warto go przeczytać
Noc była zimna i dżdżysta. W małym miasteczku, w małym domku, w równie małym łóżku spał pewien człowiek o nazwisku Gutenberg. Sen miał płytki, a twarz raz po raz wykrzywiały dziwne grymasy. Jednak wcale sen ten nie był koszmarem. Śniła mu się wizja świata, w którym wszyscy czytali książki, zachwycali się ich pięknem i wspaniałością. A on przyglądał się górom papierowych skarbnic wiedzy. Sam zresztą stał na szczycie jednej z nich i cieszył się tym, że wszyscy traktowali go jak boga. Czuł się w końcu dowartościowany. Nie ma co się temu dziwić, bo już jako stary, zdziwaczały impotent, który nie znał jeszcze telewizji, miał w głowie ideę, ażeby rozpowszechnić jego osobiste zboczenie na cały ówczesny wielki, zamknięty w Europie świat.
Kiedy się obudził, wiedział co zrobi. I tak powstał druk Gutenberga.
Nie będę pisał o tym, że książka towarzyszy człowiekowi praktycznie od jego narodzin. Najpierw książeczka zdrowotna, do której nawet nie zajrzymy, bo i po co? Następnie będzie pierwszy elementarz, katechizm i inne podręczniki, które będą nas odstraszały. Raz kiedyś, gdy będziemy zasypiać, mama przeczyta nam jakąś bajkę z cienkiej książeczki, byśmy myśleli, że dobro zawsze zwycięża.
Książki odstraszają większość dzieci, później młodzieży i dorosłych. Najczęstsze zarzuty to:
- za nudna,
Oj często zdarza mi się czytać książki, nie mające w sobie ani krzty magii, tego czegoś co mnie przyciąga i mówi: JESZCZE! Bo jaki jest sens katować się czymś takim? Jedynym wytłumaczeniem jest to, żeby nie popaść w lekomanię, biorąc tabletki nasenne. Polecam takie jako "szybkousypiacze”. Gwarancja szybkiego zaśnięcia, ale na zwrot pieniędzy nie oczekujcie.
- za głupia,
Czy zdarzyło się wam przeczytać coś tak głupiego, że czuliście lasowanie się mózgu? Czasami mam wrażenie, że treść jest na poziomie dzieci, które piszą zdania w stylu: "A że niedaleko było woda, to nazwali je Barbara". A później wpajają dzieciom takie historie i jak tu można dziwić się temu, że nie chcą później czytać?
- za gruba,
Książkowe "Mody na sukces”, które nigdy się nie kończą, a bohaterowie wychodzą przez drzwi przez kolejne dziesięć rozdziałów. Czy może być w tym coś pasjonującego? Może, może i to naprawdę wiele. Dlaczego romansidła, sagi o kobietach z różnymi odcieniami włosów są rozchwytywane w księgarniach? Bo ludzie chcą kiczu, żeby momentami nad nim podumać. Są również takie czytadła, które warto przeczytać albo pojedyncze książki, co pomimo swej grubości wciągają czytelnika.
- za…
można by tak dalej wymieniać.
Więc czemu cieszą się taką popularnością, pomimo otwartej niechęci ze strony niektórych? Dlaczego jest tak, że potrafimy przeczytać coś jednym tchem, zapominając o istniejącym świecie?
Staruszek Gutenberg zmarł, a światu pozostawił swój wynalazek. Jak grzybiarki przy drogach się pojawiały tak powstawały co chwila nowe księgarnie, drukarnie prężnie się rozwijały, wydając co rusz to nowe dzieła.
Jednak pewnego dnia pewien Polak o imieniu Mikołaj, nazwisku jakże mitologicznym, a mianowicie Rej, stwierdził, że ma już dosyć posługiwania się łaciną, która przeszłą więcej metamorfoz niż Michael Jackson. Dlatego też postanowił zacząć mówić językiem Słowian, mową jego praojców, Lechitów, a może nawet dziadka Piasta Kołodzieja( o ile nie zaszedł już przegłos polski). W każdym bądź razie Europa spostrzegła, że wcale nie jest tak uboga językowo.
Zaczęła się era języków narodowych i książek w tychże językach pisanych.
Ilu Polaków, tyle zdań, argumentów i pomysłów. Jeden ujrzy w historii jakiejś rodziny coś ponadczasowego, kolejny stwierdzi, że fabuła jest wciągająca i tak dalej, i tak dalej. Nie można odpowiedzieć jednoznacznie, gdyż jak powiedział Czesław Miłosz "Od nas zależy co w dziełach widzimy”. Jest to jak najbardziej prawdziwe stwierdzenie, bowiem to, co potrafimy dostrzec zależy od naszego wieku, charakteru, jak i nastawienia. Niejednokrotnie musiałem dojrzeć to jakiegoś tytułu, ażebym mógł go przeczytać.
