warto go przeczytać
Pseudonim: AnonymousDefinicja idealnej miłości wbrew pozorom jest bardzo elastyczna. Co więcej, często miłość dla jednego człowieka jest całkowitym zaprzeczeniem tego, czym jest dla drugiego człowieka. Najgorsze jest to, że nikt do tej pory nie był w stanie w ogóle napisać jednoznacznej, w stu procentach poprawnej, słownikowej definicji samej miłości. Co tu dopiero mówić o miłości idealnej. W gruncie rzeczy można by się zwrócić do filozofów, cofnąć nieco wieków w tył i przeanalizować, co też oni na ten temat mają do powiedzenia.. Eurypides twierdził, że „miłość jest największą słodyczą i goryczą na świecie”. Zastrzeżeń nie mam, no bo przy tak ogólnikowym stwierdzeniu można tylko przytaknąć i schylić głowę ze skruchą. Pytanie tylko, co nam to da? Czy to wyczerpuje choćby w najmniejszym stopniu temat? Owszem, miłość jest powodem wielu zmartwień, smutków, cierpień, i jest też swego rodzaju szczęściem, że jest ta druga połówka, która cię wesprze. Zapewne o to chodziło Eurypidesowi. Można by to też tak zinterpretować, że raz jest ta druga osoba, a raz jej nie ma. Raz jest szczęśliwa miłość, a raz jej nam braknie. 'Suma sumarum' wychodzi na to, że istnieje miłość szczęśliwa i nieszczęśliwa i to ten podział chciał nam ów filozof wskazać. Teraz jednak nasuwa mi się jedna myśl – czyż na to sami nie jesteśmy w stanie wpaść? Czy jesteśmy aż tak ślepi, że tego nie widzimy? Okazuje się, że nie dla każdego pojęcie szczęścia znaczy to samo. A więc i pojęcie miłości ma dla takiej osoby inną formę. O kim myślę? O ludziach Romantyku, o ludziach którzy szczęście widzieli w nieszczęśliwej miłości. Dla nich ideałem tegoż boskiego uczucia była miłość nieszczęśliwa. Miłość platoniczna. Kochajmy się po cichu, bo głośno nam nie wolno. Piszmy poezję, płaczmy, ale nie róbmy nic, żeby ten stan się zmienił. A w końcu weźmy pistolet do reki i strzelmy sobie w głowę – Tak właśnie życie prezentuje się w oczach romantyka. Nie mylmy jednak pojęcia osoby z romantyku a romantyka z czasów współczesnych, bo to dwie różne definicje, a ja zajmuję się tą pierwszą. Wracając jednak do tematu, jeśli przeczytasz „Cierpienia młodego Wertera” to zdasz sobie sprawę, że to prawda najprawdziwsza. Że to, co mówiłem, to nie mój wymysł. Tytułowy bohater, nieszczęśliwie zakochany w Locie, która właściwie też go kocha, ale że ma męża, to nic zrobić nie może. I przejdźmy do końca książki – Werter bierze pistolet i w typowym dla siebie ubraniu , niebieskim fraku i żółtej kamizelce, strzela sobie w głowę. Męczy się biedak długo, a całe te męczarnie dokładnie zostały opisane, umiera dopiero po kilkunastu godzinach. Ciekaw jestem, czy czytelnik też chciałby w ten sposób umrzeć. Warto? Widocznie warto, skoro ludzie z tamtych czasów, czytając książkę Goethego szli w ślad za tytułowym bohaterem. W tym samym stroju, najlepiej tą samą bronią. Miłość idealna.... A może jednak nie? Przynajmniej Kościół na to inaczej patrzył i w trosce o to, żeby kolejne pokolenia młodych się nie zabijały, skonfiskował dużą część nakładu książki. Pomijając kwestie religijne, definicję miłości Kościół ma całkiem poprawną. Może sam obiekt miłości nie jest tym, czym ateista by chciał, żeby był. Wedle niego „miłość daje a niczego nie żąda”. Zastanówmy się teraz ile w tym prawdy. Czy jeśli kochasz, nie chcesz żeby druga osoba cię kochała? No właśnie i gdzież ta bezinteresowna miłość. Czy kochając i okazując to drugiej osobie, nie oczekujesz by i tobie ją okazywała? By przytuliła, pogłaskała? A przecież nie każdy potrafi tak czule okazywać miłość, a jednak powinien, bo przecież tego oczekujemy. I gdzie ta bezinteresowność?! Nie ma jej? Czasem jednak jest, czasem kochasz, nawet jeśli druga osoba nie kocha. I co więcej masz zamiar kochać do końca życia. Inna sprawa czy zamiar wprowadzisz w czyn, a inna to słuszność idei. Bo jest przecież słuszna, no nie? Skoro powinniśmy kochac tę jedyną bądź jedynego, to przecież powinniśmy wiedzieć że to właśnie on. I kochać, kochać w