoją wielką karierę. Młody Orson Welles, gdy pojawił się na schodach dublińskiego Gate Theatre, nie miał praktycznie żadnego doświadczenia, ani reżyserskiego, ani aktorskiego. O jego sukcesie zadecydowała wrodzona pewność siebie i… bezczelność. Jak głoszą legendy i podania (najpewniej wymyślone przez samego artystę), twórca Obywatela Kane, podał się za wybitnego aktora broadwayowskiego, a na dodatek specjalistę od adaptacji Szekspira. Dyrektor niechętnie spoglądał na pewnego siebie młokosa, ale nie odmówił mu szansy. Rok później, opuszczając Gate Theatre, Orson Welles był już uznanym reżyserem i aktorem z wielką renomą. Dzięki swojemu podstępowi otworzył sobie drogę na Broadway i zadebiutował na deskach nowojorskich teatrów jako wybitny i znany twórca. W szybkim czasie odniósł olbrzymi sukces w całych Stanach Zjednoczonych. W 1937 roku otworzył w Nowym Jorku słynne Mercury Theatre, gdzie wystawiał spektakle oparte na dziełach Szekspira, w których główne role najczęściej powierzał sobie. Młody Orson jednak wciąż poszukiwał i w tym samym roku rozpoczął serię audycji dla radia NBC, gdzie czytał klasyki światowej literatury. Do historii przeszła Wojna światów H.G. Wellsa, która wzbudziła autentyczną panikę wśród mieszkańców zachodnich Stanów. Siła przebicia, jaką dysponował Welles, pozwoliła wymóc na właścicielach radia nadanie programu w trakcie wiadomości. Niski, głęboki głos, wygłaszający z przejęciem informację o ataku pozaziemskich istot przekonał społeczeństwo amerykańskie o autentyzmie sprawnie wyreżyserowanego przedstawienia. Biorąc pod uwagę narastający niepokój związany z widmem kolejnej wojny, trudno się dziwić reakcji, jaką wywołała informacji o inwazji. W takich okolicznościach, nawet dziś, nie jeden słuchacz z przestrachem zacząłby googlować informacje o ataku Marsjan. Dzięki popisowej roli w Wojnie światów Orsonowi Wellesowi udało się dokonać sztuki, którą nikt przed nim nie mógł się poszczycić, i której nikt do dziś nie powtórzył. Jedna z największych i najprężniej działających wytwórni filmowych przełomu lat 30-tych i 40–tych, RKO Radio Pictures, zaproponowała debiutantowi całkowitą wolność artystyczną i finansową. Co więcej, nie mówimy tu o początkującym reżyserze, ale osobie, która nie miała praktycznie żadnego kontaktu z kinem. Wytwórnia zajęła się przygotowaniem warsztatowym Wellesa i poprosiła jednego z doświadczonych, ale mało znanych reżyserów o pomoc. Ten, wraz ze swoim uczniem zamknął się w sali kinowej, gdzie przez dwadzieścia cztery godziny puszczał Dyliżans (1939) Johna Forda, tłumacząc tajniki sztuki reżyserskiej. W tych okolicznościach narodził się w 1941 Obywatel Kane. Scena z Obywatela Kane'a Wytwórnia RKO słusznie oceniła potencjał, jaki drzemał w przyszłym gigancie kina. Niestety sam Welles z jednej strony przecenił gusta filmowe ówczesnego społeczeństwa, a z drugiej zbyt wyraźnie nawiązywał w swoim filmie do prawdziwego potentata prasowego, Williama Randolpha Hearsta. Ten, zawiedziony swoim filmowym odbiciem, skutecznie wpłynął na recenzje w prasie. Jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze. Film po kilku latach zyskał zasłużoną sławę i do dziś dzień uważany jest za jeden z najważniejszych obrazów światowej kinematografii. Przejdźmy w końcu do dania głównego. Tytułowy bohater umarł. Jego olbrzymia willa, ogrodzona wysoką siatką, zaczyna popadać w ruinę, a media nie przestają pisać o zmarłym właścicielu i wyszukiwać skandalicznych plotek na jego temat. Niejaki Thomson, dziennikarz jednej z nowojorskich gazet dostaje wyjątkowo trudne zadanie. Charles