Ktoś powie, że w "Małym Księciu" odnalazł odpowiedź na pytanie "Jak żyć?”, a jakiś fanatyk odpowie, że jest to historia o małym chłopcu, który był na tyle rozkapryszony, że nie doceniał tego, co miał i ruszył w świat, by zyskać więcej. A co w zamian dostał? Śmierć. Epoka dzieci Emo zbliża się wielkimi krokami. Dla mnie jest najwartościowsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem. Od zawsze "Mały Książę" był moim idolem i niech tak na zawsze pozostanie.
Co jednak decyduje o tym, że czytamy i powracamy do takich dzieł? Siła twórcza pisarza, a może chęć ujrzenia czegoś, czego na co dzień nie doświadczamy? A może jedno i drugie? Kto wie? Samemu należy na to odpowiedzieć.
Pan Kowalski wziął długopis i zaczął pisać o swoim życiu. Chciał wszystkim udowodnić, że zostaniem drugim Janem Chryzostomem Paskiem. Pisał:
"Dawno, dawno temu żył Jan Kowalski, czyli ja. Nie byłem cudowny, ale kochałem świat i dzieci, które się nigdy nie urodziły. Miałem kochającą żonę, mieszkając w klasztorze ojców Kapucynów. Byłem przykładnym ascetą, więc codziennie chodziłem do burdelu. Co by pomyśleli sąsiedzi, gdybym pił? Aż strach pomyśleć, więc dzień w dzień upijałem się, żeby myśleli, że ja to ja, a nie ja to ja. Wszyscy mnie lubili. Czułem się kochany, ale musiałem się zabić."
Ambitne, prawda? To, że Bóg dał nam dwie ręce i możliwość pisania jedną z nich, nie oznacza, że każdy potrafi wykorzystać swoją rękę i głowę do dobrych celów.
Wróćmy jednak do meritum.
Czytając treść tak naprawdę jesteśmy jej twórcami. To czytelnik decyduje, jak będzie w jego oczach wyglądał bohater, jakimi emocjami go obdarzy, jak go zacznie postrzegać. Wtedy może sam siebie zaskoczyć, sprawić, że czytanie sprawi mu satysfakcję, ponieważ był uczestnikiem tego wszystkiego, ponieważ tamten świat stał się jego osobistym światem, do którego będzie chciał wrócić, gdy…
No właśnie, kiedy powracamy do książek? Żeby przeżyć je na nowo?
Skłoniłbym się do stwierdzenia, że powtórne przeczytanie pozwala nam ujrzeć książkę jeszcze z kolejnej perspektywy, gdyż z biegiem czasu i my stajemy się bardziej dojrzali i przy tym wrażliwsi na prawdziwe piękno. Są książki, z których się wyrasta, ale i takie, jak "O psie, który jeździł koleją", które są zawsze wartościowe.
Przez kilkaset lat pojawiali się Mickiewicze, Molierzy, Szekspirzy i inni ich pokroju, którzy niczym Madonna swoim śpiewem, olśnili świat talentem pisarskim. Życie, życie jest nowelą, raz przyjazną, a raz wrogą…”. Na tej myśli, która pojawiła się jakieś 300 lat później, autorzy opierali swoje historie.
I nadszedł wiek XX, jakże burzliwy. Krew, śmierć ludzi, płacz, lament i niesprawiedliwość – oto co zastaliby przybysze z Roswell. Jednak jakie to było dla autorów inspirujące. Mogli wcisnąć w końcu człowiekowi kit w usta i powiedzieć, że to smaczna pianka jo-jo. Życie jest piękne! Chyba tak, ale ludziom chciało się więcej i wymyślili, że ładne zawijasy, z których później powstawały ich dzieła zastąpią równie idealnymi literkami w formie e-booków. Kilkanaście lat wcześnie pan od sepulek przewidział, że ludzie wolą używać swoich dłoni i zwinnych paluszków do penetracji cheeseburgerów w McDonald’s . Ciekawe więc, co za x – lat wykombinują panowie od działu promocji Cały świat czyta dzieciom”? A będzie co czytać? THE END.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć słowa młodego poety Piotra Macierzyńskiego, które zawarł w swoim krótkim haiku "XXX":
"podobno 20 procent Polaków
nie rozumie tego co czyta
chuj z nimi"
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 8
Data dodania: 18.04.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7818 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1586 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46229 | Użytkownicy: 3555
Online(32): 31 gości i 1 zarejestrowanych:
exother