nieskończoność. Nieważne jak długo. Nieważne co się stanie. Bo przecież „miłość zawsze wybacza”. Prawda? Nieprawda! Są pewne granice, miłość przecież nie jest nieskończona. Nie jesteśmy tylko w stanie czasem ocenić, czy już tę granicę przekroczono, czy też nie. Nie wnikam w to, każdy z nas powinien to sam ocenić, zgodnie ze swoim sumieniem i swoimi zasadami. Przejdźmy teraz na druga stronę. Wiarę, miłość, stronę uczuciową pozostawmy na boku i zajmijmy się stroną czasu oświecenia, a tym samym sprawą racjonalistów. Dla tychże miłość to część życia, raz większa , raz mniejsza, ale na pewno mniej znacząca w porównaniu do znaczenia miłości w życiu romantyków. Jest elementem, który jest częścią nie tylko życia, ale i szczęścia. Jednakże najważniejszym jest rozumne przejście przez życie i zdobycie jak największej wiedzy. Rozum, potem miłość. Racjonaliści to jednak, tak samo jak romantycy, wyłącznie grupa o pewnym światopoglądzie, a co z resztą ludzi, którzy w danych epokach żyli? Czy światopogląd tychże choćby nawet większościowych grup był również ich światopoglądem? Czy możemy to łopatologicznie mówiąc wsadzić do jednego koszyka? Myślę, że nie. Zapewne ta część miała takie samo spojrzenie na ten temat jak dziś ma część naszego społeczeństwa. Pogląd poprawny na miłość. Również na miłość idealną. Na pewno nie zgodziliby się oni z powiedzeniem, że „miłość istnieje tylko dla tych, co o niej myślą”. Stwierdzenie „Ci, którzy kochają, sami kształtują sobie życie” zapewne byłoby dla nich przesadzonym. Natomiast zgodziliby się z tym, ze „każdy kto kocha, jest poetą”. Oczywiście poetą pełnym życia, pragnącym żyć i zdającym sobie sprawę z wartości życia a nie poetą samobójcą. Po kolei. Miłość jest uczuciem, o którym nie trzeba myśleć, powstaje spontanicznie. I nawet jeśli o niej nie myślimy, to przecież możemy kochać. Bezwiednie często. Kochając, i owszem, kształtujesz sobie z wybranką życie wedle własnych barw i założeń. Praktycznie jest to świat prawie taki, jak zapragniesz. Prawie. Ale nie całkiem. Przecież świat zewnętrzny często może wtrącić tu swoje „ale” i zepsuć Nam to szczęście. Nieważne jakbyśmy sobie życie zaplanowali, i tak w większej mierze będzie ono inne, pełne niespodzianek. Zupełnie o czym innym już mówiąc, miłość jest poezją. I tego zaprzeczyć się nie da. Wyraża się w spojrzeniach, gestach ale i słowach. Każde zdanie powodowane emocją jest niejako wersem jakiegoś dłuższego wiersza. Już nie mówiąc, że najlepiej to uczucie właśnie w formie wierszowanej przedstawić. Miłość to coś wielkiego, coś, co daje nam szczęście, i je nam odbiera. Co jednak nie znaczy, że jak utracimy szczęście, to mamy się zabijać. Miłość nie jest jednorazowa. Nie znalazłeś tej jedynej? Nie znalazłaś tego jedynego? Jeszcze znajdziesz. „I teraz jestem po prostu w szoku, czytając wiersze 13 bądź 15-letnich dziewczynek, które piszą, że chcą umrzeć, bo je ktoś tam rzucił.” – tak stwierdziła pewna moja znajoma. I racja jest. Wiele wierszy tego typu można znaleźć. A ja chciałbym podkreślić, że to nie koniec świata. Że nie ma co myśleć o odbieraniu życia, czy o tym pisać. Bo to kłamstwo. Kłamstwo młodości. Każdy z nas kiedyś tak myślał, ale z wiekiem sobie uświadomi, że miłość nie powinna być wszystkim. Powinna być większością naszego życia, nie wszystkim. Miłość idealna to miłość szczęśliwa, to taka, która jest w stanie pogodzić się z tym, że kochana przez nas osoba zrezygnowała z nas. Jesteśmy za młodzi, by umierać. Miłością idealną jest miłość ze złotego środka, jej definicja znajduje się w środku luki między zdaniem racjonalistów a romantyków. Tak czy owak, życie jest zbyt krótkie by się go pozbawiać. Żeby zaznać takiej miłości idealnej, być może będziecie musieli przeżyć wiele przykrości i znieść nie byle jaki ból po rozstaniu. Takie jest życie...
Ocena: 2.5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 15.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(34): 32 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, perla94