Foster Kane, leżąc na łożu śmierci, tuż przed wyzionięciem ducha wymówił tajemnicze słowo różyczka (rosebud). Nasz bohater próbuje dowiedzieć się, czym była lub jest różyczka i dlaczego dla milionera była tak ważna. Rozpoczyna się śledztwo, w którym poznajemy osoby najbliższe zmarłemu, a przez ich opowieści historię Kane’a (Welles oszukuje widza – retrospekcje, które teoretycznie są opowieścią osób bliskich zmarłemu, wykraczają poza ich wiedzę i tak naprawdę to wszechwiedzący narrator opowiada o Kanie). Nie tylko sprawnie i nowatorsko skonstruowana fabuła (konstrukcje opowieści nazywa się sjużetem, natomiast chronologiczny ciąg zdarzeń to fabuła. W tym przypadku mowa o nowatorskim sjużecie), oparta o subiektywizowane retrospekcje, stanowi o sile filmu. Trzeba oddać Wellsowi, który wciela się również w tytułową rolę, że w swoim obrazie nie tylko do perfekcji doszlifował wszelkie elementy, ale przede wszystkim wprowadził całkiem nowe i zaskakujące rozwiązania. W Obywatelu Kane po raz pierwszy zastosowano szerokokątne obiektywy (najprościej rzecz ujmując, bohaterowie, którzy stoją w głębi planu i na jego przodzie zachowują ostrość), przeformułowano użycie tzw. roletki (przykład użycia montażu miękkiego, gdzie zamiast prostego sklejenia (montaż twardy), uzyskuje się efekt wirującego obrazu w płaszczyźnie poziomej, który przechodzi w kolejny) i wykorzystano nowe perspektywy patrzenia kamery: żabią (kamera ustawiona u stóp, sprawia, że postać wydaje się większa, potężniejsza) i ptasią (kamera prawie nad głową bohatera pomniejsza go). Nie można zapomnieć o muzyce, która zaczyna sama budować znaczenia, a nie tylko dopełniać obraz. Welles w ciekawy i bardzo twórczy sposób wykorzystuje montaż wewnątrzkadrowy, (najprościej – ustawienie bohaterów i ruchów w obrębie jednego kadru), sprawiając, że każde ujęcie żyje. Dzięki wykorzystaniu światłocienia (zachłyśnięcie się dźwiękiem, sprawiło, że wiele osiągnięć formalnych kina niemego zostało zapomnianych), autor nadaje indywidualny ton każdej wypowiedzi. Film można minuta po minucie analizować i doszukiwać się nowatorskich rozwiązań! Kilka słów należy się również obsadzie. W większości wystąpili debiutanci, ale tworząc bardzo dobre kreacje. Mieli tego pecha, a może szczęście, że partnerowali Wellesowi będącemu w najwyższej formie, to on bez wątpienia kradnie cały spektakl dla siebie (W wybitnym Trzecim człowieku (1949) Carola Reeda, pojawiając się jedynie w kilku scenach, zagarnia dla siebie cały mój zachwyt). Na uwagę z pewnością zasługują: świetny James Cotton, grający przyjaciela tytułowego bohatera, autor zdjęć - Gregg Toland i montażysta Robert Wise. Trzeci człowiek Film był nominowany do Oskara w 9 kategoriach, ale zdobył zaledwie jednego, za scenariusz autorstwa Wellesa i Hermana J. Mankiewicza. Rywalizację o statuetkę za najlepszy film przegrał z zapomnianą Zieloną doliną w reżyserii Johna Forda, a Oskar dla najlepszego aktora powędrował do Gary'ego Coopera za rolę w propagandowo-patriotycznym Szeregowcu Yorku (swoją drogą uwielbiam Coopera, ale miał dużo lepsze role). Na koniec pozostaje mi jeszcze raz polecić film, który na początku XXI wieku w końcu zadebiutował oficjalnie w naszym pięknym kraju. Jego siłą nie są tylko nowinki techniczne, ale przede wszystkim ciekawe spojrzenie na ludzkie życie. Film stawia ważne pytanie o to, na ile jesteśmy w stanie poznać prawdę o drugim człowieku i nie dając prostych i jednoznacznych odpowiedzi fascynuje kolejne pokolenia. Wielkie kino wielkiego człowieka. Pozdrawiam i zapraszam na kolejne części. Poprzez kino [2]



