warto go przeczytać
Pseudonim: screamerty
Święta już za nami. Tym razem telewizja i producenci filmowi znowu nas nie zawiedli. Mieliśmy kolejny wysyp bożonarodzeniowych produkcji. Nawet Polacy dali coś od siebie. Słaby i niezbyt oryginalny obraz „Listy do M.” wypełnił kieszenie twórców. Na szklanych ekranach w naszych domach nie zabrakło też Kevina i dennych telewizyjnych projektów. Ja chciałbym jednak powiedzieć o trochę innych filmach świątecznych. Nie tych, romantycznych komedyjek, do których jesteśmy przyzwyczajeni, od których aż mnie mdli. Przedstawię kilka obrazów, które mogą dać prawdziwą rozrywkę, a może nawet uchronić od zwariowania.
Na miejscu piątym mojego zestawienia znalazł się „Zły Mikołaj” z 2003 roku. Historia zapijaczonego złodzieja, który w stroju Mikołaja rabuje domy. Wszystko w jego życiu zaczyna się zmieniać, gdy natrafia na ośmioletniego chłopczyka. Widzimy jak główny bohater próbuje wyzbyć się złych nawyków. Wszystko trochę banalnie i zbyt Hollywoodzko, ale gra aktorska Billa Boba Thortona wynagradza niedociągnięcia. Pokaźny zarost i butelka taniej whisky w ręce przebranego przestępcy poprawiają humor. Naprawdę dobra rozrywka, szkoda, że z tak oklepanym przekazem końcowym.
Miejsce czwarte należy do telewizyjnej produkcji BBC z 2006 roku „Wiedźmikołaj”. Porządnie zrobiona ekranizacja prozy Terrego Pratchetta. Na życie naszego przyjaciela w czerwonym kubraczku dybie pan Herbatka z akcentem na ‘a’. Porywa go i nie ma, kto roznosić prezentów grzecznym dzieciom. Tego zadania podejmuje się sam Śmierć. No dobrze, ale kto zastąpi żniwiarza? Wypada świątecznie odnowić kontakty z rodziną i poprosić o pomoc córkę, która będzie musiała zmienić swoje życie. Wspaniała rozrywka nie tylko dla fanów twórczości Pratchetta. W przeciwieństwie do naszych rodzimych produkcji telewizyjnych, film jest bardzo profesjonalnie zrobiony. Idealny sposób na zabicie czasu między śniadaniem, a kolacją wigilijną.
Teraz trochę bardziej na poważnie i swojsko. Trzecie miejsce należy do obrazu Janusza Morgensterna z 2000 roku „Żółty szalik”. Jest to film telewizyjny z serii „Polskie święta” i trwa około godziny. Odbiega on jednak od typowych projektów tego typu i bardziej przypomina produkcję kinową. Czy alkoholik może się zmienić? Czy pomoc rodziny wystarczy? Na te pytania reżyser próbuje odpowiedzieć. Oglądamy upadek człowieka, którego imienia nie poznajemy, co tylko wzmaga dobitność. Jego miotanie się w świecie, do którego nie wie, dlaczego należy może sprawić, że więcej nie sięgniemy po kieliszek. Nie można nie wspomnieć o wspaniałej roli Janusza Gajosa. Czysta przyjemność z odbioru, który zostawi moralnego kaca. Gorzkie, solidnie zrobione kino.
Było śmiesznie, dziwnie, smutno, a teraz pora na animację. Na miejscu drugim znalazł się „Miasteczko Halloween” z 1993 roku. W produkcję zamieszany jest Tim Burton, chyba bardziej zachęcać nie trzeba. Przeżywamy wycieczkę do świata koszmarów, w którym główny bohater chce wprowadzić Boże narodzenie. Pomagają mu w tym przyjaciele, którzy porywają Mikołaja i dekorują swoje domy. Jak to niestety bywa, zawsze znajdzie się ktoś chętny na zniszczenie sielanki i czyjegoś szczęścia. Nie można zapomnieć o soundtracku. Piosenki wpadają w ucho, aż chce się nucić. Pomysł na zajęcie i wystraszenie młodego kuzynostwa, a dla nas świetna zabawa.
Miejsce pierwsze i mój ulubiony świąteczny film. „Cicha noc, śmierci noc” z 1984 roku. Mam słabość do slasherów i bardzo się cieszę, że powstał jakiś w tym klimacie. Młody Billy jest świadkiem zabójstwa rodziców, którego dokonał święty Mikołaj. Po incydencie trafia do sierocińca i tak mu się dorasta z nękającymi koszmarami. Zdobywa pracę i odbija mu całkowicie. Wkłada czerwony strój dobroczyńcy i zabija wszystko w zasięgu wzroku. Scena, w której wkłada kobietę na poroże do dzisiaj robi wrażenie. Oczywiście jest to rozrywka bez głębszego sensu, ale sam tytuł nie sugeruje Bergmanowskiej wycieczki w zakamarki umysłu. W czasie, w którym wszyscy sztucznie się uśmiechają i udają, że lubią się nawzajem, miło popatrzeć, jak ktoś dobrze nam znany znęca się nad innymi. Puszczając ten film po wigilijnej kolacji, możemy być pewni, że rodzinka szybko do nas nie wróci.
Niestety nie udało mi się zmieścić jeszcze dużej ilości tego typu filmów. Temat jest tak naprawdę studnią bez dna. Może kiedyś dam radę napisać o nich więcej. Na razie polecam przedłużyć świąteczną gorączkę i obejrzeć wspomniane tytuły, przygotować się już na następne Boże narodzenie. Jestem pewien, że będziecie się na nich bawić przynajmniej tak dobrze jak ja.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 27.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(34): 32 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, perla94