        Dedykacja: Justysiowi

Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 10.07.2013r.

1     

Pawlak Właściciel 13 07 2013 (16:36:25)

No to mam kolejny film na liście "do obejrzenia" ;)
Justyno, inspiruj Dawida to kolejnych części!

solitary universe Użytkownik 13 07 2013 (11:40:38)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Poprzez kino w najwyższej formie! Niesamowicie napisany tekst, wciąga i uczy (akapit o rodzajach montażu, etc. czytałam dwa razy - żeby nie było, że coś pominęłam!). Być może czar samej osoby Wellesa ma swój udział w jakości tej pracy, ponieważ Twój kunszt w skali całego cyklu jest niezaprzeczalny, a jednak tutaj prezentujesz coś więcej niż w poprzednich częściach.. Moje ocena jest krótka: Wielkie kino wielkiego człowieka, wielkim tekstem opisane. ;)

Fereba Użytkownik 12 07 2013 (18:36:30)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zastanawiam się, jak podsumować Twój artykuł i nie mam pomysłu, ale może tak: perfekcjonizm w każdym calu :)

W całym tekście widać zaangażowanie, czuć Twoją chęć zaciekawienia czytelników. Udaje Ci się to według mnie nawet z nadwyżką, ponieważ (pozornie) bez wysiłku opisujesz wszystkie szczegóły i ciekawostki z historii powstania filmu.

Osobiście uważam tą część za wyjątkowo ciekawą, ponieważ jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć Obywatela Kane'a. Ty pozwoliłeś mi przypomnieć sobie ówczesne wrażenia po seansie oraz fabułę. Sprawa dodatkowa: dowiedziałam się wielu ciekawych informacji o samym reżyserze i o metodzie powstawania filmu jako takiego (tyle nowych określeń, o których nie miałam pojęcia!). Dzięki Ci za to.

Całość ująłeś w zgrabne ramy, gdzie wszystko jest logiczne, przemyślane i uporządkowane, ani śladu chaosu, brak mętliku w głowie (jaki w niektórych nieprzemyślanych recenzjach się zdarza).

Mam tylko zgrzyt w jednym miejscu:
Trzeba oddać Wellsowi, który wciela się również w tytułową rolę, że w swoim obrazie nie tylko do perfekcji doszlifował wszelkie elementy, ale przede wszystkim wprowadził całkiem nowe i zaskakujące rozwiązania.


To: trzeba oddać chyba lepiej brzmi jako: trzeba przyznać.

Napisz, co o tym sądzisz, to albo zmienimy albo zostawimy jak jest.

Podsumowując, zaangażowanie aż bije z tego tekstu i kłuje czytelników w oczy i to jest wielka jego zaleta :)

PS. Poprawiłam błędy interpunkcyjne, parę przecinków tu i tam.

amymone Użytkownik wpmt 11 07 2013 (00:53:46)

To zdecydowanie, jak do tej pory, mój ulubieniec cyklu. Twoje teksty, pasja i wiedza, jakimi się dzielisz jest naprawdę inspirującą. Wiem, że o tym wiesz, że mówię Ci o tym... Łączysz elementy historii filmu, pojęć czysto technicznych, przeplatasz to anegdotami i dodatkowo piszesz takim językiem, że czytać się całość jak dobrą książkę. Cieszę się, że językowo jesteś coraz lepszy, dokładniejszy, bardziej dbały. Nie wystawię oceny, pozwolę sobie na nie wystawienie, choć wiem, że jestem wobec Ciebie bardziej obiektywna niż wobec kogokolwiek innego, bo poniekąd jestem od początku. Poza tym wiesz, że nie jestem z tych, którzy głaszczą po głowie. Piszę, bo wiem, jak bardzo boli Cię brak zainteresowania ze strony użytkowników, którzy wchodzą na portal egoistycznie, aby dodać pracę i poczytać (najlepiej pochlebne) opinie o niej i o sobie. Ty starasz się być wszędzie, obserwujesz tętno i puls tego miejsca i starasz się mieć na nie wpływ. Zostawić słowo pod większością tekstów. I wiem, że chciałbyś, aby każda praca cieszyła się choćby minimalnym zainteresowaniem, aby dwa marne komentarze redaktorskie były jedynie przepustką i zabawa zaczynała się po "wyjściu na wolność" od poczekalni i gry w chowanego z autorem.

Ja też bym tego chciała. Chciałabym móc obiecać, że coś z tym zrobię. Chciałabym.

Dzięki takim tekstom, jak Twój, Maćka, Oli odbijamy się, wyróżniamy. Na razie musimy wierzyć, że trzeba robić swoje i mieć nadzieję, że wszystko inne przyjdzie powoli.

Nagadałam się głupio, jak bywa. Dziękuję Ci za to, że piszesz właśnie tak.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: